Kamienie Wilhelma

Internetowe wydanie ksiązki Andrzeja Czaplinskiego

Get Adobe Flash player

Łowy w Białowieży

Puszcza Białowieska - kompleks leśny o powierzchni 1250 km kw., z czego w polskich granicach znajduje się 580 km kw. Pozostała część leży na terenie Białorusi. Kompleks ten jest usytuowany na pograniczu Europy Środkowej i Europy Wschodniej. Fizjografia terenu wpłynęła na szczególny charakter Puszczy, wyróżniający się pokrewieństwem szaty roślinnej i świata zwierzęcego z przyrodą Europy Północno-Wschodniej i Europy Środkowej.
Od XV wieku do XVIII wieku, czyli przez ponad 400 lat, Puszcza była własnością królów Polski. Tylko władcy Polski mogli w niej polować. Między innymi dlatego Puszcza była chroniona i przetrwała do naszych czasów. Wcześniej przez większą część czasu od XII wieku Puszcza należała do książąt wołyńskich, a od początku XIV wieku do litewskich (Giedymina, dwukrotnie Jagiełły, Kiejstuta).

W Puszczy Białowieskiej polowano od wieków, była specjalnym terenem polowań na żubry, gdzie zjeżdżali królowie, książęta, carowie, prezydenci.

Oszczepami i gromadą

Na wiele wieków przed czasami współczesnymi polowano na żubry, posługując się oszczepami. Myśliwy musiał być wysportowany i zwinny. Miejscem polowania był najczęściej skraj lasu. Myśliwi uzbrojeni w oszczepy chowali się przed atakami żubrów za drzewami. Goniony przez psy zwierz biegł na oślep przed siebie i gdy trafiał na człowieka, rzucał się na niego z furią. Myśliwy atakował żubra oszczepem wciąż kryjąc się za pniem. Inni myśliwi również brali w tym udział, okrzykami rozwścieczali zwierzę i jednocześnie zadawali mu ciosy. Wreszcie żubr padał z powodu dużego upływu krwi. Innym sposobem było zapędzenie żubra na zamarzniętą taflę lodu, gdzie zwierzę się ślizgało i gromadnie je ubijano. Królowie zazwyczaj polowali konno.

Ciekawostką jest fakt, że gdy żubr zbyt szybko rozpoczął atak, na który myśliwy nie był gotów, człowiek rzucał przed zwierzę czerwoną czapkę, odwracając w ten sposób uwagę od siebie.

Łowy pierwotne

Na niedźwiedzie polowano przy użyciu sieci

W polowaniach na grubą zwierzynę wykorzystywano również często specjalne sieci. Były to tzw. uenationis magnae cum retibus. Sieciami tymi otaczano pewien obszar lasu, wpędzając w nie zwierzęta  bądź oplątywano w nie w trakcie pościgu wybrane przez łowców sztuki. Wzmianki o tego typu łowach także odnaleźć można w dziele Kromera: „Niedźwiedzie [...] chwyta się żywcem, zarzucając na nie sieci; nadbiega potem wielu nieraz myśliwców, którzy drewnianymi, rozwidlonymi żerdziami przyciskają do ziemi łeb i łapy bestii, póki nie zostanie skrępowana liną".

 

Udokumentowane łowy w Puszczy Białowieskiej zaczniemy od Wielkiego Księcia Litewskiego Giedymina, który polował w Puszczy, w 1320 r. przed wyprawą na Kijów.

Giedymin, także Gedymin, lit. Gedim (ur. ok. 1275, zm. w grudniu 1341 pod Wieloną) – wielki książę litewski w latach 1316–1341, założyciel dynastii Giedyminowiczów, dziadek Władysława Jagiełły. Niestety brak opisu polowania. Źródła historyczne podają tylko datę polowania (por. Piotr Bajko). Giedymin miał ośmiu synów i sześć córek z żoną o imieniu Jewna.

Olgierd, lit. Algirdas (ur. ok. 1296 lub ok. 1304, zm. 1377) – wielki książę litewski, syn Giedymina, z dynastii Giedyminowiczów. Polował w Puszczy Białowieskiej w 1348 r. Niestety też brak jest opisu polowania. Jako ciekawostę podam, że z pierwszą żoną Anną miał siedmioro  dzieci a z drugą Julianną Twerską szesnaścioro dzieci.

 Kiejstut (ur. ok. 1308/1310, zm. 15 sierpnia 1382) – książę trocki, współrządca Litwy (wraz z Olgierdem) od 1345, wielki książę litewski 1381–1382, syn Giedymina, ojciec Witolda. W Puszczy polował w 1348 i 1382 roku. Brak opisów polowań

 

Polowanie Jagiellonów w Puszczy Białowieskiej

 

   

                           Władysław Jagiełło                                       Wielk. Książę Litewski Witold   

Władysław Jagiełło - urodzony ok. 1351 r., zmarł 1 czerwca 1434 r. w  Gródku Jagiellońskim; syn Olgierda i księżniczki twerskiej Julianny; od 1377 r. Wielki Książę Litewski, od 1386 r. Król Polski; żonaty z Jadwigą, Anną Cylejską, z którą miał córkę Jadwigę, Elżbietą Granowską i siostrzenicą Witolda, Zofią Holszańską, z którą miał dwóch synów: Władysława i Kazimierza, późniejszych królów polskich.

Witold, lit. Vytautas (ur. 1354 lub 1355, zm. 27 października 1430 w Trokach) – wielki książę litewski od 1401, syn Kiejstuta i Biruty, byłej kapłanki Praurimy z Połągi, brat stryjeczny Władysława Jagiełły. 

Obie postacie kojarzymy głównie ze zwycięstwa nad Krzyżakami w bitwie pod Grunwaldem (1410). Jednak pomiędzy oboma władcami nie zawszy była zgoda. Jednak jeszcze przed słynnym polowaniem w 1409 roku, Władysław Jagiełło i wielki książę litewski Witold wznieśli w Puszczy dwór myśliwski. Kiedy to się stało – dokładnie nie wiemy. Domniemywać należy, że pod koniec XIV lub na początku XV wieku.

W Puszczy Białowieskiej przez 8 dni poluje król Władysław Jagiełło. Przebywa w tym czasie prawdopodobnie w dworku Witolda w uroczysku zwanym później Stara Białowieża. Łowy zostają przeprowadzone w ramach przygotowań do Wyprawy Pruskiej, której kluczowym wydarzeniem staje się potem bitwa pod Grunwaldem w 1410 roku. Tak opisuje to Jan Długosz w dziele „Annales seu cronicae incliti Regni Poloniae” („Roczniki, czyli kroniki słynnego Królestwa Polskiego”):
”Król Władysław naradza się z księciem Witoldem o uzbrojeniach na wyprawę pruską, i zrobieniu mostów ze statków wodnych oraz przyjmuje poselstwo Alexandra V papieża z żądaniem hołdu posłuszeństwa; zwierzynę ubitą na łowach i zasoloną posyła do Płocka na zapas wojny przyszłej, a w Lubowli  kościół w przeciągu jednego dnia wystawia.
(…) Z Kamieńca Król Władysław wyjechał na łowy do Białowieży za rzekę Lśnę (Lszna); Alexander zaś Książę Litewski udał się do Litwy wraz z chanem Tatarskim, którego przez całą zimę i aż do dnia św. Jana Chrzciciela z wszystką drużyną jego i żonami w kraju trzymał. Władysław zaś król Polski zabawiając się łowami w Białowieży przez ośm dni, wielką ilość zwierzyny ubił, którą soloną w beczkach spuścił Narwią i Wisłą do Płocka, aby mieć z niej zapas gotowy na przyszłą wojnę.” (por. Kalendarium Puszczy Białowieskiej).

Król Władysław Jagiełło podczas polowania na żubry w Puszczy Białowieskiej - rycina, z archiwum BPN

Niektóre źródła podają, że Jagiełło i Witold wspólnie polowali przed wojną z Krzyżakami w Puszczy Białowieskiej w 1409 roku. Myślę, że najbliższy prawdy jest Pan Piotr Bajko, który te łowy opisał w artykule pt. "Jagiełło na łowach w Białowieży. Król robił zapasy na wojnę z Krzyżakami". Przytaczam go w całości:

Jagiełło na łowach w Białowieży. Król robił zapasy na wojnę z Krzyżakami. Autor: Piotr Bajko
"Było to ponad 600 lat temu. Do Puszczy Białowieskiej ściągnął ze swą drużyną król Władysław Jagiełło, by zgromadzić tutaj zapasy mięsa dla wojska na przyszłą wojnę z Krzyżakami.

Stało się tak zaraz po zjeździe w Brześciu Litewskim, na którym król wraz z bratem Witoldem ustalili wspólne wystąpienie przeciwko Zakonowi. Łowy trwały od 6 do 14 grudnia 1409 roku, w okolicach rzeki Leśnej.

Mięso upolowanej zwierzyny było solone, wędzone i na wiosnę 1410 roku spławiane w ogromnych bekach Narewką, Narwią, Bugiem i Wisłą do Płocka, który został obrany za bazę zaopatrzeniową wojska. Jagiełło osobiście śledził przygotowywanie zapasów mięsa. Na polecenie króla wyłapywano również dzikie, drobne, lecz silne konie leśne - tarpany, które doskonale nadawały się na potrzeby nie wyposażonego w ciężkie zbroje wojska litewskiego.

200 beczek mięsiwa

Łowy objęły także inne puszcze na Litwie i w Polsce (m.in. Turowską, Ratnowską, Sandomierską) i ciągnęły się całą zimę. Feliks P. Jarocki w "Tygodniku Petersburskim" (Nr 20/1839) podaje, że do Płocka trafiło dwieście beczek solonego żubrzego i łosiego mięsa. Znawcy przypuszczają, że polowano wówczas również na tury, dziki, niedźwiedzie i jelenie. Niektórzy autorzy (m.in. Michał Baliński, Tymoteusz Lipiński, Marcin Bielski, Łukasz Gołębiowski), piszą, że w łowach w Białowieży uczestniczył także wielki książę litewski Witold, co w świetle "Roczników" Jana Długosza jest raczej wątpliwe. Z kolei Teodor Narbutt w tomie szóstym "Dziejów starożytnych narodu litewskiego" (Wilno 1839) podaje, że królowi w łowach towarzyszył "Sułtan Saladyn, czyli Carewicz Tatarski, z hordy Kipczackiej, przybyły do Litwy z zastępami ludu swojego na pomoc przeciw Krzyżakom".

Ta informacja również nie znajduje potwierdzenia w "Rocznikach" Długosza. Arkady Brzezicki w "Łowcu Polskim" (Nr 4/1992) sugeruje natomiast, że w otoczeniu króla mogło być rycerstwo, dla którego polowanie na grubego zwierza stanowiło ogniową próbą hartu przed mającą się odbyć generalną rozprawą z zakonem krzyżackim. Zapewne z królem polowali wówczas ci, którzy pod Grunwaldem byli w bliskim otoczeniu króla, a więc Sędziwój z Ostroga, Zbigniew z Brzezia, Mikołaj z Michałowa czy Piotr Szafraniec.

Przetrzebiono łosia

Łowy w Białowieży w 1409 roku miały też swój negatywny aspekt, na co zwraca uwagę Mieczysław Mazaraki w "Łowcu Polskim" (Nr 6/1980). Przetrzebiono wówczas bardzo dotkliwie pogłowie łosia. Z relacji Długosza, opisującego łowy Aleksandra i Kazimierza Jagiellończyków w Puszczy Białowieskiej, wynika, że padło ich już zaledwie po kilka sztuk. W tej sytuacji łoś musiał zostać otoczony specjalną opieką królów.

Król dobrze znał Puszczę

Jagiełło, przebywając w Puszczy Białowieskiej w 1409 roku, niewątpliwie już ją znał. Przed unią krewską (1385) Puszcza stanowiła przecież jedno z ulubionych miejsc łowów wielkich książąt litewskich. Pamiętajmy też, że Jagiełło w 1383 roku odzyskał leżący na skraju Puszczy gród Kamieniec, zdobyty rok wcześniej przez wojska księcia Janusza Mazowieckiego. Natomiast w siedem lat później skutecznie oblegał ten sam gród, tym razem opanowany przez skłóconego z nim księcia Witolda.

Kolejny znany pobyt Władysława Jagiełły w Puszczy Białowieskiej miał miejsce w zimie 1426 roku. Król z żoną Zofią, książę Witold z żoną Julianną oraz cały dwór schronili się tutaj przed panującym w Polsce i na Litwie morowym powietrzem. Kronikarze odnotowali wówczas upadek króla z konia, w pościgu za niedźwiedziem. Król złamał sobie nogę w goleniu, na leczeniu której "przepędził dni zapustne i post cały w Lubomli i Krasnymstawie".

Król odwiedził Białowieżę także na krótko przed swoją śmiercią. Długosz w swoich "Rocznikach" pod rokiem 1434 wspomina o spotkaniu w Krynkach Władysława Jagiełły z wielkim księciem litewskim Zygmuntem Kiejstutowiczem, dodając, że doszło do niego, kiedy król powracał z łowów w Puszczy Białowieskiej.

Na zakończenie należy wspomnieć, że zapis o łowach Jagiełły w "Kronikach" Długosza jest najdawniejszym znanym dokumentem odnoszącym się do Puszczy Białowieskiej. Od niego zaczyna się pisana historia Białowieży. Zapis ten jednocześnie potwierdza po raz pierwszy wielkoksiążęcy i królewski status Puszczy."

Królewskie łowy

Król Władysław Jagiełło był na tyle barwną postacią, że warto przytoczyć kilka ciekawostek o nim. Jan Długosz opisuje go jako prymitywnego i nieokrzesanego Litwina. A jakim był w rzeczywistości?:

Gusta i zwyczaje Władysława Jagiełły
Znany w Polsce ze zwycięstwa pod Grunwaldem nad niezmierzoną potęgą - Zakonem Krzyżackim czy założenia wielkiej dynastii Jagiellonów. Naprawdę jednak był skromnym królem kochającym polowania, lubiącym patrzeć na bujającą się huśtawkę, czy zjeść owoce, zwłaszcza suszone gruszki, którymi miał zawsze powypychane kieszenie, a przy tym zabobonny, przykładający ogromną wagę do higieny i czystości, czy broniący swoich osobistych rzeczy przed dotykaniem przez obcych.
W Polsce na naszym tronie zasiadali różni władcy. Mieliśmy monarchów śmiertelnie zakochanych jak Jan III Sobieski (w Marysieńce) i zwykłych babiarzy zmieniających kochanki jak rękawiczki do których należy zaliczyć Kazimierza Wielkiego, Zygmunta Augusta czy Augusta II Mocnego. Mieliśmy na tronie pasjonatów nauki jak Władysław IV Waza, bądź miłośników alchemii jak jego ojciec Zygmunt III Waza. Sprawowali w Polsce władzę okrutnicy, np. Bolesław Chrobry, ale również handlarze niewolników jak Mieszko I. Właściwie każdego z władców Polski moglibyśmy w pewien sposób skategoryzować, ale pośród nich był jeden monarcha ze wszech miar inny, skromny, posiadający niezwykle różnorodne zwyczaje i gusta. Tym władcą był oczywiście Władysław Jagiełło. Ogromnej niechęci kronikarza Jana Długosza do Jagiełły, zawdzięczamy to, że dysponujemy dzisiaj Rocznikami, czyli Kronikami sławnego Królestwa Polskiego, w których przetrwało do naszych czasów wiele informacji dotyczących życia prywatnego tegoż władcy oraz jego upodobania.
A doprawdy jest o czym pisać, gdyż Jagiełło długo panował w Polsce i na Litwie i miał wiele okazji do tego, żeby pokazać swoje „prawdziwe ja”. Po pierwsze jak na średniowiecznego władcę wyjątkowo troszczył się o swoje zdrowie i usposobienie. Przede wszystkim dbał o czystość ciała, co w tamtych czasach było wielką rzadkością. „Łaźni zazwyczaj co trzeci dzień, a niekiedy częściej używał” podawał wspomniany kronikarz Długosz. Być może łaźnia odegrała w życiu Jagiełły bardzo dużą rolę, może nawet zadecydowała o tym, że to właśnie on zasiadł na tronie w Krakowie. Mianowicie, aby przekonać do siebie królową polską Jadwigę, Jagiełło przyjął nawet w łaźni jej specjalnego wysłannika Zawiszę Czerwonego z Oleśnicy wysłanego w celu sprawdzenia wyglądu Litwina. Na polskim dworze, ale również, a może głównie tam, w otoczeniu jadwigowego narzeczonego Wilhelma Habsburga, krążyły niesamowite bowiem plotki o Jagielle. Miały one na celu zdyskredytować jego osobę oraz zniechęcić młodą Polkę do mariażu z Litwą. Możemy łatwo wyobrazić sobie owe plotki skoro Długosz pisał „z udzielonych jej przez pewnych ludzi fałszywych informacji nabrała przekonania, że [Jagiełło] jest nie tylko z obyczajów, ale i z urody dzikusem oraz z obyczajów i czynów barbarzyńcą”. Na szczęście dla Jagiełły spotkanie w łaźni z wysłannikiem Jadwigi rozwiało wszelkie wątpliwości i potwierdziło, że jest normalnym, tradycyjnym z budowy ciała jak inni mężczyźni chrześcijańscy, a nie dzikim zarośniętym niedźwiedziem. Rola łaźni mogła być więc wprost nieoceniona w zawarciu unii polsko-litewskiej w Krewie.
W tym miejscu warto jeszcze dodać, iż Jagiełło nigdy nie był babiarzem, pomimo, że miał cztery żony. Przynajmniej trzy z nich są dzisiaj podejrzewane o przyprawianie mu rogów (pisze na ten temat Iwona Kienzler w książce Wierny mąż niewiernych żon Władysław Jagiełło, Wydawnictwo Bellona), a mimo to współcześni jemu postrzegali tego króla jako grzesznika. Zgodnie więc uznano, że spotkała go kara Boża w postaci uderzenia pioruna w 1419 roku. W wyniku tak nieszczęśliwego zdarzenia Jagiełło „ogłuchł nieco, a odzież jego wszystko siarką cuchnęła”.
Jeszcze ciekawiej przedstawia się stosunek Jagiełły do trunków wyskokowych. Mówiąc bardziej współczesnym językiem starał się on nie obciążać swojej wątroby. W tym celu unikał niebezpiecznych trunków. Zwycięzca spod Grunwaldu był po prostu abstynentem pijącym jedynie wodę  źródlaną lub mleko. Z trunkami miał w ogóle problem, gdyż unikał wszelkich podejrzanych sytuacji podczas których mógł zostać otruty. Miał na tym polu spore obawy. Do tego stopnia bał się o swoje życie, iż „szat, nożów stołowych i innych naczyń nie pozwalał komu innemu sobie przynosić krom tego, który miał takową powinność zleconą”. Poza tym w wodzie łatwiej było wyczuć truciznę, niż w alkoholu. Być może dlatego Jagiełło nie sięgał nigdy po alkohol, obojętnie jaki to byłby trunek, rezygnując z niego na rzecz wody. Z drugiej jednak strony takie zachowanie, jak przytoczone w zacytowanym fragmencie, mogło być równie dobrze spowodowane specyficznym charakterem. Potwierdzałoby to, że król „w rzeczach nie chciał mieć nic wspólnego z drugimi przeto nie lubił, ażeby kto tknął się jego szaty, łóźka, krzesła, konia, chusteczki, kielicha i innych podobnych rzeczy, których używał”. Wreszcie opisane zachowanie mogło być spowodowane zaburzeniami nerwowymi, np. pewnym rodzajem fobii. Dla przykładu mogły być to hafefobia, czyli lęk przed dotknięciem przez inne osoby lub mizofobia, a więc lęk przed nieczystością, zanieczyszczeniem. Ta ostatnia fobia świetnie łączyłaby się z jego wyjątkową, jak na epokę średniowiecza, czystością.
Gdy jednak król Władysław nie pił, a z kolei jadł, to szczególnie chętnie sięgał po owoce, prócz oczywiście jabłek, za zapachem, których totalnie nie przepadał. Wspomniany Długosz podawał, że „jabłek i ich zapachu [Jagiełło] nienawidził, dobre jednak i słodkie gruszki po kryjomu jadał”. Oprócz jabłek i gruszek na dworze tegoż władcy trafiały się z owoców także wiśnie, czereśnie, czy powidła słodzone miodem. Władca miał osobny dwór od swojej małżonki Jadwigi i liczył on kilkadziesiąt osób oraz oddzielne stoły. Pomijając owoce na dworze Jagiełły chętnie jedzono również różnego rodzaju mięsiwa. Ogólnie podczas jednego posiłku przypadało na mężczyznę ok. 2 kg mięsa, natomiast na kobietę ok. 1,3 kg, przy doliczeniu do dworu czeladzi i ciurów żywiących się resztkami w ilości ok. 300 g na osobę. Wiedza nasza na ten temat pochodzi z zachowanych rachunków gospodarskich czy spisów inwentarzowych kuchni. Do tego z mięsa jedzono chętnie duszoną lub pieczoną wołowinę, a także wieprzowinę, rzadko drób (kury, kurczaki), ale również prosięta, baraninę, cielęcinę oraz kaczki i gęsi. Jeszcze rzadziej, na specjalne okazje, pojawiała się dziczyzna. Wśród zużywanych produktów w spisach były także masło i słonina, z warzyw np. pietruszka czy cebula, a także grzyby i manna. Dodatkiem do posiłków było pieczywo, które podawano w wielorakich gatunkach od chleba poczynając, poprzez bułki, rogaliki, obwarzanki, a skończywszy na plackach z serem, makiem itp.
Po posiłkach, gdy nasz polski władca litewskiego pochodzenia zaspokoił głód, wyjątkowo chętnie leżakował korzystając, niczym maluszki w przedszkolach, z poobiedniej drzemki. Nie było to jednak jego największą rozrywką, podobnie z resztą jak i jedzenie. Największą przyjemność Jagielle dostarczały polowania, które nie znudziły mu się aż do późnej starości, co potwierdzał Jan Długosz pisząc „zamiłowany w myślistwie od dzieciństwa aż do zgonu […] Wszystkie myśli swoje rad zwracał ku tej zabawie”. Do tego stopnia władca Polski i Litwy uganiał się po lasach za zwierzętami, że jeszcze w wieku 75 lat polując na niedźwiedzia w Puszczy Białowieskiej przypłacił swoje hobby kontuzją łamiąc nogę. Przywiązanie króla do myślistwa dostrzegali poddani. Ganił tą rozrywkę monarchy Długosz podając „ani miary zachować, ani czasu oszczędzać umiał” i dodawał „zaniedbywanie spraw publicznych i ściąganie sobie słusznych zarzutów”.
Chociaż Jagiełło został ochrzczony i wyrzekł się pogańskiej religii to jednak pozostał człowiekiem zabobonnym. Według kronikarza wiarę w przesądy zawdzięczał właśnie swojej matce. Objawiało się to tym, że „wyrywał włosy z brody, i powplatawszy je między palce, wodą ręce obmywał. Zawsze nim z domu wyszedł, trzy razy obracał się wkoło, i słomkę na trzy części złamaną rzucał na ziemię: nauczyło go tego matka […] ale dlaczego i w jakim celu to czynił, nikomu za życia nie chciał powiedzieć”.
Trudnym do wytłumaczenia było również to, iż Jagiełło „lubił także patrzeć na bujającą w jego oczach huśtawkę”.
Na podstawie przytoczonych cech śmiało można stwierdzić, iż Jagiełło, mimo przynależności do dynastii monarszej, zachowywał się normalnie, jak zwykli śmiertelnicy, chociaż niektóre gusta, zwyczaje i upodobania miał więcej niż nietypowe.

Władysław Jagiełło chodził nocami po lesie, by słuchać śpiewu słowików. Przeziębił się, dostał zapalenia płuc i umarł. Ale i tak żył 80 lat. Znacznie dłużej niż większość ludzi w jego czasach (średni wiek wahał się w okolicy pięćdziesiątki). Jagiełło słynął z tego, że miał wrodzoną wadę w postaci dolnej wargi wywiniętej na zewnątrz. Widać to nawet na jego sarkofagu. Przekazał tę cechę synowi, Kazimierzowi Jagiellończykowi. A poprzez córki Kazimierza dostali ją w spadku Habsburgowie, łącznie ze słynnym Cesarzem Franciszkiem Józefem.

Sarkofag Władysława Jagiełły w Katedrze na Wawelu

Knieja była dla Jagiełły lekarstwem na wszystko. Jeżeli chandra go dopadała, uciekał do lasu” – opisuje w książce „Łowy władców Polski” Bronisław Sałuda. W tamtych czasach polowanie stanowiło sport więcej niż ekstremalny. Król i zwykle niewielka świta zasadzali się na niedźwiedzia lub tura uzbrojeni jedynie w topory i oszczepy. To, że ktoś ginął podczas łowów, rozszarpany przez dzikie zwierzę, nie należało do rzadkości. Ale wielkie ryzyko i ewentualne sukcesy myśliwskie przynosiły rozładowanie emocji. Poza tym monarcha mógł udowodnić czynami odwagę i zaprezentować męską krzepę, zdobywając szacunek poddanych.
Las miał jeszcze jedną zaletę – stanowił świetną kryjówkę dla tych, którzy nie mieli ochoty na pełnienie obowiązków służbowych. Kiedy Jagiełło po śmierci królowej Jadwigi z powodów politycznych musiał ożenić się z brzydką księżniczką Anną Cylejską, natychmiast po weselu wybrał się na łowy trwające kilka miesięcy. Ale gdy pogodził się z losem, z werwą wrócił do polityki i rzucił wyzwanie zakonowi krzyżackiemu. Według Jana Długosza Jagiełło „słynął [...] zręcznością tak w myśliwskich gonitwach, jak i sprawowaniu rządów". O namiętności króla do polowań może też świadczyć fakt skwapliwego wykorzystywania przezeń daru Krzyżaków - dożywotniego prawa do polowań na ziemiach Zakonu nad Biebrzą i Szeszupą. Zamiłowania łowieckie Jagiełły zostały uwiecznione także na jego grobowcu na Wawelu, na którym artysta wyrzeźbił ptaka i dwa psy myśliwskie.

Warto też dodać parę słów o pierwszej żonie Władysława Jagiełły, słynnej królowej Jadwidze. Możemy wierzyć Długoszowi, że należała do najpiękniejszych kobiet średniowiecza. Była jak na tamte czasy wysoka, mierzyła 180 centymetrów wzrostu. Po 12 latach małżeństwa ze znacznie starszym Władysławem Jagiełłą urodziła córkę. Poród nie był łatwy, bo Jadwiga miała - jak wiele kobiet wysokich - wąską miednicę. Dziecku nadano imiona Elżbieta Bonifacja na cześć papieża Bonifacego IX, który miał być ojcem chrzestnym. Niestety, po dwóch tygodniach Elżbieta zmarła, a cztery dni później - 17 lipca 1399 r. odeszła także Jadwiga. Przyczyną śmierci było zakażenie połogowe, czyli sepsa. Gdyby przyczyną zgonu był krwotok, umarłaby natychmiast po porodzie. Tu dygresja. W tamtych czasach przy porodzie umierała co trzecia kobieta. - Małżeństwo Jadwigi z Jagiełłą dało początek dynastii Jagiellonów.

Kazimierz Jagiellończyk

Kazimierz Jagiellończyk - urodzony 30 XI 1427 r. w Krakowie, zmarł 7 VI 1492 r. w Grodnie; od 1440 r. Wielki Książę Litewski, od 1447 r. Król Polski. Młodszy syn Władysława Jagiełły i Zofii Holszańskiej, w 1454 r. poślubił Elżbietę Rakuszankę, córkę Albrechta II Habsburga. Polował w Puszczy Białowieskiej w grudniu 1453 r.  Polowanie w to miało na celu zdobycie mięsa na zaślubiny z Elżbietą Habsburżanką (1454). O innych brak potwierdzenia w źródłach pisemnych.

Kazimierz Jagiellończyk odreagowywał stres polując. Syn Jagiełły, mimo że podczas łowów przeżył cztery zamachy na życie, przeprowadzone przez spiskowców sponsorowanych przez Moskwę, nigdy nie porzucił ulubionego hobby. Gdy na niwie politycznej coś toczyło się nie po jego myśli, po prostu od poddanych uciekał do lasu. „Tamże się u Wigrów i w knyszyńskich puszczach ustawicznie łowami bawił, opuściwszy i porzuciwszy sprawy koronne, dlatego wielkie rozboje i okrutne swawoleństwo w Polszcze urosły” – żalił się w „Kronice Polskiej, Litewskiej, Żmudzkiej i wszystkiej Rusi” Maciej Stryjkowski. Zaś Marcin Kromer dodawał, iż: „Król w Litwie ustawicznie tylko poluje, a spraw Korony polskiej nie przestrzega”. Kiedy zaś poddani, czując się porzuceni przez władcę, wpadali w panikę, Kazimierz Jagiellończyk wracał do polityki i skutecznie osiągał wyznaczone cele. Dość przypomnieć, że po 13 latach doprowadził wojnę z Zakonem Krzyżackim o Pomorze Gdańskie i Prusy do zwycięskiego końca.

Upodobanie do łowów odziedziczył po ojcu Władysławie Jagiełło. Do jego ulubionych rozrywek należały polowania na tury i żubry. Bardzo rozpowszechniony w Polsce Jagiellonów, zwłaszcza przy „wielkich łowach", był zwyczaj wykorzystywania w polowaniach psów. Polowania z psami (cum canibuś) nie tylko zwiększały szanse na myśliwski sukces, ale były też okazją do podziwiania sprawności czworonogów, popisania się przez właścicieli ich umiejętnościami, wreszcie przystępowania do zakładów. Łowy ze sforą uprawiał nie tylko monarcha, książęta, czy rycerstwo. Były one dozwolone także sołtysom na mocy specjalnych przywilejów. Psy używane do tropienia, zaganiania zwierzyny w pułapkę bądź na stanowiska zajmowane przez myśliwych były rozmaitych ras, stosownie do swego przeznaczenia. Najczęściej wykorzystywano wyżły. Wielkim amatorem polowań z psami był Kazimierz Jagiellończyk. Tak pisał o tym Maciej Miechowita: „Był zaś król Kazimierz [...] od najmłodszych lat aż do końca zawsze myśliwy i łowca ptaków. Bardzo miłował się w psach myśliwskich [...]. Gdy Władysław książę rybnicki i pszczyński, Głuptawym zwany, przechwycił dary wysłane do Władysława króla czeskiego i prosił, by z nich zapłatę otrzymał. "Psy, (rzekł Kazimierz Jagiellończyk) myśliwskie niech odda, a resztę darów niech zatrzyma [...], psy są więcej warte od innych rzeczy".

Mięso z ubitych żubrów kazał Jagiełło solić i wysyłał Narwią i Wisłą dla uczonych krakowskich w podarku. Naśladował go w tej mierze i syn Kazimierz. Długosz, naoczny świadek, bo nauczyciel dzieci tegoż Króla, powiadał, że w początkach stycznia 1469 r. monarcha polski, „nabiwszy w puszczach wielką moc zwierzyny, porozsyłał ją w darze biskupom, panom, senatorom, kapitule, wszechnicy naukowej i rajcom krakowskim“. W innem miejscu wspomina Długosz o szubie podbitej sobolami, którą Kazimierz Jagiellończyk nosił w czasie łowów.

Aleksander Jagiellończyk

Aleksander Jagiellończyk (1461-1506) – polski król z dynastii Jagiellonów. Był czwartym synem Kazimierza IV Jagiellończyka i Elżbiety Rakuszanki. Po śmierci ojca w 1492 roku przejął władzę w Wielkim Księstwie Litewskim, podczas gdy jego starsi bracia rządzili na Węgrzech i w Polsce. W 1495 roku poślubił prawosławną księżniczkę moskiewską, Helenę, licząc (zresztą bezskutecznie), że związek ten pozwoli zapobiec dalszym wojnom ze wschodnim sąsiadem. W roku 1501, po śmierci Jana Olbrachta, został koronowany na króla Polski, co przywróciło unię między dwoma państwami. Zapamiętany ze względu na uchwaloną w 1505 roku konstytucję sejmową „nihil novi”. Zmarł już po pięciu latach rządów, w 1506 roku, nie doczekawszy się żadnego potomka. Polował w Puszczy jesienią 1494 r. Polowanie miało na celu przygotowanie mięsa na zaślubiny z Heleną.

Wielkie polowania Jagiellonów przebiegały podobnie, tyle tylko, że teren łowów otaczano ludźmi i zamykano przy pomocy zwalonych drzew. Dla widzów żądnych widoku krwi wznoszono drewniany amfiteatr, z którego można było obserwować zmagania myśliwych.

Z takim właśnie polowaniem królewskim wiąże się dramatyczna przygoda żony Aleksandra Jagiellończyka - Heleny. Podobno omal nie straciła życia, stratowana przez rozwścieczone żubry. Kilka zwierząt rzuciło się na amfiteatr, w którym znajdowała się królowa. Rozwaliły słupy podtrzymujące trybunę, która zawaliła się. Królową z trudem udało się uratować. Dzikość żubrów wykorzystywano podobno także dla karania. Według J.J. Karpińskiego książę Litwy Zygmunt Wielki w ten sposób ukarał przestępcę z grona swoich dworzan. Skazańca ubranego na czerwono wystawiono przed rozwścieczone żubry, które rozszarpały nieszczęśnika na strzępy.

W Kalendarium Puszczy Białowieskiej znalazłem taki zapis tyczący Aleksandra Jagielończyka:

"Prawdopodobnie dwukrotnie przejeżdża on przez Puszczę Białowieską w sierpniu i wrześniu 1494 roku podczas podróży trasą Wołkowysk-[Puszcza]-Drohiczyn-Brześć Litewski-Kamieniec Litewski-[Puszcza]-Krynki. Możliwe, że zatoczenie przez orszak wielkiego księcia tej pętli ma na celu zgromadzenie dziczyzny na potrzeby wesela z okazji ślubu z cóką Iwana III Heleną, który odbywa się 18 lutego 1495 roku.
W styczniu 1497 roku i w czerwcu 1502 roku król przebywa w położonym blisko Puszczy Kamieńcu Litewskim, co też może być okazją do wypadu na łowy.
Na przełomie 1505 i 1506 roku być może poluje w Puszczy podczas podróży Bielsk-Grodno-Kołodziczna-[Puszcza]-Brześć.
Według mało wiarygodnych źródeł Aleksander Jagiellończyk poluje w Puszczy Białowieskiej na żubry wraz z żoną Heleną w 1504 roku. Podczas łowów żubry omal nie zrzucają królowej i dwórek z podestu. Najprawdopodobniej jednak król cały rok spędza w Koronie, głównie w Krakowie."

Zygmunt I Stary

Zygmunt I Stary (ur. 1 stycznia 1467 w Kozienicach, zm. 1 kwietnia 1548 w Krakowie) – od 1506 roku  Wielki Książę Litewski, od 1507 roku Król Polski. Był przedostatnim z dynastii Jagiellonów. Na tronie polskim zasiadł po śmierci swego brata Aleksandra Jagiellończyka. Był przedostatnim z sześciu synów Kazimierza IV Jagiellończyka i Elżbiety Rakuszanki, ojcem m.in. Zygmunta II Augusta. Dwukrotnie żonaty: z Barbarą Zápolyą (1512), a po jej śmierci z Boną z rodu Sforzów (1518).

 

Do ulubionych rozrywek Zygmunta I należały polowania. Brał w nich udział od swej młodości, między innymi w czasie pobytu w Krakowie na dworze Aleksandra Jagiellończyka. W 1504 r. jako młodszy brat króla uczestniczył w wyprawie na łowy do Puszczy Białowieskiej i  Niepołomickiej.

Król Zygmunt I Stary w drodze na koronację z Wilna do Krakowa przebywa w Białowieży, niewykluczone że w nowo zbudowanym zameczku myśliwskim nad rzeką Łętownią (Łutownią) na uroczysku Stara Białowieża. W każdym razie dwór białowieski musiał być wtedy na tyle pojemny, by pomieścić orszak monarchy.
W czerwcu 1507 roku król być może przejeżdża przez Puszczę w drodze z Kamieńca Litewskiego do Wilna, a w styczniu 1516 roku pokonując trasę Kamieniec Litewski-[Puszcza]-Krynki. W 1522 roku Zygmunt odwiedza Wołkowysk, Nowy Dwór i Kamieniec. W Kamieńcu przebywa również 28 lipca 1535 roku i 26 października 1536 roku. Inną okazją do pobytu Zygmunta I Starego w Puszczy Białowieskiej mogła być też podróż z Brześcia do Wilna w 1540 roku.

Wyjazdy z Krakowa na polowania do pobliskich Niepołomic były jedną z ulubionych rozrywek Zygmunta I i jego drugiej żony, Bony Sforzy, którą Król poślubił w 1518 r.

Podczas łowów urządzonych w 1519 i 1521 r. podkomorzy Ożarowski zajmował się kosztami wyjazdów na polowania do Niepołomic, które pokrywał z otrzymanych na ten cel pieniędzy od podskarbiego nadwornego. W 1519 r. dostał 10 florenów, a dwa lata później ad Niepolomicze venatum wypłacono mu 12 florenów. Sylwester Ożarowski brał udział w polowaniach u boku pary królewskiej. Uważany był za znakomitego myśliwego

Podkomorzy uczestniczył też w feralnym polowaniu w Puszczy Niepołomickiej w 1527 r., które przeszło do historii w związku z nieszczęśliwym wypadkiem królowej Bony i przedwczesnym urodzeniem syna Olbrachta. Królowa, będąca wówczas w piątym miesiącu ciąży, upadła z konia zaatakowanego przez rozjuszonego niedźwiedzia. Szczegółowy opis tego zdarzenia zamieścił w swej Kronice Marcin Bielski (zm. 1575). Brzmi on następująco: "Z Krakowa ruszył się król do Niepołomic z królową Boną i ze wszystkim dworem na krotofile, gdzie tam miał niedźwiedzia nad obyczaj wielkiego, którego z Litwy przywieziono w skrzyni. Gdy go wypuszczono do gaju blisko Wisły, poszczwano go wielkimi psy najpierwej, które on połamał i pobił, i ranił ich o sto, chłopów było o trzysta z oszczepy, którzy mu nie dali do Wisły. Z przodku był niemętny, ale potem gdy się rozgniewał, oślep bieżał na ludzi. Ożarowskiego herbu Rawicz, podkomorzego królewskiego, przewrócił z koniem. Tarło krajczy pieszo chciał na niego z oszczepem, ale mu wydarł oszczep niedźwiedź, iż padł, ledwie go chłopi z oszczepy przypadłszy ratowali i psy go w nogi wtenczas pokąsali. Puścił się potem tam, gdzie królowa stała, która uciekając przed nim, potknął się pod nią koń, spadła i uraziła się, bo była brzemienna; tamże porodziła bez czasu syna, któren pochowan zarazem w Niepołomicach. Stańczyka też błazna przewrócił z koniem wtenczas. A tak, by byli nie chłopi z oszczepy ratowali, wiele by był ludzi pomordował". Król się śmiał ze Stańczyka, rzekł mu: "Począłeś sobie nie jako rycerz, ale jako błazen, żeś przed niedźwiedziem uciekał". Rzekł Stańczyk: "Większy to błazen, co mając niedźwiedzia w skrzyni puszcza go na swoją szkodę". Zdarzenie miało poważne konsekwencje, bowiem po narodzinach królewicza Olbrachta Bona Sforza nie mogła rodzić dzieci, wskutek czego jedynym męskim następcą tronu państwa polsko-litewskiego pozostał Zygmunt II August, który zmarł bezpotomnie w 1572 r.

W XVI wieku panowie litewscy często wysyłają w ciasnych skrzyniach łowione w Puszczy Białowieskie niedźwiedzie rozdającym przywileje Zygmuntowi Staremu i Bonie. W Puszczy Niepołomnickiej pod Krakowem Król urządza potem dla zagranicznych gości sadystyczne zabawy kończące się śmiercią zwierzęcia. Podczas jednej z nich przerażony niedźwiedź atakuje będącą wtedy w ciąży Bonę. Królowa uchodzi z życiem, ale urodzone przedwcześnie dziecko umiera.

Za czasów Zygmunta Starego zbudowano nowy dwór myśliwski, w którym Król przebywał w drodze na koronację z Wilna przez Krynki i Rudnię do Krakowa przez Mielnik w grudniu 1506 roku. W 1538 Król wydał specjalne prawo dotyczące organizacji polowań królewskich i zabraniające wszelkich innych łowów w Puszczy Białowieskiej. Wchodząc do Puszczy nie wolno było mieć ze sobą psa ani broni. Za zabicie grubej zwierzyny groziła kara śmierci. Zygmunt I Stary, jako pierwszy wprowadził prawną ochronę żubrów. Królowie Polscy nie tylko polowali w Puszczy, ale też chronili jej zasoby min. powołując „służby jej i żubrów strzegące”.

Pierwszym, który opisał żubra na ziemiach polskich, był poseł austryjacki Siegmund von Herberstein. W trakcie podróży przez Polskę w latach 1517 i 1526 miał okazję zobaczyć zarówno żubra, jak i tura. Wcześniej oba te gatunki często mylono. Warto również dodać, że Herberstein przyczynił się do małżeństwa Zygmunta I Starego z Boną.

Na dworze Zygmunta Starego powstało nawet Towarzystwo Opilców i Ożralców. Do elitarnego klubu przyjmowano przedstawicieli obu płci, więc zabawa była nie tylko przednia, ale i pikantna. Nie wiadomo tylko, czy król uczestniczył w „obradach”.

Zygmunt II August

Zygmunt II August (ur. 1 sierpnia 1520 w Krakowie, zm. 7 lipca 1572 w Knyszynie) – syn Zygmunta I Starego i Bony Sforzy, od 1529 Wielki Książę Litewski, od 1530 r. Król Polski (do 1548 koregent); ostatni dziedziczny Wielki Książę Litewski, ostatni męski przedstawiciel dynastii Jagiellonów. Za jego inicjatywą Koronę Królestwa Polskiego i Wielkie Księstwo Litewskie na mocy Unii lubelskiej połączono w jedno państwo, Rzeczpospolitą Obojga Narodów.

W Puszczy przez 9 dni poluje Zygmunt II August (18 – 27 stycznia 1546 r.). Zostaje ubite tyle zwierzyny, że nie wiadomo co z nią robić. 35 beczek solonej dziczyzny Król przesyła do Krakowa, nieznaną ich liczbę do Poznania. Fakt ten opisano w Dziejach Puszczy:

"Zygmunt August, ostatni z Jagiellonów, polował w Puszczy Białowieskiej w 1546 roku Królewicz Zygmunt August przebywał w Puszczy Białowieskiej w dniach od 18 do 27 stycznia 1546 r. przyjeżdżając tu z Wilna drogą przez Wołkowysk i Mścibów. Początkowo prowadził w białowieskim dworze ożywioną działalność kancelaryjną, następnie przez kilka dni polował w otoczonych ostępach zwanych kletnami, jako pierwszy z polskich władców używając do polowań broni palnej. Po zakończonych łowach rozkazał wysłać na Wawel w prezencie dla swoich rodziców króla Zygmunta Starego i królowej Bony Sforzy trzydzieści pięć beczek solonej dziczyzny. Powrócił do Wilna kierując się przez Rudnię do Krynek drogą Browską".
I jeszcze inny opis tego polowania znaleziony w Internecie:

"Na polowanie wyrusza młody Król Zygmunt August. Z zamku w Wilnie wyjeżdża nazajutrz po święcie Trzech Króli w 1546 roku. Do wielkich łowów w Puszczy Białowieskiej starannie się przygotowuje - szyje sobie żupan, ciepłe spodnie, płaszcz i zamszowe rękawiczki na baranim futrze. Król wymienia sobie też ostrogi na nowe, a dla swojego ulubionego psa Gryfa każe zrobić kołdrę z lisich ogonów. Do Białowieży zabiera też cztery skórzane poduszki pchane pierzem, dwie wielkie pierzyny i dwa nocniki.

Skoro świt wyrusza na łowy. Zwierzynę osocznicy zaganiają już do tzw. ostępu. To kawał lasu o wielkości kilku kilometrów kwadratowych otoczony słomiano-drewnianym płotem, z którego żaden jeleń czy żubr nie ma prawa uciec. Na dworze tymczasem zostają goście, każdy z jakimś podarkiem dla króla. Pan Kostka przysłał sieci i sforę psów myśliwskich. Pan Tęczyński przyprowadził kilka koni fryzyjskich. Czekają na króla. Polowanie trwa dziesięć dni. Każdego popołudnia zabite zwierzęta zwożone są saniami do Białowieży, gdzie dziczyzna jest solona i pakowana do beczek. 25 stycznia jest już po wszystkim. Królewicz Zygmunt August wraca zadowolony saniami do Wilna. Do Krakowa na Wawel wysyła rodzicom 35 beczek solonej dziczyzny".

Choć zmieniały się czasy i obyczaje, to zwyczaj urządzania polowań królewskich okazywał się niezmiennie przydatny. Dzięki niemu Zygmunt August mógł długo ukrywać swój romans z Barbarą Radziwiłłówną. Oficjalnie w 1546 roku władca przebywał na łowach w litewskich puszczach przez 223 dni. I nikt się nie doliczył, ile czasu poświęcił na tropienie zwierzyny, a ile na schadzki z ukochaną. Niestety, w przerwach pomiędzy miłosnymi uniesieniami monarcha brał się do polowania, a wówczas działy się rzeczy straszne. Koło Lawaryszek niedźwiedzica o mały włos nie rozszarpała Króla, lecz w ostatniej chwili toporem w łapę ciął ją niejaki Jurgielis, chwilę potem zabity przez rozwścieczone zwierzę. Jako odszkodowanie Zygmunt August wypłacił ojcu swojego obrońcy cztery floreny. Na następnym polowaniu kolejny niedźwiedź zabił pięciu chłopów z nagonki. Potem jeszcze jednego przypadkiem ustrzelono z rusznicy, co kosztowało króla siedem florenów odszkodowania. Romans z piękną Barbarą miał niewielkie konsekwencje, dopóki trwał w leśnych ostępach. Jednak zakochany Król w końcu poślubił Radziwiłłównę i gdyby nie jej szybka śmierć, Rzeczpospolita znalazłaby się na krawędzi poważnego kryzysu politycznego.

Altana łowiecka

Ze zwierzyńców czyli tzw. ogrodów do polowań, pędzona zwierzyna wybiegała wprost przed altanę łowiecką. Do dziś nie udało się odnaleźć żadnego śladu tych konstrukcji. Przy dzisiejszej drodze Hajnówka-Białowieża (oddziały 392-394 i 420-422) znajdowała się  zagroda do polowań, "Teremiska", wybudowana prawdopodobnie specjalnie z okazji przyjazdu Stanisława Augusta. W ogrodach znajdowały się wewnętrzne przegrody, pozwalające na przeganianie zwierzyny podczas polowania coraz bliżej myśliwych. Aby zwierzyna nie uciekła, "od miejsca do miejsca o kilkadziesiąt kroków stali przy tym parkanie chłopi z kijami dla odganiania zwierza". W ostatniej przegrodzie parkan zwężał się w ten sposób, że pędzona zwierzyna wybiegała wprost przed altanę łowiecką. Jak taka altana wyglądała? Zachował się rysunek nieznanego autora z 1784 roku zatytułowany "Altanka wystawiona w Białowiezkiey Puszczy". Choć słowo "altanka" sugeruje niewielką i tymczasową konstrukcję, był to duży, podpiwniczony budynek z wieloma wyszukanymi ozdobami z "piramidek, wazonów y innych figur z Cyframi Królewskiemi".

Zygmunt August w Knyszynie i  innych posiadłościach pobudował okazałe pałace myśliwskie, w których zapewniał uczestnikom swych polowań komfort i bezpieczeństwo. Obok urządzał zwierzyńce, czyli ówczesne zoo, w których trzymał łosie, jelenie, sarny i... wielbłądy. Teoretycznie powinien rezydować w stolicy, ale bardziej ciągnęło go do litewskich lasów. Nad ptaki przedkładał konie. Posłowie udający się w  misje dyplomatyczne mieli obowiązek przywożenia z zagranicy nowych okazów do królewskich stadnin. Zebrał ich ponad 3 tysiące. Jak wielu władców epoki renesansu, Zygmunt August miał liczne pasje. Nuncjusz Bernardo Bongiovanni pisał do papieża, że polski król „posiada szesnaście szkatuł klejnotów, których wartość przewyższa zasoby Jego Świątobliwości”. Królewska kolekcja obejmowała m.in. 40 złotych pucharów inkrustowanych szlachetnymi kamieniami, dziesiątki pierścieni, medalionów, łańcuchów i  innych bibelotów. W wolnych chwilach monarcha przeglądał swe zbiory, zbierał informacje o cennych precjozach, które są gdzieś do kupienia, i  spadkach pozostawionych przez bogatych krewniaków. Poza tym kolekcjonował arrasy, obrazy, zegary i  książki. Imponująca biblioteka liczyła ponad półtora tysiąca woluminów. Swoje dzieła przysyłali mu Luter, Kalwin, Frycz Modrzewski, Kochanowski.  Ale chociaż Król cenił artystów i pisarzy, sam za rozrywkami umysłowymi nie przepadał. Książki zbierał, żeby je mieć, a nie czytać. Znalazł jednak sprytny sposób na zapoznawanie się z dziełami, których nie wypadało nie znać. Wręczał je sekretarzowi, dawał kilka dni na przeczytanie i kazał sobie opowiadać. Dzięki temu oryginalnemu audiobookowi sprawiał wrażenie oczytanego. Widok Króla pogrążonego w lekturze książki nie należał na polskim dworze do zbyt częstych.
Słynący z wykwintnych manier Zygmunt August potrafił zorganizować turniej, w którym z jego dworzanami pojedynkowała się… prostytutka Zofia Długa. Atrakcyjność tego typu widowisk rosła wprost proporcjonalnie do ilości konsumowanych trunków. Monarchowie za kołnierz nie wylewali, ale do alkoholu mieli różne podejście. Uczty i bale nie odbywały się, rzecz jasna, codziennie, a wieczorną nudę czymś trzeba było wypełnić. Zygmunt August wszędzie woził ze sobą dworską kapelę, lubił też posłuchać śpiewaków wykonujących pieśni ukraińskie.

Zygmunt August był trzykrotnie żonaty. Pamiętamy ze znanego serialu o królowej Bonie, że na padaczkę chorowała pierwsza żona Zygmunta Augusta, Elżbieta. Atak choroby, jakiego doznała podczas nocy poślubnej z królem, raz na zawsze zraził do niej Zygmunta. Elżbieta niedługo potem zmarła. Kolejna królewska żona, Barbara Radziwiłłówna, która słynęła z temperamentu seksualnego, chorowała i umarła na raka szyjki macicy. Cierpiała bardzo, zwyczajnie gniła za życia. Niezrażony tym król był przy niej do końca, co utrwalił na swym obrazie Matejko. Zygmunt nie doczekał się potomstwa. O spowodowanie jego niepłodności oskarża się włoską dwórkę Dianę di Cordone, która zaraziła króla syfilisem przywleczonym przez żeglarzy Kolumba. Zygmunt ożenił się jeszcze trzeci raz w 1553 r., z księżniczką austriacką, młodszą siostrą swej pierwszej żony – Katarzyną Habsburżanką. Zawierając to małżeństwo, miał jeszcze nadzieję na potomka i zależało mu na dziedzicznym tronie litewskim dla ewentualnego syna. Małżeństwo okazało się jednak, jak poprzednie, bezpotomne. Katarzyna wyjechała z Polski do Austrii, jak się okazało już na zawsze, ponieważ zmarła tam kilka miesięcy przed swoim mężem. Zygmunt II August zmarł pod koniec 52. roku życia. Przyczyną jego śmierci była mocznica i niewydolność nerek. Przed śmiercią wydalił trzy kamienie moczowe wielkości bobu.

 

Polowania w Puszczy Białowieskiej polskich królów elekcyjnych

 

Stefan Batory

Stefan Batory, a właściwie Báthory István, był Królem Polski Iure uxoris, a więc na mocy związku małżeńskiego z koronowaną na Króla Anną Jagiellonką. Wcześniej był księciem Siedmiogrodu. Urodził się 27 września 1533 w mieście Szilágysomlyó, a zmarł 12 grudnia 1586 roku w Grodnie. Był synem Stefana Batorego oraz Katarzyny Telegdi i pochodził z węgierskiego rodu magnackiego. Prócz łaciny, doskonale posługiwał się włoskim i niemieckim, co pozwala przypuszczać, że jego nauka stała na wysokim poziomie. Studiował także w Padwie.
Po ucieczce z Polski poprzednika Stefana Batorego, Henryka Walezego, panowało bezkrólewie przez prawie półtora roku, jednakże potem wyznaczono następny sejm elekcyjny. Kandydatów do tronu Polski było wielu, m. in. Cesarz Maksymilian II Habsburg, Car Iwan Groźny oraz Anna Jagiellonka, którą wybrano. O tron ubiegał się także sam Batory, którego jednak postanowiono ożenić z Jagiellonką i uczynić faktycznie rządzącym Królem Rzeczpospolitej.
Koronacja Stefana Batorego odbyła się 1 maja 1576 roku. Wówczas nadano mu tytuł: Stefan, z Bożej łaski Król Polski, Wielki Książę Litewski, Ruski, Pruski, Mazowiecki, Żmudzki, Kijowski, Wołyński, Podlaski, Inflancki, a także Książę Siedmiogrodzki. Ślub z Anną Jagiellonką odbył się w tym samym dniu, a udzielał go biskup Stanisław Karnkowski.
Kroniki podają, że Stefan Batory spędził z Anną jedynie trzy noce poślubne, a potem nie zaglądał do jej sypialni. Mawia się także, że Batory bardzo nie lubił swojej żony i często miał dość jej wtrącania się do polityki. Z tego powodu był podejrzewany o impotencję. Czy to prawda? - raczej nie. Trzeba pamiętać, że 40-letni Batory, książę Siedmiogrodu, wstępując na tron, został zobowiązany do poślubienia o 10 lat od siebie starszej siostry Zygmunta Augusta, Anny Jagiellonki, która nie była przesadnie piękna, a w dodatku cierpiała na paradontozę, próchnicę zębów i ropne zapalenie okostnej. I jak się tu dziwić, że Batory większość panowania spędził na polowaniach oraz wojując m.in. z Iwanem Groźnym o Inflanty. Chorował też na padaczkę rozpowszechnioną w jego rodzinie. Tej choroby nie umiano skutecznie leczyć.

W literaturze dość powszechnie spotyka się twierdzenie, że Puszcza Białowieska była ulubionym miejscem polowań Stefana Batorego. Król polował tutaj przynajmniej parę razy. Informacja podawana przez niektórych autorów (np. w „Echach Leśnych” Nr 16/1937), jakoby Batory zjeżdżał do puszczy w celach łowieckich aż kilkanaście razy, jest zdecydowanie przesadzona.
Pierwsze znane nam z literatury polowanie Batorego w Puszczy Białowieskiej odbyło się w roku 1579, tuż po zwycięstwie połockim. To wówczas po raz pierwszy (por. Encyklopedia Puszczy Białowieskiej) w historii polowań w Puszczy miały zostać użyte muszkiety - do tego czasu bowiem polowano głównie przy użyciu oszczepów. Następnie Batory polował w Puszczy w dniach 6-10 stycznia 1581 roku, w drodze z Grodna na sejm w Warszawie, przed wyprawą pskowską. W źródłach pisemnych można znaleźć informację o wypadku, jaki zdarzył się wówczas podczas polowania. Wypłoszony z barłogu niedźwiedź poranił chłopca, niejakiego Fedora z Zygmuntowa, któremu Król kazał wypłacić 6 florenów odszkodowania. Znany jest też pobyt Batorego w Białowieży w sierpniu 1584 roku, gdyż wysłał on stąd pismo urzędowe do Ostafiego Wołłowicza w sprawie wchodów na Narewce. Czy wówczas polował? Trudno powiedzieć – szczegółów tego pobytu nie znamy.  
Gloger w „Encyklopedii staropolskiej” pisze, że dwór królewski Stefana Batorego obozował zazwyczaj „po prawej stronie drogi z Hajnówki do Białowieży, w straży hajnowskiej, na leśnym wzgórzu, które lud okoliczny do dziś „Batorową górą” nazywa”. O wzgórzu tym wspomina także Aleksander Połujański w „Opisaniu lasów Królestwa Polskiego i gubernij zachodnich Cesarstwa Rossyjskiego pod względem historycznym, statystycznym i gospodarczym (T. II, Warszawa 1854). Natomiast liczni autorzy podają, że dla Batorego zbudowano dwór myśliwski, który znajdował się niedaleko od dzisiejszego uroczyska Stara Białowieża, gdzie kiedyś stał dwór Zygmunta Starego. Król zatem miał gdzie się zatrzymać. Wspomniana góra i jej okolice mogły być natomiast ulubionym miejscem łowów.
Batory założył pierwszy w Puszczy zwierzyniec pod nazwą Wielkiej Kletni. Znajdował się on w okolicach źródeł Orłówki (dawniej nazywaną Jelanką).


Zachowały się źródła, które wskazują, że Stefan Batory wydawał osobom zasłużonym zezwolenia na polowanie na żubry w Puszczy Białowieskiej. W 1577 roku Król wydał z Malborka dwa takie zezwolenia. Jedno otrzymał marszałek Mikołaj Radziwiłł (4 żubry), drugie podkanclerz koronny Jan Zamoyski (4 żubry, prócz nich 4 łosie). Na polecenie Batorego, w 1583 roku, po raz pierwszy w Puszczy, złowiono także dwa żubry dla polskich zwierzyńców – jednego z nich przewieziono do Warszawy, drugiego – do Krakowa.
Polowanie Batorego w białowieskich ostępach stało się tematem kilku obrazów. Jeden z nich namalował w 1902 roku rosyjski malarz Wasilij I. Nawozow. Obraz, przedstawiający Batorego podczas polowania w Puszczy, trafił następnie do monumentalnego dzieła Gieorgija Karcowa pt. „Biełowieżskaja puszcza”, które ukazało się w 1903 roku w Petersburgu.
Podobny obraz namalował też Stefana Dauksza. Nosił on tytuł „Stefan Batory polujący na żubra” i był zamówiony na wystawę w polskim pawilonie Wystawy Łowieckiej w Berlinie w 1937 roku. Jednakże z powodu braku miejsca, pracę tę przekazano do Białowieży.
W starym muzeum w Białowieży, na jednej ze ścian muzealnych białostocki artysta-malarz Antoni Szymaniuk namalował panneau, przedstawiające polowanie Stefana Batorego na żubry w Białowieży. W trakcie rozbiórki w latach siedemdziesiątych budynku muzeum, panneau zostało zniszczone. (oprac. Piotr Bajko, Encyklopedia Puszczy Białowieskiej).


Za Stefana Batorego ukazało się niewielkie dziełko, które w literaturze polskiej tak pięknie zdobi oddział ornitologii krajowej, a które ogłoszone gdzie indziej, byłoby za prawdziwą perłę poczytane. Jest to „Myśliwstwo Ptasze Mateusza Cygańskiego, szlachcica mazowieckiego, wydane w Krakowie 1584 r.


Henryk Walezy, przybywając do Krakowa, przywiózł z sobą z Francyi ułożone jastrzębie. Kazimierz Wodzicki przypuszcza, że musiało być niemałe zdziwienie tego Króla, kiedy ujrzał w kraju nieskończoną ilość sokołów i jastrzębi wybornie „unoszonych“ (czyli wytresowanych), a w sokolarniach królewskich nierównie lepsze, niż przywiezione z sobą, łowne ptaki. Atoli dwuletnia zawierucha polityczna po ucieczce Walezego wszystko to rozproszyła. Batory nie zastał ani sokolników, ani sokołów, ani nawet psów legawych. Tyle zaś miał spraw krajowych niesłychanie ważnych na głowie, tyle potrzebował czasu dla zapoznania się z rozległym krajem, prawodawstwem Rzplitej, narodem, i tyle miał trudów z upokorzeniem gdańszczan, iż pomimo namiętnej żyłki myśliwskiej potrzebował lat kilku do zorganizowania łowiectwa na wielką skalę. W pierwszych latach panowania tego wielkiego Króla zwiększają się szeregi myśliwców królewskich, tworzą się szkoły układania sokołów, mnożą się psiarnie różnych gatunków, przybywają z zagranicy sieciarze, którzy wielomilowe sieci przyrządzają i dopiero po ukończeniu pomyślnem wojny z Carem Iwanem oddaje się Batory z całą swobodą w chwilach wolnych swojej ulubionej rozrywce, korzystając z owoców kilkoletniej zabiegliwości. Za sześć samic sokołów dobrze „unoszonych“ zapłacił raz Król po złp. 30, a za samca, który bywał zwykle tańszy, złp. 20. Była to cena dość wysoka, bo równała wartość jednej sokolicy ze 120-tu korcami żyta lub parą koni powozowych albo trzema karmnymi wołami w owych czasach. Stąd też pewien gatunek przednich a rzadkich sokołów otrzymał nazwę królewskich zwanych po francusku faucons royaux a po polsku białozorami. Przysyłali też Batoremu często w darze psy legawe (wyżły) to różni panowie polscy, to książę kurlandzki, to różni książęta zagraniczni. Książęta śląscy wielokrotnie obdarzali naszego króla psami myśliwskimi: to książę opolski, to lignicki, to książę na Brzegu, to wreszcie książę austrjacki Ferdynand. Sprowadzano dla Batorego psy z Toskanii i medjolańskie, a kiedy w 1582 r. jeden z nadwornych komorników czyli dworzan wiózł listy do królowej angielskiej Elżbiety, dał mu Batory złp. 30 na kupno psów angielskich, może t. zw. brytanów. Pomimo namiętnej żyłki myśliwskiej umiał Król trzymać się w mierze i, jak twierdzi Pawiński, nie zaniedbał nigdy obowiązku dla ulubionej rozrywki. Nieraz o świcie wymykał się do lasu i wracał, gdy inni dopiero ze snu wstawali. W chwilach wolniejszych popuszczał wodze swojej namiętności wśród Puszczy Białowieskiej, Jaktorowskiej, Niepołomickiej, borów mazowieckich i podlaskich. Kiedy na początku 1581 r. ma się odbyć przed wyprawą pskowską ważny sejm w Warszawie, Król, pośpieszając z Grodna, znajduje swobodnych dni kilka od 7 do 10 stycznia na łowy w Białowieży. Dwór królewski obozował zazwyczaj po prawej stronie drogi z Hajnówki do Białowieży, w straży Hajnowskiej, na leśnem wzgórzu, które lud okoliczny do dziś „Batorową górą“ nazywa. Łowczy nadworny Jan Krzysztoporski, który po Chybickim nastąpił na tę godność, utrzymywał wszędzie ład i porządek. Oddziałem sokolników sprawiał Łukasz Biedrzycki, ptasznik zawołany, wierny sługa królewski. Feliks Nowicki miał 16 chartów na swej sforze; inną sforę prowadził Sikora. Koniuszym nadwornym był Kacper Maciejowski, podkoniuszym — Jakób Podlodowski (nieszczęsnym wypadkiem zabity w Turcyi r. 1583). Idąc w 1581 r. z Wilna ku Połockowi i pod Psków, Król codzień — powiada towarzysz tej podróży — nim na wóz wsiądzie, mszy św. słucha; gdy zatrzymano się na dwa tygodnie w Dziśnie, pracuje z wielkiem wytężeniem, sam kierując ruchami swych wojsk, a jednak „Jegomość o wschodzie słońca na zające wyjeżdża codzień“ (Dniewnik, wyd. Kojałowicza, str. 18. 21). Na dzielnym Królu sprawdziło się, niestety, orzeczenie Pisma św.: jakim mieczem wojujesz, od takiego zginiesz. Jeden z jego przybocznych lekarzy, Szymon Simonius, który miał Batorego w swej opiece podczas ostatniej jego choroby, twierdzi stanowczo, że zbytnia namiętność myśliwska stała się przyczyną jego śmierci (Refutatio scripti Simonis Simonii Lucensis etc. Cracoviae, 1588). Król polował w okolicach Grodna zapalczywie, nie zważając na ciężką zimę, jaka nawiedziła Polskę już w listopadzie 1586 r. Mrozy były silne, wiatry przejmujące, ciągłe zawieruchy. Lekko ubrany wracał niekiedy z kniei przeziębnięty do szpiku kości, tak że rąk i nóg nie mógł odrazu dogrzać przy większym nawet ogniu. W dniu 2 grudnia — opowiada Simonius — puścił się Król na dziki ze znacznym pocztem dworzan, w których liczbie był i Simonius. Zatrzymano się w Kudzyniu pod Sokółką, o 5 czy 6 mil od Grodna, w ekonomii królewskiej. Stał na kudzyńskim folwarku dwór drewniany. Mimo dolegające cierpienia, które z powodu otwartej rany na nodze trapiły Batorego od dni kilku, puścił się jednak w bory kudzyńskie. Nazajutrz uczynił to samo, ale trzeciego dnia, a było to 4-go grudnia, przerażony postępami choroby i dolegliwości, wrócił już pod wieczór do Grodna. Gorączka zwiększała się codzień, aż 12 grudnia, jak wiadomo, śmierć przedwcześnie, bo w 53-im roku, przecięła pasmo życia wielkiego Króla, po 10-ciu zaledwie latach jego panowania w Polsce. Właśnie 4 grudnia 1586 r. Stefan Batory własnoręcznie miał położyć 20 dzików. Po polowaniu złapał go jednak silny ból w piersiach. Następnego dnia powtórzył się. Pojechał jednak konno do kościoła w Grodnie. Po powrocie stracił przytomność. Przez kolejnych kilka dni męki starał się koić winem węgierskim. Nie pomogło. 12 grudnia ponownie zemdlał. Gdy się ocknął, miał powiedzieć: „In manus Tuas, commendo spiritum meum” („W ręce Twoje, Boże, oddaję ducha mego”). I skonał. Podejrzewano, że został otruty. Dziś historycy taki scenariusz uważają za bardzo mało prawdopodobny. Pisano też, że przyczyną zgonu był atak serca, syfilis lub ciężka niewydolność nerek. Nieprzyjaciel Simoniusa, drugi lekarz Batorego, Buccella, po śmierci monarszej wszczął z nim spór zacięty, zarzucając pierwszemu nieuctwo jako przyczynę śpieszniejszego zgonu Króla. Z tej ich kłótni wysnuli sobie potem plotkarze podejrzenia o truciźnie jakoby użytej w chorobie, a potwarz ta powtarzana była lekkomyślnie do naszych czasów. (por. Encyklopedia staropolska). Z chwilą śmierci Batorego nastąpiła przerwa w tradycyjnych łowach puszczańskich.


Jeszcze za życia Stefan Batory zrywał się przed świtem, wsiadał na konia i, pędząc przez Puszczę na złamanie karku, wykrzykiwał do towarzyszących mu dworaków: „Czy może być coś piękniejszego?”. Batory pewnego razu tak się zagalopował, że wpadł do rzeki i omal nie utonął. Stefan Batory traktował swoich muzyków jak radio – kazał im grać do śniadania, obiadu i kolacji. Stefan Batory wskazywał alternatywę dla kart, nawet na wyprawy wojenne zabierając warcaby (zawsze grywał białymi pionami, oznaczonymi jego znakiem herbowym).

Stefan Batory podczas łowów w Puszczy Białowieskiej (XIX-wieczna ilustracja)

Przez wielu historyków Batory określany jest jako jeden z najzdolniejszych elekcyjnych władców Polski. To właśnie Stefan Batory przywrócił dawną świetność polskiemu łowiectwu. Na mocy jego rozkazu powołano ponownie służbę łowiecką, dokonano zakupu ptaków łowczych i psów myśliwskich. Wprowadził  zmiany w prawie łowieckim, łagodząc obowiązujące w Koronie i na Litwie kary za kłusownictwo. Z jego inicjatyw powstała w Grodnie w 1581 roku szkoła sokołów. Łowiectwo było dla niego sposobnością do wypoczynku i kontaktu z przyrodą chętnie polował na terenie całego kraju. Według relacji sekretarza królewskiego Reinholda Heidensteina Król poświęcał temu zajęciu każdą wolną chwilę pracowitego żywota. Pasji tej oddawał się nawet podczas wypraw wojennych, wyjeżdżając na łowy rankiem. Łowy Batorego nie należały do wystawnych i krwawych. W okresie jego panowania upowszechnił się zwyczaj stosowania broni palnej do celów myśliwskich. Bodaj jako ostatni władca Polski Batory polował na tury w Puszczy Jaktorowskiej, czasem też na żubry, jelenie i dziki, łowiąc je niekiedy przy użyciu sieci myśliwskich. – Za czasów Króla Stefana Batorego, przy końcu XVI wieku, Niepołomice dość często gościły na zamku dwór królewski, głównie dla polowań w Puszczy – wspomina wydana w 2005 roku Kronika Niepołomic. Wiadomo, że Król polował w Puszczy Niepołomickiej w dniach od 15 do 17 czerwca 1583 roku, tuż po zakończeniu uroczystości weselnych bratanicy baronówny Gryzeldy z kanclerzem Janem Zamojskim, które odbywały się w Niepołomicach. Był też tutaj na łowach do 15 września tegoż roku. Pomiędzy 28 marca a 26 września 1585 roku Niepołomice gościły Króla, który spędzał czas na łowach, czasem tylko na dzień wymykając się do Krakowa. W Kronice opisana jest legenda, jak to pewnego dnia Król, rezydując na zamku w Niepołomicach, z racji licznych polowań odbywających się w Puszczy Niepołomickiej, znudzony kilkudniową bezczynnością i zachęcony wizją przygody oraz spodziewanymi trofeami w postaci licznie zamieszkującego te nieprzebyte podówczas bory dzikiego zwierza, wybrał się na łowy. Z czasów panowania Stefana Batorego pochodzi podanie o wypadku, jaki miał zdarzyć się Królowi na uroczysku Sitowiec: Króla miał tu zaatakować ranny tur. Młoda dziewczyna, leśniczanka Justyna, ocaliła życie Króla, zabijając tura. Na pamiątkę tego wydarzenia dąb, pod którym odpoczywał Batory, nazwano jego imieniem: „Dąb Batorego”. Zbeletryzowaną wersję tej legendy podaje Zofia Wiśniewska w swej książce zatytułowanej Żubrowe uroczysko:

 

„Stefan Batory uwielbiał dalekie wyprawy myśliwskie do serca puszczy, do odległych uroczysk, gdzie można było znaleźć rozmaitość wszelkiego zwierza, gdzie żył król kniei tur. Tur to zwierz ogromny, mądry i przezorny  toteż niełatwo go upolować. Król jednak postanowił tego dokonać. Wraz z drużyną myśliwską, oszczepnikami i psiarnią wytrwale tropił ślady tych zwierząt prowadzące na uroczysko Sitowiec. Początkowo spotykano tylko stada jeleni, dzikich świń, drobną zwierzynę leśną. Mozolne naprowadzenie nagonki nie dawało żadnych rezultatów. Łowcy byli zmęczeni, a Król rozdrażniony, gdy nagle rozległ się trzask łamanych gałęzi i z leśnej głuszy wyszedł on – król puszczy tur. Król ludzi i król puszczy zmierzyli się wzrokiem. Po chwilowym oszołomieniu Stefan Batory posłał do zwierza złowieszcze strzały. Ranny tur ratował się ucieczką.    Przedzierał się przez leśny gąszcz i parł naprzód. Za nim podążał na koniu król. Drużyna królewska, początkowo zdezorientowana, ruszyła za swym władcą, lecz nie mogła nadążyć. Nagle tur wypadł na niewielką polankę zarośniętą wysoką trawą i padł. Kiedy uradowany król rzucił się do zwierza, by zadać mu ostateczny cios oszczepem, ranny tur zerwał się i z ogromną furią natarł na przeciwnika. Spotkanie dwóch mocarzy mogło skończyć się tragicznie dla Stefana Batorego. Nagle rozległ się syczący świst strzały i tur zwalił się na ziemię. To młoda dziewczyna, puszczańskie dziecko, córka leśniczego Justyna wypuściła z kuszy celny strzał i ocaliła życie królowi. Kiedy drużyna myśliwska wpadła na polanę, niebezpieczeństwo minęło. Utrudzony monarcha usiadł pod dębem, by nieco odpocząć".

 

Na pamiątkę tego wydarzenia dąb, pod którym spoczywał Król, nazwano „Batorym”.  Legenda nie wspomina, jak Król nagrodził dzielną córkę leśniczego za uratowanie życia, ale można spodziewać się, że iście po królewsku, skoro do dzisiaj pamięta się w Niepołomicach o imieniu i uwiecznionym w legendzie bohaterstwie młodej dziewczyny.


Pod „Dębem Batorego” około stu lat później podczas polowania miał odpoczywać także Król Jan III Sobieski. Dąb ten znajdował się na terenie dzisiejszego leśnictwa Sitowiec, w pobliżu cmentarza żołnierzy z 1914 roku. Jego wiek określany był na około 600 lat, należał do najstarszych dębów w Puszczy. W okresie międzywojennym poddany został pierwszym zabiegom konserwatorskim. Pod naporem ciężaru swojej korony „Dąb Batorego” runął na ziemię 28 maja 2003 roku. W jego miejscu 7 listopada 2003 roku, w obecności władz Niepołomic, dyrekcji Lasów Państwowych i Nadleśnictwa Niepołomice, dokonano uroczystego posadzenia nowego dębu.


Znane jest także inne podanie o łowach Batorego w Puszczy Niepołomickiej w lutym 1586 roku. Podczas łowów nagle załamał się lód pod saniami królewskimi. Wówczas to król krzyknął na dworzan, aby nikt nie śmiał iść mu z pomocą i narażać życia. Sam dopełzł do brzegu, nurzając się w lodowatej wodzie. Podczas swego pobytu w Grodnie w 1586 roku Stefan Batory, dając wyraz swej wielkiej namiętności do polowań, pomimo silnych mrozów i zaleceń medyków nie zaprzestał łowów, przyczyniając się tym samym do swojej śmierci.


[...] czy to były łowy na zwierza, myślistwo ptasze, czy wreszcie rybołówstwo, nie było temu końca, bez względu na upał czy chłód przejmujący, gwałtowny wiatr czy gołoledź, w śniegu czy brudzie i kurzu, w mgłę, deszcz czy pogodę, dzień w dzień bez mała – nie opuszczano żadnej sposobności w wiecznej pogoni za zwierzem, czyniąc zadość niepohamowanej namiętności, z wyraźną szkodą dla zdrowia – czytamy w opisie Symoniusza (Simoniusa), jednego z lekarzy królewskich. Nie rezygnując z wypraw łowieckich, Batory polował jeszcze 4 grudnia. 12 grudnia zmarł, wycieńczony chorobą. W elegii na śmierć króla napisano: W świątyni był więcej niż kapłanem. W Rzeczypospolitej – więcej niż królem. W poskramianiu zwierząt – więcej niż lwem...(por. Piotr Trzos).

 

Rozpoczęty przez Batorego model polowania w zwierzyńcach był w późniejszych okresach kontynuowany przez polujących w Puszczy: Jana Kazimierza, Augusta III Sasa i Stanisława Augusta Poniatowskiego.

Władysław IV Waza

Władysław IV Waza - (ur. 9 czerwca 1595 r. w Łobzowie, zm. 20 maja 1648 r.w Mereczu) – syn Zygmunta III Wazy i Anny Habsburżanki, Król Polski i Wielki Książę Litewski w latach 1632–1648.
Z powodu nękających go od młodości chorób, pierwszą połowę dnia spędzał zazwyczaj w łożu. Leżąc wysłuchiwał porannej mszy świętej. Wstawał dopiero po obiedzie, wtedy załatwiał sprawy publiczne lub wyjeżdżał na polowanie. Wieczerza była jedynym posiłkiem, do którego zasiadał ubrany, zjadał ją pospiesznie i zabierał się do pracy, gdy inni już spali. Lubił życie swobodne, niezależne.
Ulubioną rozrywką króla było myślistwo. Woził ze sobą maleńki domek na kółkach (prototyp współczesnej przyczepy), który kazał ustawiać niczym namiot w miejscach, które szczególnie mu się spodobały i tam spędzał noc. Król łowił ryby i polował z łodzi na napędzoną zwierzynę

W „Ordynacji Puszczy J. K. Mci leśnictwa białowieskiego” z czasów Władysława IV Wazy pojawia się pierwsza wzmianka o dworze „w Białowieżach dla przyjazdu J.K. Mości i łowów” zbudowanym niedaleko Kniehiniego Błota i o innych budowlach będących zalążkiem dzisiejszej Białowieży.
1640 r. - Król Władysław IV Waza zakazuje wyrębu żywych drzew.
1641 r.- Ordynacja puszcz królewskich z tego roku wydana za panowania Władysława IV wprowadza ścisłą ochronę puszcz koronnych, a zwłaszcza Puszczy Białowieskiej. Wjazd do Puszczy jest możliwy tylko za pisemnym zezwoleniem Króla (jak i użytkowanie), leśniczy królewski zostaje upoważniony do bezpośredniego porozumiewania się z Królem o każdej porze.
1643 r. - W Puszczy poluje Władysław IV Waza, zatrzymuje się prawdopodobnie w dworze myśliwskim.

Eksploatacja lasów stała na tyle duża, że zaniepokoiło to Króla Władysława IV. Pisał on w jednym z listów: „Wielkie szkody i spustoszenie tak w zwierzu jako i drzewach przez różne osoby, które w pobliżu siedzą, w sąsiedztwie z Puszczą mieszkają , dzieją się, dlaczego i My wielką niewygodę w łowach naszych ponieść musieliśmy”. Nowe polany powstające w środku Puszczy były szybko zasiedlane. Dla króla i możnych starano się jednak zachować najdziksze ostępy leśne - ostoje zwierzyny. Jeszcze w 1559 roku naliczono około sześćdziesięciu ostępów, gdzie żyły żubry, ale nie było już w Puszczy turów. Największe szkody powstawały wokół rudni i smolarni. Wykorzystywano w nich ogromne ilości drewna w celu wytopu żelaza z miejscowej rudy darniowej oraz do bezpośredniej produkcji węgla drzewnego, potażu i dziegciu.

Władysław IV na polowaniu - litografia F. Sypniewskiego

W 1635 roku Król Władysław IV Waza wydał uniwersał, w którym polecił ustalenie granic lasów Wielkiego Księstwa Litewskiego, nowy podział na leśnictwa, kwatery i ostępy oraz zaprowadzenie porządku w służbie leśnej. Wydana za jego rządów (w roku 1641) „Ordynacja puszcz królewskich” wprowadziła ścisłą ochronę puszcz koronnych, a zwłaszcza Puszczy Białowieskiej. Użytkowanie Puszczy a nawet wjazd do niej był dopuszczalny tylko na podstawie pisemnego zezwolenia Króla. Ordynacja polecała również ochronę myśliwskiego dworu królewskiego, pobudowanego w Białowieży. Zamieszkały w majątku Jamno królewski leśniczy miał prawo każdego czasu porozumiewać się z królem bezpośrednio w sprawach puszczańskich.
Za panowania Władysława IV Wazy, Piotr Pociej w 1633 roku sporządził „Opisanie wchodów szlacheckich do Puszczy Białowieskiej”. Znany też jest dokument królewski, w którym monarcha wydaje polecenie leśniczemu białowieskiemu Gerardowo Donhoffowi, by nie zabraniał Czarnawczycom wchodów do Puszczy Białowieskiej. W 1639 roku Król zezwolił Walentemu Wydrze na założenie rudni na rzece Narewce.


Wprawdzie źródła pisemne nie wspominają, aby Władysław IV Waza polował w Puszczy Białowieskiej, niemniej Król na pewno był namiętnym myśliwym. Najbardziej lubił łowy na grubego zwierza oraz z sokołami na białe czaple. Polował zwykle w pobliżu stolicy, a niekiedy także w okolicy Tykocina i Grodna. Stanisław Albrecht Radziwiłł w swoich pamiętnikach pisał o monarsze: „Polując Król oddalał troski rządzenia wielkim i potężnym państwem, zmartwienia natury bardzo osobistej oraz dolegliwości spowodowane przewlekłą chorobą”. Można domniemywać, że te dolegliwości były powodem, że Król nie mógł sobie pozwolić na trudne łowy w odległej od stolicy Puszczy. Niektórzy autorzy (m.in. Aleksander Połujański, Władysław Grzegorzewski) twierdzą, że przywiązanie Króla do lasów i łowów doprowadziło go do utraty życia. Polując bowiem w Puszczy Mereckiej przeziębił się i w rezultacie zmarł (20 maja 1648 roku w Mereczu). Inne źródła podają, że Król zmarł prawdopodobnie z przedawkowania środków na przeczyszczenie (w trakcie powrotu z Wilna do Warszawy). (oprac. Piotr Bajko).

 

Władysław jeszcze jako królewicz prawie cały swój wolny czas poświęcał owej pasji łowiectwu – o niczym nie wspomina się w zachowanych źródłach tak często, jak właśnie o owym nałogu. Gdy na jesieni 1619 roku przyszły władca przybył do Polski wspólnie z wujem Karolem Habsburgiem, przez prawie jedenaście miesięcy głównie polowali i ucztowali. Owe hobby, zgodne z oczekiwaniami ogółu szlachty, stanowiło sposób na odreagowanie niezadowolenia i gniewu, panaceum na dworskie intrygi oraz polityczny harmider. Namiętność tę można było również wykorzystać w dyplomacji: obietnicami związanymi z łowami można było Władysława do różnych rzeczy zobowiązać oraz pod tym pretekstem utrzymywać z nim stałą korespondencję. Jeśli królewicz zwracał się do innych książąt, prosił zazwyczaj o akcesoria związane ze swoim „konikiem” (takie jak płótna myśliwskie, specjalna waga etc.). W 1619 roku upraszał kurfirsta o przesłanie specjalnie wytresowanych psów do polowań na borsuka i lisa; parę lat później otrzymał psa pasterskiego i myśliwskiego. Nieraz wypraszał strzelby z Grazu, specjalistów sztuki łowieckiej oraz psy z Saksonii i Brandenburgii. W listopadzie 1632 r. z ukontentowaniem przyjął tego typu podarek od króla angielskiego. W ten sposób zaopatrzony, udawał się w knieje, zazwyczaj w towarzystwie niewielu osób (w młodości także ojca, zaś po jego śmierci braci). „Zaraz po objedzie jedzie na polowanie i nie ma wstrętu wstępować do chat wieśniaków” – pisał w relacji do Rzymu nuncjusz Visconti. Na dłuższe wyprawy zabierał ze sobą rodzaj przyczepy campingowej. Zdarzało mu się bawić łowieniem pstrągów, karpi (i innych ryb) czy ostryg, w borach litewskich szukał jednak większego zwierza, które to stanowiło także ozdobę monarszych zwierzyńców przy warszawskiej Villa Regia, a zwłaszcza Zamku Ujazdowskim.
Pod koniec życia drugi Waza miał kłopoty z utrzymaniem się na nogach, do końca życia jeździł jednak konno. Topos monarchy-jeźdźca, wpisujący się w szerszy kontekst mitu rycerskiej elity, wiązał się z przekonaniem, że dopóki prowadzi on konia, dopóty może sterować nawą państwową. W szczególności portret konny wpisywał się w odwieczny etos arystokratyczny. Stąd maniakalne przywiązanie monarchy do psów, stojących w hierarchii ważności tuż za końmi.
W 1644 roku Władysław IV sprawił sobie zielony kostium wraz z płaszczem tworzący „suknię do polia” – zapewne na potrzeby polowań. Krawiec Jan nie żałował nań srebrnych koronek, zielonych guzików i srebrnych pometek. Niebawem po przybyciu orszaku królowej Ludwiki Marii desrobée wybrał się na łowy. Uniform na tą okazję miał charakter mniej oficjalny, nie mógł krępować ruchów. Ważką rolę pełniły bardzo mocno dopasowane i przywiązane do nogi buty, wreszcie odpowiednie nakrycie głowy. W czasie wyprawy na Moskwę w latach 1617-1619 królewiczowi służył myśliwiec Trojan, a potem m.in. Szymon Finstelwader. Stroje służb łowieckich które im podlegały, charakteryzowały się daleko idącą odrębnością. Podobnie jak to miało miejsce w przypadku ubioru służby pokojowej (tzw. służba domowa) niemiały tak reprezentacyjnego charakteru, jak uniformy mastelarzy i forysiów. Zieleń spełniała oczywiście funkcję maskującą – nawet pończochy były poddane dyktatowi tej barwy. Z okazji krwawych walk zwierząt po weselu króla i Cecylii Renaty psy królewskie prowadzili królewscy łowczy wystrojeni w nowe liberie w wersji paradnej, lamowane srebrnymi galonami, w koletach z łosia i zielonych pończochach właśnie. Odrębne modusy krawieckie obowiązywały łowczych oraz tzw. „myśliwców od psów”. Służby łowieckie często wyróżniały się krojem węgiersko-polskim, choć bywały wyjątki – podczas krwawego pokazu w Wilnie w sierpniu 1636 r. wystąpili łowczy w szatach angielskich – i cacciatori co’togha d’Inghliterra, jak to określił nuncjusz apostolski Mario Filonardi w swej relacji do Rzymu. (por. Jacek Żukowski)

 

Naukowe zainteresowania Władysław IV Waza odzedziczył po ojcu. Gdy Galileusz przesłał mu skonstruowaną przez siebie lunetę, Król z zapałem obserwował niebo i uczył się szlifowania soczewek. Ze wszystkich dziedzin wiedzy najbardziej pasjonowała go jednak medycyna. Miał ku temu osobiste powody, gdyż dręczyły go napady ostrego bólu powodowanego przez chorobę nerek. Kiedy dowiedział się, że w Prusach pewien chłop wynalazł znieczulający balsam, kazał go odnaleźć, przywieźć do Warszawy, po czym za ogromną sumę 6 tys. zł kupił recepturę. Nie pomogła, więc eksperymentował dalej, okładając się wywarami, maściami, a nawet… ludzkimi kośćmi. Wytchnienie od pracy i kuracji Władysław IV znajdował w pracowniach rzeźbiarzy. Lubił obserwować ich pracę, znał się na niej, dyplomatów wyjeżdżających za granicę zobowiązywał do przywożenia ciekawych posągów i popiersi. Tej jego artystycznej pasji zawdzięczamy warszawską kolumnę Zygmunta, którą upamiętnił swego ojca.

 

Władysław IV zmarł w Mereczu w maju 1648 w trakcie powrotu z Wilna do Warszawy, wskutek (przypuszczalnie) przedawkowania środków na przeczyszczenie, ponadto cierpiał też na silne zapalenie stawów na tle dny moczanowej. Został pochowany w katedrze na Wawelu, natomiast jego serce spoczęło w katedrze wileńskiej. Po jego śmierci, pod Warszawą odbył się sejm elekcyjny, na którym obrany został na Króla jego młodszy przyrodni brat, Jan II Kazimierz.

Jan II Kazimierz

Jan II Kazimierz Waza (ur. 22 marca 1609 w Krakowie, zm. 16 grudnia 1672 w Nevers) – Król Polski i Wielki Książę Litewski w latach 1648–1668, tytularny Król Szwecji do 1660 z dynastii Wazów, kardynał w latach 1646–1648. Syn Króla Polski i Szwecji Zygmunta III Wazy i Konstancji Habsburżanki, arcyksiężniczki austriackiej. Przyrodni brat Władysława IV Wazy.. Słabego zdrowia, rozpieszczony  przez matkę, o chwiejnym charakterze. Wychowywał się na Zamku Królewskim w Warszawie pod opieką ochmistrzyni królowej Urszuli Gienger (około 1570 - 1635), zwanej Meierin i jezuitów. Jednak pomimo tego nie posiadł gruntownego wykształcenia, jak opisał w 1636 roku nuncjusz papieski arcybiskup Honorat Visconti: W pierwszych latach za życia ojca uczył się nauk wyzwolonych pod przewodnictwem jezuitów, lecz po jego śmierci do żadnej się nie przykładał, przepędzając czas na próżnowaniu. Mówią, że często udaje się na samotność do swego pokoju, gdzie niczem nie zajęty myśli o niebieskich migdałach (…). Zdołał opanować język niemiecki, włoski, francuski oraz łacinę, jego wielkimi pasjami były polowanie, taniec, szermierka oraz jazda konna. Praktycznie już od śmierci żony Ludwiki Marii Gonzaga (zm. 10 maja 1667 r.) Król przestał interesować się sprawami państwa i jego bezpieczeństwa. Bynajmniej nie rozpacz po zmarłej małżonce była tego przyczyną, tylko jego wyniosła buta i niechęć do narodu, którym rządził. Przecież szybko pocieszył się wdziękami Katarzyny Denhoffowej, podkomorzyny koronnej. Abdykował w 1668 roku, przerywając ciągłość dynastyczną. Był ostatnim członkiem rodu Wazów, po kądzieli spokrewnionym z Jagiellonami. Po śmierci brata, Władysława IV Wazy, Jan II Kazimierz Waza został obrany władcą Rzeczypospolitej 20 listopada 1648, po sześciu miesiącach trwającej wolnej elekcji. Jan II Kazimierz Waza zrzekł się korony 16 września 1668 roku, a 30 kwietnia 1669 r. wyjechał do Francji, gdzie uzyskał niezwykle dochodowe opactwo Saint-Germain-des-Prés, którego został 76. opatem. Zmarł cztery lata po abdykacji – 16 grudnia 1672. Podobno przyczyną zgonu był atak apopleksji, jakiego doznał po otrzymaniu wiadomości o upadku Kamieńca Podolskiego.


Jan Kazimierz byt wzrostu wysokiego, dość kształtnego, i byłby przystojniejszy, gdyby nie kolor twarzy mocno wpadający w śniady. Rysy jego na pierwszy rzut oka nie bardzo przyjemne jeszcze bardziej zeszpetniały, gdy doznał we Lwowie ciężkiej ospy. Zanim wybrano go na króla Rzeczypospolitej, stał się bohaterem nieudanych przedsięwzięć i skandali na Zachodzie Europy.


Jan Kazimierz nie czuł się specjalnie odpowiedzialny za losy Polski i zdecydowanie przedkładał nad jej interesy własną rodzinę i swój jaśnie uparty majestat. Jeden z dziewiętnastowiecznych rodzimych historyków nie miał dla niego w tej sprawie litości. Tadeusz Korzon w swojej pracy pt. „Dola i niedola Jana Sobieskiego” stwierdzał wprost:
„Jan Kazimierz nie żywił nigdy uczuć patriotycznych; nie był nawet Polakiem. Krew jagiellońska babki jego Katarzyny znikła w mieszaninie krwi szwedzkiej i niemieckiej, a wychowanie na dworze ojca dokonało scudzoziemczenia natury jego. […] myśleć logiką narodową i kochać ojczyzny sercem polskim nie był w stanie”.


Kiedy Jan Kazimierz pojął za żonę wdowę po swoim bracie Ludwikę Marię Gonzagę, panna młoda miała nieco ponad trzydzieści lat i była niebrzydką, inteligentną kobietą. Króla i królową połączyła co prawda nie wielka miłość, a czyste wyrachowanie, jednak wypadało przynajmniej zachowywać pozory. Jan Kazimierz niezbyt się tym jednak kłopotał. W tamtej epoce romansy władców i dostojników nikogo nie szokowały. Jeden z magnatów, Jan Sobiepan Zamoyski utrzymywał nawet swój niewielki harem. By romanse uchodziły na sucho, wystarczyło zachowywać umiar. Jan Kazimierz tego nie potrafił.

 

Z kolei o Janie Kazimierzu przebywający na jego dworze francuski prawnik Pierre des Noyers napisał: „Król żadnej książki nie przeczytał do końca”. I dodawał z przekąsem: „W jego komnacie nie mówią o niczym innym, tylko o rozpuście”. Jan Kazimierz nie zmienił się nawet po abdykacji, gdy postanowił osiąść w klasztorze. Załatwił sobie wtedy papieską dyspensę, umożliwiającą objęcie funkcji opata bez składania ślubów zakonnych. Dzięki temu do ostatnich chwil mógł „cieszyć się życiem” i dorobił się nieślubnej córki Katarzyny.


W 1651 roku, kiedy wraz z wojskiem wyruszył przeciw Kozakom, jeden z magnatów oskarżył go o romans z jego żoną, która przebywała w obozie wojskowym wraz z mężem. Spór zaczął się z wysokiego „C”, bo rogi przyprawiono podkanclerzemu koronnemu. W dużej części Jan Kazimierz Waza koronę polską zawdzięczał Ludwice Marii. Wdowa po jego bracie w zamian za obietnicę małżeństwa pomogła mu wygrać elekcję. Król nie do końca wiedział, w co się pakuje wiążąc się z neverską księżniczką. Ludwika Maria była wytrawnym politykiem z ugruntowaną pozycją. Najpotężniejszych ludzi w państwie przywiązywała do siebie wydając za nich swoje francuskie dwórki zawdzięczające jej wszystko. Kiedy Jan Kazimierz sobie nie radził, do akcji wkraczała królowa. W czasie potopu szwedzkiego uciekł z kraju.


Nie znalazłem obszerniejszych opisów jego polowań w Puszy. Jedynie krótkie wzmianki: "W latach 1650 i 1657 w Puszczy poluje Jan Kazimierz. We wrześniu 1650 roku król „rozkoszował się łowami zabijając wiele żubrów, łosi i jeleni".
 
Za czasów Jana Kazimierza, z powodu toczących się wojen nastąpiło osłabienie ochrony puszczy i znacznie nasiliło się kłusownictwo. W 1663 roku doszło do starcia grupy kłusowników i służb leśnych, w wyniku czego zginął jeden z osoczników Nazar Hołoskowicz. Najazdy wojsk, głód i epidemia dżumy doprowadziły do wyludnienia okolicznych wsi i zarastania lasem pół uprawnych. Zniszczono również w tym okresie znajdujący się w Białowieży dwór myśliwski Wazów.

 

Z dworku w Nieporęcie korzystał nie tylko Zygmunt III Waza, lecz również jego następcy, Władysław IV Waza i Jan II Kazimierz Waza. Monarchowie polowali na jelenie, łosie, sarny, dziki oraz ptactwo łowne, w tym zwłaszcza bażanty, kaczki i kuropatwy. Nad zwierzyną żyjącą w puszczy otaczającej Nieporęt czuwali leśnicy i królewski łowczy. Jako wotum po zwycięstwie nad Szwedami w 1660 roku, Król Jan II Kazimierz nakazał wybudować kościół w Nieporęcie, we wnętrzu którego widniał dynastyczny herb Wazów. W dworze myśliwskim w Nieporęcie często chronili się członkowie rodziny Wazów wraz z dworem przed kolejnymi epidemiami nawiedzającymi Warszawę. Właśnie w tej rezydencji Jan Kazimierz Waza dowiedział się o fakcie obrania go Królem Polski.

August II Mocny

August II Mocny (niem. August II der Starke), in. August II Sas (ur. 12 maja 1670 w Dreźnie (według kalendarza juliańskiego), zm. 1 lutego 1733 w Warszawie) – syn Jana Jerzego III Wettyna i Anny Zofii Oldenburg, od 1694 elektor Saksonii jako Fryderyk August I (Friedrich August I.), w latach 1697–1706 i 1709–1733 elekcyjny Król Polski; pierwszy Król Polski z saskiej dynastii Wettynów. Jego przydomek jest zazwyczaj wiązany z jego nieprzeciętną siłą, dzięki której potrafił podobno zginać podkowy gołymi rękoma.


Był on miłośnikiem łowów w Puszczy Białowieskiej, które zostały wznowione. Za jego czasów następuje likwidacja założonych w połowie XVII wieku fabryk żelaza (rudni), potażu i smoły, a przy tym nastąpiło wysiedlenie wielu ludzi wybijających zwierzynę. Za panowania Augusta II Sasa zostaje zwiększona również straż łowiecka.
1700 r. - Z tego roku pochodzi najstarszy znany zapis o dokarmianiu żubrów. Królewska komisja wizytująca Puszczę Białowieską zaleca wyznaczenie w niektórych ostępach dodatkowych sianożęci, przy czym część z nich ma być wydzierżawiona na czynsze, a reszta pozostawiona na „przekarmienie zwierzyny”. Ta sama komisja ogranicza również wypasanie bydła w Puszczy dla ochrony zwierzyny, ptactwa i roślinności. Zaleca, żeby więcej niż na ćwierć mili w głąb lasu go nie pędzono, zakazuje pasterzom używania psów oraz rozniecania ognia.
1705 r. - Wyginięcie jelenia w Puszczy.
Listopad 1705 r.- August II Sas z trudem przeżywa spotkanie z puszczańskim niedźwiedziem.
1710 r. - Do Białowieży dociera z Gdańska dżuma. Mieszkańcy palą domy i zakładają nowe osady.
1728 r. - Ostatnie polskie tarpany żyją jeszcze tylko w Puszczy Białowieskiej. Na Litwie ostatni pada w 1788 roku, na Ukrainie w 1879 roku.


Do tradycji wielkich królewskich polowań i ochrony Puszczy powrócono w czasach saskich. W 1701 roku August II Mocny ponownie objął Puszcze ochroną wyłączając ja całkowicie z użytkowania gospodarczego oraz czynił starania aby unieważnić przywileje wchodowe, w szczególności te umożliwiające wycinkę drzew. W Puszczy zakazano wypasu bydła, tworzenia nowych koloni, palenia ognia i ścinania żywych drzew. Zwiększono również kompetencje służb leśnych walczących z kłusownictwem oraz odbudowano dwór myśliwski w Jamnie. Z okresu panowania Augusta II pochodzą pierwsze wzmianki o przeznaczeniu części łąk puszczański na produkcję paszy zimowej dla żubrów. Legenda głosi, że August II chadzał w pojedynkę na niedźwiedzia i w 1705 roku omal nie zginął podczas takiej „przechadzki” po lesie.

 

August, zapalony myśliwy, przyjechał do Białowieży 3 grudnia 1705 r., kilka lat po spotkaniu z Carem Piotrem I w Birżach na Litwie, gdzie wspólnie oddawali się kilkudniowej pijatyce i zawodom w strzelaniu z armat. Można więc przypuszczać, że zatrzymując się w Puszczy Białowieskiej Król korzystał z uciech i podziwiał pierwotny charakter Puszczy, bo już w 1701 roku wydał wskazówki i podpisał zalecenia, by ta Puszcza, podobnie jak Nowodworska i Sokólska były przeznaczone do ochrony puszczańskiego charakteru i dzikich zwierząt. Zabroniono ścinania żywych drzew, bo Król i jego otoczenie zachwycali się naturalnym charakterem lasu, wyraźnie oddzielając Puszczę od lasów służących wycinaniu drzew i wypalaniu potażu.

 

Za panowania Augusta II odbywały się wspaniałe i wielkie polowania, a największe z nich zostało zorganizowane 23 sierpnia 1724 roku pod Warszawą. Łowieckie zamiłowania Króla najlepsze swoje odzwierciedlenie znalazły w przeprowadzonych przez niego w 1717 roku reformach dotyczących łowiectwa. Były one jedynie częścią nowego programu rządów Króla, jednak fakt, iż w zwrotnym punkcie polityki władcy znalazło się miejsce na regulacje dotyczące łowiectwa, stanowi najlepszy dowód na to, jak ta dziedzina życia była dla niego ważna. Z drugiej jednak strony ten Król, a za jego przykładem również możnowładcy, dopuszczali się wypaczania idei łowiectwa, co przejawiało się np. w strzelaniu przy dźwiękach muzyki do zwierzyny wypuszczanej z klatek.

 

Przydomek Mocny zawdzięczał Król swej wielkiej sile, zapewne także demonizowanej i urastającej w opowieściach do potęgi Wyrwidęba albo Herkulesa. O władcy mówiono, że własnoręcznie, bez pomocy niczyjej przeciągał na poligonie wielkie armaty, którym konie dać rady nie mogły. Mniejsze działo zwane falkonetem uniósł na oczach gawiedzi podczas wizyty w Gdańsku, a w trakcie spotkania z carem Piotrem I jednym cięciem pozbawił głowy byka. Podkowy zginał w ręku i potrafił je zawiązać na szyjach wartownikom, choć w tej materii przebił go rzekomo kowal Marcin Cieński z Sieradzkiego. Ten ostatni, widząc pokaz królewski, owe podkowy na powrót odgiął i szyje wystraszonych wojaków oswobodził - wspomina o tym Zygmunt Gloger w "Encyklopedii staropolskiej".
August II Mocny był największym amantem wśród polskich władców. W jego przypadku można wręcz mówić o chorobliwym uzależnieniu od seksu. Uwodził chłopki, mieszczki, szlachcianki i arystokratki, a liczbę jego nieślubnych dzieci szacowano na ponad 300 (oficjalnie uznał tylko 11 nielegalnych potomków). Jako pierwszy polski Król wprowadził na dworze funkcję oficjalnej metresy, a przydomek Mocny otrzymał również w uznaniu swoich nieprzeciętnych możliwości erotycznych. Żadnych wątpliwości nie budzi natomiast przynależność Augusta II Mocnego do Towarzystwa Okrągłego Stołu, któremu przyświecały podobne cele zabaw, uciech wszelakich suto zakrapianych alkoholem..

Żelazo i proch podniecały go nadzwyczajnie, z tego też powodu August Mocny uwielbiał parady, musztry, poligony i wszelkie strzelaniny. Kiedy z Piotrem I, z którym zbratał się w walce ze Szwedami i ich Królem Karolem XII, strzelali ze świeżo odlanych armat do czego popadnie. Miało to miejsce w 1701 roku w Birżach na Litwie, a obaj władcy... byli kompletnie pijani.
Na obraz pijaństwa saskich czasów olbrzymi wpływ miał właśnie sam Król August, który rzeczywiście do wylewających za kołnierz się nie zaliczał. Niektóre z orgii pijaństwa organizowanych przez niego na dworze przeszły do historii, bowiem Król August miał w zwyczaju za każdym razem popisywać się swoją mocną głową i odpornością nawet na spore ilości wódki, która w tamtych czasach była potrójnie destylowana i osiągała 35 procent alkoholu. Wódkę, jeden z najmłodszych polskich trunków (znano ją jako akwawitę, czyli "życiodajną wodę". Dopiero od XV wieku, kiedy to przybyła z Niemiec m.in. przez Poznań, jako medykament na wągry i inne przypadłości), zdobyła popularność na dworach kosztem piwa, używanego wówczas powszechnie niemal jako zamiennik dla wody.
Jerzy Besala w "Alkoholowych dziejach Polski" wspomina o tym, że August Mocny przebijał pod względem spożycia nawet swego sojusznika, Cara Piotra I, a ten przecież wypijał dziennie średnio 40 kielichów (co daje kilka do kilkunastu litrów wina). Właściwie można powiedzieć, że Król całe swe panowanie w Polsce od 1697 do 1733 roku (z trzyletnią abdykacją na rzecz protegowanego Szwedów Stanisława Leszczyńskiego w latach 1706-1709) przeżył na bani. Słynął przy tym z najdziwniejszych pomysłów, na jakie wpadał po pijaku, nierzadko sprośnych i obrazoburczych - jak chociażby wieszanie podarowanego przez papieża krzyża na szyi psa. Wojnę ze Szwedami zaplanował z Carem Piotrem I po wypiciu w Rawie Ruskiej trzech beczek węgierskiego tokaju.
Z czasem zapadł na chorobę, z powodu której zasypiał w przeróżnych krępujących sytuacjach, nawet publicznie, a rany na nogach nie chciały mu się goić. Dzisiaj bez trudu zdiagnozowalibyśmy ją jako cukrzycę. Owo pijaństwo przyczyniło się też do utraty tego, co stanowiło jego słabość, a może kolejną moc - względów kobiet.

Tu także o Auguście Mocnym krąży wiele mitów. Jeden z nich powiada o 300 nieślubnych dzieciach, jakie zostawił. Liczba niewiast, które przewinęły się przez królewskie komnaty, była tak nieprawdopodobna, że żadnemu z historyków nie udało się dotąd ich zliczyć i wymienić. A zrodzone stąd dzieci porachować równie trudno. Wiadomo, że był wśród nich pradziad George Sand (tej od Fryderyka Chopina) czy zdobywca Pragi, feldmarszałek Fryderyk August Rutowski, którego Król Polski spłodził z turecką niewolnicą imieniem Fatima, porzuconą potem z nudy. Ostatnią kochanką monarchy była Krystyna Edmunda Henrietta von Osterhausen, która wylądowała w jego łożu w 1720 roku. Związek trwał kilka miesięcy, hrabina trafiła potem do klasztoru urszulanek, ale wedle kronik spędzała w nim jedynie noce. Za dnia prowadziła wystawne życie. Król August nie smalił cholewek wyłącznie do królewien, hrabianek i córek możnie urodzonych, ale także do zwykłych kobiet z ludu, jeśli tylko jakowaś wpadła mu w oko. W myśl niepotwierdzonych informacji Król miał w przebraniu wychodzić nocami na ulice Drezna czy Warszawy - zapewne też Poznania, gdy tu bawił - by skosztować uciech. Poprzednim polskim władcą, któremu zarzucano podobne praktyki, był Jan Olbracht, syn Kazimierza Jagiellończyka i Król Polski w latach 1492-1501.

Według jednej z plotek August Mocny hołdował opinii, że w ramach dyplomacji na przyjęciach należy się pokazywać zawsze z kilkoma kochankami ze wszystkich ościennych krajów. I tak miał czynić, bez zbędnej krępacji. To jednak tylko plotka, podobnie jak iście karkołomna historia, która miała się zdarzyć w Poznaniu

Kiedy August Mocny organizował balangę, należało się spodziewać, że może się ona wymknąć spod kontroli. W całej historii skrapianych alkoholem i kobiecymi perfumami rządów tego Króla nie miał miejsca jednak równie spektakularny przypadek, jaki przydarzył mu się w Poznaniu. Omal nie stracił wówczas życia, a uratował go jedynie cud i nader wytrzymały, płócienny daszek. To znaczy ... bądźmy precyzyjni, prawdopodobnie tak było. Jak niemal we wszystkim, co dotyczy rozrywkowej części życia polsko-saskiego monarchy, więcej w tej historii mitów i powiastek niż faktów. Mówią one o tym, że podczas pobytu w Poznaniu Król August Mocny zorganizował bardzo ostrą libację. Na tyle ostrą, że uczestnicy mieli problemy z równowagą i rozeznaniem się, gdzie są. Polski władca miał jakoby nie zorientować się, że z kolejnym pucharkiem podszedł za blisko okna i ostatecznie przez nie wypadł. Jak było naprawdę, trudno dzisiaj ustalić. Jeżeli wypadek przydarzył się jednak Augustowi Mocnemu, to jest wielce prawdopodobne, że nie był wtedy trzeźwy, gdyż zbyt rzadko bywał widywany w tym stanie.


Mniej więcej od 1719 roku królewskie otoczenie zauważyło niepokojące oznaki w zachowaniu Augusta II: monarcha coraz częściej zasypiał w ciągu dnia i był na tyle osłabiony, że długo pozostawał w łożu, nawet rezygnując z alkoholu. Stan taki wskazywał na objawy cukrzycy (początkowo o łagodnym przebiegu), której przyboczni medycy nie byli oczywiście w stanie rozpoznać, a cóż dopiero leczyć, gdyż, pomimo istnienia starych opisów, szerzej tej choroby nie znano.
Po kilkunastu latach jej trwania u Wettyna pojawiły się bóle lewej kończyny dolnej, największe w obrębie palucha. W 1726 r. wytworzyła się tam rana. Złożono ją wówczas na karb wcześniejszych urazów (upadek z konia w młodości i zdarzenie w Wenecji, kiedy monarsze na nogi spadła ciężka marmurowa płyta), lecz prawdziwą przyczyną były przewlekłe powikłania cukrzycowe (tzw. angiopatia).
W grudniu 1726 r. pod podeszwą lewej nogi zaczęła gromadzić się ropa, pojawiła się też nieduża gorączka, a bóle to nasilały się, to malały. Czuwający nad królem medycy (Geyer, Heucher i Neid) stwierdzili zgorzel lewej nogi, duże bóle i bolesne skurcze łydki. Na szczęście treść ropna uszła sama przez otwory na stopie i August II poczuł się lepiej. Mimo zabiegów lekarskich drugi palec lewej stopy uległ jednak zgorzeli, toteż dwaj nadworni cyrulicy, Weis i Stentzl, w styczniu 1727 r. dokonali jego pomyślnej amputacji, poddając pacjentowi opium. W latach następnych Wettyn miał kłopoty z chodzeniem (utykał), dlatego na publicznych wystąpieniach kroczył powoli, wsparty o ramię któregoś z szambelanów. Natomiast u siebie w Saksonii poruszał się w specjalnie dlań skonstruowanym wózku inwalidzkim na kołach, dzięki czemu samodzielnie przemieszczał się po komnatach. O tańcach mógł zapomnieć, a podczas jazdy konnej chorą nogę okrywał specjalnie uszytym, usztywnionym butem, chroniącym palce.
Fatalny okazał się styczeń 1733 r., kiedy to August II wyruszył z Drezna na sejm do Warszawy; po drodze, w Krośnie Odrzańskim, spotkał się z pruskim ministrem Grumbkowem. W trakcie podróży, wsiadając do karety, zawadził chorą nogą o framugę. Rana otworzyła się, a upływu krwi nie dało się zatamować. Do stolicy władca dojechał wieczorem 16 stycznia. Był tak chory, że – wg współczesnej relacji, „Go pachoły wynieśli z karety i do łóżka zanieśli”, w którym pozostawał przez najbliższe dni. Między 22 a 23 stycznia stan zdrowia Wettyna nieco się poprawił, lecz 29.go nastąpiły silne bóle głowy, wzrost gorączki i jątrzenie się rany. 31 stycznia stwierdzono zgorzel całej lewej nogi. Król, po dokonanej spowiedzi, nie był w stanie przyjąć komunii (chcąc uklęknąć, przewrócił się). W nocy z 1 na 2 lutego zasłabł, odzyskał przytomność po półtorej godzinie i o 5-ej nad ranem zmarł w Pałacu Saskim. Gwardziści, pełniący wartę przy trumnie z zabalsamowanym ciałem (8 – 9 lutego), zauważyli, że zwłoki czernieją.


Pijaństwo i hulaszcze życie złamało organizm Augusta II Mocnego. Zmarł na Zamku Królewskim w Warszawie w nocy z 31 stycznia na 1 lutego 1733 roku wśród wielkich cierpień, przeklinając Polskę i doradców, którzy go do niej sprowadzili, oraz żebrząc o litość. Ostatnie jego słowa to: „Całe moje życie było jednym nieprzerwanym grzechem, Boże zlituj się nade mną”. U Króla wystąpiła tzw. stopa cukrzycowa. W wyniku przeprowadzonej amputacji w ranę wdała się gangrena, która spowodowała prawdopodobnie infekcję i seps].
August został pochowany w katedrze wawelskiej, wnętrzności Króla złożono w kościele Kapucynów w Warszawie, natomiast jego serce spoczęło w kościele dworskim w Dreźnie.

August III Sas

August III Sas - (ur. 17 października 1696 r. w Dreźnie, zm. 5 października 1763 r. tamże) – w latach 1733–1763 Król Polski oraz jako Fryderyk August II elektor saski; syn Augusta II z saskiej dynastii Wettynów i Krystyny Eberhardyny Bayreuckiej. 20 sierpnia 1719 r. w Dreźnie poślubił arcyksiężniczkę austriacką Marię Józefę Habsburg, córkę Cesarza Józefa I i Wilhelminy Amalii Welf. Drezdeńskie wesele cieszyło się opinią jednej z najwspanialszych barokowych imprez Europy. Maria Józefa urodziła 14 dzieci.


Władca nie troszczył się zbytnio o siłę militarną Rzeczypospolitej, więcej uwagi poświęcając własnemu wystawnemu życiu i powiększaniu bogactwa swego drezdeńskiego dworu. August III Sas, gdyby mógł, nie wychodziłby z lasu. Ale nie pozwalały mu na to obowiązki, stan zdrowia i pustki w skarbcu. Z pasji jednak nie zrezygnował. W ogrodzie przy Pałacu Saskim urządził strzelnicę. Czasem, ku uciesze warszawiaków, kazał ustawiać tarcze na murach Starówki i tam organizował zawody. Z maniakalną dokładnością spisywał potem wyniki, obliczał średnią. Dworacy musieli bardzo uważać, by przypadkiem nie trafiać celniej.

Białowieża - rysunek Jakuba Sokołowskiego z 1821 roku przedstawiający dwór Króla Augusta III Sasa z dwoma pawilonami dobudowanymi za Stanisława Augusta PoniKatowskiego.

1733 – 1763 - W tym okresie polowania odbywają się ze szczególnym przepychem. Następuje wzmocnienie straży łowieckiej, dla której zostają zbudowane mieszkania wokół Puszczy. Polowania królewskie odbywają się zwykle w zagrodach zwanych Altaną, powstałych w miejscu znacznie obszerniejszego zwierzyńca Wielka Kletnia z czasów Stefana Batorego. Po polowaniu z 1752 roku w odniesieniu do tego nowego miejsca kaźni zwierzyny zaczyna się używać nazwy Augustowy Sad. Nad Narewką na miejscu dworu Władysława IV Wazy powstaje nowy oraz oddzielne budynki dla sprowadzonych z Saksonii jegrów.
1738 r. - August III Sas ustanawia order św. Huberta dla najszlachetniej urodzonych za najwyższe zasługi łowieckie, a następnie sam się nim odznacza.

Wyjazd Augusta III z dworem na polowanie

Najgłośniejsze polowanie odbyło się w Puszczy Białowieckiej 27 września 1752 r., na które przybył Król do Białowieży August III wraz z Królową, Królewiczami Ksawerym i Karolem, z całym swoim dworem saskim oraz kilku panami polskimi, pomiędzy którymi znajdował się uważany wówczas za największego myśliwca w Polsce cześnik koronny Jan Wielopolski. Ubito wtedy 42 żubry (z których sama Królowa, zdradzając instynkt łowiecki, położyła trupem z broni palnej 20 sztuk napędzanych pod jej altanę),  zastrzelono 13 łosi, 2 sarny oraz mnóstwo innej zwierzyny (jeleni wówczas już w Puszczy nie było). Sama Królowa od niechcenia trafiła bez pudła, w przerwach między strzałami znudzona czytała francuskie romansidło

Maria Józefa Habsburżanka (ur. 8 grudnia 1699 w Wiedniu, zm. 17 listopada 1757 w Dreźnie) – Królowa Polski, żona Króla Polskiego Augusta III Sasa

Na pamiątkę tak świetnego polowania Król polecił postawić w Nowej Białowieży nad Narewką obelisk kamienny, na którym wyryto w dwóch językach, polskim i niemieckim, wszystkie nazwiska obecnych gości, starszej służby myśliwskiej, liczbę upolowanej zwierzyny i wagę sztuk największych. Najcięższy żubr ważył 14 centnarów i 50 funtów, a najcięższy łoś 9 centnarów i 75 funtów. Juljusz baron Brinken w dziele swojem p. n. Mémoire descriptive sur la forêt Impériale de Białowieża (Warszawa, 1826 r.) opisał to polowanie.
August III Sas przyjeżdżał na łowy do Puszczy Białowieskiej wraz z dużą świtą i gośćmi z zagranicy. Rozbudował dwór myśliwski na terenie dzisiejszego Parku Pałacowego i założony przez Stefana Batorego zwierzyniec. Kontynuował on też politykę ochrony Puszczy – utworzył pięć nowych wsi osockich oraz sprowadził do niej strzelców. Ponadto w czasach Augusta III próbowano dokonać w Saksonii reintrodukcji żubrów na bazie osobników z Puszczy Białowieskiej.
Na kilka tygodni przed przyjazdem Króla, do Białowieży zjechali cudzoziemscy myśliwi z psami. Zarząd leśny w Białowieży wskazał im, gdzie w Puszczy przebywa największa liczba żubrów. Kierując się tymi informacjami, myśliwi na miejsce polowania wybrali "część obrębu Augustowskiego o milę od Białowieży". Rozpoczęły się przygotowania do łowów. Ogromna liczba okolicznych mieszkańców wzięła udział w nagance. Według Karpińskiego było ich tysiąc. Ludzie ci zagonili zwierzęta do wskazanego obszaru, a następnie teren ten ogrodzono, na tyłach zaś zrobiono zaporę z drewna, aby zatrzymać żubry. Miejsce polowania podzielone było na dwie części - jedna dla zwierzyny, a druga dla myśliwych - tu zbudowano dla nich pawilon. Opodal pawilonu pozostawiano wąskie przejście dla zwierzyny, która uciekając tędy, miała wystawiać się na strzał i być niezwykle łatwym celem.

W wigilię polowania przyjechała rodzina królewska ze świtą dworską. Podobno przybyłych było tak wielu, że z trudem zdołali pomieścić się we wsi. Polowanie rozpoczęło się następnego dnia. Król z Królową zajęli miejsce w pawilonie. Wraz z nimi byli tam książęta i myśliwi. Królowa również brała czynny udział w łowach i położyła 20 żubrów, " zajmując się w wolnych chwilach lekturą". Równie celnym okiem wykazał się Król August III. Gdy tylko żubr padał pod strzałami, dojeżdżacze trąbili fanfarę. Po zakończeniu polowania para królewska udawała się na przegląd trofeów. Upolowane zwierzęta rozkładano uporządkowane, a następnie były one ważone i rozdawane chłopom.

Pomnik na pamiątkę polowania królewskiego w Białowieży r. 1752

Świadectwem jednego z wielkich polowań tego okresu jest obelisk z 1752 r. Dzięki nimu wiemy, że poza Królem, Królową (Marią Józefiną) i ich dziećmi Ksawerym i Karolem, na polowaniu byli obecni m.in. hetman wielki koronny Jan Klemens Branicki, minister i doradca królewski Heinrich von Brühl, cześnik koronny Jan Wielopolski (uchodzący w owym czasie za największego myśliwego w Polsce), koniuszy najwyższy hrabia Alojzy Fryderyk de Brühl, generał poczty koronnej marszałek Karol de Bieberstein, marszałek nadworny Schönberg, łowczy de Wolfersdorff i inni. Łącznie wymienia się 29 osób. Jest to najstarszy zachowany zabytek w Białowieży.
Wielu współczesnych autorów określa owe łowy mianem „ohydnej rzezi”. Podobnie zresztą wypowiadają się sami myśliwi. Tysięczna „armia” naganiaczy, złożona z miejscowych chłopów i dowodzona przez saksońskich jegrów, uczestniczyła w napędzaniu puszczańskiej zwierzyny w sieci. Złapane zwierzęta wpuszczano następnie do zwierzyńca, założonego jeszcze przez króla Stefana Batorego. Na polecenie Augusta III, zwierzyniec odnowiono, rozszerzono i zmodyfikowano. Z ogrodzonej powierzchni wybiegał korytarz, u wylotu którego znajdowała się myśliwska altana.
 „Polowano” w następujący sposób: służba leśna napędzała zwierzęta do korytarza i gdy pojedyncze sztuki, widząc przed sobą otwartą przestrzeń przyśpieszały biegu, padały od strzałów Króla i jego żony Marii Józefy, siedzących wygodnie w altanie. Strzelano z broni gwintowanej, która była naówczas nowością. Każdemu celnemu strzałowi towarzyszyły dźwięki fanfar. Zaproszeni na to polowanie goście nie mogli strzelać, zezwolono im tylko przyglądać się i głośno wyrażać swój podziw dla refleksu królewskiej pary. Królowa w trakcie łowów umilała czas... czytaniem książki - ponoć jakiegoś francuskiego romansidła. Rękę po strzelbę wyciągała tylko wtedy, gdy u wylotu korytarza pojawiło się zwierzę.

W sierpniu 1915 roku obelisk został wywieziony przez wojsko rosyjskie w głąb Rosji. W 1921 roku, w drodze rewindykacji, powrócił do Polski. Rozłamany był na dwie części i mocno poobijany. Przez wiele lat przechowywano go w Warszawie. Do Białowieży przywieziono dopiero w 1938 roku, po dokonaniu renowacji. W okresie powojennym, a dokładnie – 27 kwietnia 1973 roku,  Wojewódzki Konserwator Zabytków w Białymstoku wpisał pomnik na listę obiektów zabytkowych. Napis w języku polskim brzmi:


„Dnia 27 Septembra 1752 Najaśniejsze Państwo August III Król Polski Elektor Saski, z Królową Jeymością i Królewiczem ichmościem Xawerem i Karolem tu mieli polowanie żubrów i zabili:
42 żubry, to jest
11 wielkich, z których nayważniejszy ważył 14 cetnarów 50 funtów
7 mniejszych
18 żubrzyców
6 młodych
13 łosiów, to jest 6, z których nayważniejszy ważył 9 cetnarów 75 funtów
5 samic
2 młodych
2 sarn
Suma 57 sztuk”
Dalej wymieniani są dostojnicy uczestniczący w polowaniu.

 

Stanisław August Poniatowski, który jako młody człowiek uczestniczył w królewskich łowach Augusta III, tak opisał to wydarzenie w swoich pamiętnikach: „Więcej niż trzy tysiące wieśniaków udział brało w nagonce w lesie rozległym na mil wiele. Wpędzili całe stado owych bestii, ze czterdzieści sztuk liczące, w zagrodę z płótna uczynioną, która jakieś czterysta stóp miała średnicy, a pośrodku niej stał wyniosły namiot służący królowi za schronienie, aby strzelać mógł do nich bezpiecznie. Król, królowa, tudzież ich synowie Ksawery i Karol używali strzelb gwintowanych tak wielkiego kalibru, żem widział u jednego z żubrów obie łopatki przeszyte od jednego strzału. Wiele atoli łosi, co wówczas też były osaczone i z tejże samej broni ubite, zdało mi się - mimo niesłychanej siły, jaką dzikim bykom przypisują - twardsze od nich posiadać życie; był wśród nich jeden, którego jedenaście kul z owych groźnych strzelb przeszyło, a przeżyć zdołał jeszcze dwie godziny, podczas gdy byki umierały o wiele szybciej i częstokroć od pierwszego strzału. Zadziwiło mnie, że tak niewiele waleczności jest w tych zwierzętach - większość dała się przepędzić od wejścia do owej zagrody ludziom uzbrojonym tylko w długie tyki, którzy gonili je tam, gdzie po bokach opuszczono płótna i gdzie król do nich strzelał, bo ludzi tam nie było. Bohaterem dnia stał się jeden z łosi, co wpadł do zagrody wraz ze swą samicą i tam małżeńskiej jej honory poczynił w obecności króla i królowej, którzy wzrokswój odwrócili, a potem cały i zdrowy do puszczy powrócił pośród tysiąca widzów, których sąsiedztwa wcale nie unikał, co sprawiło, że król do niego nie mógł strzelić"


W wielkich polowaniach organizowanych przez dwór, nigdy nie mogło zabraknąć miejsca dla dam. W 1719 roku polującym damom zaczęła przewodzić Maria Józefa Habsburżanka - żona Augusta III Sasa. Słynęła z wielkiej zręczności w posługiwaniu się bronią myśliwską, a także doskonale jeździła konno. Jednak swój zapał do łowów przypłaciła wielkimi wyrzutami sumienia, które dręczyły ją do końca życia z powodu kalectwa najstarszego syna. Królewicz Fryderyk cierpiał na bezwład nóg, będący skutkiem groźnego upadku Królowej z konia podczas polowania. Szczęśliwie Marii Józefie udało się ciążę donosić i nie powtórzyła się tragedia Królowej Bony z dynastii Jagiellonów, która przez upadek z konia w czasie polowania poroniła.

 

Według anegdotycznych pomówień spopularyzowanych szczególnie przez Władysława Konopczyńskiego, August III miał z upodobaniem strzelać do psów i kotów z okna Pałacu Saskiego w Warszawie oraz całymi dniami wycinać figurki żołnierzy z papieru.


Gdy ta namiastka polowania nużyła monarchę, a na dalekie wyprawy nie był już w stanie wyruszyć, udawał się do pobliskiej Puszczy Kampinoskiej lub do Młocin. Tam jednak brakowało zwierzyny. Ale i ten problem rozwiązano. Zamiast fatygować Króla wyjazdem za miasto, grodzono któryś z placów, rozstawiano na nim krzaki, a w centrum wznoszono platformę strzelecką. Król gramolił się na nią, dawał znak, że jest gotów, i z klatek wypuszczano mnóstwo schwytanych wcześniej saren, zajęcy, jeleni. Takie łowy musiały się udać. August zgodnie ze swą pedantyczną naturą na bieżąco uzupełniał statystyki i sporządzał wykazy trofeów. Chociaż przeszedł do historii jako władca niezbyt przykładający się do obowiązków, w rzeczywistości był bardzo pracowity. Wstawał nad ranem, sumiennie przeglądał dokumenty, uczestniczył w niezliczonych spotkaniach. Po południu był już tak zmęczony, że musiał się odprężyć. W teatrze, za którym nie przepadał, przysypiał. Książek nie czytał. Pozostawało strzelanie. Kiedy ze względu na wiek i chorobę nie był już w stanie wspiąć się na platformę, strzelał więc z okien pałacu do bezpańskich psów. By zwabić ich jak najwięcej, podwładni podrzucali w Ogrodzie Saskim kości i padlinę. Za czasów świetności Rzeczypospolitej takie zachowanie uznano by za godne hycla, nie monarchy. Polowanie nie miało być jatką, lecz zastrzykiem adrenaliny.


Jeden z najwybitniejszych polskich historyków nowożytności Władysław Konopczyński, a w ślad za nim wielu kolejnych badaczy, widziało w ostatnim Sasie na polskim tronie postać pozbawioną talentu politycznego, gnuśną; osobę, która spędzała godziny na obżarstwie. To za jego czasów powstało powiedzenie „Za króla Sasa jedz, pij i popuszczaj pasa”. Barszo lubił różnego rodzaju rozrywkach, a przez 30 lat rządów nad Polską nie potrafiła nauczyć się języka swych poddanych. Od chwili starań o polski tron został August III  uwikłany w zespół okoliczności tworzących się poza możliwością ingerowania przez Króla i odwrócenia biegu spraw zdążających do fatalnego końca” – tłumaczył Staszewski. Jak dodał, z prywatnej korespondencji Króla wyłania się wizerunek Augusta III jako osoby nie tylko głęboko przejętej losem swej rodziny, ale także dobrze przygotowanej do rządzenia, orientującej się w bieżącej polityce.
Wiele cytatów pozostało po nim do dnia dzisiejszego:


•    August III był istotnie głupi jak stołowe nogi, ale miał dobre serce i tłuste swe ręce wszystkim podawał do pocałowania. Polska go ubóstwiała. Powtarzam: ubóstwiała.
o    Autor: Stanisław Cat-Mackiewicz, Stanisław Poniatowski, Universitas, Kraków 2012, s. 85.
•    Był August co do ciała wzrostu wielkiego, a przy tym kształtnego, nicht go z panów nie dosięgał wzrostem, tylko jeden Chodkiewicz, starosta żmudzki, lecz jak był wysoki, tak był chudy, gdy przeciwnie August był tuszy do wzrostu proporcjonalnej. Minę miał wspaniałą i zawsze wesołą, wzrok i chód powolny.
o    Autor: Jędrzej Kitowicz, Pamiętniki czyli historia polska, wstęp i oprac.P. Matuszewska
•    Król August III pięćdziesiąt przeszło lat liczy, czerstwy i silny, wspaniałej postawy, głowę wysoko nosi. Brwi wielkie, pierś szeroka, otyły. Chodzi powoli, wyraz twarzy poważny.
o    Autor: W. Schemüller, Diariusz podróży na sejm grodzieński 1752, w: Cudzoziemcy o Polsce. Relacje i opinie, wybrał i opracował J. Gintel, t. 2: wiek XVIII-XIX.
•    Sympatycznie pulchny młodzieniec.
o    Autor: Michał Fryderyk Czartoryski
•    Wśród współczesnych mu władców europejskich był August monarchą cieszącym się autentycznym szacunkiem. Zapracował nań sobie zarówno własnym sposobem życia, jak i wiernością zasadom, które znajdując się w opozycji do postępowania jego ojca miały wysoką cenę: był sojusznikiem solidnym i uczciwym, przestrzegającym norm w stosunkach międzynarodowych i w odniesieniu do swych polskich i saskich poddanych. Stał się nawet ich ofiarą w tym sensie, że obstając przy tych zasadach nie był w stanie przeciwstawić się generalnemu naruszeniu wszelkich norm przez Fryderyka II.
o    Autor: Jacek Staszewski, August III Sas.


„Za króla Sasa jedz, pij i popuszczaj pasa” to szlacheckie przysłowie opiewające beztroskę i dobrobyt czasów, gdy w Rzeczypospolitej panowali królowie z saskiej dynastii Wettynów. Występuje w licznych postaciach: „Za króla Sasa było chleba do pasa”, „… było chleba i miasa” lub też … łyżką była kiełbasa”. Niewątpliwie pokój, jakim z krótkimi przerwami cieszyła się Rzeczpospolita po 1717 roku, oraz dekadencja życia politycznego sprzyjały osobom ceniącym suto zastawiony stół. Jędrzej Kitowicz w swym Opisie obyczajów za panowania Augusta III przekazuje wiele informacji na temat sarmackiej sztuki kulinarnej oraz roli jedzenia w kształtowaniu i utrzymywaniu więzi społecznych. Uczty, zawsze stanowiące okazję do manifestacji zamożności i pozycji społecznej osoby je wydającej, w dobie demokracji szlacheckiej odgrywały pewną rolę także w życiu politycznym. „Gdy August pił, cała Polska była pijana” – brzmiało popularne powiedzenie, odnoszone do czasów Augusta II oraz Augusta III Sasa). Zło czasów saskich polegało nie tyle na wzroście spożycia alkoholu, ile na będącym świadectwem kryzysu wyjściu obyczajowości pijackiej z zamkniętego kręgu kultury ludycznej, na swoistej nobilitacji pijaństwa.


August III nosił przydomek Otyły. Słynął z niepohamowanego obżarstwa. Na jego dworze bawiono się świetnie, tyle że brakowało pieniędzy na wojsko, co doprowadziło do upadku Polski. Wracając do Króla, ambasador Francji nazwał go złośliwie bryłą mięsa. Do otyłości dołączyła się niedoczynność tarczycy w ekstremalnej postaci obrzęku śluzowatego. Bezpośrednią przyczyną śmierci Króla była apopleksja, czyli wylew krwi do mózgu. August III Sas zmarł 5 października1763 roku w Dreźnie.


         

Stanisław August Poniatowski

Stanisław August Poniatowski, przed koronacją Stanisław Antoni Poniatowski herbu Ciołek (ur. 17 stycznia 1732 r. w Wołczynie, zm. 12 lutego 1798 r. w Petersburgu) – Król Polski w latach 1764–1795 jako Stanisław II August, ostatni władca Rzeczypospolitej Obojga Narodów. Jego panowanie pozostaje przedmiotem licznych sporów. Doceniany jako inicjator, stanowczy zwolennik i współautor reform ustrojowych przeprowadzonych przez Sejm Czteroletni oraz jako mecenas nauki i sztuki, Stanisław August jest równocześnie krytykowany za to, że nie zdołał zapobiec rozbiorom i w konsekwencji upadkowi Rzeczypospolitej, oraz że został wybrany na tron polski wskutek wojskowej interwencji Imperium Rosyjskiego i osobistemu poparciu Carycy Katarzyny II. W wieku 23 lat został sekretarzem posła angielskiego w Petersburgu. Tam też, na uroczystym obiedzie, poznał wielką księżnę Katarzynę. Zrobiła ona na nim wielkie wrażenie, zresztą nawzajem przypadli sobie do gustu. Rozpoczął się ich romans (rok 1755) trwający kilka lat. Doświadczona Katarzyna była pierwszą kobietą i miłością Stanisława. Mieli ze sobą córeczkę, ale zmarła ona w wieku dwóch lat. Romansu Stanisława i Katarzyny nie udało się utrzymać w tajemnicy. Wybuchł skandal (Katarzyna była mężatką), który z trudem udało się załagodzić.


Za czasów Stanisława Poniatowskiego, w latach 1765–1780, administratorem Puszczy Białowieskiej był słynny Antoni Tyzenhauz. Znacznie rozwinął on przemysł puszczański i zwiększył ilość spławianych towarów, m.in. wybudował on kanał łączący Narew i Narewkę. Ścinano wtedy w Puszczy i spławiano do Gdańska drzewa, produkowano węgiel drzewny, potaż, dziegieć i smołę. Sprowadzono z Mazowsza robotników leśnych – budników i osadzono ich w wioskach zakładanych wewnątrz Puszczy. Zmniejszono też liczbę wsi osockich kierując ich mieszkańców do prac leśnych oraz przywrócono pańszczyznę w należących do króla dobrach. Tyzenhauz został odwołany ze stanowiska zarządcy dóbr królewskich w 1780 roku, m.in. z powodu nierentowności niektórych z jego przedsięwzięć.
Ostatnim polskim Królem, który polował w Puszczy Białowieskiej, był Stanisław August Poniatowski. Ostatni raz latem 1784 roku. W dniach od 30 sierpnia do 2 września 1784 roku w dworze w Białowieży przybywał Król Stanisław August Poniatowski. Przybycie Króla poprzedzone było starannymi przygotowaniami, a jego bratanek podskarbi wielki litewski Stanisław Poniatowski wyremontował z tej okazji istniejący dwór i dobudował dwie oficyny. Do Białowieży poza orszakiem królewskim przybyli liczni goście, w tym siostra Króla Izabela Branicka, książę Stanisław Poniatowski i arcybiskup Giovanni Archetti. Łowy odbyły się 31 sierpnia i 1 września, w obu przypadkach w odgrodzonych kletnach. Myśliwy rozlokowani w specjalnie w tym celu wybudowanych altanach położyli łącznie cztery żubry, dwa niedźwiedzie i jednego łosia. Było to ostatnie królewskie polowanie w Puszczy Białowieskiej.

Altana łowiecka Stanisława Augusta Poniatowskiego

Za panowania ostatniego Króla Polski, Stanisława Augusta, również nawiązywano do dawnych polowań dworskich i organizowano wystawne łowy, choć sam władca - intelektualista nie był pasjonatem łowiectwa. W polowaniach organizowanych przez Króla Augusta Poniatowskiego często uczestniczył Książę Karol Radziwiłł, który od lat młodości pochłonięty był łowiecką pasją. Książę w ramach rewanżu również zapraszał Króla z jego świtą na wystawne łowy. W owych czasach pojawiły się specjalne altany, w których myśliwi i zaproszeni goście czekali na zwierzynę naganianą z pobli¬skich ostępów.
Na przyjazd Króla Stanisława Augusta Poniatowskiego trzeba było zamówić 260 butelek piwa angielskiego, 30 butelek araku i 20 likieru. Król zjeżdża do Białowieży z dworem, oficerami; towarzyszy mu 100 ułanów i 50 kozaków. Jest w trakcie podróży z Warszawy do Grodna, gdzie jesienią ma się odbyć posiedzenie Sejmu; w drodze spędził już ponad miesiąc. Jest zmęczony. Na przyjazd Króla wyremontowano dwór w Białowieży i dobudowano do niego dwie oficyny. Wszystko pachnie nowością. 31 sierpnia 1784 roku o godz. 10|:00 Stanisław August dosiada gniadego konia i jedzie razem z gośćmi do altany strzeleckiej. Przygotowano tam już zimne mięsiwa. Koło obiadu jest już po wszystkim, można wracać do dworu. Na podwórzu stoją pieśniarze, są też klatki z małymi niedźwiedziami. Kolację przewidziano na godz. 20:00 - będą suche potrawy, owoce, poncz i wina. W dniu wyjazdu o godz. 6:00 rano Król wzywa do siebie wszystkich zasłużonych w czasie polowania. Rozdaje brylantowy pierścień, złotą tabakierę i zegarek.
„Zastawiono stół, nim zaczęło się polowanie, różnym na zimno mięsiwem. Wkrótce nadjechał ze Stołowacza ks. nuncjusz ze swoim audytorem i Jaśnie Oświecona pani krakowska. Pierwszy myśliwiec Berens dał znak w trąbkę myśliwską na zaczęcie obławy. Ukazał się najprzód wielki niedźwiedź na strzelanie, ale wnet wpadłszy w krzaki, zniknął z oczu. Po niejakim czasie ujrzeliśmy drugiego. Król JMć strzelił szczęśliwie do niego i zranił, że bestyja lubo dalej w las poszła, jednak ja potem opodal znaleziono zabitą. Znowu potem napędzono trzeciego niedźwiedzia. Król Jegomość do niego strzelił, a za Królem do niego wystrzelono z kilkunastu karabinów i zabito przy samym parkanie. Gdy nie można było żadną miara przybliżyć żubrów, na których powtórna obława poszła bez psów, Król JMć rozkazał, aby ich w ostępie szukano, i tak dwóch samców bardzo wielkich zabito, mianowicie tego, który rzuciwszy się na przebój, uderzył na myśliwca Berensa i konia mu zranił, że ledwo jeździec, uwiesiwszy się na gałęzi schwytanej, niebezpieczeństwa uszedł. Tak tego dnia ubito dwa niedźwiedzie i dwa żubrów. Król JMć chłopca jednego, którego niedźwiedź lekko zranił, uchwyciwszy go zębami za bok, pieniędzmi udarował. Około godziny 6 wieczornej powróciliśmy do Białowieży, gdzie nastąpił obiad wieczorny”.
Stanisław August Poniatowski urządza dość dziwne łowy w Puszczy Białowieskiej. Są one w większym stopniu wydarzeniem kulturalnym epoki Oświecenia niż polowaniem. Nie mają one charakteru aprowizacyjnego jak za Jagiełły, ani też czysto rozrywkowego, charakterystycznego dla Augusta III Sasa. Powstają wtedy album kartograficzny, altany w zagrodach do polowań, zostaje rozbudowany pochodzący z czasów saskich dwór myśliwski w Białowieży oraz ulepszona droga ze Straży Leśniańskiej (obecnie w Hajnówce) do Białowieży. Podczas polowania odbywają się występy chóru i pokazy ułożenia koni, a po jego zakończeniu powstaje Diariusz oraz co najmniej jedna ilustracja dokumentalna.

Dwór jest drewniany, posiada 4 pokoje, 3 kredensy, jedną salę i gabinet. Bratanek Króla podskarbi wielki litewski Stanisław Poniatowski z okazji polowania dobudowuje do niego dwie oficyny – kuchenną i gościnną. Jest tam też budynek mieszkalny dla audytora leśnictwa, kancelaria łowiecka, młyn, psiarnia i skład sieci.
Polowanie na zwierzynę odbywa się w dwóch zagrodach (zwierzyńcach), zwanych wtedy „ogrodami”. Najoględniej mówiąc są to dwie strzelnice do wygodnego mordowania zwierzyny. Pierwszego dnia Król poluje w ogrodzie Kletna powstałym na bazie kletni założonej jeszcze przez Stefana Batorego i używanej przez Augusta III Sasa (stąd nazwa Augustowy Sad). Drugiego dnia polowanie odbywa się w ogrodzie Teremiska. Zostają ubite łącznie co najmniej 2 niedźwiedzie, 4 żubry i 1 łoś.

Źródło: Królewskie łowy w Puszczy Białowieskiej - Tomasz Samojlik -

I jeszcze jeden opis słynnego polowania pochodzący z dzieła pt. Ekonomie królewskie za panowania Stanisława Augusta, autor: Stanisław Zawadzki:


"Nie wiadomo zbyt wiele o sposobach gospodarowania księcia Stanisława Poniatowskiego w ekonomiach litewskich. Należy jednak wspomnieć o jego poczynaniach w 1784 r. W drodze na sejm grodzieński tego roku Stanisław August przejeżdżał przez ekonomię brzeską, a jego bratanek zgodnie z życzeniem monarszym zorganizował mu w należącej do tej ekonomii Puszczy Białowieskiej łowy na żubry. Wymagało to przebicia odpowiedniej drogi przez dziewicze lasy oraz wycięcia placu i zbudowania na nim ogrodu do polowania. Remontu wymagał także zaniedbany dwór królewski w Białowieży, do którego dobudowano dwie oficyny. Z okazji królewskiej podróży podskarbi wielki litewski podarował wujowi album dziesięciu map ekonomii brzeskiej z Puszczą Białowieską oraz trasami przejazdu monarchy, wykonanych przez geometrę królewskiego Michała Połchowskiego. Wszystkie te przygotowania kosztowały księcia Poniatowskiego 30 tysięcy dukatów.
Królewskie łowy w Puszczy Białowieskiej odbyły się 31 sierpnia i 1 września 1784 r. Według zapisu w diariuszu biskupa Adama Naruszewicza, polowanie zostało zaplanowane w najdrobniejszych szczegółach. Odbywało się w dwóch specjalnie przygotowanych ogrodach - Wielkiej Kletnej i Teremiskach. Za strzelnice służyły specjalnie wzniesione piętrowe i zdobione altany do polowań, które zajęli Król, jego dwór i goście. Łowy rozpoczęła nagonka osoczników i chłopów. Zwierzyna była przepędzana przez kolejne przegrody aż do ostatniej, która była zdecydowanie węższa i pozwalała na podprowadzenie zwierząt w bezpośrednie sąsiedztwo altany, by umożliwić myśliwym oddanie strzałów. Pierwszego dnia ustrzelono dwa niedźwiedzie i dwa żubry, drugiego zaś łosia i dwa żubry”.
Puszcza Białowieska była kompleksem leśnym znajdującym się pod szczególną ochroną, ponieważ od początków XVIII wieku tylko tam w Rzeczypospolitej żyły żubry".


Podróże królewskie dawały znakomitą okazję do łowów. Najwięcej polowań odbyło się podczas drogi grodzieńskiej. Stanisław August zatrzymał się przez trzy dni w Białowieży. Polował na niedźwiedzie, żubry, jelenie i łosie. Chociaż Puszcza Białowieska obfitowała w zwierzynę, szczególnie żubry, Stanisław August zarządził, „aby tylko samców bito i w ostępie od liczniejszego stada oddzielonych, ponieważ - mając świadomość wyjątkowości tego gatunku - chciał „i na dalszy  czasy oszczędzić ten rodzaj mieszkańców leśnych".
Priorytetem podczas polowań było bezpieczeństwo Króla. Dlatego zwykle budowano specjalne altany, z których strzelano do zwierzyny płoszonej i naganianej przez chłopów. Jeśli zaś Król postanowił wyjść z budynku, asystowali mu strzelcy i oszczepnicy. Podobnie dbano
o bezpieczeństwo monarchy, gdy przyglądał się walkom zwierząt.
Po polowaniach w Białowieży kolejne miały miejsce w okolicach Duboi i Pińska. Poniatowski polował wtedy na rysie, wilki i lisy, a także łosie. Liczne łowy odbyły się w Nieświeżu. To właśnie tutaj Król zachwycił myśliwych zręcznością, zabijając „zająca w biegu". Podczas tego samego polowania zabił dziewięć łosi i siedem dzików. Następnego dnia polowano na niedźwiedzie. Nie były to jednak prawdziwe łowy w kniei. Zwierzęta przywożono w klatkach lub przyprowadzano na powrozach, następnie wypuszczano i naganiano ku altanie, w której byli strzelcy. W ten sposób przygotowywano wszystkie królewskie polowania, a mimo to nie obyło się bez incy¬dentów. Jeden z przywiezionych niedźwiedzi zerwał się z łańcucha. Generał Szydłowski pobiegł za nim z oszczepem, ale zwierzę rzuciło się na niego, stając na tylnych łapach. Gdyby nie wysłany przez Króla Judycki, strażnik litewski, generał Szydłowski zapłaciłby życiem za swoją brawurę.
W sytuacji, w której polowania były aranżowane, trudno chyba określać je mianem prawdziwych łowów. Bardziej przypominało to zwyczajne strzelanie do bezbronnych zwierząt. Okrutna była jednak również kolejna forma rozrywki królewskiej, odsłaniająca nieznane oblicze Poniatowskiego. Król - mecenas, wytrawny znawca literatury, muzyki, teatru, malarstwa - miał też inne upodobania: lubił walki zwierząt. W Białowieży obserwował zmagania psów z niedźwiedziami, które przywieziono w klatkach i wypuszczano po jednym. Każdy niedźwiedź miał do pokonania kilkanaście psów. Wedle słów Naruszewicza „dwaj pierwsi rycerze niedługo się opierali kilkunastu psom wysforowanym. Inni dwaj bronili się mężnie, mianowicie ostatni, największy, który długo dostawał na placu, aż też został pokonany. W Duboi przygotowano Królowi podobną rozrywkę. Jednak tutaj psy nie mogły poradzić sobie z rozjuszonym zwierzem. Monarcha kazał podać sobie muszkiet i powalił niedźwiedzia pierwszym strzałem. Inni go dobili. Anonimowy autor opisu pobytu Króla u Kurzenieckich dodał, że „pasowanie" się zwierząt „miły Najjaśniejszemu Panu sprawiły widok". Walkę innych przeciwników - łosia i dwóch niedźwiedzi  obejrzał Stanisław August w Nieświeżu. Kiedy trwała już zbyt długo, nieco znudzony Poniatowski zabił niedźwiedzie, a łosiowi „życie darował". Inaczej zrobił w czasie polowania w Telechanach, gdy zraniony przez niego łoś jeszcze żył, „zbliżywszy się do leżącego, kilka razy w łeb wypalił".
Król lubił także zabawiać się strzela¬niem do kaczek, ale i do szlachetniejszych ptaków. W Siedlcach, Aleksandra Ogińska urządziła strzelanie do orła, „którego dla liczby strzelających po trzykroć odmieniano”.
Polowania były istotnym elementem urozmaicającym wizyty królewskie. Monarcha lubił łowy, więc organizowano je chętnie i z dużym rozmachem. Choć należy przyznać, że w czasie obu podróży ukraińskich: do Wiśniowca (1781) i do Kaniowa (1787), polowania nie odgrywały istotnej roli. Autorzy relacji nadmieniają jedynie, że takie miały miejsce, nie podając jednakże szczegółów. ( tekst pochodzi z „Adventus" Stanisława Augusta. Blaski i cienie wojaży monarchy”, autor: Magdalena Bober-Jankowska).

 

Pikantne tematy podejmowano także za czasów Stanisława Augusta Poniatowskiego na dystyngowanych obiadach czwartkowych, które kończyły się prezentacją tzw. wierszy deserowych. Służba wnosiła je na tacach wraz z ostatnim daniem lub kładła dyskretnie pod talerze. Dotyczyły niemal wyłącznie spraw męsko-damskich i z pewnością nie wzbudziłyby zachwytu moralistów. Toast „Wiwat słodki kątek, skąd życia początek” to jeden z bardziej przyzwoitych przykładów tej twórczości. Poza tym Stanisław August jako koneser sztuki regularnie bywał na spektaklach teatralnych, po których najbardziej urodziwe aktorki i baletnice zapraszał do swych apartamentów. W oknach Zamku Królewskiego do późnej nocy paliły się światła. Poddani zasypiali w przeświadczeniu, że władca pracuje. Tymczasem baraszkował z ówczesnymi gwiazdami.


„Król nie jest sprawcą pożaru i nie jego to wina, że ogień się rozprzestrzenia – Stanisław August objaśniał sytuację w Polsce wielkiej damie francuskiego oświecenia Madame Goeffrin. Król musi natomiast rozważać wszelkie możliwości ugaszenia ognia. Musi zatem zachować cierpliwość i zimną krew, a do tego konieczne są rozrywki”. Poniatowski faktycznie był człowiekiem rozrywkowym. Znakomicie tańczył i  flirtował, wydawał fortunę na stroje i kosmetyki, miał wszelkie atrybuty celebryty. Nie nimi chwalił się jednak swej uczonej rozmówczyni: „Pociechy szukam w moich budowlach, moich obrazach, moich rycinach i innych rzeczach tego rodzaju”. Chociaż nie mówił całej prawdy – nie kłamał. Po godzinach, a  nierzadko również w  czasie pracy, „pocieszał się kolekcją ponad 2 tys. obrazów, obejmującą m.in. dzieła Rembrandta, Rubensa, van Dycka i  Tycjana. Zgromadził około 700 rzeźb, 18k00 rysunków, kilkanaście tysięcy rycin, 15 tys. książek, setki cennych map, zegarów, przyrządów naukowych. Miał ogromne ambicje artystyczne, a przekonany o  swym nadzwyczajnym guście nieustannie pouczał pracujących na Zamku i w Łazienkach architektów, rzeźbiarzy, malarzy. Sam jednak niczego nie tworzył. Podobnie jak większość poprzedników przedkładał konsumowanie sztuki nad paranie się nią.
Kiedy został zaprzysiężony na Króla, powierzchnia jego państwa wynosiła 733 tysięcy kilometrów kwadratowych. Kiedy abdykował, zaledwie 70 hektarów. Długi były dla większości monarchów codziennością, do której musieli szybko przywyknąć. Wśród wielu koronowanych dłużników najbardziej patologicznym przypadkiem był prawdopodobnie ostatni elekcyjny Król Polski, Stanisław August Poniatowski. Prawdziwe problemy zaczęły się po trzecim rozbiorze Polski. Kiedy świat rozpadał się Polakom na kawałki, obalony Król zamartwiał się, czy zaborcy pokryją jego zobowiązania majątkowe! Osiągnęły one astronomiczną kwotę 40 milionów złotych polskich. Skąd wzięła się tak wielka kwota? Według Jana Wróbla, autora książki „Polak, Rusek i Niemiec, czyli jak psuliśmy plany naszym sąsiadom”, Poniatowski nie przepadał za alkoholem, nie palił, a imprezy w typowo szlacheckim stylu go nudziły, nie lubił bowiem obżarstwa. Nie chodziło również o hazard. Były Król Polski wciąć wypłacał członkom swojej rodziny po kilkaset dukatów rocznie. Utrzymywał pałac marmurowy w Petersburgu, gdzie wyprawiał imprezy na cześć Cara, opłacał najlepszego w Petersburgu lekarza, wybitnego włoskiego dentystę oraz słynnego kucharza Paula Tremo. Do picia sprowadzał sobie wodę z Bristolu, a chleb pieczono mu z warszawskiej mąki. Wszystko to kosztowało krocie. Fortunę pochłaniało utrzymanie rodziny, Król bowiem nigdy nie był w stanie odmówić czegokolwiek najbliższym. Sporo pieniędzy szło także na opłacanie awanturników i szantażystów. Wpierw pozyskiwali od łatwowiernego Króla cenne sekrety, a następnie grozili ich ujawnieniem. Jednak największym problemem było zamiłowanie Króla do pięknych ubrań, dzieł sztuki i bibelotów. Nawet po abdykacji chodził po galeriach i antykwariatach Petersburga, skupując co piękniejsze zabytki i dzieła. Jego skarbnicy, załatwiający jeszcze interesy w Warszawie, tylko załamywali ręce. Przyszły Król rozpoczął swój niezdrowy związek ze światem finansjery już w czasie młodzieńczej podróży po Europie. Choć rodzina zagwarantowała mu niemałe sumy na wszelkie wydatki, szybko znalazł się w paryskim więzieniu – właśnie za długi. Jedynie powiązania familii Czartoryskich sprawiły, że odzyskał wolność. Późniejsze brylowanie na salonach oraz liczne romanse również nie wpływały pozytywnie na finanse Stanisława Augusta. Jeszcze bardziej kosztowna była ambitna polityka (przede wszystkim kulturalna) nowego Króla Polski. Poniatowski zdawał się nie przejmować faktem, że jego przychody nie pozwalały na zaspokojenie wybujałych marzeń. W końcu zawsze mógł przyjąć prezenty od zagranicznych dygnitarzy reprezentujących przyszłych zaborców…


Zmarł 12 lutego 1798 roku w Petersburgu, nie pozostawiając po sobie jakże niewygodnego dla potencjalnych sukcesorów – testamentu. Dawny monarcha chciał przynajmniej oszczędzić problemów rodzinie. W szufladzie biurka zmarłego znaleziono jedynie 123 dukaty i 55 rubli.


Po rozbiorach Caryca Katarzyna II i jej następca Paweł I zaczęli rozdawać dobra puszczańskie dygnitarzom, którzy eksploatowali je rabunkowo. Ale następni Carowie, uświadomiwszy sobie rozmiar strat spowodowany paroletnim rosyjskim zarządem, w 1802 r. zaczęli odnawiać służbę osoczniczą. W 1820 r. wydano zakaz polowań na żubry i wstrzymano wyręby. W 1811 r. znaczną część lasu zniszczył szalejący przez cztery miesiące pożar. Katastrofy dopełnił przemarsz wojsk napoleońskich, podczas którego rozgrabiono dwory królów polskich.

 

Przy opisie Stanisława Augusta Poniatowskiego należy wspomnieć jego bratanka Księcia Józefa Poniatowskiego, który także polował w Puszczy Białowieskiej.

Książę Józef Poniatowski

Józef Antoni Poniatowski - książę herbu Ciołek (ur. 7 maja 1763 r. w Wiedniu, zm. 19 października 1813 r. pod Lipskiem) – polski generał, minister wojny i naczelny wódz Wojsk Polskich Księstwa Warszawskiego, marszałek Francji, członek Rady Stanu Księstwa Warszawskiego. Bratanek Króla Stanisława Augusta Poniatowskiego.


Książę Józef Poniatowski   polował w Puszczy Białowieskiej 10 października 1791 r. Nie mam opisu tego polowania i książę nie był władcą Polski ale był naszym bohaterem narodowym, dowodził Księstwem Warszawskim i tragicznie zginął osłaniając odwrót armii Napoleona.

 

W biografii księcia Józefa poważne miejsce zajmują kobiety. Przez całe życie otoczony był pięknymi paniami, lecz nigdy się nie ożenił. Miał dwóch synów z dwóch nieformalnych związków: pierworodnego Józefa Szczęsnego Maurycego Chmielnickiego (ur. 1791) z Zelją Sitańską, drugiego zaś z Zofią Czosnowską, z domu Potocką - Józefa Poniatyckiego (ur. 1809, występującego w źródłach także pod nazwiskiem ojca). Kiedy w sierpniową noc 1794 r. Prusacy przypuścili atak na Warszawę, a konkretnie na odcinek, którym dowodził ks. Józef, jego samego nie było przy żołnierzach, ponieważ spędzał wtedy noc u śpiewaczki Małgorzaty Sitańskiej, a być może jej siostry - tancerki - Doroty Sitańskiej. Był bowiem wtedy kochankiem obu. Kiedy rano wrócił na służbę, zebrał swój korpus i jeszcze tego samego dnia odebrał Prusakom to, co zdobyli. Otaczał się kobietami od wczesnych lat młodzieńczych. Pierwszą jego miłością była Karolina Thun, młodsza o 6 lat. Wydaje się, że miał wobec niej poważne zamiary. W liście do siostry pisał, że marzy o poślubieniu "kobiety miłej, której charakter byłby mi doskonale znany, która mogłaby mi być przyjaciółką, której zawdzięczałbym szczęście i którą sam mógłbym uczynić szczęśliwą. Karolina zdaje mi się posiadać większą część tych zalet". Wkrótce jednak panna Thun została żoną lorda Richarda Guilforda. Niektórzy historycy przypuszczają, że na drodze do małżeństwa Józefa z Karoliną stanął Król Stanisław August Poniatowski, który szukał dla bratanka jeszcze lepszej partii. Nie wiemy, jak silne uczucie żywił Józef do Karoliny, lecz nie przeszkadzało mu ono solidnie pracować na opinię zdobywcy serc niewieścich. Miał zresztą przez całe życie słabość do kobiet.

"Do wysokich dojdziesz godności, lecz sroka będzie przyczyną twojej śmierci" - tak miała wróżyć pewna Cyganka młodemu księciu Józefowi Poniatowskiemu. Po niemiecku sroka to właśnie "die Elster". Na marginesie dodajmy, że jeden z największych polskich bohaterów miał kłopoty z polszczyzną. 19 lutego 1784 r., po swojej wizycie na Uniwersytecie Jagiellońskim do księgi gości wpisał się: "Jusef xiążę Poniatowski". Śmierć poniósł w nurtach Elstery, po bitwie narodów pod Lipskiem. Umierał jako marszałek Francji, którym został na 3 dni przed śmiercią. Błagany przez sztab, by poddał się, odpowiedział, cały we krwi: "Trzeba umierać mężnie".


Wraz z upadkiem Rzeczypospolitej przeminęła epoka wielkich staropolskich łowów.

 

Następuje III i ostateczny rozbiór Polski. Jednym z jego skutków jest włączenie Puszczy Białowieskiej do Rosji. Jest ona bardzo dobrze zachowana, na co zwraca uwagę nawet kamerjunkier późniejszego Cara Mikołaja II i dziejopis Puszczy Białowieskiej Georgij Karcow:
„W roku 1794 Polska upadła. Przyglądając się bezustannie 400-letniemu panowaniu polskiemu, musi jednak myśliwy złożyć Polakom szczere podziękowanie. Zniszczona i zubożała w las i zwierzynę Puszcza bądź co bądź ocalała, ocalał też i żubr, którego nigdzie w Europie nie zdołali ustrzec. Zawdzięcza to Puszcza swym królom.

 

Polowania w Puszczy Białowieskiej rosyjskich Carów

 

W 1795 roku, na mocy traktatu rozbiorowego Puszcza Białowieska weszła w skład Cesarstwa Rosyjskiego. W pradawnym lesie, chronionym przez polskich królów Katarzyna II  organizuje niczym nie skrępowane polowania, ogromne obszary oddaje w prywatne ręce. Przeprowadzono wówczas wielki karczunek – wycięto ok. 40 000 ha lasu czyli niemal 1/4 ówczesnej Puszczy. 

 

W 1844 roku zastrzelono w Puszczy ogromnego i bardzo silnego niedźwiedzia, który zabił starego wielkiego żubra. Obszar, na którym rozegrał się w pojedynek tych zwierząt wynosił 100 sążni kwadratowych (ok. 450 mkw) co świadczy o zaciętości stoczonego boju; według relacji świadków żubr potrafił nieść niedźwiedzia na sobie. (...). W 1846 roku upolowano w Puszczy niedźwiedzia, który w ciągu tylko jednego lata zabił pięć żubrów".

Grafika pochodzi z książki Karcova "Bieławieżskaja Puszcza" z 1903 roku

Katarzyna II chętnie udzielała zgody na strzelanie do żubrów tylko po to by wypchane, uatrakcyjniły liczne muzea w Europie. W 1797 roku Car Paweł I rozkazał wybić wszystkie łosie, aby z ich skóry sporządzić spodnie dla żołnierzy. Ta wyniszczająca gospodarka doprowadziła do gwałtownego zmniejszenia się liczby zwierząt a wg niektórych źródeł w tym okresie całkowicie zniknęły z puszczy niedźwiedzie i bobry. M.in. w 1847 r. polował tu na żubry hrabia Paweł Kisielow, minister dóbr państwowych (brak opisu tego polowania).   Niedźwiedzie wybito w Puszczy między rokiem 1873 a 1878. Potem były nieudane próby reintrodukcji.

Rosyjski Car Aleksander II

Aleksander II Nikołajewicz, ros. Александр II Николаевич (ur. 17 kwietnia 1818 r. w Moskwie, zm. 1 marca r.1881 w Petersburgu) – Cesarz Wszechrusi, Król Polski i Wielki Książę Finlandii w latach 1855–1881. Twórca wielu liberalnych reform, m.in. uwłaszczenia chłopów w Rosji i Królestwie Polskim. W 1867 sprzedał Alaskę Stanom Zjednoczonym za 7,2 mln dolarów.


Po III Rozbiorze Polski następne polowanie władcy miało miejsce dopiero w 1860 roku, kiedy to na polowanie do Puszczy przybył Car Rosji Aleksander II. Było to polowanie dyplomatyczne. Car Aleksander II wstrzymuje polowania na żubry. Rozpoczyna się odbudowywanie i zwiększanie składu gatunkowego zwierzyny leśnej. Od 1864 r. do Białowieży przywozi się na przykład … jelenie z Niemiec. Sam Aleksander II, będąc namiętnym myśliwym, polował w Puszczy Białowieskiej tylko jeden raz.


Pierwsze polowanie carskie w Puszczy Białowieskiej


Polowanie urządzono w Puszczy 6 i 7 października 1860 roku (wg starego stylu), przed ważnymi dyplomatycznymi rozmowami Rosji z Prusami i Austrią. Rozmowy te odbyły się w Warszawie. Rosja starała się wtedy różnymi sposobami odbudować swą potęgę i wpływy. Jednym z takich dyplomatycznych zabiegów było wspólne polowanie. Car zaprosił na do Białowieży wszystkich uczestników warszawskiego spotkania. Polowanie i rozmowy wyznaczono początkowo na wrzesień, ale ze względu na narodziny wielkiego księcia Pawła Aleksandrowicza i ciężki stan Carycy, przesunięto je na październik.
Ministerstwo Dóbr Państwowych zleciło przygotowanie łowów radcy Andrejowi Kożewnikowowi - kierownikowi Grodzieńskiej Izby Dóbr Państwowych. Bezpośredni nadzór nad polowaniem powierzono generałowi-majorowi Aleksandrowi Zielenomu - zastępcy ministra dóbr państwowych i nadwornemu łowczemu, hr Pawłowi Ferzenowi. Przygotowania rozpoczęły się już pod koniec września. Każdego dnia około 2 tysięcy okolicznych chłopów spędzało z lasu do specjalnego zwierzyńca zwierzynę. Trafiały tam żubry, łosie, daniele, sarny, dziki, lisy, wilki, borsuki, zające. Obława przebiegała sprawnie, a chłopi każdego wieczora dostawali pieniądze i kieliszek wódki. W Stoczku i Zastawie zaczęto remontować i meblować pośpiesznie wytypowane chłopskie chaty - dla pomniejszych rangą uczestników łowów. Dla Cara przygotowywano świeżo zbudowaną leśniczówkę. Okazały dom berlińskiego kupca Samuela Siemunda przeznaczono dla gości zagranicznych, a wybudowany w 1845 roku pawilon dla wyższej administracji rządowej i świty carskiej. Pierwsi goście, książęta Karl i Albert von Preussen, August von Württemberg, Friedrich von Hessen-Kassel, przybyli do Białowieży w nocy z 4 na 5 października. Car zjechał do Białowieży następnej nocy, w towarzystwie wielkiego księcia Karla Sachsen-Weimar. Drogę przez Puszczę oświetlały im ogniska rozpalone na poboczach. W chwili zbliżania się gości do mostu, łączącego w Białowieży brzegi Narewki, całą miejscowość i tak już obficie iluminowaną, rozjaśniły bengalskie ognie. W ślad za Carem przybyli pozostali uczestnicy polowania.
Dnia 6 października z rana imperator zwiedził Białowieżę i przywitał się z gośćmi. Po śniadaniu wszyscy udali się w powozach do zwierzyńca, oddalonego od wsi o około 9 km. Przygotowano tutaj 12 ambon strzeleckich i zamaskowano je gałęziami tak, że z daleka sprawiały wrażenie drzew. Pierwsza ambona od wejścia była przeznaczona dla Cara, pięć następnych dla zaproszonych gości, a sześć ostatnich dla carskiej świty. Dla publiczności zbudowano podium za ogrodzeniem zwierzyńca. Po sygnale oznaczającym początek polowania, nagonka podpędziła zwierzęta w pobliże linii strzału i zatrzymała się. W tym czasie spuszczono ze smyczy 80 psów gończych, które zajęły się wpędzaniem zwierzyny pod ambony. Pierwszy wystrzelił Car, trafiając potężnego żubra. Obliczono później, że od celu dzieliło go 275 kroków. Drugiego żubra imperator powalił już z odległości 75 kroków. Strzelanina trwała przez dwie godziny, po czym ogłoszono półgodzinną przerwę na posiłek. W tym czasie straż leśna zajęła się ściąganiem upolowanych sztuk pod stanowiska strzelnicze. Polowanie zakończyło się o godzinie 16:00. Ubito 44 sztuki: 16 żubrów 4 dziki daniela 2 łosie 6 saren 8 wilków 5 lisów, borsuka i zająca. Sam Car ustrzelił 22 sztuki, w tym 4 żubry. Późny obiad w Białowieży uprzyjemniła orkiestra wielkołuckiego pułku piechoty, ściągnięta z Białegostoku. Książę Karl von Preussen podarował Carowi piękny rzeźbiony puchar z kości. Zebrana za rzeką okoliczna ludność, poczęstowana wódką, piwem i pierogami, wiwatowała, tańczyła i śpiewała. Na drugi dzień, Car najpierw zwiedził miejscową cerkiew i miejsce, na którym niegdyś znajdował się dwór myśliwski Augusta III. Polowano krócej, niż poprzedniego dnia, ale z lepszym efektem. Upolowano 52 sztuki, w tym: 12 żubrów 9 danieli 7 dzików 8 wilków 10 saren 2 lisy 3 borsuki i zająca. Na Cara przypadło 21 sztuk, w tym 6 żubrów. Ogółem w obu dniach polowań myśliwi ustrzelili 96 zwierząt. Zaraz po polowaniu Aleksander II i jego goście posadzili przy zwierzyńcu drzewka na pamiątkę.

Car Aleksander II sadzi, w otoczeniu uczestników polowania, pamiątkowe drzewko w Zwierzyńcu (akwarela M. Zichego z 1861 roku)

Car wyraził też życzenie, by zwierzyniec, w którym polowano, utrzymywać w dalszym ciągu i żeby znajdowali się w nim przedstawiciele większej zwierzyny, która bytuje w Puszczy. Dom z 1845 roku miał od tego czasu pełnić rolę imperatorskiego pawilonu myśliwskiego (dzisiaj mieści się w nim Ośrodek Edukacji Przyrodniczej Białowieskiego Parku Narodowego).

W Białowieży odbył się uroczysty obiad, podczas którego Aleksander II zrewanżował się księciu Karlowi prezentem - pucharem wykonanym z rogu żubrzego. Przed opuszczeniem Białowieży Car i jego goście złożyli wpisy do księgi pamiątkowej. Miejscowa wyższa służba leśna, biorąca udział w przygotowaniu i prowadzeniu polowania, została nagrodzona przez Cara brylantowymi pierścieniami, a niektórzy jej funkcjonariusze nawet złotymi zegarkami z łańcuszkami. Straż leśna i rządowi chłopi otrzymali pieniądze. Całe polowanie kosztowało 18 tysięcy rubli. W 1862 roku, w połowie drogi pomiędzy Białowieżą a Hajnówką, ustawiono na pamiątkę pierwszego carskiego polowania w Puszczy Białowieskiej żeliwny odlew żubra na postumencie, który został wykonany w Sankt-Petersburgu. Statua ta w 1928 roku trafiła do Spały i tam się teraz znajduje. W 1862 roku wydano także ekskluzywną książkę poświęconą białowieskiemu polowaniu. Nosi ona tytuł "Ochota w Biełowieżskoj Puszczie" (Polowanie w Puszczy Białowieskiej) i jest dzisiaj antykwarycznym białym krukiem. Wydano ją w niewielkim nakładzie, w dwóch wersjach językowych: po rosyjsku i po francusku. (autor:Piotr Bajko).

Aleksander II podczas polowania w 1860 r.

Jeszcze jeden opis tego samego polowania, który ukazał się w Magazynie Białostockim, 11 marca 2016 r., autor: Monika Żmijewska Imperator w Puszczy Białowieskiej. Raport urzędnika:

 

Pewnej nocy, w październiku 1860 roku, w malutkiej Białowieży rozbłysły ognie bengalskie. Przyjechał Car. Co z jego wizyty wynikło, a wynikło wiele, w następnym roku opisał pewien autor nieznany. Książkę w Sankt Petersburgu wydano w ledwie 50 egzemplarzach. A teraz, po latach można przeczytać ją w polskim przekładzie.

"Polowanie zorganizowane w październiku 1860 roku w Białowieży, nie było takim sobie "wypadem myśliwskim", ale przy okazji niezłym piarowym zabiegiem. Ministerstwo Dóbr Państwowych, które dostało rozkaz zorganizowania polowania, dostało też dyrektywę, by przyćmiło ono swą różnorodnością, organizacją i rozmachem nie tylko polowania urządzone w pobliżu Wilna przez hrabiego Tyszkiewicza ledwie dwa lata wcześniej, ale też te, jakie król Polski August III Sas urządził w Puszczy Białowieskiej ponad sto lat wcześniej - w 1752 roku. Car miał wiedzę, jaki rozmach miało to ostatnie - urzędnicy posiadali takie informacje z różnych dzieł historycznych, m.in. Brinckena. Historyk spisał opowieści 80-latka, który podczas polowania z Sasem miał 10 lat (o czym również można przeczytać w tej publikacji).

Istotne było to, że od ostatniego dużego polowania władców w Puszczy minęło 70 lat. Dźwięk myśliwskich rogów i wystrzały strzelb przez długi czas rzadko więc naruszały spokój Puszczy (I tu ciekawostka: Wcześniej, poprzedni Car - Aleksander I, chcąc chronić żubry żyjące w Puszczy Białowieskiej - ustanowił ją rezerwatem, co oznaczało, że od tamtej pory polować na nie można było tylko po udzieleniu zezwolenia przez najwyższą władzę. A jeszcze wcześniej, a nawet dużo wcześniej Zygmunt August, za zabicie żubra wprowadził karę śmierci. Już prawie 200 lat temu rozumiano też jak ważna jest puszcza - w 1820 roku w rezerwacie całkowicie zakazano tam wyrębu).

Skala rozmachu pierwszego takiego carskiego polowania po kilku dekadach miała więc też wymiar dyplomatyczny - Rosja po wojnie krymskiej zaczęła właśnie odzyskiwać utracone wpływy i prestiż w Europie. Że tak się dzieje wskazywało też przybycie do Puszczy głów niektórych europejskich państw. I tak zjawili się tu książęta: Saksońsko - Weimarski, Karol i Albert Pruscy, August Wirtemberski, Fryderyk Heski, ich liczna świta, a także książę Radziwiłł.

Paździerze, kaganki, ognie

Jak musiało być to ogromne przedsięwzięcie niech świadczy fakt, że przy odłowach brało udział nawet dwa tysiące włościan. Odłowy zorganizowano już pod koniec września, gdy do Puszczy przybył zastępca ministra Dóbr Państwowych generał-major Zelenoj, który objął bezpośredni nadzór nad przygotowaniami. Jak relacjonuje nasz "autor nieznany" - każdego dnia pod nadzorem miejscowego leśniczego porucznika von Strahlborna i podłowczego Iwanowa urządzano obławy, by zapędzić zwierzynę do zbudowanej w tym celu zagrody.

"Dla jego Imperatorskiej Mości przeznaczono nowy dom, właśnie co wybudowany dla miejscowego leśniczego, świta jego Królewskiej Mości została zakwaterowana w pawilonie myśliwskim wybudowanym na wypadek odwiedzin naczelnika kraju, generałom i fligeladiutantom przypadły zwykłe wioskowe domy, które wszystkie zostały przebudowane i na nowo umeblowane".

Dworek Imperatora

Najpierw do Białowieży, w nocy z 4 na 5 października, przybył książę Prus Karol i Albert oraz książę Wirtembergii August. Następnej nocy nadjechał już sam car z wielkim Księciem Saksońsko-Weimarskim.
Cóż to była za noc!

"Przejazd oświetlały paździerze i beczki ze smołą, a samą wioskę - kaganki; liczne budynki, a szczególnie dom zajęty przez cudzoziemskich arystokratów były pięknie iluminowane. W momencie gdy pojazd Imperatora wjechał na most przerzucony nad przepływającą przez wieś rzeką Narewką, pawilon myśliwski przygotowany dla jego Cesarskiej Mości, znajdujący się na przeciwległym wysokim brzegu rzeki, jak również pagórki z różnymi znajdującymi się na nich ozdobami, a także cerkiew i zagajnik - naraz rozbłysły różnokolorowymi ogniami bengalskimi. Wziąwszy pod uwagę malowniczość samego otoczenia - wszystko to zaznaczyło się bardzo efektownie".

Wystraszone zające

Następnego dnia zaraz po śniadaniu goście rozjechali się wcześniej przygotowane stanowiska. Było ich 12, wyglądem przypominały małe kryte galeryjki, zamaskowane gałęziami, a to po to, by wtapiały się w tło lasu. Pierwsze stanowisko zajął Aleksander II. Dalszych 5 stanowisk zajęli książęta, a pozostałe 6 świta Jego Cesarskiej Mości. Można było strzelać we wszystkich kierunkach, zabroniony był jednak strzał po linii. Z polecenia imperatora za ścianą zwierzyńca zbudowano także widownię w formie amfiteatru z przeznaczeniem dla zainteresowanej publiczności.

Oszczędźmy już samego długiego i ekspresyjnego opisu polowania, i samych jego zasad, naganiania itp. Dość powiedzieć, że opisowi biegnącej zwierzyny nie brakło malarskości: "Za żubrami ukazała się inna zwierzyna. Obraz powstał niezwykle barwny i ożywiony. A to smukły daniel śmignął jak strzała podle myśliwych, a to sarna jak wicher przemknęła pośród drzew. Wystraszone zające błąkają się między chruściakami i daremnie szukają drogi ucieczki. Nieruchawe dziki co sił uciekają w gąszcz, nie próbując przebić się przez środek linii myśliwych i tym samym stanowiąc cel dla niezliczonych strzałów".

Choć, jak zaznacza autor - "żubr nie pada tak łatwo łupem myśliwego, jego silna konstytucja wytrzyma i dziesiątek kul, jeśli nie ma między nimi jednej dobrzej ulokowanej", po pierwszym dniu łowów leżały 44 sztuki wszelakiej zwierzyny, w tym 16 żubrów. Car ustrzelił tego dnia 22 sztuk zwierzyny, w tym cztery żubry i dzika.
Po polowaniu goście udali się na uroczysty obiad wydany przez Cara. Obiadującym towarzyszyła muzyka wojskowa w wykonaniu orkiestry pułku piechoty z Białegostoku, jedzenie wydano też mieszkańcom Białowieży - darmowe pierogi, piwo i wódka.

Następnego dnia, nim o godz. 11 zaczęło się polowanie, Imperator obejrzał najpierw białowieską cerkiew. A sam efekt łowów? W publikacji mamy bardzo szczegółowy raport, stąd wiadomo, że w ciągu dwóch dni polowania odstrzelono: 28 żubrów (18 byków i 10 krów), 2 łosie, 10 danieli, 11 dzików, 16 wilków, 16 saren, 7 lisów, 4 borsuki, 2 zające. Razem 96 sztuk zwierzyny. Wiadomo też dokładnie kto, co i ile ustrzelił.

Monarsze lico i szczęście poddanych

Autor kończy rozdział o polowaniu jak przystało na porządnego urzędnika: "Pobyt monarchy w Puszczy 6-7 października 1860 roku zapadnie również w pamięć tamtejszej ludności. Prócz szczęścia płynącego z oglądania monarszego oblicza wartość cesarskiego pobytu zasadza się także na tym, że przyniósł on chłopom znaczny zarobek i stanowił źródło niekłamanej radości, która tak rzadko gości pośród zapracowanych przedstawicieli włościańskiego stanu. Rzeczone polowanie wyróżnia się ponadto tym, że nie nastąpił w czasie jego trwania żaden nieszczęśliwy wypadek, a w porównaniu z innymi podobnymi łowami kosztowało wcale niedrogo (18 tys. rubli srebrem), mimo że jego koszt powinien przewyższyć koszty wszelkich innych polowań, choćby dlatego, że w Białowieży w celu przyjęcia dostojnych gości z ich liczną świtą trzeba było wszystko ku temu przygotować, a ponadto dlatego, że Białowieża znajduje się w odległych rejonach guberni grodzieńskiej - 150 wiorst od jej stolicy, 80 wiorst od Białegostoku i 70 wiorst od Brześcia Litewskiego".

I ponad 150 lat temu lubiano pamiątki - poza postawieniem pomnika żubra upamiętniającego to wydarzenie, Car kazał również odlać z brązu 7 miniaturowych kopii pomnika, które otrzymali: główny organizator polowania - generał-major Zielonoj, łowczy Fersten oraz piątka niemieckich książąt, którzy brali udział w polowaniu".

W miejscu wielkiej zagrody łowieckiej „Teremiska”, przy drodze do Białowieży powstała w XIX wieku mała kolonia dla obsługi polowań. W 1862 roku wystawiono tam pomnik żubra na postumencie, dla upamiętnienia pierwszego polowania carskiego Aleksandra II. Pomnik zaprojektował Michaly Zichy, węgierski malarz, grafik i ilustrator, znany też ze śmiałych szkiców erotycznych, towarzyszący przez wiele lat carskiemu dworowi. W 1915 roku pomnik został wywieziony do Moskwy, a w 1928, już bez oryginalnego postumentu upamiętniającego cara, przewieziono go do Spały, gdzie stoi do dzisiaj. Pod koniec XIX wieku łowczy Hans Auer wybudował w Zwierzyńcu na potrzeby carskich polowań bogaty, eklektyczny, drewniany pawilon myśliwski w fantazyjnym stylu starogermańskim.

Pawilon myśliwski

Popiersie Aleksandra II, ustawione w 1912 roku przy cerkwi, stało zaledwie przez trzy lata. W sierpniu 1915 roku, wraz z obeliskiem upamiętniającym polowanie Augusta III w 1752 roku oraz żeliwnym posągiem żubra ze Zwierzyńca, pomnik Cara został wywieziony do Moskwy. O ile pierwsze dwa po wojnie wróciły do Polski, o tyle ślad po popiersiu zaginął. Zresztą, o jego zwrot - z wiadomych powodów - nikt nie występował. Popiersie cara Aleksandra II zostało odlane z cynku w fabryce metalurgiczno-odlewniczej Edwarda Nowickiego w Sankt-Petersburgu. Pociągnięte było brązem. Przedstawiało Cara w mundurze z pagonami. Na postumencie umieszczono napis po rosyjsku: "Miłościwy Imperator Samodzierżawca Całej Rosji Aleksander-Wyzwoliciel panował od 1855 do 1881 roku". Pod napisem znajdował się herbowy dwugłowy orzeł. Drugi napis zawierał ostatnie wersy manifestu z 1861 roku o zniesieniu pańszczyzny.   

 

I jeszcze jedna ciekawostka. W maju 1865 r. pierwsze cztery żubry przyjechały do Pszczyny jako dar Cara rosyjskiego Aleksandra II, w zamian za co dostał od księcia pszczyńskiego 20 dorodnych jeleni, które w Puszczy Białowieskiej były podówczas rzadkością.

Rosyjski Car Aleksander III

Aleksander III Aleksandrowicz, ros. Александр III Александрович (ur. 26 lutego 1845 r. w Petersburgu, zm. 20 października 1894 r. w Liwadii) – Car Rosji, Król Polski i Wielki Książę Finlandii od 1881, syn Aleksandra II Romanowa i Marii Aleksandrownej. W życiu osobistym był osobą niezwykle rodzinną i ciepłą, a swojej ukochanej małżonce, Królewnie duńskiej Dagmarze (po przejściu na prawosławie jako Cesarzowa Maria Fiodorowna), pozwalał silną ręką trzymać ich dzieci, których mieli sześcioro.


Mniej więcej od połowy XIX wieku w Puszczy Białowieskiej rozpoczął się okres nowoczesnej gospodarki leśnej, wznowiono wyręby. W latach 1843–1846 cały las podzielono na regularne kwadratowe oddziały leśne o długości 1 wiorsty (1066,8 m) rozdzielone później przecinkami (pododdziałami). Wtedy też puszczą ponownie zainteresowali się Carowie Rosji.


W lipcu 1886 roku Car Aleksander III wyraził życzenie, by państwowe Puszcze - Białowieska i Świsłocka zostały przekazane do dóbr apanażowych. W zamian Car zgodził się przekazać do dóbr państwowych prawie tyle samo ziemi apanażowej w guberniach orłowskiej i symbirskiej. Wymiana trwała prawie 2 lata. Oficjalnie Puszczę Białowieską i Świsłocką włączono do prywatnych dóbr carskich i przekazano pod zarząd domen rodziny carskiej (udielnoje wiedomstwo) 18 września 1888 roku. Obszar obu Puszcz podzielony został na 3 okręgi.


Car Aleksander III decyzję o rozpoczęciu budowy pałacu myśliwskiego w Białowieży podjął po1888 roku, kiedy włączył Puszczę do prywatnych dóbr. Projekt pałacu opracował hrabia Mikołaj de Rochefort. Pod budowę wybrano miejsce najwyżej położone, nad doliną rzeki. U podnóża pałacu wykopano dwa stawy, między którymi usypano szeroką groblę. Budowa ruszyła w 1889 roku. Cegłę wyrabiano na miejscu, cement i wapno sprowadzano z głębi Rosji. Drzewo było miejscowe. Budowę zakończono w sierpniu 1894 roku. Jej ogólny koszt, wliczając wystrój i umeblowanie komnat, wyniósł 542.000 rubli. Podczas budowy pałacu powstały, kosztem 780.000 rubli, liczne obiekty towarzyszące. Pałac był eklektyczny. Miał dwie kondygnacje oraz rozbudowane podpiwniczenia i mansardy. Nakryty był dachem dwuspadowym. Od strony wschodniej i zachodniej stały dwie wieże: mała i duża.

Pałac miał około 120 pokoi. Niemal cały parter i piętro zajmowały apartamenty carskie. Największy i najokazalszy pokój na parterze był salą jadalną i bankietową. Piętro nad wschodnim skrzydłem zajmowały pokoje sypialne i łazienki Cara, jego żony oraz na salon porannych przyjęć. W przeciwległym skrzydle parterowym mieściły się pokoje dzieci i tzw. okrągły salonik. Na drugim piętrze pokoje miały damy dworskie. Zachodnią przybudówkę pałacu, połączoną z nim arką, stanowiły kuchnie carskie, pokoje gospodarcze, spiżarnie oraz mieszkania głównego kuchmistrza i służby kuchennej. Wygląd pałacu nie budził szczególnego zachwytu, ale wystrój wnętrz zwracał już uwagę. W komnatach pełno było najwymyślniejszych ozdób. Sufity i ściany miały oryginalne, wypalane ornamenty oraz malowidła o tematyce leśnej i myśliwskiej, wykonane przez artystów z Petersburskiej Akademii Sztuk. Ponadto ściany zdobiły manilskie i chińskie rogoża oraz angielskie błyszczące perkale. Okucia i inne wewnętrzne metalowe ozdoby wykonano z polerowanego i czernionego żelaza, połączonego z brązem. Parkiety ułożono na cienkiej warstwie suchego piasku, eliminującej nieprzyjemne skrzypienie przy chodzeniu. Piece i wanny były wybudowane z różnobarwnych, oryginalnych kafli. Każda komnata miała własny artystyczny wystrój.

Najoryginalniejsza była ta, w której ściany i meble wyklejono starymi znaczkami pocztowymi z całego świata. Na życzenie Cara Aleksandra IIII w sierpniu 1889 roku rozpoczęły się prace przy budowie nowej cerkwi w Białowieży. Budowę zakończono jesienią 1894 roku, a wyświęcenie świątyni nastąpiło w styczniu 1895 roku. Podczas pobytu na polowaniu, Car wizytował budowę cerkwi. (oprac. Piotr Bajko)  
Na potrzeby pałacu w 1897 r. wybudowano dworzec Białowieża Pałac, kilka lat później Białowieża Towarowa, którego budynek zachował się. Car Aleksander III wraz z rodziną przyjeżdżał na łowy koleją.

Przyjazd Cara Aleksandra III do Białowieży

Carska stacja

W sierpniu 1894 r. Car Aleksander III wraz z rodziną (w tym ze swoim następcą – synem Mikołajem)  oraz całą świtą przybył na polowanie w Białowieży.

Car z rodziną i świtą w Puszczy Białowieskiej

                                                                                     
                                                      Car Aleksander III                                

W czerwcu 1894 roku, na życzenie Cara Aleksandra III, rozpoczęto prace przy budowie linii kolejowej z Lewek do Hajnówki. Było to tzw. białowieskie odgałęzienie linii Grajewo - Bielsk Podlaski - Brześć n. Bugiem – Kowel. Prace trwały do końca drugiej dekady sierpnia tego samego roku. Z nowej linii skorzystał jako pierwszy sam Car, który wybrał się do Białowieży na polowanie. 

Polowanie odbyło się w dniach 21 sierpnia – 3 września 1894 r. Było to drugie polowanie carskie na tym terenie. Carowi towarzyszyli: Caryca Maria Fiodorowna, syn - następca tronu Mikołaj, wielcy książęta Jerzy Aleksandrowicz, Michał Aleksandrowicz, Włodzimierz Aleksandrowicz, królewicz Mikołaj Grecki, generałowie-adiutanci hr. Iłarion Woroncow-Daszkow, Otton Richter, P. Czerewin, generał-lejtnant baron Władimir Borisowicz Frederiks, książę Wiaziemski, lejb-chirurg Gustav Hirsch, profesor Gołubiew i doktor Popow. Upolowano łącznie 7 żubrów, 20 łosi, 1 jelenia, 15 saren-kozłów, 33 dziki, 4 lisy i 1 zająca.

Polowanie Cara Aleksandra III w 1894 r.

 

Rosyjski Car Mikołaj II

Mikołaj II Aleksandrowicz Romanow, ros. Николай II, Николай Александрович Романов (ur. 6 maja 1868 w r. w Sankt Petersburgu, zm. w nocy z 16 na 17 lipca 1918 w Jekaterynburgu) – ostatni Car Rosyjski, Król Polski, Wielki Książę Finlandii, panujący w latach 1894–1917. Koronowany w Moskwie 14 maja 1896 r.; syn Aleksandra III z dynastii Romanowów i jego żony Carycy Marii Fiodorowny. Święty kościoła prawosławnego. Ożeniony z Aleksandrą Fiodorowną, urodzoną jako Wiktoria Alicja Helena Ludwika Beatrycze Hessen-Darmstadt. 26 listopada 1894 roku metropolita petersburski i ładoski Palladiusz udzielił Mikołajowi i Aleksandrze ślubu. Ze względu na trwającą żałobę po Carze Aleksandrze III młodzi nie zorganizowali przyjęcia ani nie mieli prawa do miesiąca miodowego.


Po śmierci w 1881 roku swego dziadka Aleksandra II i objęciu Carskiego tronu przez ojca, Mikołaj został oficjalnie następcą tronu. Z początkiem 1882 roku rozpoczął prowadzenie dzienników, robił to do końca życia. W 1884 roku złożył przysięgę na sztandar pułku kozackiego, którego był członkiem tytularnym. Swą edukację pogłębiał do 1890 roku. Miał dobranych nauczycieli. Uzyskał najstaranniejsze wykształcenie ze wszystkich Carów rosyjskich. Był też człowiekiem religijnym.  W 1887 roku Carewicz Mikołaj otrzymał stopień porucznika. Został włączony do Preobrażeńskiego Pułku Gwardii. W następnych latach nadawano mu kolejne honory wojskowe. Mikołaj prowadził aktywne życie towarzyskie, polityką prawie w ogóle się nie interesował. W 1889 roku Aleksander III powołał go do rady ministrów i Rady Państwa. W październiku 1890 roku następca rosyjskiego tronu odbył podróż zagraniczną, która została przerwana w Japonii, gdzie został z niewiadomych powodów zaatakowany i raniony w głowę przez tamtejszego policjanta.

Młody Carewicz Mikołaj z kochanką Matyldą Krzesińską

Przyszły Mikołaj II jako następca tronu nie wyróżniał się niczym, a czas marnotrawił na rozrywkach i hulankach. Znał doskonale wszystkie petersburskie domy publiczne. Po tragicznej śmierci jego dziadka Aleksandra II cała rodzina żyła w strachu przed zamachem, a matka nieustannie trzymała Mikołaja przy sobie. Ponoć ulegał jej wpływom na tyle, że nawet romans z Matyldą Krzesińską, polską primabaleriną Teatru Maryjskiego w Petersburgu, odbył się za zgodą rodziców. Romans trwał do czasu, gdy 21-letni wówczas Mikołaj poznał 17-letnią córkę wielkiego księcia heskiego Ludwika IV. Mikołaj bez żalu zakończył romans i ożenił z Alicją Hessen-Darmstadt, którą pieszczotliwie nazywał „Alix”. Carewicz wreszcie wydoroślał i raz na zawsze skończył z hulaszczym trybem życia.

Matylda Krzesińska

Znane są jej bliskie związki z przyszłym Carem Rosji, Carewiczem Mikołajem, zwanym za młodu Nikiem. Kiedy poznali się Matylda miała 17 lat i kończyła szkołę baletową. Ich niewinna początkowo wzajemna sympatia przerodziła się w płomienny romans. Dla ułatwienia im kontaktów dwór cesarski wynajął nawet i wyposażył do jej dyspozycji wygodną willę w Petersburgu. Ich bliskie kontakty zostały jednak zerwane gwałtownie wiosną 1894 r., kiedy następca tronu zaręczył się oficjalnie z księżniczką Alicją Heską (1872–1918), znaną jako Alix. Matylda została wtedy przez Carewicza hojnie wynagrodzona, otrzymała na własność wynajmowany dotąd dom i wysokie odszkodowanie. Podobno Mikołaj II jako Car nigdy się już potem z nią nie spotkał na osobności, ale nadal często oglądał ją na scenie i zawsze wspierał dyskretnie, gdy tylko potrzebowała. Towarzysząca jej fama byłej carskiej faworyty znacznie ułatwiała i uatrakcyjniała całe jej życie i karierę artystyczną. Później Matylda miała jeszcze związki intymne z dwoma innymi wielbicielami z dynastii Romanowów – wielkimi książętami: Sergiuszem Michajłowiczem (1869–1918) i Andrzejem Władimirowiczem (1879–1956).


W kwietniu 1894 roku Mikołaj został zaręczony z księżniczką heską Alicją. Kilka miesięcy później odwiedził po raz pierwszy Białowieżę i Puszczę Białowieską będąc w świcie ojca Cara Aleksandra III  Miał wówczas 26 lat.  Puszcza Białowieska i Świsłocka należała już wtedy do prywatnych dóbr carskich. Pod zarząd apanażowy przekazano je 18 września 1888 roku. W Białowieży, na krótko przed przyjazdem Cara i członków jego dworu, ukończono wznoszenie pałacu, którego budowę Aleksander III zlecił w kwietniu 1889 roku.
Car z rodziną i dworem dotarli do Białowieży pojazdami konnymi po wygodnej, liczącej 18 wiorst szosie. Carewicz zapisał w pamiętniku, że jazda trwała około półtorej godziny. W połowie drogi, koło Zwierzyńca, zarządzono postój, by wymienić konie. Do Białowieży towarzystwo wjechało o wpół do siódmej wieczorem.  Powóz z carską parą zatrzymał się przy szkole ludowej, gdzie najdostojniejszych gości powitali uczniowie i uczennice miejscowych szkół ludowych oraz dzieci chłopskie. Przy pałacu naczelnik głównego zarządu apanaży, książę Leonid Wiaziemski, złożył na ręce pary carskiej dwa bukiety kwiatów i przedstawił budowniczego białowieskiej rezydencji myśliwskiej, hrabiego Mikołaja de Rochefort oraz jego pomocnika Dietricha, a także zarządcę okręgu białowieskiego Aleksandra Błanka. Hrabia de Rochefort wręczył carskiej parze, podany na drewnianym wypalanym półmisku, stalowy, jubilerskiej roboty klucz od głównych drzwi pałacu.


Pierwsze polowanie w Puszczy Białowieskiej


Monarcha z rodziną i dworem gościł w Białowieży od 19 sierpnia do 3 września 1894 roku. Panowie zajmowali się w tym czasie głównie polowaniem. Upolowano łącznie 7 żubrów, 20 łosi, 1 jelenia, 15 saren kozłów, 33 dziki, 4 lisy i 1 zająca.  Myśliwi wyjeżdżali do lasu przeważnie o godzinie ósmej rano. Wszyscy nosili stroje myśliwskie szarego koloru, a na głowach mieli miękkie kapelusze. Zarządzający polowaniem jechał na przedzie w bryczce zaprzężonej w dwa konie, wskazując drogę. Za nim podążał powóz Imperatora oraz pozostałe. Na miejsce docierała także, w kilku ekwipażach, carska kuchnia, z przenośnym paleniskiem, lodownią, skrzyniami z naczyniami i prowiantem. Przeprowadzaniem obławy zajmowały się ściągane do Białowieży dwie kompanie żołnierzy z 16 dywizji piechoty. W połowie polowania robiono przerwę na śniadanie. Pod wieczór myśliwi wracali do pałacu i zasiadali do głównego posiłku, czyli znacznie przesuniętego w czasie obiadu.

 Mikołaj strzelał do zwierzyny już pierwszego dnia łowów (22 sierpnia), lecz nic nie upolował. 24 sierpnia ustrzelił dzika, a drugiego ranił. 25 sierpnia upolował też dzika, a 27 – młodego łosia, kozła i lisa. W niedzielę, 28 sierpnia, w towarzystwie carskiego łowczego Włodzimierza Ditza, Carewicz wybrał się na bekowisko, czyli okres godowy łosia. Przyszło im brnąć przez błota i przedzierać się przez zwałowiska drzew. Ich przewodnikowi udało się w końcu przywabić łosia, który jednak chytrze stanął za drzewami, uniemożliwiając oddanie do niego strzału.  29 sierpnia Mikołaj dostrzelił starego żubra, którego Włodzimierz Aleksandrowicz wprawdzie trafił dwoma pociskami, lecz tylko zranił.

31 sierpnia polowano w uroczysku Stara Białowieża – Mikołaj postanowił tego dnia nie strzelać, podobnie 1 września. Następnie 2 września dobił dzika, ranionego przez naczelnika ochrony carskiej Piotra Czerewina.


Dla sfotografowania carskiego polowania, ściągnięto telegraficznie do Puszczy Białowieskiej znanego warszawskiego fotografa Jana Mieczkowskiego (syna). Łowy fotografował także Zelman Karasik, fotograf z Grodna. W Nowym Jorku zachował się jego album z 57 fotografiami wykonanymi właśnie w Białowieży. Album sporządzony został dla wielkiego księcia Włodzimierza Aleksandrowicza. Zelman Karasik otrzymywał zezwolenia także na fotografowanie carskich polowań w 1897 i 1900 roku.

Ustrzeloną zwierzynę wynajęci chłopi zwozili na swych furmankach przed pałac. Były to najczęściej dziki, sarny i jelenie. Do żubrów tym razem postanowiono nie strzelać. Dziczyznę układano według gatunków przed gankiem pałacu i wieczorem odbywała się ceremonia jej przeglądu.

Car w czasie pobytu w Białowieży wizytował w towarzystwie swego syna budowę nowej cerkwi, którą wznoszono na jego polecenie.  Carewiczowi Mikołajowi bardzo się spodobało miejsce, na którym wzniesiony został pałac. Urzekało go zarówno samo wzgórze, jak też przepływająca u jego dołu rzeka Narewka i urządzone na niej dwa stawy. Najchętniej podziwiał je z dużej wieży pałacu. Podobne odczucia miał też co do wystroju pałacu. Chwalił jego prostotę, smak i wygodę. Uważał, że architekt pałacu, który sam dbał o najmniejszy detal wystroju, osiągnął szczyt doskonałości. Inni goście wyrażali podobną opinię. Carewicza zachwyciła także rzęsiście oświetlona elektrycznością sala jadalna, w której spożywano posiłki.

Jadalnia w pałacu

Mikołaj do swojej dyspozycji otrzymał cztery pokoje, które dzielił z księciem greckim Mikołajem. Na swoim stoliku poustawiał fotografie narzeczonej, która codziennie przysyłała do niego listy. Z lubością oddawał się kąpieli w dużych wannach, podobały mu się też ładnie wykonane pisuary. W jednym z pierwszych dni pobytu w Białowieży oglądał stajnię dla koni. Z przykrością zauważył, że brakuje w niej pomieszczeń dla obsługi.


W wolnych chwilach Mikołaj czytał „Listy o flocie” Biełomora (pseudonim Aleksandra Konkiewicza), opublikowane w czasopiśmie „Russkij Żurnał”. Zapoznał się także ze sprawozdaniem Siergieja Wittego, ówczesnego ministra finansów Rosji, z jego podróży do Murmańszczyzny.

 

Przyszły monarcha korzystał chętnie z przejażdżek po lesie. Zasmucał go widok mnóstwa nieusuniętych zwalonych starych drzew. Niektóre miejsca przypominały mu indyjską dżunglę. Po obiedzie grał w bilard z księciem greckim i hrabią Iłarionem Woroncow-Daszkowem. Uczestniczył również w Liturgiach, odprawianych w przenośnym obozowym namiocie, rozbitym pod grupą starych dębów, rosnących tuż obok pałacu. Delektował się słuchaniem śpiewu kozaków.  23 sierpnia Mikołaj wybrał się do Hajnówki, powitać na stacji kolejowej starszego o pięć lat wielkiego księcia Jerzego Michałowicza, który przyjechał do Puszczy Białowieskiej z kuracji na Krymie.
Dnia 3 września, o czwartej po południu, najdostojniejsi goście opuścili Białowieżę, udając się do myśliwskiej posiadłości w Spale. Żegnała ich służba łowiecka i uczestnicy naganki, ustawiona w szereg przed pałacem. Podróż do Hajnówki po rozmiękłej od deszczu drodze zajęła aż dwie godziny.  Na pamiątkę pierwszego pobytu cara Aleksandra III oraz następcy tronu Mikołaja w Puszczy Białowieskiej, na tarasie białowieskiego pałacu wmurowano w ścianę tablicę z odpowiednią informacją. Tablica ta przetrwała do początku okresu międzywojennego.


Już jako Car przybył do Puszczy Białowieskiej w 1897 roku, następnie zaś przyjeżdżał w latach 1900, 1903 i 1912. Po raz ostatni gościł w Białowieży w 1915 roku – wpadł do niej tylko na kilka godzin. Po pobycie w Puszczy Białowieskiej, Mikołaj II zazwyczaj udawał się koleją do Spały.


We wrześniu 1900 roku, opuściwszy Białowieżę, przejeżdżał przez Białą (obecnie Biała Podlaska). Do miasta wjechał 12 września o godzinie 8.20. Towarzyszyła mu Caryca Aleksandra Fiodorowna, córki – Olga, Tatiana i Maria, następca tronu i wielki książę Michał Aleksandrowicz, także wielcy książęta Włodzimierz Aleksandrowicz, Michał Mikołajewicz i Mikołaj Mikołajewicz oraz książę Albert Saksen-Altenburski. Na dworcu w Białej najdostojniejszych gości powitali generał-gubernator warszawski książę Aleksander Imeretyński, gubernator siedlecki Aleksander Wołżyn, radca tajny Eugeniusz Subbotkin i wicegubernator lubelski Aleksy Małajew. Car Mikołaj II przyjął raport honorowy od gubernatora, który zaraz potem wręczył carycy bukiet świeżych kwiatów.

 

Carska para wsiadła do powozów, którymi przejechała przez miasto, bogato ozdobione dywanami, flagami, zielenią i inicjałami rodziny panujących. Zgromadzona na ulicach ludność wznosiła niemilknące okrzyki „hura”. Orszak skierował się do prawosławnego żeńskiego monasteru Matki Bożej w Leśnej. O godz. 9.20 zatrzymał się przy moście przed monasterem. Przedstawiciele wójtów okolicznych gmin i miejscowej ludności powitali tutaj carską parę chlebem i solą, podanymi na ozdobnym drewnianym półmisku. Car z kilkoma osobami zamienił parę słów. U bramy monasteru carską parę spotkały mniszki na czele z przełożoną oraz dzieci uczące się w monasterze. Przy śpiewie „Zbaw Panie ludzi Twych” Car i Caryca udali się do cerkwi Podniesienia Krzyża Pańskiego, u wejścia do której powitał ich Herman, biskup lubelski. Gdy Liturgia dobiegła końca, Mikołaj II z żoną odwiedzili przełożoną Katarzynę, a potem obejrzeli monaster, świątynię, szpital i szkołę.

Wizyta w Leśnej dobiegła końca i najdostojniejsi goście o godz. 11.40 odjechali do Białej. Tutaj spożyli obiad i o godz. 12.20 wyruszyli pociągiem w dalszą drogę. Do stacji w Dęblinie (wówczas nazywanego Iwangrodem) carskiej parze miał zaszczyt towarzyszyć książę Imerytyński, który był także zaproszony do carskiego stołu. Wychodząca w Warszawie „Gazeta Świąteczna” (nr 1029/1900), powołując się na „Warszawskij Dniewnik”, poinformowała, że Car 30 sierpnia (12 września) wsparł finansowo monaster, ofiarowując na jego potrzeby pięć tysięcy rubli. Carska para ofiarowała ponadto taką samą sumę rzymskokatolickiemu klasztorowi na Jasnej Górze w Częstochowie, na odbudowanie wieży, zniszczonej przez pożar 2 (15) sierpnia 1900 roku.


Car Mikołaj II Romanow podporządkował puszczańską gospodarkę potrzebom łowieckim, dzięki temu dziko żyjące żubry przetrwały tu do XX wieku.


Ostatnie polowanie Cara w Puszczy Białowieskiej


Ostatnie łowy Mikołaja II w białowieskim mateczniku odbyły się więc w 1912 roku, po dziewięcioletniej przerwie. Białowieżanie, żegnając Cara w 1903 roku, spodziewali się, że zgodnie z ukształtowaną już tradycją monarcha odwiedzi ich miejscowość po upływie trzech lat, czyli w 1906 roku. Ale tak się nie stało! Nie przyjechał również w 1909 roku.


W pierwszym przypadku wpłynęła na to, jak się przypuszcza, niezbyt stabilna sytuacja społeczno-polityczna w imperium rosyjskim. Pod koniec stycznia 1905 roku, w związku z wybuchem rewolucji w Rosji, do ochrony carskiego pałacu w Białowieży oraz całego łowiska wraz z jego obiektami i urządzeniami, skierowany został 4 charkowski pułk ułanów, stacjonujący w Białymstoku i podlegający 4 dywizji kawaleryjskiej. To właśnie żołnierze tego pułku ochraniali w następnych latach polowania wielkiego księcia Mikołaja Mikołajewicza, który nie mógł oprzeć się pokusie łowów w Puszczy Białowieskiej. Imperator cały czas był informowany o sprawach dotyczących Puszczy. W czerwcu 1907 roku, w związku z nadmiernym rozmnożeniem się w białowieskich lasach brudnicy mniszki, wydał zezwolenie na wyrąb drzew opanowanych przez tego motyla.


Na przeszkodzie carskiej wizycie w 1909 roku stanęła z kolei najprawdopodobniej zaraza, jaka rok wcześniej wybuchła wśród puszczańskiej zwierzyny.


O planowanym przyjeździe Cara w 1912 roku białowieżanie dowiedzieli się już wiosną. W kwietniu przyjechał młody porucznik oraz starszy unteroficer, których zadaniem było wybranie spośród uczniów miejscowej szkoły czterdziestu chłopców i stworzenie z nich tzw. „pociesznego wojska”. Białowiescy chłopcy byli przeważnie chuderlawi, zdołano więc wybrać tylko trzydziestu pięciu „rekrutów”. Uszyto im jasnozielone koszule i spodnie, także czapki z daszkiem. Każdy „wojak” otrzymał drewnianą imitację karabinu. Wojskowej musztry uczono dwa razy w tygodniu. Porucznik zdradził chłopcom, że pod koniec lata wystąpią oni przed carewiczem Aleksym, który będzie z nimi uczyć się musztry.
W początku września w domach mieszkańców białowieskiej Zastawy rozlokowała się carska ochrona. Pojawili się również żołnierze z 4 charkowskiego pułku ułanów, którzy mieli  ochraniać polowanie. Wcześniej u zastępcy dowódcy wojsk warszawskiego okręgu wojskowego, generała Aleksieja Brusiłowa, zabiegał o to dowódca pułku Wiktor von Krug. Starania te poparł minister carskiego dworu, generał-adiutant hrabia Włodzimierz Frederiks.
Żołnierzom uszyto nowe umundurowanie. Dla wzmocnienia pułkowego chóru wynajęto kilku solistów z Warszawy. Na potrzeby sztabu pułku zaadaptowano najobszerniejszy dom w centrum Białowieży. Nad Narewką ustawiono polową kuchnię, która nęciła miejscową dzieciarnię „carską zupą”. Chłopi robili porządki na swych posesjach. Domy zostały udekorowane pikami i proporczykami. Przy drogach wjazdowych do Białowieży ustawiono budki dla dyżurujących żołnierzy. Kilka szwadronów, a także piechota i kozacy, ochraniali granice Puszczy.
Wkrótce zaczęły docierać poszczególne służby dworskie, później konie Cara i wielkich księżniczek, a wśród nich malutki pony Carewicza.
Przed przyjazdem Cara przeprowadzono kontrolę wszystkich linii kolejowych, po których monarcha miał jechać. W tym celu do Białowieży i Czyżewa przyjeżdżali minister wojny generał Włodzimierz Suchomlinow i minister komunikacji generał Sergiusz Ruchłow. Odcinek kolei nadwiślańskich od Siedlec do Wołkowyska, Małkini, Bielska Podlaskiego i Białowieży sprawdzał naczelnik tych kolei gen. Hesket wraz z naczelnikiem ruchu inż. Szołpem. Chciano się upewnić, że monarsze nic nie zagraża, bowiem wcześniej ujęto w Białymstoku inż. Adalberta Wrzoszczyńskiego – szpiega z Prus, który odwiedził m.in. Białowieżę, gdzie sporządził opis miejscowości oraz szkic tutejszych dróg i mostów.
Pomny niedogodności podróży z własnym ojcem – Car Mikołaj II  zadecydował o doprowadzeniu linii kolejowej z Hajnówki do samej Białowieży. Przed przybyciem Cara w Białowieży pośpiesznie dokańczano prace przy urządzaniu parku pałacowego, wyświęcono cerkiew, reperowano drogi, wreszcie… szkolono służbę leśną i łowiecką.

Cerkiew w Białowieży

Tymczasem Imperator z rodziną uczestniczył w uroczystościach z okazji setnej rocznicy wielkiej wojny Rosjan z francuskim Cesarzem Napoleonem, zorganizowanych w Moskwie. Później carska rodzina wyjechała pociągiem do Smoleńska, gdzie również odbyła się uroczystość jubileuszowa.
Do Białowieży najdostojniejsi goście przybyli w sobotę 14 września. Oprócz Cara i jego rodziny przyjechali wielki książę Dymitr Pawłowicz, wielkie księżniczki Olga i Tatiana Mikołajewny, książę Wiktor Koczubej, książę Sergiusz Biełosielskij-Biełozierskij, hrabia Włodzimierz Frederiks, hrabia Włodzimierz Orłow, generał-major Aleksandr Drenteln, gubernator grodzieński Wiktor Borzenko oraz inni dygnitarze.

Salonka w carskim pociągu

Monarcha jeszcze tego samego dnia wieczorem opuścił Białowieżę, udając się koleją północno-zachodnią do Czyżewa, gdzie 15 i 16 września obserwował wielkie manewry wojsk okręgu warszawskiego, w których udział brało ponad sześćdziesiąt tysięcy żołnierzy. Wojsko zrobiło na Mikołaju II duże wrażenie. Podczas wizytacji Carowi towarzyszyli wielki książę Dymitr Pawłowicz, minister dworu cesarskiego i członkowie świty. W południe 17 września Car powrócił do Białowieży.

Car w oknie pociągu

Salonki w pociągu carskim

Duże zainteresowanie na całej trasie przejazdu budził pociąg carski, który składał się z 11 wagonów. Mieściły się w nich m.in. sypialnia, salon, dwa gabinety, kuchnia. Były też wagony dla służby i dwa wagony bagażowe. Cały skład mierzył 220 metrów. Pociąg ogrzewano parą i oświetlano elektrycznością.

Rampa kolejowa

Okazale prezentowała się kolejowa rampa carska w Białowieży. Umiejscowiono ją w odległości ponad 300 metrów od pałacu. Skrzydła głównego budynku tworzyły pośrodku kwadratowy plac, nad którym wznosiła się kopuła z imperatorską koroną. Z okazji carskich przyjazdów rampa była dekorowana flagami i girlandami z zieleni oraz wyściełana dywanami. Na klombie urządzano powitalne napisy z kwiatów, przedstawiano też kwietnego państwowego orła. Prace te wykonywali sprowadzeni specjalnie z Warszawy ogrodnicy. (żródło: http://www.przegladprawoslawny.pl).


Rozpoczęły się polowania. Obowiązywało zarządzenie Cara, że każdy uczestnik polowania może ustrzelić tylko jednego żubra. Do lasu wyjeżdżano około godziny ósmej rano. Kawalkada aut liczyła 20-30 pojazdów. Nigdy nie było wiadomo, w którym jedzie Car. Policjanci w tym momencie jakby zapadali się pod ziemię, monarcha bowiem wręcz chorobliwie nie znosił ich widoku. Z polowania wracano pomiędzy piątą a szóstą wieczorem. Uroczysty przegląd zwierzyny odbywał się po kolacji.

18 września wypadło święto pułków – kawaleryjsko-gwardyjskiego im. Marii Fiodorowny i 4 ułańskiego charkowskiego. Na wydany z tej okazji uroczysty obiad zaproszeni zostali dowódcy i oficerowie obu pułków. Monarcha wznosił toasty i pił za zdrowie żołnierzy. Pułkowy historyk, rotmistrz Bogdanowicz, wręczył Carowi książkę „Historia charkowskiego pułku od momentu jego powstania”. Car i wszyscy wyżsi członkowie dworu wpisali się do pułkowej księgi honorowej. Monarcha spytał na boku dowódcę pułku, Wiktora Kruga, w jaki sposób mógłby sprawić pułkowi jakąś przyjemność. Ten odpowiedział, że mogłoby to być  awansowanie na oficera sztabowego rotmistrza Kisielowa. Car zgodził się. Nazajutrz, w cerkwi, dowódca specjalnie postawił rotmistrza przy Carze. A podczas śniadania Car pogratulował zaskoczonemu oficerowi jego awansu na podpułkownika i wzniósł z tej okazji toast.

W sobotę 21 września (święto Narodzin Matki Bożej) i w niedzielę 22 września najdostojniejsi goście byli obecni na Liturgii w miejscowej cerkwi, w której w 1909 roku wykonano ceramiczny ikonostas z materiału – jak twierdzili starsi mieszkańcy Białowieży – ofiarowanego przez Mikołaja II. Po nabożeństwach w pałacu podawano wystawne obiady. Oprócz stałych ich uczestników zapraszani byli na nie także gubernator grodzieński, zarządca Puszczy Białowieskiej, proboszcz, dowódca brygady kawaleryjskiej oraz dowódcy pułków: 1 kolejowego, 11 dońskiego kozackiego im. hr. Denisowa i 4 ułańskiego charkowskiego. Ten sam zaszczyt spotkał również sztabsoficerów i dowódców szwadronów tegoż pułku, tudzież sztabsoficera i ośmiu ober¬oficerów 61 włodzimierskiego pułku piechoty, którzy pełnili w Białowieży służbę podczas carskich polowań.
Śniadanie 22 września umilał występ chóru trębaczy 4 ułańskiego pułku charkowskiego. Carewicz Aleksy podczas pobytu w Białowieży bawił się bronią i grał na bębnie. Odbywał także z ojcem motorowe przejażdżki po lesie. Pewnego razu udało się im natrafić na stado żubrów, składające się z dwudziestu sztuk. Widzieli też dzika. Któregoś dnia przeżyli w lesie przygodę, gdyż ugrzązł im w błocie motor. Z Tatianą Mikołajewną Aleksy zbierał w lesie grzyby.

Car Mikołaj II, Caryca Aleksandra Fiodorowna i Księżna Boriatyńska na polowaniu w Puszczy

Wielka Księżna Maria Pawłowna

Choremu na hemofilię Carewiczowi nie zawsze udawało się ustrzec kontuzji. 18 września, wskakując do łódki na stawie przed pałacem, zrobił bardzo szeroki krok i uderzył się lewym bokiem o jej krawędź. Doznał lekkiego wylewu wewnętrznego. Fakt ten zataił przed rodzicami, gdyż obawiał się, że nie dostanie obiecanego przez ojca rowerka.

Mikołaj II z synem Carewiczem Aleksym

Milczał tak długo, aż w którymś momencie zemdlał. Wtedy dopiero opiekujący się Carewiczem doktor medycyny Włodzimierz Derewienko stwierdził obrzmienie w lewym dole biodrowym, które rozpoznał jako krwotok pozaotrzewnowy. Chłopcu podniosła się temperatura, przeleżał w łóżku osiem dni. Chorym opiekował się lekarz i jego matka, która umilała synowi czas czytaniem. O ćwiczeniu żołnierskiej musztry z białowieskim „wojskiem” nie mogło być mowy, chociaż w przeddzień wyjazdu Aleksy zaczął już bawić się, oczywiście sam, w pałacowej komnacie. Był jeszcze słaby. Wieść o kontuzji Carewicza szybko obiegła Białowieżę. Mieszkańcy bardzo przeżywali to przykre zdarzenie. Miejscowy urzędnik, Gwaj z Zastawy, ułożył na cześć Aleksego wiersz, który uczniowie śpiewali na lekcjach, na naprędce skomponowaną melodię.


27 września wypadło święto Podniesienia Krzyża Pańskiego. W cerkwi odprawiono Liturgię. Po jej zakończeniu przybyły z Grodna arcybiskup grodzieński i brzeski Michał pobłogosławił Najdostojniejszą Rodzinę ikonami. Po wyjściu ze świątyni carską parę spotkała przed pałacem piętnastoosobowa delegacja chłopów-kolonistów z guberni grodzieńskiej. Na czele delacji stali pełnomocnik komitetu rolnego w guberni wileńskiej, kowieńskiej i grodzieńskiej, radca stanu Rochmanow oraz stały członek grodzieńskiej komisji rolnej, radca stanu Jabłokow. Podczas ceremonii przedstawiania monarsze delegacji obecni byli gubernator grodzieński, minister dworu cesarskiego i członkowie świty. Delegacja powitała Cara i wręczyła mu chleb i sól. Monarcha zaprosił chłopów do pałacu, na obiad. Podobne zaproszenie otrzymał także arcybiskup Michał oraz przebywający w Białowieży wyżsi urzędnicy państwowi, dowódcy pułków i przedstawiciele miejscowej administracji.

Car Mikołaj II przy upolowanym przez siebie żubrze

Carski żubr

W ostatnich dniach pobytu w Białowieży Car nagrodził złotymi zegarkami kapelmistrza pułkowych trębaczy Demidowa oraz sztabowego trębacza Płońskiego. Pułkowi natomiast podarował wypchany okaz zabitego przez siebie dzika, z dołączoną do niego tabliczką informacyjną, wykonaną ze srebra. Dzik ten i otrzymane później od zarządcy Puszczy Białowieskiej eksponaty żubra, lisa i medaliony głów jeleni z porożem stały się ozdobą sali zebrań oficerów pułku w Białymstoku. Obok nich zawisł obraz znanego malarza-pejzażysty Jakowa Browara  „Myśliwska droga w Białowieży”, sprezentowany pułkowi na pamiątkę ochrony carskiego polowania. Z żubra upolowanego przez Cara Mikołaja II wykonano eksponat muzealny.

Z upolowanego przez Cara żubra wykonano eksponat muzealny

Warto też wspomnieć, że jeden z żołnierzy, o nazwisku Stelmach, otrzymał osobistą pochwałę od Cara, a przez dowódcę pułku został nagrodzony srebrnym zegarkiem. Żołnierz ów, wjeżdżając na myśliwską dróżkę na koniu, dostrzegł w pewnym momencie podążających w jego stronę na koniach monarchę i wielkiego księcia Dymitra Pawłowicza. Nie wpadł w popłoch, lecz ostro ściął konia i zawrócił ze ścieżki. Przeskoczył szeroki rów i stając na baczność oddał honory przejeżdżającym. Imperatorowi i księciu bardzo to się spodobało.
Łowczy Stefan Charczun twierdził, że podczas polowania w 1912 roku rewolucjoniści przygotowali zamach na Cara, przeciągając w poprzek drogi, między drzewami, drut na wysokości szyi osób siedzących w samochodzie. Łowczy towarzyszył Carowi, gdy ten jechał odkrytym samochodem przez puszczę. Los chciał, że wcześniej jadący tą samą szosą samochód ciężarowy zerwał rozciągnięty nad nią drut, ratując życie carowi i łowczemu.


Na zakończenie każdego dnia łowów urządzano przegląd ustrzelonej zwierzyny. Nazywano go z niemiecka sztreką lub pokotem. Po kolacji myśliwi wychodzili przed pałac i podziwiali swoją zdobycz. Zwierzynę układano na lewym boku, pod rosnącymi tutaj starymi dębami. Na przedzie leżały sztuki ustrzelone przez Cara, za nimi – zdobyte przez pozostałych uczestników polowania. Przestrzegano też hierarchii zwierzęcej. Każdy pokot otwierały żubry, następnie leżały jelenie, daniele itd. W przypadku, gdy ktoś ustrzelił drobną zwierzynę lub jakiegoś ptaka, sztuki te umieszczano od frontu, przed zwierzyną grubą. Całość przystrajano girlandami z gałązek dębowych i świerkowych.

Nadłowczy Józef Newerly ustawiał się przed frontem ułożonej zwierzyny, łowczowie natomiast zajmowali miejsce po jego lewej stronie. Z tyłu pokotu stali strzelcy z trąbkami, za nimi pozostały personel łowiecki oraz pałacowi robotnicy, ubrani w czerwone koszule. Trzymali oni w rękach latarnie, które oświetlały otoczenie. Wszyscy byli zwróceni twarzami do pałacu. Widowisko to obserwował nieco z dala tłum ciekawskich, złożony z miejscowych urzędników, przyjezdnej inteligencji, a także z mieszkańców Białowieży. Na przeglądy przybywali ludzie z bliżej i dalej położonych miejscowości – z Białegostoku, Grodna, Brześcia Litewskiego a nawet z Warszawy. Przyciągała ich przede wszystkim możliwość ujrzenia z bliska carskiej rodziny i wielkich książąt.
Z przeszklonego ganku pałacu jako pierwszy wychodził Car z rodziną, a za nim jego świta i goście. W tym momencie zapalano pochodnie, umocowane na drewnianych słupkach, ustawionych w czterech rogach placu. Trębacze rozpoczynali sygnał powitania. Dostojni myśliwi zatrzymywali się przed ułożoną zdobyczą. Nadłowczy podchodził do Cara i składał raport z ilości i rodzaju upolowanej zwierzyny. W chwili wskazywania przez niego kordelasem na poszczególne gatunki zwierzyny, orkiestra łowiecka odgrywała odpowiednie hejnały na ich cześć. Sygnały były wykonywane według zwyczaju przyjętego w Niemczech – na trąbkach typu pless.
Po zakończeniu ceremonii myśliwi podchodzili do ułożonej zwierzyny, sprawdzali celność swych strzałów i opowiadali szczegóły jej zdobycia. Car kończył oględziny podziękowaniem za wynik polowania i wracał do pałacu. Trębacze żegnali go marszem. Rozchodziła się także publiczność.


Po przeglądzie zwierzynę przekazywano preparatorowi, który w specjalnym pomieszczeniu oddzielał łby z porożem od tusz, wygotowywał je i następnie robił medaliony. Trofea te trafiały do pałacu lub były zabierane przez myśliwych. Tusze zwierzęce szły do lodowni. Młodsze kozły i dziki przeznaczano do pałacowej kuchni, a pozostała część była rozdawana wojsku, pracownikom administracji leśno-łowieckiej i chłopom. Niektóre partie mięsa odprawiano do Petersburga.


Brak jest oficjalnych danych o ilości ustrzelonej w 1912 roku zwierzyny. Wiemy jednak, że było wśród niej jedenaście żubrów. Ciekawe, że broń, której Mikołaj II używał podczas tego polowania (dubeltówka i repetler), dziwnym trafem w 1931 roku znalazła się w posiadaniu jednej z firm prowadzących handel bronią w Warszawie. Wystawiono ją tutaj do sprzedaży komisowej. Dubeltówka była precyzyjnie cyzelowana, a ciężkie i masywne hebanowe szkatułki do broni miały bogate rzeźbienia. Artystyczne rzeźby widniały również na ich pokrywach, wykonanych z orzecha.

Carska rodzina i goście wyjechali z Białowieży 29 września, bardzo późnym wieczorem (godz. 11), kierując się do Spały. Pawilon kolejowy udekorowany został na tę okazję kwiatami i girlandami. Prowadzącą do niego aleję oświetlały rzęsiście tysiące lampek. Carską rodzinę odprowadzali książę Wiktor Koczubej, gubernator grodzieński, zarządca Puszczy Białowieskiej, dowódca brygady artyleryjskiej generał Krasowski oraz dowódcy pułków 4 ułańskiego charkowskiego i 11 dońskiego kozackiego im. hr. Denisowa. Książę Koczubej i gubernator Borzenko wręczyli bukiety żywych kwiatów Aleksandrze Fiodorownie i wielkim księżniczkom. Na chwilę przed odjazdem w oknach pociągu pojawiły się sylwetki Cara, Carycy z synem i wszystkich księżnych. Tuż za carskim pociągiem wyruszył skład towarowy, w którym wieziono konie, pojazdy i obsługę. Do Spały najdostojniejsi myśliwi dojechali 17 września, przed południem.


Jak twierdził Pierre Gillard, nauczyciel monarszych dzieci, Carewicz Aleksy podczas pobytu w Spale, na skutek jazdy powozem po wyboistej drodze, ponownie uderzył się i jego stan nagle się pogorszył. Pojawiła się krwawa opuchlizna pod pachą, która groziła przejściem w ciężkie zakażenie krwi. Z zachowaniem najwyższej ostrożności chłopca przewieziono ze Spały do Carskiego Sioła, gdzie rodzina spędziła zimę.


Polowanie w Białowieży bardzo spodobało się jednej z córek Mikołaja II – Tatianie. 4 października, będąc już w Spale, napisała list do swojej cioci, wielkiej księżnej Kseni Aleksandrowny, w którym z zachwytem relacjonowała: „W Białowieży było bardzo śmiesznie. Jeździliśmy z Papą na polowanie, Olga i ja. Maria z Anastazją były tylko dwa razy. Ja stałam na stanowisku dwa razy u Papy, raz u ks. Golicyna, raz u ks. Biełosielskiego i raz u Drentelna. Było bardzo pięknie”.


Pożegnanie Cara Mikołaja II z Białowieżą.


Car Mikołaj II odwiedził Białowieżę aż sześciokrotnie. Po raz pierwszy, jeszcze jako następca tronu, zawitał tu w 1894 roku. Towarzyszył swemu ojcu - Carowi Aleksandrowi III, który, pomimo ciężkiego stanu zdrowia, wybrał się do Puszczy Białowieskiej na polowanie. Ostatni raz przyjechał tu w 1915 roku. Wizytę tę poprzedziło zbudowanie linii kolejowej z Lewek do Hajnówki oraz okazałego pałacu carskiego w samej Białowieży. Do tego właśnie pałacu Mikołaj Aleksandrowicz będzie przyjeżdżać, już jako imperator, wraz z żoną i dziećmi oraz licznymi gośćmi. Odwiedzi on Białowieżę w 1897, 1900, 1903, 1912 i 1915 roku.

Car i Caryca Aleksandra Fiodorowna bardzo lubili Białowieżę i otaczające ją lasy. Chętnie tutaj wracali, także wspomnieniami. Białowieża w tym czasie zyskała wiele. W 1897 roku doprowadzono do niej linię kolejową z Hajnówki, wybudowano okazały dworzec kolejowy.

 

Wokół pałacu pojawiły się liczne budowle towarzyszące, założono dwa parki, wybudowano murowaną cerkiew, nowy gmach Zarządu Puszczy Białowieskiej oraz budynek szkoły ludowej. Nie sposób też nie wspomnieć o szosie, łączącej Prużanę z Białowieżą, Hajnówką i Bielskiem Podlaskim, którą oddano do użytku w 1903 roku.

 

Car z reguły gościł w Białowieży przez dwa tygodnie. Polował tutaj i wypoczywał, a później odwiedzał jeszcze Spałę. Po raz ostatni zawitał do Białowieży 22 czerwca 1915 roku. Tym razem przyjechał sam, bez żony i dzieci, tylko na jeden dzień.  Trwała już I Wojna Światowa, jednakże Białowieża znajdowała się jeszcze poza zasięgiem działań wojennych. Po upływie dwóch miesięcy Niemcy dotarli także do Puszczy. Sytuacja na froncie w maju i czerwcu 1915 roku nie była dla Rosji pomyślna. Wojska austro-węgierskie kontynuowały natarcie, zmuszając rosyjską armię do pozostawienia Galicji.  

Car Mikołaj II przez cały czerwiec przebywał w kwaterze głównej w Baranowiczach, prawie nigdzie z niej nie wychodził. W głowie tliła mu się jednak myśl o odwiedzeniu Białowieży. W liście pisanym 16 czerwca z kwatery głównej do żony zwierzał się: "Zamierzam wyjechać wkrótce samochodem do Białowieży na cały dzień, zrobię to niespodziewanie".  Caryca odpisała mu, że całkowicie popiera ten pomysł. Wyraziła zadowolenie, że spędzi on "przyjemny dzień na łonie przyrody, z dala od intryg". Z rozrzewnieniem wspominała ich wspólne pobyty w Białowieży, z wyjątkiem tego ostatniego, kiedy ich syn Aleksy zachorował. Na zakończenie dodała: "Znajdziesz moje imię wypisane w sypialni, na oknie, które wychodzi na balkon, pod moimi inicjałami z drutu na okiennej ramie".

W następnym liście radziła mężowi, by nikomu nie mówił o zamiarze wyjazdu do Białowieży.

22 czerwca Car dotarł do Białowieży i od razu wysłał telegram do żony. Dokładną relację z pobytu złożył żonie następnego dnia, po powrocie do kwatery głównej. Pisał, że rozkoszował się Białowieżą, choć czuł się dziwnie, będąc sam, bez niej i dzieci. Pomimo odczucia samotności i smutku, cieszył się na widok pałacu i miłych ich sercu komnat. Zapomniał na chwilę o teraźniejszości i na nowo przeżywał dni minione.  Zwierzył się też, że noc przed wyjazdem spędził w trwodze. Zaraz po skończeniu gry w domino pojawił się u niego wielki książę Mikołaj Mikołajewicz i przekazał mu telegram, który dopiero co otrzymał od generała-adiutanta Michała Wasiljewicza. Generał informował, że Niemcy przerwali linię frontu i wchodzą głęboko na ich tyły. W tej sytuacji Car nie mógł wyjechać do Białowieży o godzinie 10, tak jak to sobie zaplanował. Ale już o godz. 11.40 otrzymał od generała-adiutanta następny telegram, w którym ten donosił, że przerwanie linii zostało zlikwidowane, nieprzyjaciel został odrzucony, ponosząc ciężkie straty. W tej sytuacji Car o godz. 12, z ulgą w sercu, pędził już ze wszystkimi swoimi współtowarzyszami w kierunku Puszczy Białowieskiej.

Ostatni papieros Cara w Puszczy Białowieskiej

W liście do żony Car relacjonował, że droga do Białowieży ciągnie się 183 kilometry, ale jest bardzo ładna i równa. Do pałacu dotarł o godz. 15.20, pozostali zaś docierali co 5 minut, w tumanach okropnego pyłu. Z zapisków generała żandarmerii Aleksandra Spirydowicza, naczelnika pałacowej ochrony wynika, że główny szofer pomylił drogi i zamiast około dwustu, przejechano trzysta kilometrów. W drodze do Białowieży doszło do wypadku. Pięć kilometrów przed celem podróży auto carskiej ochrony najechało na podwodę i zabiło furmana, 56-letniego Ilję Sacharczuka.  Tego dnia po szosie Prużana - Białowieża - Hajnówka jechał sznur około 500 podwód, które wiozły 2000 robotników do pracy przy budowie fortów w Grodnie. Koń Ilji Sacharczuka, trzymany przez właściciela za uzdę, spłoszył się i odrzucił swego gospodarza na szosę, wprost pod auto ochrony.

Car Mikołaj II zainteresował się wypadkiem. Wysiadł z auta i przyjrzał się zabitemu chłopu. Porozmawiał z jego współtowarzyszami, którzy przyszli na miejsce wypadku i nakazał wypłacić wdowie, 46-letniej Aksinie Sacharczuk, 500 rubli na pogrzeb i inne wydatki. Rodzinie miano także wypłacać rentę 250 rubli rocznie. Sacharczukowie mieli sześcioro dzieci od 4 do 22 lat.

 

Po przybyciu wszystkich do Białowieży, w pałacowej jadalni podany został posiłek na zimno. Po przekąsce Car pokazał współtowarzyszom pałac i jego komnaty. Odwiedzono też muzeum, dużo spacerowano po parku. Następnie wszyscy wyjechali do Zwierzyńca, gdyż bardzo chcieli zobaczyć żubry i inne zwierzęta. Poszczęściło się im, gdyż spotkali duże stado żubrów, bardzo niespokojnie na nich patrzących. Widzieli też jelenie.
Jechali przez las około 30 wiorst, po świetnych, pokrytych trawą dróżkach, aż przy końcu Puszczy wyjechali na szosę prużańską. Pogoda była wspaniała. Tego lata trwała taka susza, że nawet błota zanikły, a gęsty pył unosił się nawet z leśnych dróg. Niebawem wszyscy mieli twarze szare od pyłu i trudno było rozróżnić, kto jest kim. Najbardziej ubrudzony był niewielki wzrostem admirał Konstantin Niłow, z najbliższego otoczenia Cara.

Car informował żonę, że nowym zarządcą Puszczy Białowieskiej został Gieorgij Lwow - "tłusty człowieczek, krewny admirała", ożeniony z siostrą Borisa Stürmera, członka Rady Państwowej. Poprzedni zarządzający, Mitrofan Golenko, otrzymał awans do Moskwy (w Białowieży zostawił po sobie znakomicie urządzone muzeum). Car pisał też, że zmarł proboszcz białowieskiej cerkwi Michał Szyryński oraz zarządca carskich polowań Józef Newerly. Następcą tego ostatniego został Ewald Bark, krewny ministra finansów, Piotra Barka. Przepracował on tutaj 20 lat jako leśniczy, był energicznym człowiekiem, doskonale znającym las i zwierzynę.

W drodze powrotnej z Białowieży we wszystkich autach zaczęły niespodziewanie pękać opony. Z tego powodu auto Cara musiało się zatrzymywać trzykrotnie. Był to skutek upalnego dnia i mnóstwa walających się na szosie gwoździ. Postoje wyszły jednak wszystkim na dobre, ponieważ dawały możliwość wyjścia i rozprostowania nóg. Wieczorem i w nocy królowała wspaniała świeżość, a powietrze w lesie było upojnie aromatyczne.

Do kwatery Car wrócił o godzinie 22.45. Właśnie wtedy, gdy pociąg z generałem Michałem Wasiljewiczem zatrzymywał się. Po rozmowie z generałem, Car ze współtowarzyszami zjadł kolację i od razu położył się spać. 26 czerwca zwierzał się żonie w liście, że po pobycie w Białowieży czuje się lepiej, choć w tym czasie martwił się bardzo brakiem wiadomości, gdzie i jakie wojska się znajdują.

Car z rodziną

12 lipca 1918 roku Uralska Rada Robotnicza podjęła decyzję o zamordowaniu całej carskiej rodziny. Głównym wykonawcą rozkazu miał być Jurowski. Od tej chwili przyszły kat jeździł po okolicy szukając odpowiedniego miejsca do pozbycia się ciał. Znalazł je 14 lipca 1918 roku w nieczynnej kopalni, kilkanaście kilometrów od Jekaterynburga, w uroczysku „Czterech braci”.
16 lipca 1918 roku z rozkazu Jurowskiego zabrano z wartowni dwanaście rewolwerów. Większość z nich rozdano Węgrom. O północy obudzono więźniów. Kazano im się ubrać mówiąc, że trzeba opuścić miasto, bo wybuchły w nim rozruchy. Do czasu odjazdu mieli przebywać w suterynach. Ruszyli, po schodach prowadzących na podwórze. Jurowski ze swoim czekistą Nikulinem szli przodem, za nimi Car z chorym synem na rękach, potem Cesarzowa z córkami, doktor Botkin, Demidowa, Charitonow i zamykający pochód Trupp. Więźniów wprowadzono do przylegającego do suteren pokoju, wcześniej zajmowanego przez Austriackiego jeńca Rudolfa. Tam mieli czekać na transport, który przewiezie ich w bezpieczne miejsce. Poprosili o krzesła. Carewicz nie mogąc stać usiadł po środku pokoju. Po jego lewej zasiadł Car ojciec, Aleksandra Fiodorowa znalazła się przy ścianie, tuż obok drzwi. Najdalej stała służąca. Kiedy zaniepokojona rodzina gnieździła się w pokoju, za ścianą czekało już dziesięciu katów uzbrojonych w rewolwery.
Po wyjściu Jurowskiego zapadła cisza. Słychać było pierwsze niespokojne szepty. Nagle do pokoju wpadła gromada Węgrów z odbezpieczonymi rewolwerami. Towarzyszył im Jurowski i dwaj jego przyjaciele Jermakow oraz Waganow. Plutonem egzekucyjnym, na migi, dowodził Miedwiediew. Do więźniów dopiero w tym momencie dotarła groza sytuacji. Wnet otoczył ich milczący półokrąg oprawców. Cesarzowa patrząc na rewolwery uczyniła znak krzyża.
Jurowski, który już wcześniej zastrzegł sobie zabicie Mikołaja II, uczynił scenę jeszcze bardziej dramatyczną. Wystąpił na przód i rzucił do Cara:


- Wasi chcieli was ocalić. Nie udało się. Musicie zginąć!
Potem niewyraźnie odczytał wyrok śmierci. Do Cara nie docierały jego słowa. Mrugał nerwowo oczami i pytał swojego kata:
- Co? Co?
- Ot co! - krzyczał oprawca i przyłożył lufę do carskiej skroni. Pociągnął za cyngiel. Rewolwer wypalił…


Car zginął na miejscu. Miedwiejew strzelił do Carewicza, który wił się w agonalnych bólach na podłodze. Dobił go Jurowski. Pod gradem strzałów padła na ziemię Wielka Księżna Anastazja. Ranna krzyczała i ręką zasłania się przed bagnetami dobijających ją Węgrów. Między konającymi i katami biegała rozhisteryzowana służąca Demidowa. Na nią mordercy potrzebowali więcej kul.
Oprawcy przeszukali jeszcze ciepłe ciała ofiar w poszukiwaniu kosztowności, po czym zawinęli je w prześcieradła i przenieśli do podstawionej przed domem ciężarówki. Kondukt prowadzony przez Waganowa jadącego na koniu, ruszył przez Jekaterynburg. Szybko wjechali w lasy. Tam stanął im na drodze wóz z pobliskiej wsi. To chłopka Zykowa z synem i synową wiozła ryby na targ. Waganow pod groźbą śmierci kazał jej zawracać i nie oglądać się za siebie. Chłopka jednak zerknęła i zobaczyła uzbrojoną grupę na pace samochodu. Zyrkowie wpadli do swojej wsi i budząc wszystkich oznajmili, że „biali” nadeszli. Wiejski zwiad dotarł do uroczyska „Czterech braci”. Tam zagrodzili im drogę uzbrojeni bolszewicy tłumacząc, że mieli tam właśnie ćwiczyć rzucanie granatami.
W domu Ipatjewa czekiści sprzątali miejsce zbrodni. Pokój tonął we krwi. Posoka spływała aż po schodach, znacząc ślad jakim niesiono zawinięte w prześcieradła ciała. Zakrzepła krew pozostała na meblach i w szparach podłogowych desek. Tak bestialskiej rzezi nie można było ukryć na długo. Jekaterynburg huczał od plotek.
Kilka dni później na murach miasta pojawiły się obwieszczenia:


„Mając pewne dane, iż bandy czechosłowackie zagrażają czerwonej stolicy Uralu, Jekaterynburgowi i że ukoronowany kat mógłby uciec przed sądem ludowym (odkryto spisek białogwardzistów, mający na celu wywiezienie rodziny Romanowów), prezydium komitetu obwodowego, wykonując wolę ludu, zdecydowało, że były Car Mikołaj Romanow zostanie za swe niezliczone krwawe zbrodnie rozstrzelany. Niniejsze postanowienie wykonano w nocy z dnia 16 na 17 lipca. Resztę rodziny Romanowów wywieziono z Jekaterynburga i przewieziono w bezpieczne miejsce”.


Dopiero po wielu latach szczegóły tej zbrodni wyszły na jaw. Mimo, że przez dekady legendy, choćby o cudownie ocalałej Anastazji, zapładniały umysły nie tylko Rosjan, śmierć rodziny Romanowów nie kryła aż takich zagadek. Rodziła za to kolejne mity. Niezwykle pobożny Car, który zginął tak tragiczną śmiercią, przez wielu prawosławnych Rosjan nazywany jest Mikołajem Męczennikiem. W 1981 roku ostatni Car Rosji zbliżył się do świętości, został kanonizowany przez Rosyjską Cerkiew Prawosławną poza Granicami Rosji. W 2001 roku śladem swojego odłamu poszła Rosyjska Cerkiew Prawosławna.
Śmierć carskiej rodziny to wydarzenie kończące pewną epokę w dziejach Rosji. Po nim nastały mroczne lata, w których cieniu kryją się oprawcy podobni do carskich morderców. Może, gdyby Mikołaj II miał choćby minimalne wyczucie społecznych nastrojów, nie skończyłby życia w tak straszny sposób. (źródło: Piotr Jezierski)

Albert I książę Monako

Albert I (ur. jako Albert Honoré Charles Grimaldi; ur. 13 listopada 1848 r. w Paryżu, zm. 26 czerwca 1922 r. w Paryżu), 11. książę Monako od 10 września 1889 r. do 26 czerwca 1922 r., syn księcia Karola III Grimaldi i Antoinette de Merode.

 

Przez cały XIX wiek żubry należały do zwierząt szczególnie poszukiwanych przez kolekcje zoologiczne. Zezwolenie na ich odstrzał dla celów naukowych było bardzo trudne do uzyskania. Carska administracja Puszczy Białowieskiej, ostatniego miejsca w Europie, gdzie żubr jeszcze wówczas występował, chroniła „króla europejskich puszcz". Pozwolenia na polowania wydawane były rzadko i rezerwowano je niemal wyłącznie dla carskiej rodziny i zagranicznych - w Rosji szczególnie ważnych i cenionych - polityków i arystokratów. Jednym z nielicznych gości, którym pozwolono na ubicie dwóch żubrów, był książę Monako Albert I z dynastii Grimaldi. Książę był ostatnim uczestnikiem wielkich łowów, organizowanych w Puszczy Białowieskiej za czasów carskich. Polowanie to odbyło się w ostatnich dniach stycznia 1913 roku.


Do Białowieży, na zaproszenie Cara Mikołaja II, przyjechał książę Monako Albert I  z dynastii Grimaldi.Car nie mógł towarzyszyć księciu, gdyż w tym czasie był zajęty innymi sprawami. Razem z księciem przyjechał jego stały adiutant Henri Bourée oraz lekarz osobisty dr. Loüet, a także kilka innych osób. Z polecenia gubernatora Warszawy, gościom przez cały czas ich pobytu w Puszczy towarzyszył Wacław Mariewski - przedstawiciel zarządu kolei nadwiślańskich. Do Białowieży całe towarzystwo przybyło pociągiem 29 stycznia 1913 roku, w godzinach porannych. Na dworcu kolejowym gości witali: Mitrofan Golenko - zarządca Puszczy Białowieskiej, Józef Newerly - organizator reprezentacyjnych polowań oraz Otto Renke - zarządca pałacu cesarskiego.

 

Łowy trwały trzy dni - od 29 do 31 stycznia. Pierwszego dnia do Puszczy wyjechano po południu. Polowanie odbyło się bez naganki. 18-stopniowy mróz wcale nie przeszkadzał myśliwym. Książę Albert miał na sobie pelisę z podbiciem futrzanym, a na nogach buty wyłożone futrem. Efekt polowania okazał się dla myśliwych pomyślny. Książę ubił żubra i jelenia, a pozostali uczestnicy łowów trzy jelenie i dwa dziki. Śniadanie spożyto w specjalnym pawilonie. Wiedząc o całkowitej abstynencji najważniejszego gościa, alkoholu nie podawano. Książę, jako zapalony myśliwy, zachwycał się obfitością puszczańskiego zwierzostanu. Nie krył też swego podziwu dla samej Puszczy, która go wprost oczarowała.

 

Drugiego dnia łowów książę ustrzelił żubra, jelenia i potężnego dzika. Padły ponadto trzy jelenie i dzik. W polowaniu nie uczestniczył dr Loüet, który pozostał w pałacu, by pomierzyć i sfotografować trofea z pierwszego dnia polowania.
 
Trzeciego dnia wyjazd do Puszczy nieco się przeciągnął. Kierownicy miejscowej administracji postanowili bowiem bliżej zapoznać gości z białowieskim pałacem. Po zakończeniu spaceru po komnatach pałacowych, gości zaproszono na śniadanie. Podano na nie między innymi polędwicę z żubra, upolowanego przez księcia. Do Puszczy myśliwi wyjechali około południa. Tym razem książę położył celnymi strzałami dwa kapitalne jelenie. Padł też dzik i postrzelono daniela, który umknął w puszczański gąszcz.

 

Po powrocie z Puszczy i krótkim odpoczynku, goście zostali zaproszeni na pożegnalny obiad. Po jego zakończeniu książę Albert podziękował za wspaniałe przyjęcie w Białowieży. Jej gospodarzom wręczył wysokie odznaczenia. Zarządca Puszczy zrewanżował się księciu albumem z pięknymi widokami Puszczy Białowieskiej. Wraz z żoną zaprosił też gościa na wieczór do swojej siedziby, na prywatne przyjęcie. Następnego dnia książę wysłał do Cara Mikołaja II telegram z podziękowaniami za okazaną mu w Białowieży gościnność.

 

Do Warszawy dostojny gość przyjechał 1 lutego. Przebywał tutaj kilka dni, będąc podejmowany przez miejscowych arystokratów. W podróż powrotną wyruszył 5 lutego.

 

W ślad za księciem powędrowały do Monako zdobyte w Puszczy Białowieskiej trofea. Na podstawie inwentarza, zachowanego w Archiwum Pałacu Książęcego w Monako, wiemy, że były to szkielety i skóry dwóch żubrów, czterech jeleni i jednego dzika, oczyszczone i umyte w Białowieży, a następnie pod eskortą urzędnika odwiezione do granicy państwa. Żubry spreparował w Anglii Rowland Ward. Dzisiaj znajdują się one w zbiorach Muzeum Antropologii Prehistorycznej w Monako i Narodowego Muzeum Historii Naturalnej w Paryżu. (źródło: Piotr Bajko).

I jeszcze jeden opis tego polowania zamieszczony w Przeglądzie Zoologicznym     XLIX , 1-2 (2005) : 31-38.


Polowanie księcia Monako Alberta I w Puszczy Białowieskiej w 1913 roku i losy dwóch zabitych przezeń żubrów

 

Jednym z nielicznych gości, którym pozwolono na ubicie dwóch żubrów, był książę Monako Albert I (z dynastii Grimaldi. Księciu bardzo zależało na tym pozwoleniu. Był podróżnikiem, mecenasem muzeów zoologicznych i badań (głównie oceanograficznych, antropologicznych i prehistorycz¬nych) i przyrodnikiem. Na swoich jachtach Hirondelle i Princesse Alice II odbył szereg wypraw naukowych, m.in. na Azory i Spitsbergen, skąd przywiózł bogate zbiory zoologiczne. Jak wielu arystokratów tamtej epoki, Albert I był zapalonym myśliwym. Pragnął uzyskać żubra dla dynamicznie rozwijających się zbiorów przyrodniczych księstwa Monako. Dzięki jego hojności w Paryżu utworzono Instytut Paleontologii Człowieka, działający do dziś. Księciu zależało, aby także ten Instytut posiadał w swojej kolekcji żubra, zwierzę - zdaniem francuskich paleontologów - szczególnie ważne dla prehistorii człowieka w Europie.

Przyjazd i polowanie Alberta I opisano w Journal de Monaco (nr 2863 z dnia 11 lutego 1913 roku) w rubryce Dom Panujący. Poniżej prezentujemy pełną treść tego artykułu po tłumaczeniu z języka francuskiego (oryginalny tekst tłumacza).

 

Jego Wysokość Książę otrzyma! pozwolenie Jego Wysokości Cara Rosji na polowanie w jego dobrach w Białowieży (gubernia grodzieńska). 27 stycznia Jego Wysokość pojechał pociągiem z Paryża do Warszawy. Towarzyszyli mu adiutant - lejtnant marynarki Bouree i pan doktor Loiiet, osobisty lekarz. Na granicy rosyjskiej Jego Wysokość Książę spotkał się z jak najlepszym przyjęciem ze strony władz. Od tej chwili towarzyszył mu w różnych podróżach pan Weneslas de Maryewski, szef Kontroli Transportu [w oryg.: Contróle du Service Mobile], przydzielony rozkazem Jego Ekscelencji Gubernatora Warszawy. Po przybyciu do tego miasta, przez które jedynie przejechał z jednego dworca na drugi nie opuszczając pociągu, Jego Wysokość Książę został przyjęty przez księcia generała Melikoffa - adiutanta Gubernatora, generała Kesketha - dyrektora Kolei Nadwiślańskich, pana Scholpa - dyrektora Transportu (w oryg.: Dtrecteur des Mouvements) i inne osobistości, które towarzyszyły Jego Wysokości Księciu podczas przejazdu, Na Dworcu Brzeskim J.W. Książę przesiadł się wraz z osobami ze swego otoczenia do specjalnego wagonu przygotowanego z najwyższym komfortem. Pan Maryewski i pułkownik żandarmerii W. Smirnicki towarzyszyli mu, podróżując w innym specjalnym wagonie.


30 stycznia'' około godz. 9 rano pociąg przybył do Białowieży, gdzie J.W. Książę został przyjęty przez pana Generała Golenkę, administratora dóbr, pana Józefa Neverly, Inspektora Łowieckiego i pana Otto Rekka, zarządcę pałacu. Bezzwłocznie udano się do apartamentów oddanych do dyspozycji Księcia na czas pobytu, a położonych w skrzydle pałacu.


J.W. Książę pozostał w Białowieży do 1 lutego. Podejmowano go z największą gościnnością. Każdego dnia wyruszał saniami do wspaniałej Puszczy, mającej 1.250.000 ha domeny łowieckiej J.W. Cara, w której żyje gruba zwierzyna łowna. Licznie rozmnażają się tutaj dziki, jelenie i sarny. Spotyka się także łosie i żubry (niewłaściwie zwane turami) - ostatnich przedstawicieli gatunku, który niemal wyginął w Europiei i  nie występuje nigdzie indziej z wyjątkiem Kaukazu. To wyjątkowa, rzadka okazja dla myśliwego móc polować na taką zwierzynę.

 

J.W. Książę ubił dwa okazy tych zwierząt oraz kilka jeleni i dzików. Dzięki staraniom personelu dóbr pomiary zabitych zwierząt zostały natychmiast wykonane przez lejtnanta marynarki Bouree. Zwierzęta zostały wypatroszone, a ich szkielety oczyszczone pod nadzorem doktora Louet. Podjęto także wszelkie niezbędne działania, aby móc później wypchać te zwierzęta tak cenne dla kolekcji muzeów historii naturalnych.

 

W przededniu wyjazdu Książę został zaproszony na prywatne przyjęcie do pana i pani Golenko, a 1 lutego odjazd odbył się w warunkach wcześniej opisanych. Po przyjeździe do Warszawy około godz. 7 wieczorem Jego Wysokość został przyjęty przez generała księcia Melikoffa, który stawił się do Jego dyspozycji na czas pobytu w Warszawie oraz przez najwyższe kierownictwo Służb Kolei. Przybyli także pan Schulmann, szef osobistego gabinetu jego ekscelencji gubernatora, generał Balk z kierownictwa policji i inni, J.W. Książę pojechał następnie do Hotelu Bristol, gdzie rząd zarezerwował dla niego apartamenty. Po kolacji udał się do Teatru Nowości, aby w loży rządowej obejrzeć operetkę.


2 lutego w południe Jego Ekscelencja Gubernator wraz z adiutantem, pułkownikiem straży udali się z wizytą do Jego Wysokości, który odznaczył ich Wielką Wstęgą Orderu Świętego Karola. O godz. 1 (po południu) J.W. Książę wraz z lejtnantem marynarki Bouree i doktorem Louet udał się na zamek, aby wziąć udział w obiedzie wydanym na Jego cześć przez Ekscelencje Gubernatora i panią Scalon. W obiedzie uczestniczyli książę i księżna Czetwertyńscy, pan Essen, łowczy Jego Wysokości (Cara), markiza Wielopolska, książę i księżna Braniccy, księżna Augusta Potocka, generał Sirelius, generał Klueff, pan Malicheff, prezydent Warszawskich Teatrów Rządowych], pani Tolbousine, pan i pani Schoulmann, generał książę Melikoff  i inni. Pod koniec posiłku Jego Ekscelencja Gubernator wygłosił przemówienie na cześć J.W. Księcia, który podziękował za wielką gościnność, z jaką spotkał się w Rosji, a zakończył wznosząc toast za J.W. Cara i Ich Ekscelencje Gubernatora i panią Scalon.

 

Podczas pobytu w Warszawie Jego Wysokość spotkał się z jak najżyczliwszym przyjęciem ze strony administracji oraz polskiego społeczeństwa. Przyjęty został przez księżną i księcia Branickich, którzy oprowadzili go po swoim pałacu w Wilanowie, gdzie znajduje się godne podziwu muzeum pamiątek historycznych i artystycznych, stanowiących cenne świadectwo dla studiów historii Polskich Królów, którzy mieszkali w tym pałacu. Książę zwiedził także dawną królewską rezydencję w Łazienkach, gdzie został przyjęty przez pułkownika lejtnanta Liatina, który go oprowadził. Odwiedził także interesującą stację miejskich filtrów oraz Instytut Politechniczny, gdzie kształci się inżynierów dla przemysłu, kopalni, elektryczności, chemii itp. Chwała za istnienie tej instytucji, w której znajdują się doskonałe laboratoria, duże kolekcje geologiczne i wspaniałe modele najnowocześniejszych maszyn, należy się panu Wertheimowi, jednemu z głównych sponsorów tej fundacji. Zakończmy wyliczanie informacją o przyjęciu wydanym na cześć Jego Wysokości przez markizę Wielopolską, w którym wzięli udział Jego Ekscelencja Gubernator i pani Scalon oraz liczne osobistości Polskiego Społeczeństwa.

 

5 lutego Jego Wysokość opuścił Warszawę. J.E. Gubernator w towarzystwie uprzednio wymienionych adiutantów i sztabu przyszedł Go pożegnać na dworzec. Zauważmy obecność, pomiędzy innymi, pana Wertheima, radcy państwa, pana Millera, szambelana i prezydenta miasta, generała Meiera, komendanta policji. O godz. 2.45 pociąg odjechał i Książę oddał ostatnie honory licznym żegnającym Go osobom.

 

Podczas pobytu Jego Wysokości wysłane zostały następujące telegramy. W odpowiedzi na telegram J.W. do J.W. Cara, oznajmiający przyjazd do Białowieży zawierający podziękowanie za zgotowane przyjęcie, J.W. Car wysłał taką depeszę:

 

„Książę Monaco, Białowieża. Mam nadzieję, że pobyt w Białowieży pozostawi u Księcia miłe wspomnienia. Mikołaj”.

 

Po pobycie w Białowieży Jego Wysokość wysłał telegram do J.W. Cara:

 

„Opuszczam Białowieżę z niezapomnianymi doznaniami, przesyłam Waszej Wysokości wyrazy najwyższego szacunku oczekując, że spotkawszy Waszą Wysokość, będę mógł osobiście przekazać podziękowania. Oddany Waszej Wysokości Albert, książę Monaco”.

 

Po dotarciu nad rosyjską granicę w Kaliszu, J.W. Książę wysłał do Jego Ekscelencji następującą depeszę:

 

J.E. Gubernator Warszawy. „Nie chcę opuścić polskiego terytorium bez podziękowania za okazane mi względy i napisania o radości i cennych wspomnieniach z tej podróży.”

 

Nieco więcej informacji o samym polowaniu Alberta I zawiera artykuł N. DE WOUYTCHA, jaki ukazał się w Rives d'Azur (miesięczniku wychodzącym w Monako) nr 335 w kwietniu 1938 roku, a więc ćwierć wieku po odbytym polowaniu w Puszczy Białowieskiej i 16 lat po śmierci Alberta I:

 

Książę Albert I z Monako w Białowieży

 

Z okazji polowań marszałka Goeringa w Polsce, gazety na całym świecie mówiły o wielkich obszarach leśnych Białowieży i żubrach, nadzwyczaj rzadkich zwierzętach z rodziny pustorogich. Przed I Wojną Światową Białowieża należała do apanaży rodziny Cara Rosji. Jakiś czas temu, ostatni carski administrator tych dóbr opublikował w Paryżu, na łamach emigracyjnego pisma La Renaissance, swe wspomnienia z Puszczy, opis organizacji dóbr i polowań oraz jej wybitnych gości. Wspomniał między innymi szlachetną postać Księcia Alberta I z Monako.


Przyjazd Księcia Alberta został zapowiedziany panu Golenko przez Centralną Administrację Apanaży w lutym 1913 roku . Instrukcje przekazane w związku z wizytą Księcia precyzowały, że Car Mikołaj zezwalał gościowi na zabicie dwóch żubrów, Nadzwyczajny to przywilej, zważywszy na rzadkość tych zwierząt, Książę przybył [do Białowieży] 23 lutego  wraz z adiutantem - lejtnantem marynarki Bouree i swoim lekarzem, doktorem Louet. Rozgościli się oni w apartamentach Wielkiego Księcia Mikołaja Mikołajewicza.


Tego roku klasyczna rosyjska zima nastała dopiero na tydzień przed przyjazdem Księcia. Śnieg spadł obficie, a temperatura wynosiła 25° poniżej zera. Droga dla sań przedstawiała się wspaniale, a olbrzymie pokryte śniegiem drzewa tworzyły widok o  zadziwiającym pięknie. Jednak ten piękny krajobraz nie byt nieznany Księciu, który z przyjemnością opowiadał panu Golenko o swoich polowaniach na Spitsbergenie I    na niedźwiedzia grizzly w Ameryce Północnej. Przez 4 dni, które spędził w Białowieży, Książę chodził w butach wyłożonych futrem, ubrany w krótką pelisę również podbitą futrem, aby uniknąć złych skutków zimna. Wielokrotnie okazywał satysfakcję z tego ubioru w rosyjskim stylu.


Książę zapowiedział, że szkielety zabitych żubrów zostaną przeznaczone na dary dla francuskich i angielskich muzeów zoologicznych. Począwszy od pierwszego dnia, książę okazał się nadzwyczajnym strzelcem. Zabił żubra pierwszym wystrzałem; zwierzę padło jak rażone piorunem. Po tym wyczynie Książę przemierzył Puszczę, podziwiał stada różnych zwierząt i zabił kilka z nich. Następnego dnia upolował jelenia i dzika. Trzeciego dnia książę zabił drugiego żubra. Mięso obu żubrów zostało starannie zdjęte. Książę skosztował język i filet i uznał je za doskonałe, ale było to głównie zasługą kucharza, ponieważ mięso żubrze jest w zasadzie niezbyt smaczne), kości i skóry zostały oczyszczone i umyte, a następnie pod eskortą urzędnika i zgodnie z instrukcjami księcia, odwiezione do granicy do wysłania.


W przeddzień wyjazdu Książę Albert wręczył administratorowi apanaży order Świętego Karola i rozdał różne nagrody personelowi uczestniczącemu w polowaniach. Z kolei zarządca apanaży przedstawił Jego Wysokości album z widokami Białowieży, który książę zgodził się przyjąć na pamiątkę swojego pobytu, który uznał za jeden z najprzyjemniejszych.

 

Było to ostatnie polowanie na żubry w Puszczy Białowieskiej za panowania w niej rosyjskich Carów. Wtótce wybuchła I Wojna Światowa i dla Puszczy nastał niedobry okres.

 

Podsumowując te czasy należy stwierdzić że, Carowie rosyjscy, będący od 1795 roku włodarzami Puszczy Białowieskiej, otoczyli żubry i inną zwierzynę  jako swą własność specjalną opieką. 10 września 1802 roku „przypisano" do Puszczy chłopów ze wsi Czwirki, Panasiuki, Kamienniki i Myzinary Pałuckie w celu ochrony żubrów „przed wybijaniem, straszeniem i dla wyżywienia". Ostatnią z tych miejscowości zastąpiono następnie wsiami Kiwaszyn i Roszkówka. Do obowiązków chłopów z wymienionych wsi, zamieszkujących łącznie 108 gospodarstw, należało przygotowywanie siana na zimowe dokarmianie żubrów, utrzymywanie w dobrym stanie dróg leśnych, ochrona przeciwpożarowa oraz uczestnictwo w polowaniach w charakterze naganiaczy. Ukazem z 1803 roku Aleksander I objął żubry ochroną, wprowadzając wymóg uzyskania odręcznego zezwolenia carskiego na ich łapanie lub zabijanie, a na wstęp do Puszczy Białowieskiej trzeba było otrzymać upo¬ważnienie miejscowej administracji.


Od 1809 roku corocznie przeprowadzano spis żubrów. Odbywało się to w ten sposób, że zimą, po opadach śniegu, wszyscy strażnicy w umówionym dniu dokonywali inspekcji swych obchodów, licząc ślady wchodzące i wychodzące oraz sprawdzając zwierzostan wewnątrz rewirów. Metoda ta była niezbyt ścisła, o czym świadczą znaczne nieraz wahania liczby zwierząt między kolejnymi latami, ale jej rezultaty odzwier¬ciedlają ogólne trendy zmian stanu liczebnego białowieskiego stada. Statystyki te wykazały, że liczba żubrów zwiększała się systematycznie do 1857 roku, kiedy to osiąg¬nęła swój punkt kulminacyjny - 1898 sztuk. Następnie doszło do gwałtownego spadku liczebności tych zwierząt i jej ustabilizowania się na poziomie około 500 sztuk. Na początku XX wieku białowieskie stado powiększyło się do około 700 osobników i w tym stanie przetrwało do początku I Wojny Światowej.

 

Polowania w Puszczy Białowieskiej podcza I Wojny Światowej w czasach Georga Eschericha

 

Georg Escherich

Georg Escherich (ur. 4 stycznia 1870 w Schwandorf, zm. 26 sierpnia 1941 w Monachium) – niemiecki leśnik, nacjonalistyczny polityk i podróżnik.  W 1907 roku i w latach późniejszych przebywał w Afryce. Podczas I Wojny Światowej w 1914 roku został ranny w nogę na froncie zachodnim. Po leczeniu został wojskowym zarządcą Puszczy Białowieskiej, gdzie zwalczał kłusownictwo i rozwijał rabunkową eksploatację drewna na potrzeby militarne Cesarstwa Niemieckiego. W tym czasie pod jego kierownictwem zbudowano sieć kolejek wąskotorowych i tartak w Hajnówce do przemysłowego przerobu drewna. Spowodowało to ogołocenie z drzew znacznych połaci puszczy.


Interesował się też możliwościami zachowania żubrów, ograniczając jednak możliwości ich dokarmiania. Escherich pozostał w Puszczy aż do 28 grudnia 1918 roku.

Escherich (pośrodku) – szef wojskowego zarządu leśnego Białowieży, przed kasynem oficerskim w Białowieży

Każda wojna na objętym przez nią obszarze leśnym wyrządza także olbrzymie straty w zwierzostanie. Nie inaczej było w Puszczy Białowieskiej. Jan Sztolcman w książce „Żubr – jego historia, obyczaje i przyszłość” (1926) podaje, że stan żubrów w Puszczy Białowieskiej przed wybuchem wojny wynosił 737 sztuk, utrzymując się na tym poziomie do ustąpienia Rosjan w sierpniu 1915 roku. Niemieccy wojskowi już z chwilą wkroczenia rozpoczęli prawdziwą rzeź żubrów, nie oszczędzając innej zwierzyny. Strzelali dowódcy, strzelali zwykli żołnierze. Zwierzęta, przywykłe do widoku człowieka, nie miały w zwyczaju uciekać przed nim. Feldmarszałek ks. Leopold Bawarski już w dniu 18 sierpnia 1915 roku ustrzelił jednego żubra, drugiego natomiast w styczniu 1916 roku.

Żubr Leopolda Bawarskiego

W celu zapobieżenia całkowitemu wyniszczeniu puszczańskiej zwierzyny baron Adolf von Seckendorff wydał w dniu 25 września 1915 roku specjalne zarządzenie łowieckie dla Puszczy Białowieskiej. Czas ochronny dla żubra miał obowiązywać przez cały rok. Jelenie mogły być odstrzeliwane w takiej ilości, aby nie przeszkadzało im to w swobodnym rozmnażaniu się. Ustalono czasy ochronne dla jeleni, danieli, saren. Do dzika można było strzelać przez cały rok. Dla reszty zwierzyny obowiązywały pruskie rozporządzenia.

W zarządzeniu zaznaczono, że nie ogranicza ono rozkazów naczelnego dowództwa w zakresie polowania. Dlatego też Cesarz Wilhelm II mógł, pozostając w zgodzie z prawem, ustrzelić jednego żubra w okolicy Czerlonki (12 listopada 1915 roku). Więcej o tym wydarzeniu opisałem w rozdziale pt. Cesarskie łowy.

Cesarz Wilhelm II

Wilhelm II z upolowanym żubrem

Kolejnego żubra upolował hrabia Friedrich von Strachwitz. Rogi tej sztuki były prezentowane na Międzynarodowej Wystawie Łowieckiej w Berlinie w 1937 roku, otrzymując najwyższą ocenę i „Tarczę specjalną”. „Gazeta Toruńska” (nr 277/1915) informowała, że polować w Puszczy można było tylko po wykupieniu karty do polowania, które wydawał zarząd leśny w Białowieży. Karty te otrzymywali wyłącznie Niemcy. Lepsze sztuki jeleni, danieli i dzików mogli odstrzeliwać jedynie goście, gorsze – urzędnicy leśni. Ilość odstrzeliwanej zwierzyny określał zarząd leśny. Goście polowali zawsze w towarzystwie urzędników leśnych.


Polował również feldmarszałek Paul von Hindenburg oraz stojący na czele wojskowego zarządu lasów Białowieży mjr Georg Escherich. Jednym z wyższych dowódców armii niemieckiej w czasie I Wojny Światowej był książę Bawarii Leopold, pochodzący z rodu Wittelsbachów - od kwietnia 1915 roku dowódca 9 Armii, a od sierpnia tegoż roku dowódca Grupy Armii "Leopold". Pod koniec sierpnia jego wojska zdobyły twierdzę Brześć Litewski. W rok później Leopoldowi Bawarskiemu powierzono Naczelne Dowództwo Frontu Wschodniego. Przebywając na terenach wschodnich, książę Leopold nie omieszkał oddać się pasji łowieckiej. Polował m.in. w Czerwonym Dworze i w Puszczy. W białowieskich ostępach upolował piękny okaz żubra. Stało się to już drugiego dnia po wkroczeniu na ten teren niemieckiej armii. Drugą sztukę ustrzelił w styczniu 1916 roku. Polował także na jelenie. Co ciekawsze, to właśnie feldmarszałek Leopold Bawarski miał według niektórych źródeł wydać zarządzenie o zakazie urządzania polowań na żubry w Puszczy Białowieskiej.

Leopold Bawarski odwiedza cerkiew w Białowieży

Są też źródła, które wskazują, że zarządzenie podpisał Cesarz Wilhelm II. Faktem natomiast pozostaje, że właśnie z Bawarii została sprowadzona do Puszczy Białowieskiej straż leśna, której zadaniem było chronienie zwierzyny przed kłusownictwem. Niestety, trzeba ze smutkiem powiedzieć, że bawarscy strażnicy temu zadaniu nie podołali.


Zgodnie ze słowami Eschericha, przebywanie w Puszczy w 1915 roku było niemożliwe, gdyż zewsząd słyszało się odgłosy strzałów.  Sztolcman twierdził, że stosunki łowieckie poprawiły się nieznacznie dopiero po zaprowadzeniu przez Niemców prowizorycznej administracji. W styczniu 1916 roku w Puszczy Białowieskiej pozostawało przy życiu już tylko 178 żubrów. Kłusownictwo ukróciły z czasem surowe przepisy. Za posiadanie broni można było stracić życie. „Gazeta Toruńska” (nr 114/1916) podaje, że wyrokiem bezapelacyjnym wojenno-polowego sądu w Białowieży z dnia 27 kwietnia 1916 roku zostali skazani na śmierć, za ukrywanie broni, trzej chłopi: Wincenty Andruszko z Jałowa, Iwan Grigorlec z Zamosza (w oryginale: Samocza) i Michał Grik z Suszczego Borku. Skazanych rozstrzelano.


Względnie spokojny dla zwierzyny stan trwał do jesieni 1918 roku, kiedy w związku z ustępowaniem wojsk, wśród żołnierzy nastąpiło rozprzężenie dyscypliny. Polować zaczął każdy, kto posiadał jakąkolwiek broń – żołdacy, okoliczni chłopi i osadnicy.

 

Podczas zbierania materiałów o Puszczy głównie korzystałem z licznych publikacji Pana Piotra Bajko. Chylę czoła przed jego wiedzą i dorobkiem publicystycznym. Piotr Bajko jest technikiem leśnictwa, dziennikarzem i historykiem-regionalistą.