Kamienie Wilhelma

Internetowe wydanie ksiązki Andrzeja Czaplinskiego

Get Adobe Flash player

Dobra rodowe

 

 Lasy prakwickie skrywają niejedną tajemnicę. Wszystkie te zagadki odkrywano już w czasach von Dohnów, warto więc zapoznać się z nimi. Jedną z nich jest tak zwany „szwedzki szaniec”. Dzisiaj już wiemy, że było to miejsce warowne ludów pruskich zamieszkujących pierwotnie te ziemie.

Legenda mówi, że dawni mieszkańcy Prakwic usypali go podczas najazdu szwedzkiego w XVII wieku. W zacisznej niszy, otoczonej stromym pagórkiem z jednej i meandrem rzeki Dzierzgoń z drugiej strony, mieszkańcy wsi ukrywali się przed najeźdźcą. Czas zatarł pierwotny wygląd kryjówki. Ale przy odrobinie chęci można go sobie wyobrazić.

W 2005 roku dzięki uprzejmości Kazimierza Madeli uzyskałem dostęp do odręcznych notatek z przeprowadzanych wykopalisk, które sprawę Szwedzego Szańca przedstawiają w innym świetle. Z języka niemieckiego przetłumaczył je Stanisław Łaga. W oryginale sporządził je Hans Schleif. Tytuł oryginału „ Die Swedenschanze bei Altstadt, Kreis Mohrunger” czyli „Szwedzki szaniec koło Starego Miasta, powiat Morąg“. Raport opublikowano w „Prähistorische Zeitschrift” XXVI, 1936, str. 218.Zapisano w nim:

„W związku z szeroko zakrojonymi, jeszcze nie zakończonymi, pracami Reichsfűhrera SS Heinricha Himmlera na Górze Zamkowej przy Starym Dzierzgoniu, wykonano kilka niewielkich wykopów zwiadowczych na „Szwedzkim Szańcu” w lesie prakwickim, których celem było uzyskanie materiału porównawczego o właściwościach glebowych, stanie zachowania oraz konstrukcji wałów. Za zezwoleniem właściciela, księcia Dohna-Schlobitten, przeprowadzono wykopaliska w czasie 18-28 maja 1936 r. z pomocą 8 członków Reichsarbeitsdienstabteilung (Państwowej Służby Pracy) w ciągu 150 godzin roboczych. Miejscowym kierownikiem był J. Loehausen. „Szwedzki Szaniec” znajduje się 1500 m na wschód od wsi Stare Miasto, w V-podobnej pętli Dzierzgonki (strumienia „Sorge” lub staropruskiej „Sirguny”). Przez niewielkie tylko spiętrzenie można dolinę strumienia rozszerzyć do wielkości małego jeziorka chroniącego wysoką na około 12m powierzchnię pagórka grodziska, chroniąc go od północy, zachodu i wschodu. Od strony południowej powierzchnia grodziska, o zarysie połowy owalu, oddzielona jest wałem odcinającym i położoną przed nim fosą, od lekko falistej „Koenigseer Heine.

Przedstawiono w nich m.in. odręczne rysunki z przeprowadzonych wykopalisk na „Szwedzkim Szańcu”

Opis rysunku:
1. Szaniec szwedzki przy Starym Mieście-podziałka wynosi: wysokości w m(np. + 12 m 10 cm) nad poziomem wody w Dzierzgonie w czerwcu 1936.
2. Dzierzgonia (Zorga, Sirgune);
3. Przekrój;
4. Północ magnetyczna;
5. korona wału;
6. Czerwiec 1936.

Na podstawie wykopalisk odtworzono obraz konstrukcji wału obrazujący były stan umocnień.

Stwierdzono, że wewnątrz znajdowało się grodzisko. Przy zdobywaniu wał musiał być podpalany o czym świadczyły spalone belki. Były to nieobrobione okrąglaki grubości ramienia. Nie znaleziono śladów plecionki. Prawdopodobnie za pionowymi słupami, związanymi u dołu przez wspólne podkłady, postawiono ścianę z okrąglaków, za którą sypano ziemię z kopanych fos. Nie rozpoznano wejścia do wnętrza grodziska. Wysnuto więc wniosek, że przy tak małych grodziskach, wejściem była mała furtka na jednym z obu bocznych zboczy, do której prowadziła wąska ścieżka.

Na podstawie jednego, jak podaje autor „szczęśliwego” znaleziska tj. brunatnego, cienkościennego garnka z pogrubionym profilem krawędzi, określono przypuszczalny wiek obwarowań. Ponieważ znaleziony garnek dokładnie odpowiadał późno pruskiej ceramice jaką znaleziono na Górze Zamkowej oraz cmentarzyskach i osadach Prus Wschodnich i Zachodnich, stwierdzono, że grodzisko zbudowano krótko po 1230 roku, przeciwko Zakonowi i prawdopodobnie zniszczono po, nieszczęśliwej dla Prusów bitwie nad Zorge w 1233 roku. Nazwa „Szwedzki Szaniec” pochodzi z późniejszego okresu, kiedy nie było już w tym miejscu małego grodziska, a jedynie pozostały obwałowania. Liczne fragmenty innych naczyń świadczyły o częstych pobytach w tym miejscu ludności.

Naczynie pruskie odnalezione w „Szwedzkim Szańcu” (fot. H. Schleif, ANDA MWiM Olsztyn)

Kolejną osobliwością lasów prakwickich jest arboretum (dendrarium), założone przez starszego strzelca Ehm`a około 1850 roku. Pośrodku lasu ( nieopodal „szwedzkiego szańca”), w osłoniętym od wiatru i mrozu miejscu, posadzono rzadkie gatunki drzew. Choć obce miejscowemu drzewostanowi, rozwijały się zdumiewająco dobrze. 

Odnalazłem to miejsce podczas jednej z wędrówek. Do dziś rosną tam nietypowe dla rodzimego krajobrazu okazy: choina kanadyjska, sosna wejmutka oraz jodły. Ciekawostką jest kolejny kamień ustawiony tu przy okazji posadzenia dębu poświęconego Wilhelmowi I, dziadkowi opisywanego Cesarza. Jeśli wierzyć kamiennemu obeliskowi, to dąb posadzono 22 marca 1871 roku. Dziś pozostał po nim tylko pień.

Interesująca jest także położona w lesie zakręckim „Góra Zamkowa”. Pierwotnie znajdowało się tu grodzisko Prusów, które w drugiej połowie XIII w. zostało zajęte przez Zakon Krzyżacki. Według niemieckich źródeł, Prusowie odbili grodzisko podczas świąt Bożego Narodzenia, gdy zakonnicy byli na modłach. Zupełnie inaczej brzmi polska wersja wypadków-bowiem to Krzyżacy mieli w Boże Narodzenie napaść na grodzisko i doszczętnie je spalić. Gdy za czasów Ryszarda Wilhelma von Dohna, wszędobylski leśniczy - łowczy Gustaw Adolf Schmidt, bez zezwolenia wykopał tu kilka przedmiotów, dostał ostrą reprymendę od księcia. Rozmiary wzniesienia sięgały 60 metrów wysokości. Znajduje się ono w pętli rzeki Dzierzgoń i do dziś można rozpoznać potrójne obwałowania, na których niegdyś wspierały się drewniane palisady budowli.

Gdy podczas spotkania z Himmlerem, wnuk Ryszarda Wilhelma - Aleksander, opowiedział o drewnianym grodzisku, ten z entuzjazmem zaproponował przeprowadzenie wykopalisk. Ówczesny właściciel dóbr Aleksander zu Dohna zgodził się na to pod warunkiem, że prace przeprowadzą archeolodzy i całość zostanie sfinansowana przez III Rzeszę. Wiosną 1935 roku przeprowadzono fachowe przekroje przez wały, nie dokonano jednak żadnego sensacyjnego odkrycia. Stwierdzono, że istotnie miały tu miejsce ciężkie walki, a drewniane umocnienia grodziska były często palone. Znaleziska z brązu wskazywały, że w lasach prakwickich przebywali jedynie Prusowie, nie mający nic wspólnego z Germanami, a tym bardziej z Krzyżakami, którzy posiadali broń żelazną.

Dzięki wspomnianemu już Kazimierzowi Madeli poznałem także odręczne notatki z przeprowadzanych wykopalisk na Wzgórzu Zamkowym. Z języka niemieckiego przetłumaczył je także  kol. Stanisław Łaga. Raport sporządził Hans Schleif. W dokumencie „Ausgrabung Alt Christburg 1936-1937-Vorläufiger Schlussbericht”  Hans Schleif  pisze:

„Po dwumiesięcznych wykopaliskach próbnych w jesieni 1935 r., podczas lata 1936 wykonano około połowy przewidywanego planu prac. W miesiącach maj-październik zakończono naukowe prace terenowe, tak że można przeprowadzić ocenę wykopalisk oraz ich wydanie”.

Wstępne sprawozdania ukazały się w grudniowym zeszycie czasopisma „Germanien” w 1937 roku; w „Geisige Arbeit w 1937 r. nr 12, a także większe opracowanie w tygodniku „Der Arbeitsmann” w grudniu 1936 r. oraz dłuższy artykuł w „Germanenerbe” 1937 r. (wrzesień-październik). Przekład z języka niemieckiego brzmi: „W miarę jak poznawano wykopaliska, tym większa była liczba zwiedzających. Wiele set dzieci szkolnych obejrzało wykopaliska, podczas wykonywania prac, otrzymując obszerne wyjaśnienia, począwszy od uczniów najniższej klasy szkoły wiejskiej w Starym Dzierzgoniu, którzy jak chrząszcze popełzły przez wały, do 170 chłopców ze szkoły w Koszalinie (w oryginale podano nazwę „Napola”, nie wiadomo czy była to nazwa szkoły), którzy wraz z wychowawcami przebywali przez 6 godzin w Starym Dzierzgoniu podczas swoich manewrów w Prusach Wschodnich. Między wieloma innymi, zwiedzało Górę Zamkową także 6 oddziałów żeńskiego Arbeitsdienst, podczas ich wycieczek po nadgraniczu. Naturalne wykopaliska zwiedzali także liczni historycy, interesujący się prehistorią, z bliższej i dalszej okolicy, profesorowie i studenci. Szczególnie szczegółowo zapoznali się z wykopaliskami oraz znaleziskami. Bezpośrednio przed zakończeniem prac, w dniu 23 października wykopaliska zwiedzili uczestnicy zjazdu Reichsbundu fűr Deutsche Vorgeschichte, który obradował w Elblągu”. Źródła niemieckie podają, że zwiedzająca Wzgórze młodzież z Hitlerjugend wycinała swoimi sztylecikami, na okolicznych drzewach, inicjały i swastyki. W 2010 r. odnalazłem takie drzewo.

W pracach wykopaliskowych jako kopacze pracowali członkowie R.A.D z oddziału 2/31 z Susza w ilości 45-50 osób, przy czym ilość ta została znacznie zmniejszona podczas miesięcy żniwnych, a później całkowicie wycofana. Praca R.A.D szczególnie wysoko oceniana była podczas wizytacji Rechsarbeitsfűhrera w dniu 19 czerwca 1937 roku. Trudności w zakresie transportu kopaczy rozwiązał sam Reichsfűhrer SS Heinrich Himmler, który przydzielił samochód do przewozu ludzi marki Daimler Benz. Pokrywał także koszty eksploatacji tego samochodu.

Zdaniem hitlerowskich uczonych prace wykopaliskowe uznano za udane. Twierdzili, że wyjaśnili historyczny rozwój Góry Zamkowej od początku jej zasiedlenia aż do zakończenia jej użytkowania we wczesnym średniowieczu. Jej historia to trwające 2 tysiące lat walki o krainę na wschód od Wisły, która została zakończona utworzeniem Pruskiego Państwa Zakonnego i germańską kolonizacją. Warto zacytować fragment raportu.

Prace przy poprzecznym przekroju umocnień w 1937r.

Wizyta Reichsfűhrera SS Heinricha Himmlera na terenie wykopalisk w Starym Dzierzgoniu - 1936 r.

„Góra Zamkowa była przed 3000 lat wielokrotnie użytkowanym, lecz niezasiedlonym miejscem, pierwotnie słabo chronionym przez mocny, drewniany płot. Podczas stuleci migracji wczesno-germańskich, Góra Zamkowa, poddana była działaniu walk granicznych z ludami bałtyjskimi. Liczne odnowienia i podwyższenia, stale od nowa spalanych wałów świadczą o zaciekłości tych walk. Niezwyczajnie bogata ilość fragmentów ceramicznych i innych drobnych znalezisk wyznacza wyraźnie ostateczne zwycięstwo elementów germańskich nad zastanymi i wchłoniętymi bałtyjskimi. Dopiero po ruszeniu Gotów na dalszą wędrówkę następuje spokój. Grodzisko nie jest potrzebne i niszczeje. Prawie półtora tysiąclecia, które pozostawiło jedynie znikome, ale wyraźne ślady, ukazują stan grodziska bardzo podobnym do obecnego. Dopiero gdy Prusowie, po 1230 roku, musieli się bronić przed wdzierającym się niemieckim Zakonem, grodzisko zostaje ponownie ufortyfikowane przez potężne nasypy na starych wałach. Co prawda zostaje rychło stracone, jednak podczas wielkich powstań pruskich w następnych dziesięcioleciach, zmienia kilkakrotnie posiadacza. Wreszcie począwszy od planowej niemieckiej kolonizacji, po 1320 roku, staje się ono jedynie „miejscem nazywanym grodziskiem” jako punkt graniczny pomiędzy dwoma niemieckimi wioskami”.

Badacze Himmlera bardzo chcieli udowodnić, że ziemie te historycznie należały do plemion germańskich. W ostatniej sekwencji w/w raportu piszą: „Szczęśliwie udało się uzyskać, dla trzech głównych okresów czasowych: wczesno-germańskiego, pruskiego i wczesno-zakonnego, po raz pierwszy w Prusach Wschodnich, przejrzyste i charakterystyczne rozpoznanie budowli obronnych. To samo dotyczy jeszcze w większym stopniu, wczesnogemańskiej ceramiki osiedlowej. Co prawda ceramika z czasów pruskich jest w Prusach Wschodnich wystarczająco poznana, jednak ważnymi i pierwszorazowymi są stwierdzenia, które uzyskane zastały dla czasów przejściowych, od czasów pruskich do średniowiecza. Poza tym musimy podkreślić jednoznaczny kulturowo-polityczny wynik. Na Górze Zamkowej nie znaleziono ani jednego słowiańskiego fragmentu ceramiki”.

 Opis planu wykopalisk:
1. Z czasów Zakonu Krzyżackiego;
2. Z czasów staropruskich;
3. Z czasów wczesno germańskich;
4. Wykopy powierzchniowe.

Wykopaliska na grodzisku w 1937r. fot. Mirosław Hoffmann

Wykopaliska na grodzisku w 1937r. fot. (ANDA MWiM Olsztyn)

Pracami kierowali naukowcy: Hans Schlief i Walther von Seefeld. Podczas wykopalisk znaleziono zabytki ze schyłku epoki brązu (w pierwszym tysiącleciu przed naszą erą), elementy ceramiki płasko i kulistodennej misy, kubki, czerpaki, garnki, czarki, talerze, amfory oraz jeden grób kloszowy.

Prawdopodobnie wykopaliska miały odszukać ślady wyprawy krzyżowej przeciw Prusom w pierwszej połowie XII wieku, po której założono osadę Christburg (obecny Stary Dzierzgoń), a także odkrycia archeologiczne miały udowodnić historyczne prawa Niemców do tych ziem.

 

Rysunek grodziszcza wg. Hansa Schliefa

 

Schemat faz powstawania umocnień wg. Hansa Schliefa

 

Prawdopodobna konstrukcja wieży wartowniczej wg. Hansa Schliefa

 

Zabytki pruskie znalezione na majdanie grodziska (fot. H. Schleif, ANDA MWiM Olsztyn)

Zabytki krzyżackie znalezione podczas wykopalisk (fot. H. Schleif, ANDA MWiM Olsztyn)

Tymczasowe muzeum urządzone w stajni gospodarstwa (prawdopodobnie ówczesnego wójta Starego Dzierzgonia), w którym mieszkali archeolodzy

Grób Gotów (tak go nazwał Schleif) odnaleziony podczas prac wykopaliskowych

Po dojściu nazistów do władzy powoływano instytuty naukowe badające prehistorię. Organizowano otwarte wystawy na powietrzu. Usiłowano udowodnić w ten sposób takie ryzykowne tezy, jak ta o germańskim charakterze elit w starożytnej Grecji, które po odkryciu demokracji w starożytnej Helladzie, spauperyzowały się. Na ten cel przeznaczano ogromne fundusze, a badania prowadziła specjalna komórka nazwana Ahnenerbe – SS. W latach międzywojennych grodziszcze prusów w Starym Dzierzgoniu stanowiło miejsce wypoczynku i rekreacji dla mieszkańców Starego Dzierzgonia.

 

Anhnenerbe - towarzystwo naukowe do badania pierwotnej historii ideii - to nazistowska organizacja badawcza założona 1 lipca 1935 roku przez Reichsfuhrera SS Heinricha Himmlera, Reichsbauerführera Richarda Waltera oraz holenderskiego pseudonaukowca Hermana Wirtha. Na początku 1939 roku organizacja została włączona do SS, a podczas II wojny światowej wspierała medyczne eksperymenty przeprowadzane na więźniach obozów koncentracyjnych. Prowadzono również grabieże naukowego i kulturowego dorobku w państwach okupowanych przez III Rzeszę. Międzynarodowy Wojskowy Trybunał w Norymberdze, w czasie procesu po wojnie uznał Ahnenerbe za organizację zbrodniczą.

 

 

Odznaki Anhnenerbe

 

Historię "Anhnenerbe - SS" i losy archeologa Hansa Schleifa opisał Seweryn Szczepański w Magazynie Popularnonaukowym "Archeologia żywa", nr 2 z kwietnia 2009 r. W artykule pt. "SS - man z łopatą" można przeczytać, że "... Jako główny cel, SS- Ahnenerbe stawiało sobie: Badanie zasięgu ducha, czynów i spuścizny indogermańskiej rasy nordyckiej i przekazywanie narodowi wyników tych badań w formie jak najbardziej interesującej". "... Wydział Wykopalisk przeprowadził szereg badań na obszarze niemalże całej Europy. Pierwsza łopata została wbita przez członków komórki w maju 1935 r. na wzgórzu Erdenburg koło Bersnberg. W tym samym roku rozpoczęły się także badania osady germańskiej w Barhorst koło Nauen. W Prusach Wschodnich rozpoczęto wykopaliska na grodzisku w Starym Dzierzgoniu. Ich wyniki przewyższały chyba oczekiwania badaczy, którzy prześcigali się w entuzjastycznych opisach trwałości osadnictwa germańskiego. Według nich: "Wschodnie plemiona wczesnogermańskie w pierwszym tysiącleciu przed Chrystusem były pierwszymi kolonistami i panami tego grodu. Goci następnie przejęli gród jako wielowiekową starogermńską siedzibę. Po pruskiej wędrówce i zajęciu przez nich grodu, w XIII w. przeszedł on w ręce zakonu krzyżackiego jako znak odzyskania niemieckiego prawa do tej ziemi". Kierownik wykopalisk, Untersturmfűhrer SS dr Hans Schleif przeprowadził także badania na sąsiednim grodzisku pruskim w Starym Mieście". Teza mocno naciągana i przesycona nacjonalizmem. Przecież w 1935 r. dr Otto Kleeman tłumaczył członkom wycieczki rowerowej wartość znalezisk archeologicznych. Apelował "zgłaszajcie znaleziska natychmiast nauczycielom lub powiatowym opiekunom zabytków archeologicznych. W oparciu o te dowody zawsze możemy wykrzyczeć światu - ten kraj pozostania niemiecki, ponieważ te narody (Litwini, Polacy) nigdy go nie zasiedlały, a nasi przodkowie przez swoją pracę uczynili go niemieckim".

Hans Schleif

 

Prowadził badania archeologiczne m.in. w Olimpii. Z tym miejscem związał się naukowo i tam też prowadził bardziej intensywne badania. I często tam powracał. Zaangażował się w prace archeologiczne, co nie pozostało bez uwagi środowiska. Ale dopiero członkostwo w NSDAP pozwoliło mu awansować i uzyskać habilitację. Został też członkiem SS, a zaraz po wybuchu wojny wstąpił do Waffen SS. Został głównym zarządcą do spraw zabezpieczenia niemieckich dóbr kultury w Kraju Warty. W tym zabezpieczaniu wykazał gorliwą postawę grabiąc polskie muzea oraz biblioteki z ich zasobów. Od wiosny 1940 roku do lata 1942 roku jako profesor i strumbannführer SS prowadził badania archeologiczne w Biskupinie, które miały udowodnić germańskość Biskupina.

Hans Schleif (drugi z prawej) w Biskupinie

Niemieckie wykopaliska w Biskupinie były prowadzone od wiosny 1940 roku do lata 1942. Otworzono nowe wykopy, a do pracy zatrudniono miejscową ludność. Pojawiły się także nowe interpretacje. Według Schleifa gród wybudowali Ilirowie, a zburzony został podczas "gwałtownego rozprzestrzeniania się Germanów na południe" (około 500 roku p.n.e. Germanie mieli zająć tereny między Odrą a Wisłą). Niemiecki archeolog przygotował nawet szkic rekonstrukcji bramy grodu, ukazujący potężne umocnienia Biskupina. Miało się to co prawda nijak do wyników badań, ale Schleifowi zależało na stworzeniu mitu o dzielnych Germanach walczących z silnym przeciwnikiem, a nie na prawdzie historycznej.


Przyjrzyjmy się prywatnemu życiu Hansa Schleifa, bo jet to wątek istotny. W wieku 24 lat (1927 rok) ożenił się z Gizelą Lehmann. W 1933 roku urodziła im się córka Edith. W trakcie wojny Hans rozwiódł się z żoną i ożenił się powtórnie (1944 rok) ze swoją wieloletnią asystentką Lorą Thomass, z którą miał bliźniaki - Aleksandra i Konstantina. Podczas walk o Berlin, pod koniec kwietnia 1945 r., jako wierny przysiędze nazista, zastrzelił swoją żonę i dwoje bliźniąt, a następnie popełnił samobójstwo.

 

Sam Hans Schleif skończył więc swój żywot tak samo jak ideologia, którą sam wyznawał i jego mentorzy Himmler i Hitler. Podczas walk o Berlin 25 kwietnia 1945 r. zastrzelił swoją żonę i dwoje dzieci. Odszedł w niebyt jak historia, którą naginał do nazistowskich potrzeb.

 

W 2012 r. uzyskałem informację, że w Starym Dzierzgoniu mieszkała rodzina Schleif. Dom, w którym zamieszkiwała stoi do dnia dzisiejszego. Czy była to rodzina nazistowskiego archeologa? - nie wiem. Może to tylko zbieżność nazwisk. Domek nazywał się Waidmanns - Ruh. Dzisiaj mieszka w nim Pani Teresa Błaszczyk i Pani Irena Łęcio.

Domek rodziny Schlaif - 1930 r.

Domek w latach osiemdziesiątych ubiegłego wieku

W 2009 i 2010 r. archeolodzy, tym razem polscy, powrócili na Górę Zamkową. Wspomniany wyżej Seweryn Szczepański uczestniczył w pracach (2009 r.), którymi kierował dr Daniel Gazda. Znaleziono liczne szczątki ceramiki, które zdaniem badaczy na tym etapie prac obalają teorie Hansa Schleifa. Są one bowiem raczej pochodzenia bałtyjskiego. Prace archeologiczne będą jeszcze dalej kontynuowane.Autor Kamieni Wilhelma (z lewej) z archeologiem Sewerynem Szczepańskim przy szczątkach ceramiki 2009 r.

W sierpniu 2010 r. dr Daniel Gazda z grupą studentów Instytutu Antropologii i Archeologii Akademii Humanistycznej im. Adama Gieysztora w Pułtusku, kontynuował prace archeologiczna na Wzgórzu Zamkowym w Starym Dzierzgoniu, w towarzystwie Joanny Jezierskiej z Muzeum Zamkowego w Malborku, oddział w Kwidzynie.Od lewej dr D. Gazda i J. Jezierska przy poprzecznym przekroju wału. Fot.A. Czarniecka

Badania ustaliły, że Wzgórza Zamkowe było już zasiedlane w 500 r. p.n.e. Odkryto ślady palenisk, doły na odpadki, jamy zasobowe, kilkaset szczątków naczyń ceramicznych z okresu prusko - krzyżackiego, wykopano groty do strzał, nóż, hak, potwierdzono istnienie okresu wczesno żelaznego na Wzgórzu. Schleif nazywał ten okres wczesno germańskim.

Dr Daniel Gazda pokazuje warstwy usypywania wału. Fot. A. Czarniecka

 Fragmenty ceramiki prusko - krzyżackiej. Fot. A. Czarniecka

Groty do strzał i nóż z okresu krzyżackiego. Fot. A. Czarniecka

W czerwcu 2012 r. w Muzeum w Kwidzynie otwarto wystawę pt. "Badania archeoligiczne w Starym Dzierzgoniu w latach 2009 - 2012". Prezentowano na niej wyniki badań. Głównym celem była weryfikacja badań Hansa Schleifa z lat 1935 - 37. W latach 2009 - 2011 założono 12 wykopów (na schemacie zaznaczono je kolorem czerwonym).

Pozyskano bogaty materiał ceramiczny, a także zabytkki wykonane z innych surowców. W trakcie prac terenowych znaleziono m.in. 2 kamienie żarnowe, jeden z rozcieraczem. Zostały one odkryte w wykopie nr 8, zlokalizowanym na majdanie głównym.

Ponadto wydobyto kilka grotów żelaznych. Trzy sposród nich były formami nieukończonymi.

Pozyskany materiał ceramiczny pozwolił uściślić chronologię stanowiska. Przeważająca część ceramiki naczyniowej została zaklasyfikowana jako materiały z epoki wczesnego żelaza. Znaleziono je przede wszystkim na terenie majdanu głównego. Niemieckie badania wykazywały intensywne wykorzystanie grodu w okresie gockim. Niestety, jak dotąd współczesne badania nie zdołały tego potwierdzić w stopniu zadowalającym. Jedynie nieliczne fragmenty ceramiki wydatowano na okres rzymski. Materiały średniowieczne stanowiły znaczny odsetek spśród pozyskanych z terenu majdanu wewnętrznego, choć odnaleziono je także w innych częściach grodziska. Przeważająca ich część to ceramika XII - XIII wieczna. Dzięki wykonaniu przekopu przez wał północny majdanu udało się potwierdzić jego funkcjonowanie w okresie krzyżackim. Jednocześnie niżej zalegające pozostałości umocnień drewnianych pozwoliły udowodnić, że Krzyżacy  jedynie zmodernizowali ten element systemu obronnego grodu. Tyle stwierdzili polscy archeolodzy.

 

Wątek Góry Zamkowej pojawił się w moich badaniach wtedy, kiedy   jeszcze tymi dobrami zarządzali von Dohnowie i z uwagi na ciekawą jej historię, pozwoliłem sobie zamieścić wzmiankę o Górze Zamkowej.


Dobra słobickie i prakwickie były zarządzane na bardzo wysokim poziomie. Mimo to stan miejscowych dróg pozostawiał wiele do życzenia. Historyczną ciekawostką jest to, że damy podróżujące ze Słobit do Gładysz miały przymocowane do sukni coś, co nazwano „ołowianymi papugami”. Przyrząd taki miał zwiększać wagę podróżnej i sprawić, by na wyboistej drodze nie uderzała głową w sufit pojazdu.

Powróćmy jednak do kamieni. Na pewnym etapie pracy nad książką, zagadką stały się skróty S.K.H i S.M, znajdujące się na kamieniach. W rozszyfrowaniu jej pomógł mi kol. Stanisław Łaga, pasjonat i kolekcjoner wszystkiego, co związane z łowiectwem. Ponadto kol. Stanisław był pierwszym, surowym cenzorem „Kamieni Wilhelma”. Składam mu za to serdeczne podziękowania!

Tajemnicze S.K.H jest skrótem niemieckiego tytułu Seine Kőniglichte Hoheit, w polskim tłumaczeniu - Jego Królewska Wysokość (Mość). Do używania takiego miana byli uprawnieni członkowie królewskich rodów, którzy nie byli jeszcze władcami. Z kolei skrót S.M, przynależny tylko koronowanym głowom ( niem. Seine Majestat), to Jego Cesarska Mość.

W trakcie zbierania materiałów, uświadamiałem sobie, że lasy prakwickie skrywają jeszcze mnóstwo tajemnic. Oto w miejscowości Stare Miasto znajduje się obiekt przypominający cmentarz. Okazało się, że przed laty ród von Dohna umieścił tu tablicę upamiętniającą poległych, podczas I Wojny Światowej, mieszkańców tych ziem. Było to coś, co przypominało Grób Nieznanego Żołnierza. Opiekowano się tym miejscem do końca II Wojny Światowej. Później wszystko uległo dewastacji, dzieląc los wielu pamiątek tamtych czasów. O tym miejscu piszę szczegółowo w innej części książki.

Ogrom krzywd, które naród niemiecki wyrządził Polakom, częściowo czyni zrozumiałymi zniszczenia, jakich dokonywali rozżaleni ludzie. Jednak dobrze, że upływ czasu leczy rany i koi smutki. Dzięki temu, że zmieniają się stosunki pomiędzy narodami, chociaż te nieliczne, ocalałe pamiątki, odsłaniają swą tajemnicę. Nie można zaprzeczyć, że są one elementami dziejów ludzkości i mają ogromną wartość historyczną. Bez względu na fakt, że czasy bywały okrutne.

Cegła pochodząca z okresu średniowiecz tzw. palcówka. W średniowieczu cegły wyrabiano ręcznie i wygładzano palcami. Na fotografii widać ślady palców na cegle. Tę cegłę znalazł Pan Kazimierz Madela na Górze Zamkowej, na której było pragrodziszcze Prusów, a następnie warownia krzyżacka. Wprawdzie palisady warowni były drewniana, ale wieże były już murowane. Prawdopodobnie ta cegła pochodzi z takiej wieży. Fragmenty drugiej, znalezionej cegły Pan Kazimierz przekazał do Gminnego Ośrodka Kultury. Należy przypomnieć, że na Górze Zamkowej powstał pierwszy Stary Dzierzgoń.

 

Ciągle odnajduję nowe ciekawostki o historii tych ziem. Nie wszystkie fakty opisane przeze mnie mają naukowe potwierdzenie. Myślę, że jednak chociaż trochę przybliżają czasy minione. Za nieścisłości przepraszam. Wszystko opisywałem na podstawie dostępnych dla mnie źródeł. Nie jestem w stanie poddać je całkowitej weryfikacji.