Kamienie Wilhelma

Internetowe wydanie ksiązki Andrzeja Czaplinskiego

Get Adobe Flash player

Wilhelm II

 

Wilhelm II

Wilhelm II w stroju myśliwskim

Wilhelm II to pierworodny syn Cesarza Fryderyka III i księżniczki brytyjskiej Wiktorii, która była najstarszą córką królowej Wielkiej Brytanii o takim samym imieniu. Trzeba jednak dodać, że zarówno matka Wiktoria jak i babka za przodków miały głównie Niemców. Matka do trzeciego roku życia mówiła tylko po niemiecku. Dopiero później nauczyła się języka Szekspira.

Wilhelm, Wiktor, Albert - takie imiona na chrzcie otrzymał późniejszy Cesarz, przyszedł na świat 27 stycznia 1859 r. Był wnukiem Cesarza Wilhelma I Hohenzollerna. Dzięki babce, Cesarzowej Auguście, małżonce Cesarza Wilhelma i wnuczce Cara Rosji Pawła I, płynęła w nim także krew rosyjskiej dynastii Romanowów. Tak więc był potomkiem trzech wielkich, europejskich dynastii: niemieckiej Hohenzollernów, brytyjskiej Welfów i linii emestyńskich Wettinów oraz Romanow -  Holstein - Gottrop. Poród był ciężki, noworodek nie dawał oznak życia, dlatego lekarze zajęli się przede wszystkim ratowaniem jego dziewiętnastoletniej matki. Najnowsze badania stwierdziły, że płód był ułożony pośladkowo. Dodatkowo podczas porodu zaaplikowano cesarzowej za dużą  dawkę chloroformu i nie mogła ona pomagać przy porodzie. Wyjściem było cesarskie cięcie ale przy ówczesnej medycynie śmierć poniosłaby cesarzowa Wiktoria.

Mały Wilhelm z matką Wiktorią

Wilhelm z babcią królową brytyjską Wiktorią

 Dwuletni Wilhelm na niemieckiej pocztówce

Wilhelm II z ojcem Fryderykiem III

Jak podaje Fryderyk Hartau w publikacji pt. „Wilhelm II”, dziecko uratowała położna, „która tak długo dawała klapsy martwej z pozoru istocie, aż ta wydała z siebie krzyk”. Trzy dni po narodzinach stwierdzono u następcy tronu zwichnięcie stawu łokciowego lewej ręki. Mięśnie kończyny były tak uszkodzone, że żaden z lekarzy nie odważył się nastawić zwichniętej kości. Teraz wiadomo że, uszkodzono nerwy. Jego lewa ręka była wyraźnie krótsza a dłoń przypominała rękę dziecięcą. Przyszły Cesarz do końca życia miał pozostać kaleką. Jak wiadomo fakt kalectwa może ujemnie wpływać na zdrowie psychiczne człowieka. Można tylko przypuszczać, że mógł on być przyczyną wielu dziwnych zachowań Wilhelma - warto wspomnieć charakterystyczną skłonność Cesarza do zmiany nastrojów. Objawiało się ono także w postaci dolegliwości fizycznych: trudności z utrzymaniem równowagi czy też bólami lewej części ciała. Żeby przywrócić mu w nim władzę, lekarze już od połowy roku życia używali dziwnych terapii. Np. zabijano zająca i ciepłą jeszcze tuszkA obwiązywano chorą rękę wierząc, że siły witalne dzikiego zwierzęcia przejdą na mięśnie chorej ręki. Wykręcali ramię na specjalnej maszynie, razili je prądem, a małego Wilhelma kazali kąpać we krwi zwierząt. Ta szarlataneria i tortury oczywiście nic nie dały, mogły jednak zaważyć na psychice przyszłego Cesarza. W wieku 3,5 roku skonstruowano urządzenie - rodzaj pręta biegnącego wzdłuż pleców zakończonego rodzajem uprzęży na głowę, trwało to przez 2 lata. Wszystkie te tortury, bo nie można tego nazwać leczeniem, zakończono gdy Wilhelm ukończył 12 lat.

„Fryc”, jak go nazywano, już jako trzylatek regularnie uczestniczył w wizytach państwowych. W wieku dziewięciu lat wstąpił do pruskiej armii - znanej z dyscypliny. Przez trzynaście lat wychowawcą chłopca był surowy kalwinista, pedagog  dr Georg Hinzpeter, który mimo kalectwa zalecał mu ciężkie ćwiczenia fizyczne, jazdę konną oraz uczył strzelania. W tej ostatniej dziedzinie przyszły Cesarz był mistrzem. Świadczą o tym późniejsze sukcesy łowieckie. Kalekie ramię poddawano okrutnym zabiegom z użyciem prądu, każdy upadek z konia był ganiony przez wychowawcę i matkę. Zmuszano go by ponownie wsiadał na konia. Metoda była bezwzględna, ale nie przyniosła rezultaty. Nigdy młody książę i późniejszy Cesarz nie był doskonałym jeźdźcem. Mały Wilhelm najlepiej czuł się w pułku, w którym służył już jako nastolatek. Uwielbiał armię i to do niej, a nie do narodu, zwrócił się ze swą pierwszą proklamacją po objęciu tronu. Kochał defilady i mundury, potrafił zmieniać je nawet kilka razy dziennie.

Wilhelm II w wieku 10 lat Na fotogtafii doskonale widać chorą, lewą rękę

 

Dr Georg Hinzpeter wychowawca młodego księcia

Z podobną energią podchodził do zajęć szkolnych, lubił uczyć się historii Niemiec. Pasjonował się zwłaszcza chlubnym okresem panowania Cesarzy: Ottona I, Henryka III i Fryderyka I Barbarossy. Najwięcej radości sprawiało mu myślistwo i żegluga. Już jako młodzieniec biegle władał językiem angielskim.

Fotografia z 1877 r.

Willy odebrał surowe wychowanie pod okiem matki, której miłość na próżno starał się zaskarbić, a która bez zmrużenia oka patrzyła na jego cierpienie. Dorastał też w cieniu pełnego majestatu dziadka w dumnym mundurze wojskowym. Wykształcił stopniowo wysokie mniemanie o sobie, a także gwałtowny i popędliwy charakter. W latach 1874 - 1877 Wilhelm uczęszczał do elitarnego gimnazjum w Kassel-Wilhelmshöhe, po jego ukończeniu studiował prawo i nauki polityczne w Bonn.

Wilhelm w wieku 19 lat z matką

„Jest silny, zdrowy i byłby ładnym chłopcem, gdyby nie to nieszczęsne, biedne ramię – coraz bardziej widoczne, zniekształcające jego twarz, ruchy, postawę i chód. Ramię to czyni go niezgrabnym i wstydliwym – Wilhelm bowiem na każdym kroku potrzebuje pomocy i odczuwa swoją zależność od innych” - pisała w 1874 r. do swojej matki królowej angielskiej, księżniczka Wiktoria Koburg, żona Fryderyka Hohenzollerna, pruskiego następcy tronu. - "Gdyby nie ta ręka, byłby mądrym dzieckiem" - mawiała matka czująca niechęć do ułomnego syna. Próbując wkupić się w jej łaski, Wilhelm pisał wiernopoddańcze listy, które matka odsyłała mu z zaznaczonymi błędami gramatycznymi. Nad chłopcem znęcał się też Georg Hinzpeter, kalwiński asceta wybrany przez matkę na guwernera. - "Nadaje się na ślusarza, a nie na władcę" - mawiał o uczniu.

Ułomność Wilhelma, rzecz jasna, zbywano milczeniem na berlińskim dworze. Urzędnicy mieli zakaz komentowania tego faktu, a już - broń Boże! - ujawniania, iż przyszły monarcha potrzebuje pomocy w wielu codziennych sprawach. Fotografom wydano nakaz takiego kadrowania jego postaci, by porażone lewe ramie wyglądało możliwie jak najbardziej naturalnie. Książę i późniejszy Cesarz był bowiem zapalonym myśliwym. Przechwalał się na lewo i prawo swoimi sukcesami podczas łowów, a nikt z jego nobliwego otoczenia, nie chcąc stracić względów w stolicy, nie pytał wprost: - jak to jest możliwe, by kaleki mężczyzna tak sprawnie posługiwał się bronią. Jednak księżna Daisy von Pless w swoich pamiętnikach tak pisze: "Wszystkie artykuły na temat chorobliwych cierpień Cesarza z powodu niedowładności lewej ręki i kalectwa są jednym wielkim nonsensem. Oczywiście, jak każdy, wolałby mieć ją sprawną, ale tak się urodził i wychował przyzwyczajony do tego faktu. Jestem w stu procentach pewna, że mu jej wcale nie brakowało. W życiu publicznym, jak również pozując do portretów, nie wystawiał ją na widok publiczny, by nie wzbudzać ciekawości, ale prywatnie zupełnie się nią nie przejmował. Setki razy siedziałam obok niego przy stole, obsewrując jak je połączonymi razem nożem i widelcem, który zawsze nosił przy sobie lub sama kroiłam mu mięso. Nigdy nie był tym zaambarasowany, ani zawstydzony (...) Historycy ocenią Cesarza na arenie publicznej, my jego przyjaciele mamy prawo, wręcz obowiązek podkreślić, że w jego osobowości nie było nic neurotycznego, lub patologicznego. (...) Często upominałam Cesarza, żeby "delikatnie ściskał dłonie" innych, bo jego własna prawa dłoń była olbrzymia, a jej uścisk jak chwyt tygrysa. Rzecz jasna, wszystkie jego wierzchowce były specjalnie wytenowane, ale nie lubił zbyt "ospałych" koni. W siodle siedział perfekcyjnie i bardzo zręcznie kierował końmi jedną ręką".

Wilhelm II - Londyn 1879 r.

Cesarz musiał dużo palić. Na wielu fotografiach występuje z papierosem

Nic zresztą dziwnego, skoro już Cesarz Fryderyk III pisał do Bismarcka, iż jego syn ma „skłonność do wyniosłego zachowania”, a dworskie komunikaty aż kipiały od niewiarygodnych wręcz myśliwskich osiągnięć Wilhelma. Propaganda konsekwentnie utrwalała jego wizerunek jako wielkiego łowczego. Warto znowu zacytować opis z pamiętnika księżnaj Daisy von Pess: "Pierwsz raz spotkałam Cesarza w Pszczynie, wkrótce po ślubie, jako wciąż młoda dziewczyna. Natychmiast go polubiłam i uznałam za mądrego, pomimo przeświadczenia, że jest próżny i "teatralny". Oczywiście nie był w tym wyjątkiem, bo wszyscy dostojnicy państwowi muszą grać, przypisaną im rolę, ale obwiam się, że Cesarz pozował stale, nie tylko wobec bliskich i przyjaciół ale także wobec samego siebie, co nie jest dobre, bo doprowadza do nieszczerej egzystencji. (...) Cesarz zawsze myślał, że wie. Oczywiście nienawidził, gdy zwracało mu się uwagę i rzadko, albo wcale, nie przebaczał tym, którzy obstawali przy brutalnym przekazaniu mu prawdy. W swojej próżności i niechęci wobec wszystkiego co nieprzyjemne, nie różnił się bardzo od reszty nas.".

 

Ukończywszy naukę, Wilhelm w naturalny sposób zwrócił się ku armii, rozpoczął karierę wojskową, podczas której pogłębiła się jego miłość do wojny. Cztery lata później poślubił księżniczkę Augustę Wiktorię z rodu Schleswig-Holstein (1858-1921), z którą doczekał się siedmiorga dzieci: sześciu synów i jednej córki. Swoją żonę poznał na polowaniu w Przemkowie. Ich ślub odbył się 27 lutego 1881 r. Ceremonia trwała 8 godzin, podczas których wszyscy musieli stać.

Kareta, którą młoda para jechała do ślubu

Wilhelm II w mundurze Strzelców Gwardii - dobrze widać porażoną lewą rękę,

zwykle maskowaną na oficjalnych fotografiach 

Korona cesarska spadła na skronie Wilhelma niespodziewanie. Jednak nie musiał długo przyzwyczajać się do nowej roli, od razu poczuł się absolutnym władcą. Nie uznawał sprzeciwu, bywał kapryśny, lubił otaczać się dworską kamarylą. Uwielbiał militaria i armię. Organizował manewry polowe, podczas których mógł zapewne czuć się wielkim wodzem i zwycięzcą, mimo że dla świata stawał się wtedy obiektem drwin.

Wilhelm II z Ryszardem zu Dohna podczas manewrów wojskowych w Prusach Wschodnich 1910 r.

Prusy Wschodnie 1910 r. Manewry wojskowe. Od lewej: v. Goltz Pascha, v. Hassler, Wilhelm II, Ryszard zu Dohna

Pełna tytulatura Wilhelma II jako Cesarza uwzględniała poszczególne krainy wchodzące w skład Królestwa Pruskiego oraz oczywiście najważniejszy tytuł: cesarsko-niemiecki, który jednak w niektórych dokumentach był pomijany. Brzmiało to tak:


Wilhelm, z łaski Bożej Cesarz niemiecki, król Prus, margrabia Brandenburgii, burgrabia Norynbergii, hrabia Hohenzollern, suweren i wielki książę Śląska oraz hrabstwa kłodzkiego, wielki książę Nadrenii i Poznania, książę Saksonii, Westfalii i Angarii, Pomorza, Lüneburga, Szlezwiku, Holsztynu, Magdeburga, Bremy, Geldrii, Kleve, Julich i Bergu, jak również Wendów i Kaszub, Krosna, Lauenburga, Meklenburga etc. landgraf Hesji i Turyngii, margrabia Górnych i Dolnych Łużyc, książę Oranii, książę Rugii, Fryzji Wschodniej, Padeborn i Pyrmontu, Halberstadt, Münster, Minden, Osnabrück, Hildesheim, Verden, Kamienia, Fuldy, Nassau, Mörs etc. uksiążęcony hrabia Hennebergu, hrabia Marchii, Ravensburga, Hohenstein, Tecklenburg i Lingen, Mansfeld, Sigmaringen i Veringen, pan Frankfurtu, etc. etc.

Poczdam 1904 rok. Oficerowie pułku gwardii przybocznej (Garde du Corps) w mundurach paradnych.

Wilhelm (drugi z lewej) z wstęgą Orderu Orła Czarnego. Jako trzeci z lewej Ryszard zu Dohna.

Zasłynął w Europie z gaf popełnianych podczas buńczucznych przemówień. Najsłynniejsze powiedzenia Wilhelma II, w których wyrażał swoją opinię o innych monarchach:

- „Car rosyjski nadaje się jedynie do życia w chałupie i uprawiania rzepy”. Jest to opinia odnośnie Mikołaja II, Cara Rosji, wyrażona brytyjskiemu ministrowi spraw zagranicznych, lordowi Lansdowne'owi.

- „Moja rada, to więcej przemówień i więcej parad, więcej przemówień, więcej parad”. Są to słowa skierowane do Cara Rosji Mikołaja II

- „Nie można ze mną igrać. Ktokolwiek w czasie wojny europejskiej nie będzie ze mną, stanie się mym wrogiem”. Słowa skierowane do króla Belgii Leopolda II, 1904 r.

- „W czasie długich lat mego panowania moi koledzy, monarchowie Europy, nie przywiązywali wagi do tego, co miałem do powiedzenia. Wkrótce jednak moja potężna flota poprze me słowa, a wówczas nabiorą oni do mnie większego szacunku”. Słowa skierowane do króla Włoch Wiktora Emanuela III.

Butny i zarozumiały obraz wyłaniał się z jego własnych wypowiedzi: „My, Hohenzollernowie otrzymaliśmy nasze korony bezpośrednio z nieba i tylko wobec nieba jesteśmy odpowiedzialni za obowiązki, które to na nas nakłada”. Jego niezwykła bogobojność kłóciła się z jego poczynaniami, z bezwzględnymi decyzjami i uporem. Powiedział kiedyś: „Jest tylko jedna osoba, która rządzi w tym Cesarstwie i nie zamierzam tolerować nikogo innego”. Przyjął na siebie rolę pomazańca Bożego i za takiego się uważał.
Europie imponował, wzbudzał w swoim narodzie posłuch. Otaczać go zaczęła wszechobecna sława i mit. Miał sparaliżowaną rękę, uchodził mimo to za dobrego jeźdźca i był świetnym myśliwym. Pomimo choroby, która upośledziła całą jego lewą stronę ciała, wychowywano go na żołnierza. Ogromne pieniądze wydawał na podróże. Uwielbiał zarówno góry jak i morze. Ciekawość świata i zabytków powodowała, że ciągle organizowano większe wycieczki i wojaże. Zbudowano dla niego specjalny pociąg z 12 wagonami-salonkami. Miał luksusowy jacht "SMY Hohenzollern".

SMY Hohenzollern 1902 r.

Zagraniczne podróże „cesarza-podróżnika”, jak go zaczęto nazywać, były kurtuazyjne, ale i kosztowne. Lubił obdarzać prezentami poznanych, a przychylnych mu ludzi. Wzięto mu to za jego dobrą stronę charakteru. Na prezenty w Wiedniu i Rzymie przeznaczył - jak podają w źródłach - 80 pierścionków z brylantami, 150 srebrnych orderów, 50 spinek do krawatów, 3 złote ramki, 30 złotych zegarków i 20 pokrytych brylantami Orderów Orła. Posiadał pałace, setki lokajów i służby. W 1898 r. odbył pielgrzymkę nawet do Jerozolimy. Odwiedzał różne święte miejsca. Był także w Damaszku i Maroku. Pływał swym jachtem po Morzu Śródziemnym. Spodobał mu się Tanger. (por. Gabriela Horzela-Szubińska - http://www.montes.pl ).

W prasie europejskiej nazywano go „Wilusiem” i ten przydomek przylgnął do niego na stałe. Jego manią było stałe przebieranie się. Potrafił sześciokrotnie, podczas dnia, zmieniać strój.Tak wspomina go fotograf Heinrich Hoffmann:

"Największe emocje przeżyłem, fotografując kajzera. Piątego listopada 1903 roku mój pracodawca dostał polecenie, aby zrobić zdjęcia kajzerowi z okazji historycznego spotkania z carem Mikołajem w starym zamku w Wiesbaden. Herr Voigt przygotował wszystko w zamku i posłał mnie na korytarz, abym uprzedził go o nadejściu kajzera. Czekałem tam i czekałem. Czcigodne osobistości zawsze każą innym czekać. Na początku nie wiadomo, czym się zająć, aby czas szybko minął, a potem, gdy oczekiwany gość wreszcie nadejdzie, wszystko dzieje się za wolno. Jego Wysokość i wszystkie Wysokości w kraju mają upodobanie do łaskawego okazywania swojego diabelnego zniecierpliwienia! W końcu zjawił się i kajzer, a to, co wówczas nastąpiło, było po prostu balem kostiumowym! Wilhelm II, honorowy pułkownik niezliczonych zagranicznych pułków, życzył sobie zostać sfotografowanym w aktualnych mundurach tych wszystkich formacji wojskowych! Niczym w szalonym korowodzie zdejmował jeden mundur i zakładał następny: pułkownika rosyjskiej gwardii, pułkownika brytyjskiego, pułkownika huzarów królewsko-węgierskich. Mundury kawalerii, piechoty i artylerii następowały jeden po drugim. Najefektowniej prezentował się szamerowany złotem mundur huzarów węgierskich." - por. Heinrich Hoffmann "Wspomnienia fotografa Hitlera"

Cesarz Wilhelm II w mundurze rosyjskim i Car Mikołaj II w mundurze niemieckim

"Najbardziej lubi jednak przemawiać, przemawiać i jeszcze raz przemawiać, zwłaszcza gdy wzbudza podziw wśród słuchaczy. "Robi to aż do znudzenia", tak pisała o nim pewna młoda dama w 1919 r., która poznała Cesarza już na wygnaniu (por. Fryderyk Hartau "Wilhelm II", str. 23).

Prasa niemiecka śledziła każdy jego krok. Gazeta Olsztyńska podawała nawet co Cesarz jadał na posiłki. Oto fragmenty artykułów - pisownia oryginalna:

„Nr 55 (22 listopad 1890)". Cesarz niemiecki wstaje zwykle z uderzeniem godz. 7-mej, ponieważ zaś rzadko udaje się przed godziną 12-tą w nocy na spoczynek, więc sypia około 7 godzin. Natychmiast po obudzeniu się bierze zimną kąpiel i odziewa się szybko.
Także i dla Cesarzowej dzień zaczyna się o tej samej porze, a o godz. wpół do 8-mej dostojna para zasiada do wspólnego śniadania, obfitego na sposób angielski (herbata, jaja i befsztyk, kotlety, drób) Potem udaje się Monarcha do pracowni swojej, gdzie już czekają na niego całe stosy listów i referatów, które sam otwiera i czyta. Codziennie otrzymuje około 600 listów, po większej części petycyi, które odsyłają się do gabinetu cywilnego. Cesarz nie lubi żadnych zaległości i wszystko załatwia z miejsca. Gdy już z adiutantem dyżurnym ułożony został porządek dnia, Cesarz dąży do dzieci swoich, zanim się zaczyna ich nauka i udaje się potem znowu do pracowni, aby wysłuchać sprawozdań marszałka dworu, ministrów i radców referujących, prezydenta policyi i jeneralnego intendenta. Przy sprzyjającej pogodzie odbywa około godz. 9-tej przejażdżkę ze spacerem połączoną, a w dzień dżdżysty dosiada konia w ujeżdżalni. W czasie rewii wojskowych, kiedy Cesarz 4 do 5 godzin siedzi w siodle, owa zwykła przejażdżka odpada. Od godz. 11-tej do 2 –giej trwają konferencyje, posłuchania i przyjęcia; potem następuje śniadanie drugie w towarzystwie cesarzowej i dzieci, złożone z zupy, ryby z jarzyną, pieczeni i leguminy. Po śniadaniu Wilhelm II odwiedza znakomite osobistości, albo udaje się na przejażdżkę, poczem o godz. 6-tej następuje obiad, na który zaproszenie otrzymują także goście. Po obiedzie Cesarz poświęca się znowu dzieciom, odbywa ćwiczenia w szermierce (biciu na pałasze), a około godz. wpół do 10-tej zasiada do wieczerzy (zupa mięsna garnirowana, pieczeń albo ryba i legumina). Niedługo potem Cesarz udaje się znowu do pracowni. Nawet obok łóżka ma pod ręką papier i ołówek, aby w razie potrzeby co zanotować.


"Nr 102 (21 grudzień 1892)". Cesarz Wilhelm je dosyć dużo. Woli jednak potrawy pożywne niż wykwintne, jakie sztuka kucharska wynajduje. Po ciepłej łaźni podają mu angielskie śniadanie, składające się z herbaty, chleba, jaj i jakichkolwiek przyrządzonych kotletów, beefsteaku itd. Drugie jego śniadanie, które zwyczajnie sam spożywa jest także dość pożywnem i składa się z rosołu, mięsa, warzyw, pieczeni i konfitur. Obiad podają zwyczajnie o godzinie 5, a Cesarzowa i przypadkowi goście towarzyszą mu. Obiad nie składa się z więcej potraw niż inne dania, lecz są zawsze wyborowemi. Czasem Cesarzowa sama układa spis potraw i wybiera takie, które Cesarz lubi. Jeżeli Cesarz był dużo w ruchu podczas dnia, natenczas spożywa wieczorem jeszcze lekkie potrawy. Herbata i zimne mięsiwo jest zawsze gotowe dla niego. Cesarz bardzo lubi poncz, a rzadko pije piwo. Ulubionem jego winem jest mozelskie.

 

Pomimo wielu dziwactw, zabiegał o rozwój kraju. To on zjednoczył Rzeszę z Prusami Wschodnimi, rozbudował flotę, był także mecenasem sztuki. „Piętą achillesową” Wilhelma była polityka zagraniczna i brak zdecydowania w najważniejszych dla państwa sprawach. Doprowadziło to do wybuchu I Wojny Światowej i klęski Rzeszy, w konsekwencji której doszło do abdykacji oraz banicji Cesarza. 24 listopada 1918 r. Wilhelm II spisał dokument abdykacyjny, który zwieńczył słowami: „Teraz jestem tylko osobą prywatną”. Winą za klęskę obarczał nieudolnych dyplomatów Ludendorfa i swego kuzyna Maksymiliana.

Z chwilą kiedy „stał się osobą prywatną” wybrał Holandię jako miejsce bezpiecznego azylu. Tekst o pobycie Wilhelma II w Doorn pochodzi ze strony internetowej http://liberalnykalwin.blox.pl/2006/05/Zamek-Doorn.html. Cytuję go z małymi korektami w całości.

„Jego prośba spotkała się z dość oględnie pisząc, znikomym entuzjazmem neutralnej Holandii. Wilhelma II obwiniano za wybuch Wielkiej Wojny i mocarstwa Ententy zapowiedziały, że pociągną go do odpowiedzialności za tę wojnę. Rząd Holandii zastanawiał się nad jego prośbą ponad sześć godzin. W końcu szalę przeważyła holenderska królowa Wilhelmina, która nakazała im znalezienie odpowiedniego lokum. Zapytano hrabiego von Bentinck czy zechce przyjąć dostojnego gościa „na kilka dni”, a gdy ten wyraził zgodę, pozwolono Wilhelmowi II wjechać do Holandii. Do końca życia królowa Wilhelmina odmawiała ekstradycji swojego kuzyna, eks-cesarza, którego zresztą szczerze nie cierpiała. Otóż podobno, gdy miała zaledwie kilkanaście lat, jeszcze jako panujący, Kajzer złożył jej wizytę. Po odebraniu parady wojskowej, zarozumiały Kajzer miał jej powiedzieć, że jego gwardia przyboczna jest wyższa, gdyż żołnierze mają po 2 metry wzrostu. Nie speszona młodziutka królowa Wilhelmina odparowała: „Tak, Drogi kuzynie, ale gdy my Holendrzy otworzymy śluzy, woda jest wysoka na 2,5 metra.”
Jak się należało spodziewać, gościna u hrabiego Bentinck nieco się przedłużyła. Do dwóch lat. Hrabia znosił to ze stoickim spokojem, ale gdy okazało się, że rząd Holandii nie zamierza zwracać mu kosztów za Cesarza i jego skromną świtę (około 20 osób), atmosfera nieco zgęstniała. Wyjście z sytuacji zapewnili sami Niemcy, którzy byłemu Cesarzowi zaoferowali ponad 10 milionów marek na „utrzymanie” pod dość niedwuznacznym warunkiem, że nigdy więcej nie postawi nogi w Niemczech. Wilhelm II, który nie uznawał Republiki Wiemarskiej się zgodził i za część tej kwoty kupił sąsiadujący z rezydencją hrabiego Bentinck zamek Doorn od starszej baronowej de Beaufort. Miała to być jego ostatnia w życiu rezydencja.

Trzeba powiedzieć, że swój pobyt w Holandii Wilhelm spożytkował zupełnie przyzwoicie, czytając raporty i wspomnienia wojenne, co o dziwo ukazało mu inną rzeczywistość, niż tę którą mu malowano. Wyszło wtedy na jaw, że generałowie cesarscy ukrywali przed nim okropności wojny i gdy odwiedzał „front” pokazywano mu starannie wypucowane okopy, skąd usunięto martwe ciała, a także pułki, gdzie zatuszowano apatię, choroby, demoralizację.

Przy całym swoim zadufaniu Wilhelm II nie był osobą podłą: w 1914 roku sprzeciwiał się wypowiedzeniu wojny i gdy podpisał wreszcie stosowne dokumenty głośno powiedział swojemu rządowe „Pożałujecie tego któregoś dnia panowie”. W 1915 r. zakupił w San Quetinn ziemię pod cmentarz wojenny, gdzie mieli spocząć żołnierze obu armii, gdyż jak powiedział, „w obliczu śmierci nie ma żadnych narodowości.” Tak go opisuje księżna Daisy von Pless w 1918 r. Cytat pochodzi z pamiętnika księżnej wydanego w 2013 r. pt. "Lepiej przemilczeć": "Jak naprawdę wyglądał Cesarz? Zabrzmi to może dziwnie, ale choć był jedną z najczęściej malowanych i fotografowanych osób na świecie, żadna z jedo podobizn dobrze go nie oddaje. (...) W młodości był wysokim mężczyzną o brązowo - czerwonej cerze (...) Cesarz był tradycyjnie Niemiecki, co w tamtych czasach, a także teraz, jeśli warunki na to pozwalają, znaczy, że był człowiekiem rodzinnym, który wcześnie się ożenił, spłodził mnóstwo dzieci, nigdy nie podniósł ręki na swoją żonę, ale też szybko o niej zapomniał (...) Cesarz nie miał żadnych ciemnych sekretów, ani nie musiał ukrywać przed innymi jakichś niestosownych w swoim życiu epizodów. Jego postawa wobec mnie była Zawsze opiekuńcza i ojcowska"

ł

Część "prakwickich" rogaczy stanowi wystrój pałacu w Doorn 

W latach 20-tych niemiecki rząd zgodził się by Wilhelm II odzyskał część swoich osobistych „drobiazgów” i wtedy do Doorn przyjechało 59 wagonów kolejowych, mebli, książek, obrazów, zdjęć rodzinnych. Mały zamek w Doorn, zapełnił się pamiątkami rodziny Hohenzollernów. Trzeba przyznać, że urządził go z wyjątkowym smakiem i gustem.

W 1920 roku do Wilhelma II dołączyła jego dobra i schorowana żona, Cesarzowa Augusta Wiktoria von Schleswig-Holstein- Sondenburg-Augustenburg (1858-1921), którą w rodzinie wbrew długiemu zestawowi imion i nazwisk nazywano po prostu „Doną”.

Choć w rodzinie wyrażano się o niej z lekceważeniem zarówno ze względu na jej brak urody oraz skromność, to jednak była dla Wilhelma II wymarzoną małżonką: urodziła mu sześciu synów i jedną córkę, nie wtrącała się w sprawy polityki. O Cesarzowej Auguście Wiktorii tak pisała w swoim pamiętniku Daisy von Pless w 1918 r: "Cesarz cenił i szanował Cesarzową, ale nie sądzę, aby po pierwszym roku małżeństwa żywił dla niej gorącą pasję. Po prostu nie byłoby to możliwe. Przy jego inteligencji i błyskotliwości, ona, biedactwo, reprezentowała poziom umysłowy z lat 1880 - tych, z czasu ich zaręczyn, nota bene, sekretnych zaręczyn, jako, że, w niemieckich kręgach dworskich, nie uważana była za wystarczająco dobrą dla niego partię. Podejrzewm, że Cesarz nigdy nie był w nikim zakochany do szaleństwa".

Cesarz z synami

 

Książę Wilhelm von Preussen (1882 - 1951) - najstarszy syn Cesarza będący następcą tronu (kronprinz)

Książę Wilhelm urodził się 6 maja 1882 roku w Poczdamie. Lata szkolne spędził w Domu Książęcym w Plön. W wieku dziesięciu lat został, zwyczajem przyjętym w domu panującym, wcielony do pułku gwardyjskiego. Była to kwestia formalna, ale mały książę musiał uczestniczyć w paradach i ćwiczeniach. Następnie studiował na Uniwersytecie w Bonn. W czasie studiów, podobnie jak ojciec należał do korporacji akademickiej Corps Borussia Bonn. Nie mieszkał wraz ze innymi studentami, lecz wynajmował specjalną dla niego przygotowaną willę. Już w trakcie nauki rozpoczął „dorosłą” karierę wojskową. W wieku osiemnastu lat został podporucznikiem służby czynnej w 1. Pułku Piechoty Gwardii. W 1911 roku trafił do Gdańska z związku z objęciem dowództwa 1 Regimentu Brygady Przybocznej Huzarów. W Gdańsku stacjonował przez dwa lata od 1911 do 1913 roku. Uczestniczył w I Wojnie Światowej jako oficer. Objął formalne dowództwo nad 5 armią. Brał udział w bitwie pod Verdun. Faktycznym dowódcą do 21 sierpnia 1916 roku był generał Konstantin Schmidt von Knobelsdorf, a następnie generał baron Walther von Lüttwitz. Podporządkowanie Wilhelma obu generałom było zgodne z życzeniem Cesarza.

Po wojnie i abdykacji ojca za namową Paula von Hindenburg zrzekł się praw do tronu i wyjechał do Holandii. Zrobił to, aby uniknąć wojny domowej, ku rozczarowaniu grupy zwolenników utrzymania monarchii z hrabią Fryderykiem von der Schulenburg na czele. Na wygnaniu skazany był przez królową Wilhelminę na areszt domowy w probostwie na opustoszałej wyspie Wieringen, na północy kraju. W 1923 roku powrócił do Niemiec i do Berlina, gdzie zaczął wieść bardzo swobodne życie, spędzając czas na koktajlach i szalonych przyjęciach, z dala od żony, przekonany, iż Hohenzollernowie nigdy już nie wrócą na tron. W 1932 roku był wymieniany jako jeden z kandydatów na prezydenta Republiki Weimarskiej, ale jego ojciec Wilhelm II nie wyraził zgody na kandydowanie. Syna i ojca dzieliła głęboka przepaść, ponieważ syn od wczesnej młodości cieszył się sławą niezmordowanego uwodziciela, co nie podobało się ojcu. Był znany również jako miłośnik sportu (w 1908 r. ufundował Puchar Kronprinza w piłce nożnej, obecnie Puchar Niemiec).
Wilhelm odmówił wstąpienia do partii nazistowskiej. Choć spotykał się z Hitlerem nie prosił o żadne godności i zaszczyty. Sceptycznie wypowiadał się też o zapewnieniach nazistów, którzy deklarowali chęć restauracji monarchii. Po zamordowaniu jego przyjaciela, byłego kanclerza Kurta von Schleichera w czasie nocy długich noży w 1934 r., całkowicie wycofał się z życia politycznego. W latach międzywojennych rezydował głównie w swych prywatnych zamkach Cecilienhof w Poczdamie i w zamku oleśnickim na Dolnym Śląsku. Po śmierci ojca w 1941 r. został głową domu Hohenzollernów. Po II wojnie światowej został uwięziony przez Francuzów w Lindau, a następnie umieszczony w areszcie domowym w zamku Hohenzollernów. Umarł na atak serca niemal dokładnie dziesięć lat po ojcu, 20 lipca 1951 r. i został pochowany w zamku Hohenzollernów.
Wilhelm pasjonował się sportem. Odnosił sukcesy w grze w tenisa i niekiedy wygrywał wyścigi samochodowe. Podobnie jak ojciec namiętnie polował. Książę Wihelm 6 czerwca 1905 r. ożenił się, 6 czerwca 1905 r. w Berlinie, z Cecylią Augustą Marią, księżniczką Mecklenburg-Schwerin (1886–1954), córką księcia Fryderyka Franciszka III i wielkiej księżnej Anastazji Michajłownej Romanowej. Para doczekała się sześciorga dzieci:
• Wilhelma (1906–1940), który zrzekł się praw do tronu i zginął we Francji w czasie II wojny światowej, męża Doroty von Salviati;
• Ludwika Ferdynanda (1907–1994), księcia Prus, męża Kiry Kiriłłownej Romanowej,
• Huberta (1909–1950), męża Marii Anny von Humboldt-Dachroeden, a potem Magdaleny Pauliny Reuß zu Köstritz,
• Fryderyka (1911–1966),  męża Lady Brigid Guinness,
• Aleksandryny (1915–1980), chorej na zespół Downa,
• Cecylii (1917–1975), żony Clyda K. Harrisa.
Wilhelm prowadził życie arystokratycznego bon vivanta. Był typowym dandysem - typem przesadnie dbającego o wykwintne maniery i zgodny z ostatnimi wymogami modny strój, arystokratycznym elegantem. Miał upodobanie do koni wyścigowych, szybkich samochodów i pięknych kobiet, co nie zjednywało mu wyłącznie przyjaciół. Zarzucano mu brak zainteresowania sprawami państwowymi na rzecz dbania własne wygody i przyjemności. Książę paradował często w otoczeniu pięknych kobiet. Ostatnią z nich była wówczas berlińska tancerka kabaretowa Gerda Puhlmann.

Książę Eitel von Preussen (1883 - 1942) - drugi syn Cesarza

Eitel Fryderyk był drugim synem Cesarza Wilhelma II i jego żony cesarzowej Augusty Wiktorii von Schleswig-Holstein-Sonderburg-Augustenburg. Urodził się na zamku w Poczdamie. Nietypowe imię jakie otrzymał „Eitel Fryderyk”, a które w rodzinie cesarskiej skracano do formy „Eitelfritz”, było bardzo silnie związane z tradycją domu Hohenzollernów. Imię to nosiło wielu przedstawicieli dynastii. Dzieciństwo i młodość spędził wraz z rodzeństwem w Pałacu Sanssouci. Podobnie jak bracia nauki przyjmował prywatnie podczas pobytu w Domu Książęcym w Plön. Po złożeniu państwowego egzaminu kończącego liceum i przystąpieniu do matury rozpoczął studia na uniwersytecie w Bonn. W czasie studiów należał do korporacji akademickiej Corps Borussia Bonn. Po zakończeniu nauki oddał się karierze wojskowej. Awansował od stopnia porucznika, który otrzymał gdy miał 10 lat do stopnia generała dywizji.
Podczas I wojny światowej był dowódcą 1 Pułku Piechoty Gwardii (niem. 1. Garde-Regiment zu Fuß). Uważany przez swoich żołnierzy za wzór dowódcy został odznaczony Krzyżem Żelaznym (niem. Eisernes Kreuz, EK) 1 i 2 klasy. Otrzymał także najwyższy pruski i niemiecki order wojskowy Pour le Mérite. Brał udział w bitwie pod Gorlicami w dniach od 2 do 12 maja 1915 roku. Od września 1915 r. walczył na froncie zachodnim. W 1916 r. walczył we Flandrii i nad rzeką Sommą. Ponownie przeniesiony na font wschodni brał udział w kontrofensywie pod Złoczowem. Koniec wojny zastał go nad rzeką Aisne we Francji.
Po wojnie Eitel Fryderyk związał się z nacjonalistyczną organizacją paramilitarną Stahlhelm głoszącą hasła monarchistyczne. Nie poparł jednak ostatecznie Hitlera i nie związał się bliżej z nazistami. W 1921 roku wyrokiem sądu został skazany na grzywnę w wysokości 5 000 marek za przetransferowanie kapitału za granicę w wysokości 300 000 tysięcy marek. 27 lutego 1906 książę poślubił Zofię Karolinę von Oldenburg, córkę wielkiego księcia Fryderyka Augusta II i księżniczki Elżbiety Anny Pruskiej. Para rozwiodła się w 1926 roku. Nie mieli dzieci. W latach 1907-1926 był Eitel Fryderyk wielkim mistrzem zakonu Joannitów.
Książę Eitel Fryderyk wychowany w duchu poszanowania dla monarchii i tradycji był znany z wierności i lojalności. To były przewodnie cechy jego charakteru. Przekonany o swojej szczególnej pozycji i szczególnej pozycji rodziny reprezentował ojca Wilhelma II na wielu ważnych uroczystościach życia politycznego i społecznego ówczesnych Niemiec. Postawny, od wczesnej młodości miał tendencje do tycia. Pod koniec życia chodził w brudnym, wytartym mundurze, miał pokaźną tuszę. Zmarł 8 grudnia 1942 roku.

 

Książę Adalbert von Preussen (1884 - 1948) - trzeci syn Cesarza

Książę Adalbert był trzecim synem Cesarza Niemiec Wilhelma II i jego pierwszej żony Augusty Wiktoriii von Schleswig-Holstein-Sonderburg-Augustenburg. Na chrzcie z uwagi na wielki sentyment ojca do marynarki wojennej otrzymał imię "Adalbert", tak samo jak bratanek Cesarza Wilhelma I, współtwórca i budowniczy floty pruskiej. Dzieciństwo i młodość spędził wraz z rodzeństwem w Pałacu Sanssouci. Podobnie jak bracia nauki przyjmował prywatnie podczas pobytu w Domu Książęcym w Plön. Od 31 maja 1894 r. wstąpił do Kaiserliche Marine (niem. Cesarska Marynarka Wojenna). Wstąpił do szkoły marynarki wojennej w Kilonii, gdzie kształcony był na oficera cesarskiej floty.
Podczas I wojny światowej pełnił służbę na wielu jednostkach. Najpierw na okręcie liniowym SMS Kaiser jako oficer nawigacyjny. Potem już jako dowódca na SMS Danzig, niemieckim lekkim krążowniku typu Bremen, aż do końca wojny. Po zakończeniu wojny zrezygnował z dalszej czynnej służby wojskowej. Wyjechał wraz z rodziną z Kilonii i zamieszkał w wilii Bad Homburg. Nie prowadził w tym okresie żadnej działalności publicznej. Zły stan zdrowia żony zmuszał Adalberta do częstych wyjazdów do Szwajcarii. Ostatecznie książę przeniósł się tam na stałe. Zamieszkał w La Tour-de-Peilz nad Jeziorem Genewskim, gdzie zmarł 22 września 1948 roku w wieku 64 lat. 3 sierpnia 1914 roku w Wilhelmshaven, Niemcy, ożenił się z księżniczką Adelajdą "Adą" Anną Sachsen-Meiningen (ur. 16 sierpnia 1891; zm. 25 kwietnia 1971). Mieli trójkę dzieci:
• księżniczka Wiktoria Marina (ur./zm. 4 września 1915);
• księżniczka Wiktoria Marina (ur. 11 września 1917; zm. 21 stycznia 1981), wyszła za mąż za amerykańskiego adwokata, mieli dzieci;
• książę Wilhelm Wiktor (ur. 15 lutego 1919; zm. 7 lutego 1989), 20 lipca 1944 roku w Donaueschingen ożenił się z hrabiną Marią Antoniną Hoyos ur. (27 czerwca 1920; zm. 1 marca 2004), mieli dwójkę dzieci.

Książę August von Preussen (1887 - 1949) - czwarty syn Cesarza

August Wilhelm urodził się jako czwarty syn Cesarza Wilhelma i jego żony Augusty Wiktorii w poczdamskim zamku. Dzieciństwo i młodość spędził jednak wraz z rodzeństwem w Pałacu Sanssouci. Jak przystało na księcia pruskiego i syna cesarskiego nauki przyjmował prywatnie podczas pobytu w Domu Książęcym w Plön. Po złożeniu państwowego egzaminu kończącego liceum i przystąpieniu do matury rozpoczął studia historyczne na uniwersytecie w Bonn. Następnie kontynuował naukę studiując w kierunkach ekonomii i socjologii na uniwersytetach w Berlinie i Strassburgu. W 1907 r., przy pomocy promotorskiej Friedricha Woltersa, obronił u Gustava von Schmollera pracę dyplomową otrzymując państwowy tytuł doktorski.
22 października 1908 r. w kaplicy berlińskiego zamku książę August Wilhelm zawarł związek małżeński ze swoją siostrą cioteczną, księżniczką Aleksandrą Wiktorią Holsztyńską. Młoda para książęca miała zamieszkać w zamku Schönhausen. Jednak Cesarz miał dla nich inne plany, przeznaczył im willę Liegnitz, położoną w parku pałacowym Sanssouci. 26 grudnia 1912 r. narodziło się jedyne dziecko małżeństwa Augusta Wilhelma i Aleksandry Wiktorii – syn Aleksander Ferdynand. Za sprawą księżnej Aleksandry poczdamski dom stał się miejscem spotkań i debat artystów, w których chętnie brał udział jej mąż.
Podczas I Wojny Światowej książę był landratem Ruppin w Brandenburgii. Siedzibą urzędu i miejscem zamieszkania naczelnika został zamek w Rheinsbergu. Osobisty adiutant księcia, Hans Georg von Mackensen, z którym książę przyjaźnił się od wczesnej młodości, odegrał ważną rolę w jego życiu. Znajomość z nim przyczyniła się do wykrycia u Augusta Wilhelma skłonności homoseksualnych. Nie krył się z tą wiadomością przed żoną i sam wystąpił o rozwód. Sprzeciwił się temu ojciec, Wilhelm II, mając nadzieję, że są to chwilowe skłonności seksualne syna wywołane kryzysem małżeńskim z Aleksandrą Wiktorią, które mogą ustąpić.
Krótko po zakończeniu wojny i upadku cesarstwa, August Wilhelm przekonał ojca, że nie ma już on żadnych zobowiązań zarówno wobec państwa jak i dynastii. Małżeństwo z Aleksandrą Wiktorią zostało rozwiązane w marcu 1920, przy czym August Wilhelm zgodził się na przyjęcie winy upadku rodziny na siebie. Prawo do opieki nad wspólnym synem zostało przyznane w sierpniu Augustowi Wilhelmowi. Niedługo po zakończeniu szeregu spraw sądowych związanych z rozwodem i podziałem majątku dotarła do Augusta Wilhelma wiadomość o zaręczynach jego przyjaciela Hansa G. von Mackensena z Winifredą, córką Konstantina von Neuratha. Związane z wydarzeniami powojennymi z prywatnego życia Augusta Wilhelma przeżycia wewnętrzne doprowadziły go do głębokiej depresji. Aby pozostawić przy sobie syna postanowił się leczyć – miały mu w tym pomóc lekcje rysunku pobierane u Arthura Kampfa.
W tym też czasie związał się August Wilhelm z nacjonalistyczną organizacją paramilitarną Stahlhelm głoszącą hasła monarchistyczne. W późniejszych latach organizacja ta przechodziła przemiany ideologiczne na skutek napływu do niej wielu działaczy narodowo-socjalistycznych.
Ostatecznie August Wilhelm uznał, że nie ma już żadnych zobowiązań wobec upadłego domu panującego, choć nie zrezygnował z działalności politycznej. 1 kwietnia 1930 r., za namową działaczy Stahlhelmu, a przede wszystkim Hansa G. von Mackensena, wstąpił do NSDAP. Otrzymał tam „honorowe członkostwo” z przyznanym 24. numerem. W październiku 1931 r. August Wilhelm wstąpił do służby w paramilitarnej bojówce NSDAP – SA w randze pułkownika (Standartenführer). Otwarcie popierał i propagował politykę Adolfa Hitlera oraz ideologię narodowego socjalizmu namawiając wielu znajomych do przychylności Hitlerowi. Z powodu swojej dyspozycyjności i bezgranicznego podziwu wobec führera, August Wilhelm był celem częstych żartów i ataków zarówno lewicowej prasy, nazywającej go Braunhemdchen Auwi („brunatny staniczek AuWi”, co miało związek z jego homoseksualizmem), kręgów opozycji rządowej (André François-Poncet nazwał go błaznem), jak i kół nazistowskich, skupionych zwłaszcza wokół Josepha Goebbelsa, który określał go jako „dobrodusznego, ale nieco głupiego chłopca”.
Jako członek byłej cesarskiej rodziny panującej został celowo użyty przez nazistów jako twarz kampanii wyborczej pozyskująca głosy niezdecydowanych, głównie rozczarowanych wojną i z sentymentem wspominających czasy monarchii. Był on częstym gościem spotkań wyborczych i wieców czołowych działaczy NSDAP, sam nie biorąc czynnego udziału w aparacie partii. Udział Augusta Wilhelma w kampanii przed wyborami do Landtagu w 1932 r., doprowadził do upowszechnienia się opinii o monarchistycznym i tradycjonalistycznym nastawieniu NSDAP, oraz Hitlerze jako reprezentancie niemieckiego narodu i tęsknoty za potęgą Rzeszy.
W 1933 r. August Wilhelm stał się członkiem Rady Pruskiej i wszedł do Reichstagu. Jednak po doprowadzeniu do dyktatury Hitlera miał nadzieję, że ten przywróci monarchię w Niemczech ustanawiając Cesarzem, bądź to jego samego, bądź syna, Aleksandra. Po osobistych zapewnieniach Hitlera, który wiosną 1934 r. w bezpośredniej rozmowie z księciem przychylił się do ambicji Augusta Wilhelma, rozpoczęła się aktywna propaganda tych planów wśród nazistów-monarchistów. Tymczasem latem tego samego roku August Wilhelm został schwytany przez SS w trakcie tzw. „nocy długich noży” i osadzony w więzieniu, co jednak nie zmniejszyło jego czci wobec osoby wodza.
1 lipca 1939 r. został awansowany na SA-Obergruppenführera. Jednak po dyskryminujących uwagach pod adresem Goebbelsa, wypowiadanych w gronie prywatnym, został w 1942 r. potępiony przez władze i stracił polityczne znaczenie.
Na wieść o zbliżającej się Armii Czerwonej, na początku lutego 1945, August Wilhelm ze swoją bratową, Cecylią Mecklenburg-Schwerin uciekł do Kronbergu, do jego ciotki Małgorzaty Heskiej.
Z końcem II Wojny Światowej, 8 maja 1945 r., August Wilhelm został aresztowany przez wojska amerykańskie i uwięziony w koszarach Flak-Kaserne Ludwigsburg. Przebywał tam do 1948 r. Za aktywny udział w NSDAP i SA został skazany na trzy lata więzienia. August Wilhelm zmarł w szpitalu w Stuttgarcie. Został pochowany na cmentarzu w Langenburgu.

 

Książę Oskar von Preussen (1888 - 1958) - piąty syn Cesarza

Książę Oskar był piątym synem Cesarza Wilhelma II i jego żony cesarzowej Augusty Wiktorii von Schleswig-Holstein-Sonderburg-Augustenburg. Urodził się na zamku w Poczdamie. Dzieciństwo i młodość spędził wraz z rodzeństwem w Pałacu Sanssouci. Podobnie jak bracia nauki przyjmował prywatnie podczas pobytu w Domu Książęcym w Plön. Po zakończeniu nauki rozpoczął karierę wojskową. Służył w pułku grenadierów im. Cesarza Wilhelma I nr 7. Koniec I Wojny Światowej zastał go w Poczdamie. Źle przyjął utratę tronu przez ojca.
W latach 1927-1958 po swoim bracie Eitelu Fryderyku był wielkim mistrzem zakonu Joannitów. W okresie rządów nazistów świadomie trzymał się na uboczu i nie podejmował żadnych inicjatyw politycznych. Osobiście nie uczestniczył jako żołnierz w walkach na frontach II Wojny Światowej. Jego najstarszy syn Oskar Jr, zginął zaledwie pięć dni po wybuchu wojny w czasie kampanii w okolicach w Widawki. Dzięki prostemu i niewystawnemu trybowi życia książę cieszył się ogromną popularnością. 12 kwietnia 1945, na dwa dni przed bombardowaniem, w wyniku, którego zniszczonych zostało wiele wartościowych budynków jak np. Kościół Garnizonowy, Oskar opuścił Poczdam.
Po wojnie książę Oskar wraz z rodziną schronił się w kraju związkowym Dolna Saksonia niedaleko Holzminden. W 1952 roku przeniósł się do małego mieszkania w Bonn. Z ramienia Zakonu Joannitów, którego nadal był wielkim mistrzem negocjował z aliantami zwrot dóbr zrabowanych w czasie wojny. W latach 50-tych książę Oskar stale podupadał na zdrowiu. Wycofał się z pełnienia wszelkich funkcji społecznych jakie pełnił. Zmarł na raka w Monachium 27 stycznia 1958 roku, w wieku niespełna 70 lat. Został pochowany zgodnie z własnym życzeniem w bastionie św. Michała na zamku Hohenzollern. 31 lipca 1914 roku ożenił się z hrabiną Iną Marią Heleną Adelą Elizą von Bassewitz (ur. 27 stycznia 1888 r.; zm. 17 września 1973 r.). Było to małżeństwo morganatyczne, Ina Maria otrzymała tytuł hrabiny von Ruppin. W 1920 roku ona i jej dzieci zostały podniesione do rangi księstwa Prus z tytułem Królewskich Wysokości.
Książę Oskar miał czwórkę dzieci:
• Książę Oskar Wilhelm Karol Hans Kuno (ur. 12 lipca 1915 roku w Poczdamie, Niemcy; zm. 5 września 1939 roku w Polsce), zginął w II Wojnie Światowej;
• Książę Burchard Fryderyk Maks Werner Jerzy (ur. 8 stycznia 1917 r.; zm. 12 sierpnia 1988 r.), ożenił się z hrabiną Eleonorą Fugger von Babenhausen. Para nie miała dzieci;
• Księżniczka Herzeleida-Ina-Maria Zofia Szarlotta Eliza (ur. 25 grudnia 1918 r.; zm. 22 marca 1989 r.), wyszła za mąż za księcia Karla Birona von Curland. Para miała trójkę dzieci;
• Książę Wilhelm Karol Adalbert Eryk Detloff (ur. 20 stycznia 1922 r.; zm. 9 kwietnia 2007 r.), ożenił się w 1952 roku z Armgard von Veltheim. Para miała trójkę dzieci. Książę Wilhelm Karol był ostatnim żyjącym wnukiem Wilhelma II.

Książę Joachim von Preussen (1890 - 1920) - szósty i najmłodszy syn Cesarza, który popełnił samobójstwo z powodu upadku monarchii

Urodził się jako najmłodszy syn Cesarza Wilhelma II i jego pierwszej żony cesarzowej Augusty Wiktorii. Dzieciństwo i młodość spędził jednak wraz z rodzeństwem w Pałacu Sanssouci. Pierwsze nauki pobierał od prywatnych nauczycieli podczas pobytu w Domu Książęcym w Plön. Po ukończeniu nauki rozpoczął szkolenie wojskowe. Otrzymał stopień porucznika 1 Pułku Piechoty Gwardii (niem. 1. Garde-Regiment zu Fuß). Podczas I Wojny Światowej w randze kapitana brał udział w walkach na froncie wschodnim. Został ranny we wrześniu 1914 r. w bitwie nad Jeziorami Mazurskimi
Podczas Powstania wielkanocnego w Dublinie (Irlandia), w 1916 roku niektórzy republikańscy przywódcy zastanawiali się nad osadzeniem go na tronie niezależnej Irlandii. Po abdykacji ojca w 1918 roku i nieudanym Puczu Kappa w 1920 roku, Joachim nie mógł pogodzić się ze swoim nowym statusem i wpadł w głęboką depresję, która doprowadziła go do samobójstwa. Zastrzelił się 18 lipca 1920 roku. Jego potomkiem jest m.in. jeden z najpoważniejszych kandydatów do rosyjskiego tronu carewicz Jerzy. 11 marca 1916 roku ożenił się z księżniczką Marią Augustą von Anhalt-Dessau (ur. 10 czerwca 1898 r.; zm. 22 maja 1983 r.). Parze urodził się jeden syn:
• Książę Karol Franciszek Józef Wilhelm Fryderyk Edward Paweł Pruski (ur. 15 grudnia 1916 w Poczdamie; zm. 22 stycznia 1975 w Chile).

 

Księżniczka Wiktoria Luiza von Preussen (1892 - 1980) - jedyna córka Cesarza

Wiktoria Luiza Adelajda Matylda Charlotta Pruska (ur. 13 września 1892 roku w Marmorpalais, Poczdam; zm. 11 grudnia 1980 roku w Hanowerze) – księżniczka Prus, księżna Hannoweru i Brunszwiku.
Wiktoria Luiza była jedyną córką i siódmym dzieckiem Cesarza Wilhelma II Hohenzollerna i jego żony cesarzowej Augusty Wiktorii. W chwili śmierci była ich ostatnim żyjącym dzieckiem. Była 141 w sukcesji do brytyjskiego tronu. Księżniczka Luiza jest babką ze strony matki: Zofii Greckiej, królowej Hiszpanii i byłego króla Grecji, Konstantyna II.
Księżniczka Wiktoria była ukochanym dzieckiem Cesarza. Była do niego również bardzo podobna i najinteligentniejsza z całego rodzeństwa. Już jako dziecko była bardzo ładna i z każdym rokiem jej uroda rozkwitała.

Gazeta Olsztyńska tak pisała o narodzinach cesarskiej córki: Nr 79 (1 październik 1892). Z powodu urodzenia córki postanowił cesarz ułaskawić wszystkie kobiety, które z biedy lub lekkomyślności dopuściły się występku lub które po raz pierwszy weszły w kolizję z prawem. Prokuratorzy otrzymali już rozkaz, ażeby przygotowali spis takich kobiet.
Nr 87 (29 październik 1892). Pisaliśmy już, że cesarz Wilhelm z powodu urodzenia się mu córki nakazał ażeby wypuszczono z więzienia na wolność kobiety, które zostały skazane przez sądy na więzienie za lżejsze przewinienia. Ostatni numer Reichsanzeigera ogłasza teraz, że wypuszczono na wolność z więzień w całych Niemczech 400 takich kobiet.

 

 

Gdy oświadczyła rodzinie, że chce poślubić Ernesta Augusta, księcia Hanoweru, wywodzącego się z dynastii pozbawionej królestwa w chwili utworzenia Cesarstwa Niemieckiego w roku 1871 r., wzbudziło to w rodzinie Hohenzollernów żywe emocje. Nienawiść dynastii hanowerskiej do Hohenzollernów wcale nie wygasła, ale małżeństwo to pozwalało odzyskać temu rodowi znaczącą pozycję w państwie, z drugiej zaś strony Wilhelm II niczego nie umiał odmówić córce. Ślub odbył się 24 maja 1913 roku w Berlinie.

Gazeta Olsztyńska nr 62 (donosiła w czwartek, 29 maja 1913 r.). "W piątek odbyło się uroczyste wręczenie podarunków ślubnych dla młodej pary, upominki przywieźli z sobą bądź nadesłali pomiędzy innemi król i królowa angielska, car rosyjski, cesarz austryacki, miasto Berlin, stany prowincjonalne itd. Wartość podarunków razem przenosi cenę 10 milionów marek.W obecności wszystkich przybyłych do Berlina monarchów zagranicznych i książąt niemieckich odbył się w sobotę ślub córki cesarza Wilhelma księżniczki Wiktoryi Ludwiki z księciem Ernstem Cumberlandem. Cesarz wygłosił na uczcie weselnej toast na zdrowie i powodzenie pary młodej, wskazując na wielką przeszłość historyczną rodziny Welfów i Hohenzollernów. W bankiecie wzięło udział przeszło 1100 osób. W sobotę wieczorem wyjechał z Berlina car rosyjski ze swoją świtą.”


Wiktoria i Ernest mieli piątkę dzieci:
• Książę Ernest August IV Hanowerski (ur. 18 marca 1914 r.; zm. 9 grudnia 1987 r.);
• Książę Georg Wilhelm von Hannover (ur. 25 marca 1915 r.; zm. 8 stycznia 2006 r.);
• Księżniczka Fryderyka Hanowerska (ur. 18 kwietnia 1917 r.; zm. 6 lutego 1981 r.), królowa Grecji;
•  Książę Krystian Hanowerski (ur. 1 września 1919 r.; zm.10 grudnia 1981 r.);
•  Książę Welf-Henryk Hanowerski (ur. 11 marca 1923 r.; zm. 12 lipca 1997 r.).
Tytulatura księżnej:
• Jej Królewska Wysokość Księżniczka Pruska Wiktoria Luiza
• Jej Królewska Wysokość Księżna Hanoweru Wiktoria Luiza
• Jej Królewska Wysokość Księżna Brunszwiku
• Jej Królewska Wysokość Księżna Wdowa Brunszwiku
Jako żona księcia Hannoweru, Wiktoria Luiza była tytułowana księżna Hanoweru, księżna Wielkiej Brytanii i Irlandii oraz księżna Brunszwiku-Lüneburga.

Wiktoria Luiza w 1970 r.

 

Cesarzowa  Augusta Wiktoria z rodu Schleswig-Holstein

Augusta była nazywana przez rodzinę "Doną". Nie była specjalnie urodziwa ani inteligentna. Nie wywierała też wpływu na politykę męża. Przed jejmałżeństwem i kilka lat po nim Augusta nie cieszyła się sympatią niektórych członków rodziny Wilhelma, np. swojej szwagierki księżnej Charlotty, która uważała ją za parweniuszkę, córkę księcia, który nie posiadał własnego państwa. Augusta była jednak osobą o silnej osobowości i wysokim poczuciu własnej wartości. Nie miała dobrych relacji ze swoją teściową, która początkowo uważała, że Augusta pomoże jej naprawić popsute relacje z synem. Wiktoria była również rozczarowana, że funkcja przewodniczącej Czerwonego Krzyża przypadła jej synowej, osobie bez doświadczenia w pielęgniarstwie i działalności charytatywnej, oraz pozbawionej chęci udziału w tych przedsięwzięciach. Inaczej na ten temat pisała w swoich pamiętnikach jedyna córka Augusty, księżna Wiktoria, która uważała, że matka uwielbiała pracę charytatywną.Bardzo chorowita, Augusta znajdowała przyjemność w docinaniu teściowej różnymi drobnymi nieprzyjemnościami. Uwielbiała zwłaszcza informować Wiktorię, że jej córka, Wiktoria, nie została nazwana na jej cześć. Sama Wiktoria Luiza w swoich wspomnieniach napisała jednak, że pierwsze imię otrzymała zarówno po babce jak i prababce. Stosunki między teściową a synową uległy poprawie kiedy Wilhelm został w 1888 r. Cesarzem. Wilhelm często wyjeżdżał na manewry wojskowe i jego żona czuła się samotna. Nawiązała więc bliższe relacje z cesarzową-wdową, ale nie na tyle bliskie, aby pozostawić z nią sam na sam swoje dzieci, gdyż obawiała się wpływu, jakie mogła na nie wywrzeć liberalna w swoich poglądach teściowa. Wiktoria i Augusta często jednak jeździły wspólnie na przejażdżki, a cesarzowa przebywała o boku Wiktorii przy jej łożu śmierci w 1901 r. Augusta miała mniej serdeczne relacje z niektórymi szwagierkami, zwłaszcza z księżną Zofią, żoną następcy greckiego tronu. W 1890 r. Zofia ogłosiła swoją chęć porzucenia luteranizmu i przejścia na prawosławie. Augusta się temu sprzeciwiła, informując szwagierkę, że ten krok nie spotka się z aprobatą Cesarza. Zofia zostanie pozbawiona prawa wstępu do Niemiec, a jej dusza trafi do piekła. Zofia odparła na to, że zmiana religii to jej prywatna sprawa. Taka odpowiedź zdenerwowała Augustę, która wkrótce przedwcześnie urodziła syna, Joachima. Czy ten wcześniejszy poród miał związek ze sprawą Zofii nie wiadomo, aczkolwiek w liście do matki Wilhelm pisał, że gdyby dziecko zmarło byłaby to wina Zofii. W Niemczech znana była ze swojej dobroci i pobożności (ufundowała kilkanaście kościołów, w tym Augustakirche w Sopocie). 9 listopada 1918 r., wskutek trudnej sytuacji Niemiec podczas I Wojny Światowej (w Niemczech obalono monarchię), Wilhelm i Augusta udali się do Holandii, gdzie osiedlili się w Haus Doorn. Gdy w 1920 roku opuszczała Niemcy, służba pałacowa żegnała ją szlochając. Ostatnie lata życia nie były szczęśliwe dla byłej cesarzowej. Rewolucja, obalenie monarchii, wreszcie samobójstwo Joachima podłamały Augustę, która zmarła w 1921 r. Nigdy nie zwiedziła Luwru, co było jej największym marzeniem. Została pochowana w Poczdamie w ogrodzie Sanssouci w tzw. Antikentempel, gdzie spoczywa wraz z drugą żoną Wilhelma II, Herminą von Schönaich-Carolath, dwoma synami i wnukiem Wilhelmem. Była ewangeliczką. Dla Kościoła Zbawiciela w Katowicach-Szopienicach ufundowała ołtarz, a Kościołowi Pamiątkowemu im. Fryderyka III w Polanicy-Zdroju podarowała biblię ołtarzową z własnoręcznym wpisem. Była również fundatorką nowego kościoła w Jarnołtówku (wówczas Arnoldsdorf) - stary został zniszczony przez powódź (jej wizytę upamiętnia pomnik). Na jej cześć zatoka Cesarzowej Augusty na Papui-Nowej Gwinei otrzymała swoją nazwę.

Jak już pisałem, żona Wilhelma II, w Niemczech znana była ze swojej dobroci i pobożności (ufundowała kilkanaście kościołów, w tym Augustakirche w Sopocie) i gdy w 1920 roku opuszczała Niemcy, służba pałacowa żegnała ją szlochając. Do Doorn przyjechała z poważną wadą serca, poruszając się na wózku inwalidzkim i specjalnie dla niej Wilhelm II zamontował w zamku windę, używaną do dzisiaj. Z daleka od dzieci które uwielbiała, załamana potwornościami I Wojny Światowej, pomimo troskliwej opieki Wilhelma powoli gasła w oczach. Dobiło ją samobójstwo jej syna Joachima w 1920 roku i zmarła na serce w 1921 roku w Doorn. Rząd niemiecki natychmiast zgodził się, by spoczęła w kryptach rodzinnych Hohenzollernów w Poczdamie. Wilhelm II zamknął wtedy na zawsze jej prywatne pokoje w Doorn i pozostały one zamknięte do 1992 roku.

Choć załamany śmiercią żony, rok później wstąpił ponownie w związek małżeński poślubiając Herminę von Reuss księżną Schönaich-Carolath, która została w ten sposób drugą i ostatnią panią na Doorn.

Hermina von Reuss

Dzieci Wilhelma II krzywo patrzyły na ten związek i małostkową mściwością i precyzją odmawiały nazywania jej „cesarzową”, dodając, że przecież wyszła za mąż za „eks cesarza”.

Księżniczka Hermina

W tym okresie życie Wilhelma II ustabilizowało się. Poranek rozpoczynał się od śniadania w gronie rodziny (Herminia i jej dzieci z pierwszego małżeństwa) oraz adiutanta. Po śniadaniu Wilhelm II gromadził domowników i służbę na krótkie czytanie Biblii i modlitwę, po czym przyjmował gości. Popołudnie mijało na odpisywaniu na listy, lekturę. Następnie podawano herbatę, którą Wilhelm II jako najstarszy wnuk królowej Wiktorii wprost uwielbiał – podobno pierwszą rzecz, o jaką poprosił po przybyciu do Holandii była „filiżanka porządnej angielskiej herbaty”. W zamku znajduje się serwis Wedgewood, który podarowała mu babka królowa Wiktoria z okazji jego ślubu z ‘Dolly’.

Ponieważ na wygnaniu nie mógł oddawać się swej największej pasji - łowiectwu, przedpołudniami piłował drzewo. W tej dziedzinie także lubił być najlepszym, więc stale ustanawiał nowe rekordy. 30 października 1919 r. hrabina Elżbieta Bentinek zanotowała: „Cesarz ściął dziś jedenastotysięczne drzewo”, 12 listopada było ich już dwanaście tysięcy.


Cesarz nie tylko ścinał drzewa. Z upodobaniem sadził też nowe. Były to przede wszystkim dęby. Ponoć prezentem sprawiającym mu największą przyjemność było nowe drzewko. Każdy z prezentów nosił imię darczyńcy. Cesarz miał mawiać: „gdy idę przez ogród, znajduję wielką przyjemność w dotykaniu drzew i krzewów, które dostałem w prezencie. Czuję się wtedy tak, jakbym ściskał dłoń tego, kto mi je podarował”. W niedzielę cały zamek udawał się na nabożeństwo do pobliskiego urokliwego kościółka, gdzie Wilhelm II śpiewał tubalnym i wyraźnym głosem niemieckie Psalmy z pamięci, ku irytacji holenderskich wiernych.
Z upływem lat paradoksalnie liczba gości powoli się zwiększała, szczególnie, że zacierały się w pamięci okropieństwa Wielkiej Wojny. Odwiedzali go niemieccy monarchiści, generałowie, członkowie holenderskiej rodziny królewskiej, z ważnym wyjątkiem: królowa Wilhelmina odmówiła odwiedzenia go w Doorn. Nigdy nie odwiedził go też ktoś z brytyjskich kuzynów. Romanowowie, którzy pamiętali, że bezskutecznie usiłował wydostać z bolszewickiego piekła rodzinę carską, nie mieli takich zahamowań i jego wnuk Ludwik Ferdynand von Hohenzollern (1907-1994), głowa rodziny, poślubił właśnie na zamku z Doorn wielką księżną Kirę Kiryłownę Romanową w 1938 roku.

Chociaż jego żona Hermina łudziła się, że Hitler przywróci monarchię, to Wilhelm II miał więcej zdrowego rozsądku. Gdy Hitler napadł na Holandię, Wilhelm II wycofał się z życia publicznego i zaprzestał przyjmowania gości, w szczególności niemieckich generałów. Przestał także pokazywać się w kościele by nie drażnić mieszkańców Doorn i sam odprawiał domowe nabożeństwa w zamku. Przez całe lata ciążył na nim dość oszczędny telegram gratulacyjny do Hitlera, z okazji zdobycia Paryża. Niedawno okazało się, że telegramu nigdy nie wysłał, pomimo błagań żony Herminy. Zrobił to na własną odpowiedzialność bez jego zgody zarządca dóbr. Rodzina Hohenzollernów zachowała znamienny dystans do faszystów, a wspomniany wyżej wnuk Cesarza był zamieszany w spisek przeciw Hitlerowi.

Cesarz i cesarzowa Hermine w Doorn

Doorn 1938 r.

Schorowany Wilhelm II umarł spokojnie w czerwcu 1941 roku. Na łożu śmieci wyraźnie zastrzegł, że nie życzy sobie by na jego pogrzebie eksponowano jakiekolwiek insygnia III Rzeszy. Życzenia te zignorowano i ku oburzeniu rodziny trumnę „przybrano” obrzydliwą flagą ze swastyką. Naczelnymi żałobnikami byli generał von Mackensen oraz (były) następca tronu Bawarii książę Rudolf von Wittelsbach. Na wyraźne życzenie rodzinny musiano uszanować inne polecenie zmarłego, a mianowicie, by pochowano go w Doorn. Do Niemiec jego ciało może wrócić dopiero po restauracji monarchii.

Hermine po śmierci Wilhelma II


Wraz z jego śmiercią skończył się de facto niemiecki okres zamku w Doorn. Jego druga żona, Cesarzowa Hermina, wróciła do Niemiec, gdzie dostała się do rosyjskiego obozu jenieckiego. Umarła z wycieńczenia w 1947 roku. Po latach pochowano ją w Poczdamie w grobach rodzinnych Hohenzollernów. Zamek w Doorn skonfiskowano po 1945 roku jako własność poniemiecką i utworzono w nim muzeum. W latach sześćdziesiątych zeszłego wieku burmistrz Door wyraził zgodę, by rodzina Hohenzollernów odzyskała część najbardziej osobistych pamiątek po Kajzerze. Dziś zamek Doorn jest podobno centrum pielgrzymek niemieckich monarchistów.

Jeszcze jedna ciekawostka: z dzieci Wilhelma II najdłużej żyła jego jedyna i piękna córka Wiktoria Luzia (1892-1980), której ślub z księciem Hanoweru w 1913 roku był ostatnim zjazdem europejskich monarchów przed Wielką Wojną. Jej córka Fryderyka von Hanover jeszcze za życia Kajzera (1938) wyszła za mąż za następcę tronu Grecji Pawła i została w 1947 roku królową Grecji. Jej z kolei córka to królowa Hiszpanii Zofia. To obecnie jedyna koronowana głowa wśród potomków Wilhelma II”.
Na gazonie przed zamkiem w Doorn stoi wielkie popiersie ostatniego lokatora, Cesarza Wilhelma II. Człowieka, który stracił imperium, budowane przez jego przodków od XV wieku. Na stronie internetowej http://www.huisdoorn.nl można obejrzeć rezydencję w Doorn i krótkie filmiki z Wilhelmem II

Wilhelm II zmarł 4 czerwca 1941 roku w wieku 82 lat. Do pochówku, zgodnie z wcześniejszym życzeniem, ubrano go w mundur generalski. Tak, jakby chciał, by śmierć nadała mu więcej godności i wielkości, której nie posiadał w oczach świata za życia. Być może w ostatnich chwilach, gdy wybierał treść epitafium, był tej wielkości, przez swą skromność, bliższy niż kiedykolwiek wcześniej.

 

„Nie chwalcie mnie, bowiem nie potrzeba mi pochwał;
Nie sławcie mnie, bowiem nie potrzeba mi sławy;
Nie sądźcie mnie, bowiem zostanę osądzony”.

Zbieram ciekawostki o życiu Cesarza. Mimo wielu dziwactw na pewno był człowiekiem nietuzinkowym. W 2013 r. napisał do mnie Pan Tomasz Krawczyk, który mieszka w Zawadzkiem i przesłał mi dane o kapeluszach myśliwskich Cesarza. Na fotografiach często widujemy monarchę w specyficznym nakryciu głowy.

Kapelusz Wilhelma II, typu Homburg, był koloru zielonego. Wyprodukował go Johann Georg Möckel pochodzący z Bad Homburg. Fabryka  Möckel została założona w 1806 roku. Kapelusz Wilhelma był inspiracją dla kapelusza króla Anglii Edwarda VII.

Na zdjęciu Cesarz i następca tronu przyszły król Anglii Edward VII. Edward był niezłym hulaką  i zarazem kuzynem Wilhelma II. Zdjęcie pochodzi z 1882 roku, z wizyty Wilhelma jeszcze jako następcy tronu.

 

Malarze Wilhelma II - Związki Wilhelma II z Julianem Fałatem i Wojciechem Kossakiem.

 

Julian Fałat


Julian Fałat (ur. 30 lipca 1853 w Tuligłowach, zm. 9 lipca 1929 w Bystrej) znany polski malarz akwarelista i pejzażysta, w latach 1886-1895, pracował na dworze Cesarza Wilhelma II w Berlinie. Julian Fałat był w tych latach malarzem łowieckim cesarza w Hubertusstock (Schorfheide, rewir Grimnitz w pobliżu jeziora Werbellinsee). Julian Fałat, malujący w 1886 roku dla dworu Radziwiłłów dowiedział się, że następca tronu Wilhelm von Preussen, niedługo przyjedzie do księcia Antoniego Radziwiłła na polowanie na niedźwiedzie. Pomyślał sobie, że na pewno będzie tam potrzebny malarz i postanowił też tam pojechać na własną rękę. Wyjechał więc, 13 lutego 1886 roku, tym samym pociągiem co książę Antoni Radziwiłł i książę Wilhelm Pruski, do Horodzieja i Nieświeża miejsca polowań na niedźwiedzie. Już w pociągu jego przypuszczenia co do polowania potwierdził jeden z podróżnych mówiąc „To niemiecki car pryjechaw na ochotu do Księcia Radziwiłła”. Poprzez rodzinę księcia udało mu się przedłożyć swój szkicownik Wilhelmowi. Ten z zachwytem obejrzał prace Fałata i w konsekwencji zaproszono malarza na polowanie. Podczas pierwszego miotu w Deniskowicach, Wilhelm rozmawiał pierwszy raz z Fałatem i wypytywał go, między innymi, o jego twórczość i pobyty studyjne. Po tym pamiętnym polowaniu Fałat malował nadal dla Radziwiłła. Jednak jesienią 1886 roku otrzymał, utrzymany w bardzo przyjaznym tonie telegram, aby możliwie szybko przyjechał, z obrazami z polowania na niedźwiedzie, do Berlina. Fałat zameldował się następnie w Pałacu Marmurowym w Poczdamie, skąd został skierowany do Hubertusstock gdzie polował Następca Tronu. Wilhelm sam pomagał mu przy rozpakowania obrazów, był zachwycony tymi pracami. Na polecenie Następcy Tronu wystawił Fałat swoje prace w Galerii Schulte w Berlinie, co bardzo przyczyniło się do rozsławienia jego twórczości w Niemczech. Następnie Hohenzollern polecił mu osiedlić się w Berlinie. Na uwagę Fałata, że jest Polakiem i być może dlatego nie będzie tutaj mile widziany, Wilhelm odpowiedział: „Jeżeli ktoś coś Panu uczyni, lub będzie Pana zaczepiać, to proszę przyjść do mnie”. I rzeczywiście Następca Tronu, i późniejszy cesarz, stał się protektorem polskiego malarza, który teraz miał dostęp do dworskiego towarzystwa, do bali i polowań.

Julian Fałat autoportret 

Julian Fałat autoportret "W pracowni"

Od tego momentu aż do końca XIX wieku, Fałat był co corocznie zapraszany przez Urząd Naczelnego Marszałka Dworu do udziału w cesarskich polowaniach w Schorfheide i tworzył tam, uwieczniając szczególne momenty polowań z podchodu, znaczące dzieła artystyczne. W 1898 roku, w zastępstwie innego malarza dworskiego Friese, przebywał także w Romintach. Przy okazji tego wyjazdu, w drodze powrotnej,  Fałat towarzyszył Cesarzowi także podczas jego wizyty w e Wrzeszczu (Langfuhr) i w Malborku. Wilhelm II miał trzech malarzy, którzy byli jakby przypisani swojej domenie: malarz Marynista Salzman, który uwieczniał podróże po Morzu Północnym, Richard Friese malował polowania w Rominten i Julian Fałat towarzyszący Cesarzowi w polowaniach w Hubertusstock,  Ponieważ Wilhelm II był przeciwny każdemu modernistycznemu malarstwu, a Fałat wprowadzał pewne akcenty impresjonistyczne, dochodziło często do twardych sporów w węższym gronie, z udziałem obecnych przy tym gości. Przy takich okazjach Cesarz niekiedy nazywał Fałata „walecznym”, gdyż Fałat zazwyczaj trwał przy swoich artystycznych poglądach. Na cesarskim dworze przyldnęła nawet do niego ksywa "Das streitsüchtige Ungeheur" - kłótliwa bestia.


Z drugiej strony Cesarz był nieczuły wobec głupawych zarzutów niektórych dworaków. Gdy któryś z nich, na widok projektu Fałata dla dużego obrazu z motywem monarchy, który w pobliżu tarzawiska jelenia leży na ziemi, zauważył: „Niestosownym jest malowanie Jego Wysokości w takiej sytuacji”, Cesarz polecił natychmiastowe przedstawienie mu obrazu. Nie odniósł się do w/w uwagi dworaka, lecz powiedział malarzowi jedynie: „Jeżeli pan sobie życzy, to mogę panu natychmiast pozować, siedząc lub leżąc”. Fałat odpowiedział jednak, że nie jest to konieczne. Gdy Wilhelm II kilka dni później rzeczywiście leżał ukryty za niewielkim pagórkiem kryjącym go przed jeleniem, przywołano pośpiesznie Fałata i mógł on, ostrożnie się zbliżając, sprawdzić swój wymyślony motyw w rzeczywistości. Jego Wysokość szepnął do niego: „teraz może pan spokojnie dokończyć swój obraz i powiedzieć wszystkim ludziom, że Cesarz wszystkich Niemców może na polowaniu leżeć także na ziemi”.


Zatem Fałat nie pozwalał narzucać sobie żadnych tematów, lecz wybierał swobodnie swoje motywy. Cesarzowi pozostawała jedynie decyzja, czy zechce zakupić obraz czy nie. Z biegiem lat przeszło w jego posiadanie kilka dużych obrazów, często w nawiązaniu do polowań, wiele akwareli i innych drobnych prac. Za silne zawodowe poparcie i dobre, przyjazne traktowanie, polski malarz był wdzięczny niemieckiemu Cesarzowi przez całe swoje życie Pomijając obu wybitnych artystów, Friese’go i Fałata, miał Wilhelm II niewiele osobistych stosunków ze sztuką związaną z łowiectwem, chociaż wzbudzała ona jego zainteresowanie.

Polowanie w Nieświeżu ( olej na płótnie 1891 r., 83 x 166 cm) 

Z uwagi na to, że Julian Fałat uczestniczył w polowaniu w Nieświeżu warto przedstawić jego opis zawarty w książce Andreasa Gautschi pt. „Wilhelm II a łowiectwo …”.
„Niewątpliwie polowanie na niedźwiedzie w dniach 15 - 17 lutego 1886 r. we włościach księcia Antoniego Radziwiłła pozostało w pamięci Cesarza jako najbardziej zasługujące na zapamiętanie. Następca Tronu Wilhelm był tam gościem Księcia Antoniego Radziwiłła ( 1833 – 1904)., byłego generalnego adiutanta Wilhelma I. Książę Antoni, wg opisu jego wnuka, był wysokim i grubym mężczyzną. Pomimo swego szerokiego, polskiego oblicza, był zatwardziałym prusakiem. Mówili o nim, że był najbardziej pruskim Polakiem, który kiedykolwiek istniał, przy tym zawsze wesołym i dobrotliwym, umiał się cieszyć nawet swoimi przegranymi – co można przeczytać we wspomnieniach Cesarza.

Książę Antoni Radziwiłł

Radziwiłł Antoni Wilhelm (w rzeczywistości Fryderyk Wilhelm Ferdynand Antoni) (1833–1904), generał pruski, adiutant Wilhelma I, Fryderyka III i Wilhelma II, ordynat nieświeski, ołycki i klecki, dawidgródecki. Ur. 31 VII w Cieplicach w północnych Czechach, był synem Wilhelma i Matyldy z domu Clary i Aldringen, bratankiem Bogusława. Łączność Radziwiłłaa z polskością była słaba, choć podobno miał się czuć Polakiem, a dla dzieci przyjął polskiego nauczyciela. Był ostatnim z Radziwiłłów tak silnie związanych z Hohenzollernami, toteż po jego śmierci stwierdzono, że «zamykał berlińską erę Radziwiłłów». Zmarł 16 XII 1904 r. w Berlinie, uroczystości pogrzebowe odbyły się 20 XII przy udziale Cesarza, który w wygłoszonym przemówieniu posunął się do nazwania go "najbardziej pruskim Prusakiem ze wszystkich Prusaków". Ciało Radziwiłłaa zostało przewiezione do Antonina, a w (18 VII 1905 r.) przeniesione do Nieświeża. Był odznaczony wysokimi orderami pruskimi, najczęściej towarzyszącymi awansom i nowym godnościom wojskowym, bądź udziałowi w kampaniach wojennych, m. in. Orderem Korony 3, 2 i 1 kl. z Mieczami, Krzyżem Rycerskim Orderu Hohenzollernów i Mieczami do tegoż Krzyża, Krzyżem Żelaznym 2 kl., Orderem Orła Czerwonego 2 i 1 kl., Krzyżem Wielkim tego Orderu i tytułem rycerza tegoż Orderu; miał także francuską Legię Honorową i rosyjski Order Św. Anny 2 kl. z brylantami.

Książę Antoni Radziwiłł z upolowanym jeleniem

Litewska, rodzina Radziwiłłów była nie tylko jedną ze znakomitszych polskich rodzin szlacheckich, lecz chyba najbardziej interesującym przykładem splecenia wielkiej wschodnioeuropejskiej szlachty z najbardziej wpływowymi kręgami różnych państw. Począwszy od średniowiecza, gdy Radziwiłłowie zostali także książętami Rzeszy niemieckiej, aż do księżniczki Elżbiety Radziwiłłównej (Elżbieta Radziwiłłówna była wielką miłością dziadka Wilhelma. Ale etykieta dworska nie pozwalała Wilhelmowi I się nią ożenić), która jako młodzieńcza miłość późniejszego Cesarza Wilhelma I, znalazła się także w niemieckiej historii. Bliska więź rodzinna pomiędzy domami Hohenzollernów i Radziwiłłami stworzyła pewnego rodzaju kulturalno - towarzyski przyczółek polskiej szlachty nad Szprewą.

Dziedziniec zamku w Nieświeżu. Rys. Napoleona Ordy z 1876 r.

 

Nieśwież w początkach XX w.

Wjazd do pałacu Radziwiłów

12 lutego 1886 rozpoczęła się łowiecka podróż przez Warszawę do Nieświeża, starego, otoczonego potężnymi, ziemnymi bastionami zamku księcia Radziwiłła w guberni Mińskowskiej. W Baranowiczach przesiedliśmy się do sanek, w których, otuleni futrami niedźwiedzimi w zaciągniętych budach, byliśmy dobrze ukryci. Jazda wiodła przez odludną i beznadziejnie smutną okolicę, pokrytą metrową pokrywą śnieżną – jak wspominał później Cesarz - ”Po drodze, która wg naszych pojęć była tylko wygonem z dwoma koleinami, a jako droga zaznaczona była jedynie stojącymi z obu stron brzozami”. Te brzozowe aleje w całej Rosji nakazała sadzić Caryca Katarzyna, a przy czym przed ich wycięciem chroniło je zagrożenie karą śmierci. Były one bardzo pożyteczne, gdyż pokryty śniegiem krajobraz, zwłaszcza w ciemności, nie dawał żadnych możliwości orientacyjnych.


Dalszym etapem podróży do siedliska niedźwiedzi była posiadłość Radziwiłłmonty, które należało do wielkich dóbr i składało się z dwóch podłużnych, jednopiętrowych, drewnianych budowli.

Dwór w Radziwiłłmonty - początek XX wieku

Dwór popadający w ruinę - stan po 1939 r.

Zespól pałacowy w dawnym majątku Radziwiłłów, wchodzącym w skład ordynacji kleckiej, założonej w 1586 r. Po zniszczeniu radziwiłłowskiego zamku w Klecku podczas wojny moskiewskiej, a później północnej, Radziwiłłmonty stały się głównym ośrodkiem ordynacji. Dobra pozostały w ręku Radziwiłłów do 1939 r., z tym, że od 1874 r. stały się częścią ordynacji nieświeskiej i od tego roku zespół pałacowo – parkowy  przekazany  został Antoniemu Radziwiłłowi, ordynatowi nieświeskiemu z tzw. linii pruskiej. Drewniany klasycystyczny pałac został zbudowany w 1atach 1780-83 przez ks. Józefa Radziwiłła, wojewodę trackiego, VIII ordynata kleckiego, wg projektu nadwornego architekta Radziwłłów Carlo Spampaniego. Rezydencję wzniesiono na miejscu wcześniejszych siedzib radziwiłłowskich istniejących tu od XVI w. Pałac został przebudowany po pożarze w 1909 r. Po II wojnie światowej mieściła się tu poczta, kino i klub sowchozowy. Od czasu pożaru w 1990 r., kiedy spaliła się część dachu, pałac pozostaje w ruinie i niszczeje w szybkim tempie. Wieś obecnie nazywa się Krasnaja Zwiezda. Powróćmy jednak do opisu Fałata.

 

Dopiero następnego dnia dotarliśmy do Deniskowic, z otoczonym zaroślami, zwyczajnym domem z bierwion. Panował srogi mróz, około minus 20 stopni. Podczas pierwszego pędzenia w łowisku Deniskowice, Książę Wilhelm stał na przejściu, którym prawdopodobnie miał przyjść niedźwiedź. Z lewej i prawej strony, w pewnej odległości, ustawili się książęta, Antoni i Maciej Radziwiłłowie. Wilhelm, przyzwyczajony do tego, że zawsze pierwszy dochodził do strzału, był nieco zdziwiony, że jego sąsiad Maciej Radziwiłł zdołał przed nim odstrzelić niedźwiedzia. Przy tej, nieco niezręcznej sytuacji, podczas oglądania niewielkiego niedźwiedzia, Książę Maciej uratował nastrój, mówiąc: „Monsieur, les petits ours sont pour moi, les grands pour Voetre Altesse”. Starszy łowczy przetłumaczył, że cała mitręga Jego Wysokości nie opłacałaby się dla takiego skromnego niedźwiedzia i obiecał, że będzie jeszcze więcej bardzo mocnych i większych niedźwiedzi. Wskutek czego mina Cesarza znacznie poweselała. Całkowity pokot Wilhelma, po trwającym niewiele dni polowaniu, składał się z dwóch mocnych niedźwiedzi, jednego słabszego oraz jednego łosia. Poza tym zapakowano do bagaży księcia, dwa żywe, młode niedźwiadki”. 

Wilhelm II polował w Nieświeżu tylko kilka dni ale polowanie na niedźwiedzie trwało dalej,  jeszcze przez trzy tygodnie, i było to ostatnie takie Radziwiłłowskie polowanie na niedźwiedzie. Padło ich wtedy, oprócz cesarskich niedźwiedzi i jednego strzelonego przez cesarskiego adiutanta - majora Krogsika, aż jedenaście  i cztery tzw. piastuny (roczne niedźwiadki) oraz złapano kilka tegorocznych, żywych niedźwiadków. Opis polowania na niedźwiedzie i cały pobyt w posiadłości Radziwiłłów malarz opisał w swoich "Pamiętnikach". Artysta wspomina także wystawność uczt Radziwiłłowskich, zwłaszcza smak stuletniej "starki" czyli nalewki, którą czczono myśliwskie sukcesy oraz zakąsek typych dla tych stron: kawioru i wędzonych ryb.

 

Psiarnia w Nieświeżu - J. Fałat

Książę Wilhelm Pruski podchodzi do pierwszego upolowanego niedźwiedzia -  akwarela J. Fałata z "Pamiętników" malarza

Julian Fałat scena z polowania w Nieświeżu 

W polowaniu, zorganizowanym z wielkim rozmachem brało udział wiele dziesiątek naganiaczy, podróżowano sankami. Każdy z myśliwych miał swoje sanie i woźnicę. Na poniższym obrazie "Oszczepnicy" są postaci, których pierwowzorem byli strażnicy niedźwiedzich mateczników w dobrach Radziwiłłów.

"Oszczepnicy"  - 1890 r. - (na podstawie wyglądu niedźwiedźników księcia Antoniego Radziwiłła: Stiepana Czornego, Hubczyka i Oreszko)

 

W tym okresie, w malarstwie Fałata, zaczęły się pojawiać sceny myśliwskie. Do bardziej znanych należą  właśnie "Oszczepnicy" z 1890 r. i "Powrót z polowania na niedźwiedzia" z 1892 r. Malował zwierzęta - jelenie, sarny, a od 1891 r. także łosie. Jest autorem zimowego pejzażu w panoramie "Berezyna", który w 1907 r. Kossakowie pocięli na części.

J. Fałat "Powrót z polowania na niedźwiedzia" 

J. Fałat "Powrót z polowania"

Warto także zacytować opis jeszcze jednego polowania z udziałem Juliana Fałata.c

„Jednym z pierwszych polowań o wysokim znaczeniu politycznym wydanym przez Cesarza Wilhelma II było, polowanie z podchodu, polowanie jesienne w 1889 r. w Schorfheide (Hubertusstock). Gośćmi byli Car Aleksander III i jego syn Wielki Książę Jerzy. Spokojne sosnowe lasy Marchii były pełne rosyjskich tajnych agentów, którzy najpierw musieli zostać „usunięci”, ponieważ ich obecność, w pełnym tego słowa znaczeniu, uniemożliwiała wykonanie polowania. Dla postronnych obserwatorów, jakim był polski malarz Julian Fałat, dała się zauważyć bardzo chłodna i sztywna atmosfera łowów. Car Aleksander III nosił szkocką czapkę z dwoma wstążkami, które przy najlżejszym powiewie wiatru się poruszały. Skłoniło to Cesarza Wilhelma do ironicznej uwagi. Szepnął Fałatowi „ Z tymi chorągiewkami trudno będzie mu podejść zwierza”. Obecność Polaka Fałata wywołała w kręgach dworskich pewne skrupuły, a Książę von Pless oraz baron von Heintze, byli zaniepokojeni, czy obecność Juliana Fałata nie będzie niemiła Carowi, który kneblował usta polakom (jakby Niemcy ich nie kneblowali - dop. autora). Jednak Urząd Marszałka Dworu nakazał tuż przed przyjazdem Rosjan wysłać telegram: ”Na najwyższy rozkaz Wilhelma, malarz Fałat ma pozostać w Hubertusstock”. Jedynie aparat fotograficzny Fałata został otwarty przez carską tajną służbę i naturalnie, zostały zniszczone wszystkie filmy.

Polowanie wywołało wielkie poruszenie w Huberusstock. Zaangażowano do jego organizacji "Hof - Jagd - Amt" czyli Dworski Urząd Łowczy. Car Aleksander III strzelił trzy jelenie, jego syn Jerzy jednego. Wilhelm II został obdarowany przez Cara trójką koni w zaprzęgu zwanym "Trojką". Dopiero po jego wyjeździe wyszło na jaw, że srebrne okucia i sprzączki uprzęży zostały podmienione przez rosyjskich (czynowników) urzędników państwowych, na miedziane. 

Julian Fałat "Polowanie cesarskie"

Julian Fałat "Polowanie w Hubertusstock" - 1899 r.

Julian Fałat "Po polowaniu w Hubertusstock" - 1898 r.

Julian Fałat "Na stanowisku"

Julian Fałat "Nagonka" - 1887 r.

Julian Fałat (1853-1929)- "Portret Ryszarda Wilhelma von Dohna, Łowczego Dworu Cesarza Wilhelma II" - 1899 akwarela, papier, 31,5 x 26 cm,

W 1895 roku Julian Fałat objął stanowisko dyrektora krakowskiej Szkoły Sztuk Pięknych i zakończył swój dziesięcioletni pobyt na cesarskim dworze. Bywał jednak sporadycznie, na zaproszenia Cesarza, na polowaniach i zawsze bardzo dobrze się wyrażał o Wilhelmie II.

 

Wojciech Kossak

Na dworze Wilhelma II bywał i tworzył także inny polski malarz - Wojciech Kossak. Poniższa fotografia przedstawia Cesarza Wilhelma II, Wojciecha Kossaka (wyższy) i malarza  Adolfa Menzla (niższy). Fotografia pochodzi z 1899 roku i opublikowano ją w tygodniku "Kraj".

Fotografia przedstawia Cesarza Wilhelma II, Wojciecha Kossaka (wyższy) i malarza nadwornego Adolfa Menzla (niższy).
Fotografia pochodzi z 1899 roku i opublikowano ją w tygodniku "Kraj".

 

Z powyższą fotografią związana jest następująca historia. Cesarz nosił się z zamiarem zaproponowania Kossakowi namalowania cyklu dużych płócien do kasyn oficerskich słynnych pułków. Zaczęło się od Bitwy pod Etogas, malowanej dla pułku w Legnicy. Po nim przyszło bardzo ważne zamówienie na Bitwę pod Zorndorfem, z roku 1758, w okresie wojny siedmioletniej, w której wojska pruskie, dowodzone przez Fryderyka II, pokonały armię rosyjską. Obraz miał być darem Cesarza dla gwardyjskiego pułku stacjonującego w Poczdamie, w którym tradycyjnie służbę odbywali synowie najznamienitszych rodów Prus. Pracę nad wielkim płótnem o wymiarach 6 x 2,70 m Kossak rozpoczął w październiku 1898 r. Cesarz, często odwiedzał malarza w pracowni. Pewnego razu przybył z "papieżem" niemieckiego malarstwa, Adolfem Menzlem. O tym, jak ważna dla Kossaka była ta wizyta, czytamy w jego listach do żony. Oto fragmenty: "Posyłam ci telegram Cesarza, jutro w niedzielę przychodzi. Jest to dziwne, dlatego przypuszczam, że przyjdzie z wielkim Menzlem, ekscelencją, niemieckim Meissonierem, specjalistą od czasów Fryderyka Wielkiego; mówił mi parę razy, że go przyprowadzi. Staruszek jest zdziecinniały, wycofany ze swozav le plus grand nom dans l'art allemand (największe nazwisko w sztuce niemieckiej - red.). Dostał niedawno od Cesarza Czarnego Orła, to samo, co u nas Złote Runo. Pierwszy to fakt jak świat światem, żeby mi starowina nie skrytykował obrazu, bo to taki guziczkowy jegomość. Obstalowałem fotografa, żeby nas trzech sfotografował przed moim obrazem: Cesarza, Mentzla i mnie, naturalnie jeżeli Cesarz pozwoli. Jeżeli to się zrobi, to wszystkie ilustrowane pisma całego świata zaraz to umieszczą. Cesarz lubi się fotografować (...) Widziałem dziś fotografię Cesarza, Menzla i mnie, znakomite, przepyszne, strach co to będzie za gwałt w całym świecie. (...) Poczciwy, kochany Cesarz, nim Menzel przyszedł spacerowaliśmy razem po parku i Cesarz mnie brał za puls, czy bardzo jestem w strachu, co powie Menzel. Co Menzel Cesarzowi mówił, nie wiem, ze mną był bardzo guziczkowaty i zwracał mi uwagę na różne rzeczy. Ale Cesarz wychodząc uściskał mi rękę i powiedział, że bardzo Menzel kontent. Wiem tylko, że obraz jest już gotów i jest świetny, te parę dni, co mam jeszcze czasu, dobrze zużytkuję". Wizyta w pracowni artysty Cesarza i Menzla była wielkim wydarzeniem propagandowym, o czym świadczyły nie tylko artykuły w gazetach, ale także pocztówki, jakie z tej okazji ukazały się w kwietniu 1899 r., z nadrukiem Aus Berliner Leben. Ukazały się dwie ich wersje przedstawiające wnętrze pracowni artysty z obrazem Zorndorf, przed którym stoją Kossak, Cesarz i Menzel, a na drugiej ci trzej oraz Mikołaj Dimitriewicz, Osten-Sacken, Ernst Wedel i August Mackkensen. W trakcie malowania obrazu Kossak pokazał go m.in. księciu Dohna, który z tej kazji wydał wystawny obiad z udziałem artysty i oficerów pułku.


Obraz zawisł w kasynie oficerskim Korpusu Gwardii w Poczdamie, gdzie wisiał do lat ostatniej wojny. W 1899 r. prezentowany był na międzynarodowej wystawie malarstwa w Berlinie, łącznie z portretem konnym Cesarza, autorstwa Kossaka. Za portret Kossak dostał wtedy złoty medal oraz Cesarz odznaczył go Krzyżem Kawalerskim Orderu Orła Czerwonego IV klasy. Wilhelm II po abdykacji w 1918 r. i wyjeździe z Niemiec obraz ten zabrał ze sobą do Holandii do Doorn. W 1991 roku obraz był prezentowany na wystawie w Berlinie.

Wojciech Kossak

Wojciech Kossak znalazł się w Berlinie, kiedy Cesarz Wilhelm II wobec sprzymierzenia się Rosji z Francją i możliwości wybuchu nowego konfliktu zbrojnego, postanowił zjednać sobie Polaków poprzez drobne ustępstwa na drodze administracyjnej. Doprowadziło to jednak do uaktywnienia się polskich sił wolnościowych w Wielkopolsce. Niedawny “żelazny kanclerz” Otto von Bismarck zaczął skutecznie podburzać Wilhelma II do rozpoczęcia walki z polską “rewolucją”. We wrześniu 1894 roku Cesarz w słynnej mowie wygłoszonej w Toruniu wypowiedział się przeciwko Polakom. Pogodziwszy się ze zdymisjonowanym wcześniej Bismarckiem, wrócił do starej polityki prześladowczej wobec narodu polskiego, gnębiąc go na drodze administracyjnej i policyjnej. Kossak świadomy takiej sytuacji politycznej zdecydował się jednak na pracę w Berlinie. Ekonomia wzięła górę nad polityką.

Wojciech Kossak "Po polowaniu" 

Usprawiedliwiał się nadto malarz naiwnie, że będąc w otoczeniu Cesarza będzie mógł wpływać na sprawy polskie. W pierwszych listach z Berlina zastrzegał się Kossak, że nie ma zamiaru zrobić tam kariery jak Fałat, nie jest nawet zainteresowany spotkaniem z Cesarzem, a Prusaków określał jako ciężkich, niegustownych i antypatycznych. Nie krył też niechęci do “wypindaczonych Niemer” ale po latach, gdy spisywał swoje wspomnienia, okres pobytu w Berlinie (1894-1902) uznał jako najciekawszy przez wyjątkowe warunki, w których te siedem lat przeżył oraz ze względu na ludzi, z którymi się tam spotkał.

O Wojciechu Kossaku i jego pobycie w Berlinie tak pisał w 1999 r. Jerzy Zieliński w artykule pt. "Kossak w pruskim mundurze": "Gdy w Europie nastała moda na malowanie olbrzymich panoram, również Wojciech Kossak (pospołu z Janem Styką) podjął się tego rodzaju twórczości. Wykonana na przełomie 1893  i 1894 roku “Panorama Racławicka” natychmiast znalazła uznanie publiczności. Julian Fałat, który od dłuższego czasu malował w Berlinie, widząc sukces “Racławic”, jeszcze w czerwcu 1894 roku, zaprosił Wojciecha Kossaka do wspólnego malowania panoramy “Przejście Napoleona I przez Berezynę w 1812”. “Oto Fałat przyjechał z Berlina i chce zrobić ze mną Panoramę de la Berezina. Pojmiesz, co to za miła dla mnie spółka pod każdym względem: ulubieniec dworu gwarantuje mi, że podpiszą nam udziałów ile chcemy, a jak nie, to on swoim mająteczkiem ręczy za pieniądze. ...Widzę Mańciu najdroższa – pisał przebywający we Lwowie Wojciech Kossak do swojej żony w Krakowie – jak Cię słowo Berlin poderwie i jak się nasrożysz, ale pomnij, że tym razem jest to rzeczywiście majątek do podniesienia  z ziemi”. W listopadzie 1894 roku Kossak był już w Berlinie.

Wojciech Kossak w pracowni

Wojciech Kossak po przybyciu do Berlina zamieszkał w hotelu “Monopol”. Pracę nad panoramą artysta poprzedził studiami w terenie nad białoruską rzeką Berezyną. Zadaniem Kossaka było malowanie figur na tle krajobrazu, który był domeną Fałata. Obaj malarze zaangażowali pomocników – Kossakowi pomagał kuzyn Kazimierz Pułaski. Przy malowaniu pejzażu z Fałatem współpracował Michał Wywiórski, a także Jan Stanisławski i Antoni Piotrowski. W styczniu 1895 roku wspólnie wykończono cztery szkice do powstającej panoramy. Dla kontynuowania prac artyści wraz z pomocnikami przenieśli się do budynku przystosowanego do ekspozycji panoram przy Herwarthstrasse. Opodal znajdował się budynek sztabu generalnego, do którego codziennie przybywał Cesarz Wilhelm II. Nic dziwnego, że Monarcha zapragnął przy okazji zapoznać się z nowym dziełem Fałata, malarza, którego znał już od dawna. W lutym 1895 roku doszło do niespodziewanego spotkania Wojciecha Kossaka z niemieckim Cesarzem. Już pierwsze słowa Wilhelma II: “Bardzo się cieszę, Kossak, że mogę wreszcie pana osobiście poznać, pańskie obrazy znam już od dawna” – przełamały deklarowaną niechęć naszego mistrza do "Cesarza – zaborcy". “Tam poczęła się sympatia Cesarza do mnie nie tylko jako malarza, ale i dla człowieka” – napisze po latach Wojciech Kossak. Kolejne spotkania i długie pogawędki przy obrazach zbliżyły obu rozmówców. Któregoś dnia Cesarz zaproponował: “Zostań pan w Berlinie, panie Kossak, bardzo pragnę aby Berlin stał się także środowiskiem międzynarodowej sztuki”. Prace nad Berezyną trwały do początku 1896 roku. W styczniu prawie gotową panoramę oglądała para cesarska wraz z dworską świtą. Pomimo przenikliwego zimna w budynku panoramy goście przez godzinę podziwiali dzieło polskich malarzy. Cesarz zachwalał zarówno pejzaż jak i kompozycje figurowe. O figurach Kossaka powiedział, że oprócz naszego artysty oraz Detaille’a (francuski batalista – J. Z.) nikt tak w Europie nie potrafi malować. “Musisz mi pan dać parę odczytów o historii mundurów, którą pan tak znasz” – powiedział do Kossaka. Fałata zaprosił zaś na kolejne polowanie, która to rozrywka była pasją obu mężczyzn (prasa berlińska podawała właśnie, że Cesarz przez 20 lat upolował 24 850 sztuk różnej zwierzyny – 1 wieloryba, 2 żubry, 3 renifery, 3 niedźwiedzie, 7 łosiów amerykańskich, 122 dzikie kozy, 413 danieli, 11.066 zajęcy itd.). Panorama Berezyny, której uroczyste otwarcie nastąpiło 1 kwietnia 1896 roku, nie podbiła jednak berlińskiej publiczności – cała impreza zakończyła się niepowodzeniem finansowym. Pomimo to Kossak postanowił pozostać w Berlinie. “Ja muszę się wybić, ja muszę zrobić majątek, ja mam dość tego dreptania w miejscu, w tym trzęsawisku krakowskim” – pisał do żony. Berezyna stała się początkiem serii większych kompozycji batalistycznych wykonanych przez Wojciecha Kossaka w Berlinie. W kwietniu 1896 roku artysta wyprowadził się z hotelu “Monopol”. Przez następne lata dysponował dwoma pracowniami. Jedna z nich mieściła się w małym pawilonie w ogrodzie przy Achenbachstrasse w dzielnicy Charlottenburg, gdzie Kossak mieszkał z kuzynem Pułaskim, drugą, po jakimś czasie, przydzielił mu Cesarz Wilhelm II w ogromnej sali zameczku “Mon bijou” (“Mój klejnot”). W Charlottenburgu malował “młody Kossak” (tak nazywano go dla odróżnienia od ojca – Juliusza) obrazy na zamówienie różnych osób z otoczenia Cesarza i dla arystokracji niemieckiej. “Dworskie obstalunki zabierają panu teraz cały czas i zajmują całą twórczość. A cóż zostanie dla nas, dla naszej sztuki?” – pytał dziennikarz “Kraju”. “To pan myślisz, że Kossak zapomni o tym, że jest Polakiem i ma obowiązek pracować u swoich?” – pytaniem na pytanie odpowiedział artysta. Malował wszakże Kossak w Berlinie również z własnego upodobania tematy polskie, szczególnie te, które nawiązywały do wydarzeń 1831 roku".

Dzisiejsza ocena jego postaci budzi nadal wiele kontrowersji, a przypomnę, że obok Jana Matejki był jednym z najlepszych naszych malarzy scen historycznych, a przede wszystkim batalistycznych. Na przełomie XIX i XX wieku, właśnie w okresie berlińskim (1895-1902) zaznaczyła się jego wyraźna dominacja w europejskim malarstwie batalistycznym. Nie miał sobie równych jeżeli chodzi o  znajomość realiów wojskowości i historiografii. Doskonale operował efektami malarskiej iluzji, perfekcyjnie z wielkim temperamentem oddając batalistyczne kompozycje. Zapewne stąd wzięła się jego bliska współpraca z wielkim koneserem jego sztuki, Cesarzem Wilhelmem II, na którym wielkie wrażenie zrobiła malowana wówczas w Berlinie z Kazimierzem Pułaskim i Michałem Wywiórskim panorama „Przejście przez Berezynę”. Początek tej współpracy w swoich pamiętnikach tak wspomina malarz …”Skończywszy Berezynę wyjechałem z rodziną do Zakopanego i tam dostałem list od jenerał-adiutanta Cesarza ekscelencji von Plessen, w którym mi donosi, że Cesarz życzy sobie, abym wykonał dla niego wielki obraz z kampanii 1814 roku w Szampanii. List ten był bardzo uprzejmy, pisał w nim między innymi: „Najjaśniejszy pan jest przekonany, że nikt tak temu tematowi nie dorósł jak pan.”…”. Pierwszą pracą tego okresu był obraz „Grenadierzy królewscy w bitwie pod Etoges w 1814 r.”. Za dzieło to Kossak otrzymał krzyż kawalerski Orderu Korony Pruskiej.

Najbardziej owocny moment ich współpracy dotyczy Gdańska. Przyjazd Kossaka nad morze, związany był z wybudowaniem nowych koszar dla pruskiego regimentu czarnych ułanów w Langfuhr (Wrzeszcz). Malarz na zlecenie Cesarza namalował wówczas trzy duże, znakomite obrazy związane z historią tej formacji: „Walka o sztandar w Bitwie pod Heisbergiem - 1807”, „Czarni husarzy pod Düsselward - 1758” i „Szarża huzarów pruskich na baterie rosyjskie pod Jägersdorf - 1757”. Uroczystości dotyczyły wmaszerowania do nowych koszar 1 Pułku Huzarów, przeniesionego z Gdańska i 2 Pułku przybyłego z Poznania. Wszystkie trzy obrazy oraz inne z cesarskiej kolekcji trafiły na ściany kasyna oficerskiego.

Sala kasyna oficerskiego w koszarach Leib-Husarien Regiment w Langfuhr (1 i 2 Przyboczny Pułk Huzarów we Wrzeszczu)

Prawie dwutygodniowy pobyt w Gdańsku w liście do żony tak opisuje artysta. …”Nie potrafię Ci opisać, jaki jestem wielki i co za sukces mają moje obrazy. Cesarz i Cesarzowa traktują mnie jak faworytka najdroższego. …Dziś trzymałem się z grupą cudzoziemskich oficerów, ale od jutra będę przy Cesarzu, bo się za mną i on i wszyscy ci wielcy panowie oglądają. Wielkie rezultaty będą z tego wszystkiego. …Cesarzowa w niedzielę była w kasynie, tylko specjalnie na to, aby zobaczyć obrazy zawieszone. W piątek dla mnie specjalnie wielka uczta u tych huzarów, zaraz po niej,  jeżeli się da, tejże nocy wracam do Berlina”….

Sala bankietowa kasyna, po lewej stronie wiszą obrazy Wojciecha Kossaka w kolejności: „Szarża huzarów pruskich na baterie rosyjskie pod Jägersdorf - 1757”, „Walka o sztandar w Bitwie pod Heisbergiem - 1807” i „Czarni husarzy pod Düsselward - 1758”

Sala bankietowa (królewska) kasyna, z obrazami Wojciecha Kossaka. Z lewej od drzwi: „Szarża huzarów pruskich na baterie rosyjskie pod Jägersdorf - 1757” i  „Walka o sztandar w Bitwie pod Heisbergiem - 1807”. Obrazy nad drzwiami pochodzą z kolekcji Cesarza Wilhelma II i pozostają nierozpoznane.

 

W tym miejscu warto zaprezentować fragmenty artykułu pt. "Przyczajony kajzer, ukryty koń" autorstwa Pana Tomasza Kota z 1 maja 2016 r., na który natknąłem się w internecie. Oddaje on relacje pomiędzy Cesarzem a artystą.

"W 1901 roku odbyła się uroczystość oddania do użytku nowych koszar we Wrzeszczu, na której obecni byli m. in. niemiecki Cesarz Wilhelm II oraz polski malarz Wojciech Kossak. Spotkanie obu osobistości stało się okazją do wyrównania między nimi porachunków sprzed lat.

Działo się w sobotę 14 września 1901 roku, gdy w obecności Wilhelma II (1859-1941), Cesarza niemieckiego i Króla Prus, nastąpiło uroczyste wmaszerowanie 1 i 2 Pułku Huzarów Straży Przybocznej do nowo wybudowanego garnizonu przy Hochstrieß (ul. Słowackiego) w Langfuhr (Wrzeszczu). Wojciech Kossak (1856-1942) na zlecenie Cesarza namalował wcześniej trzy duże obrazy związane z historią tej formacji: "Walka o sztandar w Bitwie pod Heilsbergiem - 1807", "Czarni husarzy pod Düsselward - 1758" i "Szarża huzarów pruskich na baterie rosyjskie pod Jägersdorf - 1757".

Wszystkie trzy obrazy oraz inne dzieła z cesarskiej kolekcji, sławiące pruską armię i jej dowódców, trafiły na ściany sali królewskiej kasyna oficerskiego w koszarach we Wrzeszczu. Nic dziwnego, że autor otrzymał zaproszenie na uroczystość. Na malarza czekała jednak niemiła niespodzianka przygotowana przez Hohenzollerna.

Cesarski orszak maszeruje przez miasto

Cesarz przybył do Gdańska specjalnym pociągiem z Nowego Portu. Pruski władca na podróże wydawał ogromne pieniądze. Zbudowano dla niego specjalny pociąg z 12 wagonami-salonkami oraz luksusowy jacht "SMY Hohenzollern". Na uroczyście przystrojonym dworcu czekali na Cesarza przedstawiciele władz cywilnych i wojskowych. Wilhelm II wjechał do miasta na czele pierwszego pułku huzarów. Przed Dworem Artusa, specjalną mową powitał gościa nadburmistrz Klemens Delbrück (1856-1921), otoczony odświętnie ubranymi radnymi.

Wśród okrzyków zebranych tłumów, orszak cesarski ruszył w stronę Motławy. Za Zieloną Bramą, czekał drugi pułk huzarów, przybyły z Poznania. Na czele obydwu pułków Cesarz wrócił pod ratusz, a stamtąd przez gdańskie ulice i Wielką Aleję pochód ruszył do koszar we Wrzeszczu. Od dworca, pełnej pompy defiladzie towarzyszył Wojciech Kossak, ubrany w mundur austriackiego ułana (pochodzący z Krakowa malarz był obywatelem Austro - Węgier).

Najspokojniejszy koń na świecie

Polski twórca, który do Gdańska przybył pociągiem, nie wziął własnego konia. Kossak uważał, że cały przemarsz do nowych koszar potrwa tylko ok. pół godziny, więc założył, że jakoś się przemęczy na koniu z cesarskiej stajni. Rzeczywiście, przy dworcu na gości czekało kilkanaście koni w pełnym rynsztunku. Koniuszy cesarski, hrabia Wedel, wskazał malarzowi jednego z nich. Cesarz ruszył z kopyta, a za nim goście. Wszyscy poza Polakiem.

Jeźdźcy mijają Kossaka, który szarpie się z koniem. Zwierzę nie chce ruszyć z miejsca. W przypływie rozpaczy nasz batalista gwałtownie popędza kasztana ostrogami. W końcu koń rusza drżąc, drobnym i niepewnymi kroczkami, jakby miał spętane nogi. Po kilkunastu minutach spoconemu z wrażenia i wstydu Kossakowi, na potykającym się koniu udaje się zbliżyć do cesarskiego koniuszego i zapytać, czy nie doszło do pomyłki.

Hrabia Wedel wzdycha i w milczeniu pokazuje malarzowi kartkę, na której Wilhelm II własnoręcznie napisał: "Proszę dać Kossakowi najspokojniejszego konia z całej stajni, bo inaczej go znowu poniesie". Gdy cesarska kawalkada dotarła do Wrzeszcza, w oficerskim kasynie odbyła się uczta dla najważniejszych gości. Tam polski malarz mógł ochłonąć, a ciągu dwutygodniowego pobytu w Gdańsku nawet stanąć w centrum wydarzeń.

Jak napisał w liście do żony: "Nie potrafię Ci opisać, jaki jestem wielki i co za sukces mają moje obrazy. Cesarz i Cesarzowa traktują mnie jak faworytka najdroższego (...) Dziś trzymałem się z grupą cudzoziemskich oficerów, ale od jutra będę przy Cesarzu, bo się za mną i on i wszyscy ci wielcy panowie oglądają (...) Cesarzowa w niedzielę była w kasynie, tylko specjalnie na to, aby zobaczyć obrazy zawieszone. W piątek dla mnie specjalnie wielka uczta u tych huzarów, zaraz po niej, jeżeli się da, tejże nocy wracam do Berlina".

Zadra sprzed lat

Nie była to pierwsza złośliwość, jaką popełnił Wilhelm II w stosunku do polskiego batalisty. Kilka lat wcześniej Wojciech Kossak raczył skrytykować sposób, w jaki Cesarz II Rzeszy jeździ na koniu. Hohenzollern mocno sobie to wziął do serca i podczas manewrów na poligonie w Altengrabow kazał dać Polakowi konia, który go poniósł na dźwięk wojskowej trąbki.

Uwagi malarza musiały mocno uwierać "Wilusia", skoro po upływie tak długiego czasu zdecydował się ponownie skompromitować, bądź co bądź, oficera sojuszniczej armii. Trzeba wiedzieć, że konie, wiedza o rumakach i doskonała jazda na nich były w tamtej epoce źródłem prestiżu i - kolokwialnie mówiąc - szpanu, tak jak dziś "wypasione" i szybkie samochody. Każde uchybienie w tej dziedzinie było skazą na męskim honorze.

Kossak uchodził nie tylko za wybitnego malarza, ale również za wszechstronnego i świetnego jeźdźca, znawcę koni i pięknych kobiet. Z Wilusiem sprawa była nieco trudniejsza. Jako "boski pomazaniec" Cesarz czuł się nie tylko potężnym, wszechwładnym i rzeczywiście namaszczonym przez Boga władcą, który tylko przed Stwórcą może odpowiadać.(...)

(...) Współpraca obydwu panów zakończyła się po słynnym polakożerczym przemówieniu Wilhelma II w Malborku. 5 czerwca 1902 r. podczas uroczystego otwarcia odrestaurowanego zamku w Malborku. Na fetę przybył Cesarz, który podczas przemówienia wezwał do "poskromienia polskiej buty i zuchwałości".

Wojciech Kossak został oczywiście zaproszony na tą uroczystość. Jednak wiedząc, że nie będzie ona miłą dla Polaków, zrezygnował. Zrobił to na tyle późno, że gazety wydrukowały jego nazwisko na liście zaproszonych gości. Oczywiście polska prasa podchwyciła temat i nie zostawiła na malarzu suchej nitki. "Wiluś" na zachowanie malarza zareagował w swoim stylu. "Czego od moich poddanych chce ten Austryjak" - miał powiedzieć.

Do dalszej współpracy już nie doszło. Malarz wrócił do Krakowa i w kolejnych latach malował obrazy związane z polską historią, w tym dzieła o treści antypruskiej. Zatarg próbował łagodzić dowódcą brygady Czarnych Huzarów i późniejszy feldmarszałek August von Mackensen (1849-1945), który w 1904 r. wysłał do Polaka list, w którym napisał m. in: "Z okazji mojej ostatniej wizyty w Berlinie podziwiałem przepyszny Pański obraz bitwy pod Chateau Thierry. Jego Cesarska Mość podzielał mój zachwyt. Czy to ma być ostatnie pociągnięcie Pańskiego pędzla na chwałę bohaterskich czynów pruskich? Sztuka jest przecież międzynarodowa, nie wymaga się tego jednak od artysty (...) Serdecznie bym się cieszył, gdybym na tej samej ścieżce, na której miałem zaszczyt poznać Pana, spotkał go znowu..."

Współpraca z następcą tronu

Kossak pojawił się w Gdańsku 11 lat później, aby namalować portrety dla cesarskiego syna, kronprinza Wilhelma. Jak wspomina sam malarz, następca tronu zaprosił go aby zrobić na złość ojcu i pokazać, że "do mnie Kossak przyjedzie, a do ciebie nie zechce, bo głupstwa w Malborku gadałeś"...

 

Po powstaniu Wolnego Miasta Gdańska w 1920 roku huzarzy z pełnym wyposażeniem, również kasyna, opuścili koszary. Dalsze losy tych trzech wspaniałych obrazów są nieznane. 

Krytykowany przez polskich publicystów za czerpanie korzyści ze współpracy z otoczeniem Cesarza-zaborcy i zrażony nasilającą się antypolską polityką Wilhelma, Kossak opuścił Berlin w 1902 roku. Faktem jest, że Julian Fałat był zazdrosny o rosnące znaczenie Wojciecha Kossaka na cesarskim dworze i było to jednym z powodów poróżnienia się obu malarzy.

Tymczasem Wojciech Kossak miał przed 1918 rokiem dwóch właściwie tylko widzów dla swoich obrazów. Jednym z nich był Franciszek Józef I, a drugim Wilhelm II. To oni, ich opinie i gusty ukształtowały styl malarza i jego manierę. Malował więc Kossak obrazy reprezentacyjne przeznaczone do wielkich dworskich sal, do ogromnych przestrzeni koszarowych kasyn i pokojów arcyksiążąt. To musiało się komponować z otoczeniem i musiało podnosić poziom emocji tych wszystkich wyjątkowych widzów, którzy na to patrzyli. Był Kossak ostatnim dworskim malarzem Europy tworzącym dla ostatnich prawdziwych rycerzy naszego kontynentu. To było widać nawet w etykiecie. Adiutanci cesarscy, wzywając go do Majestatu, nigdy nie mówili inaczej jak tylko: Oberleutnant Ritter von Kossak bitte zu Majestät – Pan nadporucznik, rycerz von Kossak, proszony jest do Jego Wysokości. I takie właśnie są obrazy Wojciecha Kossaka – rycerskie i sławiące oręż mecenasów.

Wojciech Kossak - "Napad wilków" 1909 r.

 

Richard Friese

 

Warto jeszcze dodać, że malarzem, który zostawił po sobie istną dokumentację malarską, zwłaszcza byków strzelonych przez Cesarza, był Richard Friese. Urodził się on w Niemczech w 1854 r., w rodzinie farmerskiej. Po ukończeniu szkoły średniej przeniósł się do Berlina, gdzie początkowo pracował jako urzędnik, a później grawer. Praca zawodowa pozwoliła mu zgromadzić środki na studia w Akademii Sztuki w Berlinie.

Richard Friese - siedzi na upolowanej zwierzynie

Richard Friese przy pracy


Twórczość Friese'a była bardzo popularna i poszukiwana przez muzea i kolekcjonerów prywatnych. Pozwoliło mu to na podróże po wszystkich kontynentach, gdzie polował i malował. W końcu został profesorem Akademii Berlińskiej. W 1908r. wspólnie ze znanym malarzem Carlem Rungiusem polował na łosie w Ameryce Północnej, co zaowocowało serią prac przedstawiających właśnie te zwierzęta. Zmarł w Berlinie w roku 1918.

Sam będąc myśliwym, potrafił doskonale uchwycić piękno zwierząt. W Rominten, podczas cesarskich polowań byki ustawiano na specjalnych stojakach -  kozłach, żeby artysta mógł naszkicować okazałe poroża.

 

Fotografie z fotoalbumu Richarda Friese

Resztę, czyli otoczenie byka na obrazie, podpowiadała artyście wyobraźnia. Można powiedzieć, że był to wybitny "portrecista" cesarskich byków. Wg jego projektu powstał także pomnik byka stojący w Rominten.

Tablo z najpiękniejszymi bykami strzelonymi przez Wilhelma II w Rominten namalowane przez Richarda Friese

 

Portret byka z 1896 r. Autor: Richard Friese

Portret z 1890 r.

Portret z 1900 r.

Byk Pascha

Pomnik byka przed pałacem myśliwskim w Rominten