Kamienie Wilhelma

Internetowe wydanie ksiązki Andrzeja Czaplinskiego

Get Adobe Flash player

Kościół w Starym Mieście

Na pewnym etapie pisania Kameni Wilhelma uznałem, że warto w nich opisać historię kościoła w Starym Mieście. Tak jak miejscowość Prakwice nierozerwalnie łączy się z rodem von Dohna, tak i kościół w Starym Mieście łączy się z tym rodem. Chociaż jego początek kojarzony jest z innymi wielkimi, pruskimi magnatami. Podobnie jak Prakwice, kościół ma swoje związki z von Wallenrodtami.

Kościół pw. św. Piotra i Pawła w Starym Mieście stoi na terenie wsi o średniowiecznej metryce. Jej przywilej lokacyjny wydał w 1312 roku Günter von Arnstein, komtur Dzierzgonia. Z tą datą można zatem wiązać budowę kościoła. Stare Miasto będące przedtem osadą o nazwie "Rerdiz" prawdopodobnie zmieniło się wtedy w "Altstadt" (Stare MIasto). Nowa nazwa wzięła swe pochodzenie od lokalizacji wsi, na drodze z Dzierzgonia do Starego Dzierzgonia.

Dane dotyczące najdawniejszej historii kościoła podaje m.in. sprawozdanie Wünscha, który osadza najstarszy, staromiejski kościół w 1250 r. opisując go jako "drewniany, wystawiony około 1249 roku". Miał on powstać przypuszczalnie w konsekwencji pokoju dzierzgońskiego z 1249 roku, po wojnie prusko - krzyżackiej. W każdym bądź razie zarówno wspomniany Wünsch jak i Walter Hubatsch określają go jako kościół krzyżacki, a więc katolicki.

Jest rzeczą pewną, że pierwszy kościół wzniesiono z kamienia polnego i cegły, gdyż przemawiają za tym zachowane fragmenty tejże budowli po stronie północnej i wschodniej. Cegły tam wmurowane mają większy rozmiar, taki jakiego używali krzyżacy w swych budowlach. W przywileju lokacynym wsi mowa jest też o tym, że "proboszcz otrzymał osiem włók ziemi — ... derselben vryen hubin hat der pfarrer achte und der schulthis vyre... — a to wskazuje na istnienie już wtedy kościoła parafialnego lub jego budowę w najbliższym czasie (na pewno można przyjąć ten czas jako terminus post quem". Kościół został zbudowany z cegły i kamienia polnego w północnej części wsi i otrzymał drewnianą wieżę. Świątynia była z trzech stron otoczona rzeką Dzierzgoń. Dziesięcina proboszcza została powiększona przez dochody z kolejnych 10 włók, które 13 lipca 1353 r. otrzymał koło Starego Miasta Hannos Schreiber z Kraszewa (parafia Stare Pole). Do parafii staromiejskiej należał też Przezmark, o czym świadczy fakt, że sołtys tej wsi otrzymał w 1404 r. dwie włóki proboszczowskie (staromiejskie), leżące przy granicy wsi Prakowice. Jednakże już w 1437 r. informowano, że proboszcz posiadał ponownie osiem włók kościelnych, a przed 1530 r. znów należało do niego tylko sześć włók.

Większe wzmianki o kościele pojawiają się w zapiskach z lat 1636 - 1663, kiedy było już było po reformacji i kościół stał się luterańskim. Parafia miała obsadzony urząd proboszczowski w pierwszej połowie XVI wieku. Już w 1546 r. urzędował tutaj proboszcz Mateusz (Matthias) Lange. Jeszcze w czasie wizytacji w 1543 r. tutejszy proboszcz posiadał osiem włók, ale potem przejął je kościół w Dzierzgoniu, a parafia straciła samodzielność. Była obsługiwana przez ewangelickiego proboszcza ze Starego Dzierzgonia. Niestety w tych latach kościół był kompletną ruiną. Parafia należała do protestanckiej diecezji morąskiej. W 1624 r. starosta sztumski Fabian Czema (zm. 1636 r.) przekazał drewno na odbudowę kościoła, szkoły i plebanii w Starym Mieście. Dobra parafialne bowiem należały w owym czasie do rodu von Czema, zaś patronat nad kościołem sprawował władca panujący (Landesherr), czyli początkowo książę pruski i elektor brandenburski - Jerzy Wilhelm Hohenzollern (zm. 1639 r.), zaś po nim Fryderyk Wilhelm, zwany Wielkim Elektorem. Ród Czemów nie miał prawa do kościoła, zaś elektor żadnego bezpośredniego interesu w jego odbudowie. Sytuacja ta sprzyjała więc upadkowi świątyni. W podobnym stanie znalazły się też inne kościoły mazurskie, gdzie wizytacje, przeprowadzone pod koniec XVI wieku, wykazały, iż jedynie 17 z 87 kościołów luterańskich było w dobrym stanie.

W styczniu 1546 r. pierwszym księdzem, po reformaji z 6 lipca 1525 roku ogłoszonej przez księcia Albrechta Hohenzollerna, był wspomniany już Mateusz (Matthias) Lange. Od 1580 roku, na jego miejsce wysłany został Jacob Sperbigius, w 1626 roku - Albert Aretius, którego zastąpił Georg Orschelski, sprawujący funkcję duszpasterza od 1646 do 1663 roku.

I właśnie w 1663 r. nastąpiło przejęcie kompleksu dóbr, należących do Starego Miasta, przez Johanna Ernsta von Wallenrodta. Ten pruski wielmoża pełnił wówczas funkcję ochmistrza Prus Książęcych. Zwrócił się do elektora z prośbą o udzielenie mu patronatu nad kościołem w Starym Mieście. W zamian  Wallenrodt zobowiązał się odnowić świątynię. Chociaż płyta marmurowa (zachowana do dnia dzisiejszego) wmurowana nad wejściem do zakrystii głosi troszeczkę coś innego. W tłumaczeniu z łaciny, jest na niej napisane, że:

"Obecy dziedzic, Johann Ernst von Wallenrodt, wielce czcigodny doradca wielkiego Fryderyka Wilhelma i jego najstarszego syna Fryderyka III, elektorów brandenburskich (...), tę poświęconą bogu świątynię, zniszczoną zmienną koleją losów, której terytorium wraz z przyległościami zostało nabyte wojennym męstwem Johanna Walenrodta, jako grobowiec prochów przodków Bogu Najlepszemu, Najwyższemu ku czci, z sarcem pobożnym i wdzięcznym, pamiętając o dobrodziejstwach od niego otrzymanych, z własnej woli wzniósł, poświęcił, ozdobił i wyposażył."

Pewnym więc jest, że przebudowę tej świątyni, a właściwie budowę nowej z zachowaniem pozostałości poprzedniej, przeprowadzono dopiero w latach 1682 - 1688 z fundacji Johanna Ernsta von Wallenroda, właściciela dóbr Prawice i dobrodzieja kościoła.

 

Tablica marmurowa

Tablica wprawdzie potwierdza inicjatywę Johanna Ernsta von Wallenrodt w odbudowę i wyposażenie świątyni oraz potwierdza jej wcześniejszy nie najlepszy stan, lecz stanowi też ważną informację, że ród von Wallenrodt pojawił się w Starym Mieście już wcześniej jako właściciel ziemski. Własność tę miał otrzymać za załugi wojenne Johann Wallenrodt - przodek Johanna Ernsta.

Zapoznajmy się więc z historią rodu von Wallenrodt.

Ród pochodził z Frankonii, ze Szwabach, na północ od Norymbergii. Był to ród rycerski, wygasły w swej ojczyżnie już w 1767 roku. Kilku jego członków zyskało sobie silną pozycję w szeregach Zakonu Szpitala Najświętszej Marii Panny Domu Niemieckiego w Jerozolimie, czyli tzw. Zakonu Krzyżackiego, piastując w nim wysokie urzędy. Najbardziej znanym członkiem rodziny był Konrad von Wallenrodt, który w początkach swej kariery pełnił funkcję szpitalnika w Iławie. W 1376 r. został komturem domowym Dzierzgonia, związanym blisko z ówczesnym Wielkim Szatnym, Konradem von Rotenstein, sprawującym urząd komtura w Dzierzgoniu.  W konsekwencji kariery zakonnej, 12 marca 1391 r., kapituła generalna Zakonu obwołała Konrada von Wallenrodt Wielkim Mistrzem. Zmarł w Malborku 25 lipca 1393 r.

Wallenrodtowie pruscy bardzo cenili sobie pochodzenie od tak znamienitego przodka. W swym wywodzie genealogicznym umieszczonym na wspomnianej, marmurowej tablicy nad wejściem do zakrystii kościoła w Starym Mieście, wymienia go jako swego przodka Johann Ernst von Wallenrodt.

Kolejnymi znakomitymi członkami rodu byli: brat Konrada, Wielki Marszałek Zakonu Krzyżackiego, poległy pod Grunwaldem w 1410 roku, Fryderyk von Wallenrodt; kuzyn Konrada, Jan Wallenrodt był arcybiskupem Rygi. Warto jeszcze dodać, że sami Wallenrodtowie uważali za swojego protoplastę mitycznego Tiberiusa, ojca trzech braci, z których jeden - Mikołaj, był ojcem Konrada Wallenrodta noszącego także imię Tyberiusz. Uważali się za ród korzeniami sięgający XIII w p.n.e. czyli czasów Wojny Trojańskiej. Warto wspomnieć także Eberharda von Wallenrodt słynącego z ogrommnej siły. Ponoć osiem razy potykał się w zwycięskich turniejach rycerskich przed samym cesarzem Henrykiem IV (Henryk IV (973/978-1024) – książę Bawarii 995-1005; król i cesarz rzymsko-niemiecki), mocując się nawet z lwem.

Paweł Pizuński jako protoplastę pruskiej gałęzi rodu podaje jednego z krewnych Konrada von Wallenrodt - Jana (Johanna). Imię jego prawdopodobnie wymieniono w podanym opisie z marmurowej tablicy w staromiejskim kościele. Przypisuje ona nadanie mu ziem w Prusach Wschodnich z tytułu zasług wojennych. Następni historycy potwierdzają ten fakt: Siebmacher, który umieszczał to w końcu XV wieku i Krollman, podajacy datę 1466 r.

Po osiedleniu w Prusach Wschodnich rodzina uzyskała od Wielkiego Mistrza Zakonu Martina Truchseβa nadanie, zatwierdzone aktem z 11 września 1477 r., w którym bracia  Hans i Siegmund von Wallenrodt nabywają posiadłość Prakwice (niem. Prökelwitz) w powiecie morąskim, na zasadzie wymiany. Dotyczyła ona wcześniej nabytej miejscowości Winiec ( niem. Winkelhagen) pow. Morąg.  Wraz z nadaniem Prakwic bracia dodatkowo otrzymali posiadłości rycerskie, wsie Królikowo (niem. Königsee) i Pachoły (niem. Pachollen).

Wiek XVII i XVIII to okres największej świetności rodu, podczas którego rosła ona w liczebność, pomnażając swój majątek i zajmując wysokie stanowiska urzędnicze związane z brandenburskimi Hohenzollernami.

Kościół w Starym Mieście odnowił i wyposażył Johann Ernst von Wallennrodt. Było to możliwe dzięki znacznej fortunie, jaką posiadała wówczas rodzina.

Johann Ernst von Wallenrodt urodzii się 23 stycznia 1615 roku a zmarł 21 marca 1697 r. W 1653 r. Johann Ernst zawarł związek małżeński z wdową po generale Goldsteinie, Marią von Lehwald, i miał z nią dwie córki, z których druga Maria Luiza była dwukrotnie zamężna (pierwsza córka zmarła), nota bene z dalekimi kuzynami Adamem, Sigmundem i Christohem  Wallenrodtem. Z tych małżeństw miała Maria Luiza pięcioro dzieci, z których Adam, Christoph (1680 - 1741), wstąpił w związek z Dorotheą Charlottą von Proeck. Nazwisko von Proeck wcześniej pojawia się przy historii Prakwic. Miał z nią wprawdzie jedenaścioro dzieci ale powoli zaczynał się upadek rodu, który zaowocował odsprzedaniem w 1736 roku Prakwic i Starego Miasta rodowi von Dohna.

Do końca nie jest wyjaśnione czy jacyś Wallenrodtowie byli pochowani w staromiejskim kościele. Wiele za tym przemawia. Inwentaryzacja przeprowadzona w 1954 r. przez prof. Tadeusza Chrzanowskiego, Mariana Kornackiego i Jana Samka podaje informację o kamiennej płycie w posadzce z kartuszem rodziny Wallenrodt i datą 1670 r. Chociaż inne źrodła (Wünsch) podają datę 1626 r. Roztrzygnięcie pochówku członków rodziny w krypcie pod tą płytą możliwe byłoby tylko po przeprowadzeniu odpowiednich badań archeologicznych, które niestety w kościele nie miały miejsca. Nie można jednak wykluczyć funkcji nagrobnej płyty, gdyż jej umiejscowienie jest jak najbardziej stosowne do pochówków patronów kościołów. Wszak o tym mówi napis na płycie marmurowej nad wejściem do zakrystii. Ta druga płyta, która miałaby być płytą nagrobną, jest wpuszczona w posadzkę przed ołtarzem. Znajduje się ona tam do dnia dzisiejszego ale została przykryta przebudowanym dla potrzeb liturgii katolickiej ołtarzem tzw. soborowym.

Ród patronacki kościoła miał trudne zadanie przy odbudowie, biorąc pod uwagę stan techniczny świątyn. Z pierwotnego stanu zachowała się tylko ściana północna istniejąca do wysokości dachu, a ściany wschodnia i południowa do wysokości okien. Zostały one uzupełnione murem ceglanym. Od południa odbudowano kruchtę wejściową z lożą oraz wzniesiono wieżę zachodnią, która zastąpiła wieżę drewnianą. Na tej wieży zamontowano dzwon, ważący 150 kg - odrestaurowany przez Dietricha Herbsta z Elbląga. Powstał on w 1785 r. Drugi  ważący 260 kg ufundował w 1887 r. burgrabia Richard Friedrich von Dohna. Oba dzwony zachowały się do dziś.

Kościół został odbudowany w latach 1682 - 1688. W latach 1696 - 1697 powstał drewniany, ozdobny strop ozdobiony przez malarza Gottfrieda Haarhausena.

 

Na 1690 - 1696 r. określa się powstanie konfesjonału i ołtarza wykonanych przez warsztat rzeźbiarski Johanna Christoha Döbla. Ozdobienie kazalnicy i ołtarza warstwą malarską nastąpiło w 1696 r. za sprawą Haarhausena. Ciekawe są losy ambony i ołtarza. W 1754 r. oba te elementy zostały połączone. Dokonali tego dwaj stolarze Hildebrandt i Hanff z Dzierzgonia, za sumę dziewięciu talarów, przenosząc ambonę ze ściany północnej i wbudowując ją w ołtarz. W ten sposób powstał ołtarz ambonowy (Kanzelattar). W takiej formie przetrwał on 192 lata i dopiero w 1946 roku nastapiło wyjęcie kosza z ołtarza i oddzielenie baldachimu.

  

Wnętrze kościoła przed 1945 r. (Zwischen Narien und Geserich, s.117

Na okres wyposażania kościoła przez Johanna Ernsta von Wallenrodt przypada również fundacja stall i ław dla wiernych, dekoracja chóru muzycznego i loży kolatorskiej. Ozdobienie ich płycinami z dekoracją malarską przypisuje się również Haarhausenowi. Twórca ten zostawił po sobie oprócz podpisu z datą na stropie, drewniany kartusz w bogatej ramie, z cytatem z Ewangelii św. Jana i monogramem GHH oraz datą 1696 r.

Ród zadbał też o całkowite uposażenie kościoła, obdarowując go naczyniami liturgicznymi. Maria Luiza, córka Johanna Ernsta, ufundowała w 1699 r. dwa kielichy - srebrny i pozłacany (niezachowane), dwa srebrne lichtarze, ośmioramienny świecznik oraz chrzcielnicę.

Po zmarłym Johannie Ernscie patronat przejął ochmistrz krajowy (Landhofmeister) Christoph von Wallenrodt - zięć zmarłego.

Wyposażenie koscioła uzupełnił w późniejszyym czasie (1746 r.) nowy pastor Christoph Maack.

W latach 1905 - 1939 systematycznie przeprowadzano inwentaryzację świątyni, stąd mamy tak wiele informacji o nim.

W 1736 roku Prakwice i Stare Miasto nabył bogaty ród von Dohna. Liczbna członków gminy luterańskiej zaczyna szybko wzrastać stąd konieczność powiększenia zboru. Uczyniono to przez wbudowanie trzeciej empory (Empora (niem. Empore), chór muzyczny – element architektoniczny występujący najczęściej w kościele w postaci odrębnej kondygnacji o charakterze antresoli, usytuowana nad kruchtą lub nadwieszona nad głównym wejściem do świątyni. Empora jest galerią wspartą na kolumnach lub filarach, otwartą do wnętrza kościoła. Umieszczona nad nawami bocznymi tworzy najczęściej osobne pomieszczenie dla kobiet lub zakonników. Umieszczona nad kruchtą lub pomiędzy nawą a prezbiterium – przeznaczona na ogół dla śpiewaków i instrumentów muzycznych (najczęściej są to organy). Empora może okalać też cały kościół).

Ponieważ muzyka odgrywała w kościele augsburskim bardzo ważną rolę w 1796 roku kościół w Starym Mieście wzbogacił się o organy ufundowane przez szlachecką rodzinę Dohna – Slobbiten. W 1868 roku dodano do nich klawiaturę nożną. Szczególny rozkwit kościoła nastąpił w latach 1889 – 1926, kiedy pastorem luterańskim w Starym Mieście był przewielebny Heinrich Rudolf Severin Holland. Pod jego kierownictwem parafia przeżyła burzliwe czasy początku XX wieku i I Wojny Światowej. Organy i muzyka sakralna stanowiły istotny element liturgii i sława tej muzyki rozchodziła się poza granice małej parafii.

Dohnowie cały czas sprawują patronat nad kościołem. Jest on dla nich i dla mieszkańców ich dóbr: Prakwic, Adamowa, Królikowa, Glanden,  Pachoł, Mokajm, Wóki Prakwickiej  i Starego Miasta kościołem parafialnym.

Zachowały się dokumenty w postaci pism do właścicieli Prakwic o dwusetnej rocznicy patronatu, pracach konserwatorskich, itp.

Po II Wojnie Światowej kościół był nadal w rękach protestanckich i nadal był w dobrym sanie. Mówi o tym dokument z inwentaryzacji obiektu przeprowadzonej przez wybitnych polskich historyków sztuki, profesorów: Tadeusza Chrzanowskiego, Jana Samka i Mariana Korneckiego. W 1954 roku przygotowywali, w tej jeszcze protestanckiej  świątyni, katalog jej zabytków jak i cały katalog zabytków ówczesnego powiatu morąskiego. Zacytujmy więc obszerne fragmenty tego opisu: 

"Kościół zastaliśmy w stanie dobrym, po przeprowadzonych tuż przed drugą wojną światową, pracach konserwatorskich.(...) Jest to budowla salowa z wieżą zachodnią, wzniesiona z kamieni polnych i cegły; pozostały z niej do dziś (tzn. do 1954 r.) wschodnia elewacja mniej więcej do wysokości gzymsu koronacyjnego oraz ściany boczne do wysokości ław okiennych. Przebudowę tej świątyni, a właściwie budowę nowej z zachowaniem pozostałości poprzedniej, przeprowadzono w latach 1682-1688 z fundacji Johanna Ernsta von Wallenroda, właściciela dóbr Prawice i dobrodzieja kościoła. Powstał wówczas kościół salowy, zapewne nieco większy od pierwotnego, z oknami i wejściami zamkniętymi łukami spłaszczonymi i z dwiema przybudówkami po bokach: północną, mieszczącą zakrystię, i południową – z kruchtą i na pięterku lożą kolatorską. Od zachodu znajduje się wieża ukończona w 1684 roku (pierwotna była zapewne drewniana). O ile sam kościół wraz z przybudówkami jest otynkowany, o tyle wieżę pozostawiono w surowej cegle: ma ona trzy kondygnacje ożywione blendami i oknami o łukach półkolistych. Wieża jest w konstrukcji i artykulacji jednym z nielicznych na tym obszarze przykładów pielęgnowania tradycji średniowiecznych. Kościół ma skromny wygląd zewnętrzny, ale za to niezbyt obszerne lecz barwne i ozdobne wnętrze. Jak przystało na kościół protestancki, wnętrze jest bogate nie liczebnością sprzętów, lecz ich ozdobnością, a przede wszystkim wypełniony przepięknymi malowidłami".

Oto dokładny zapis inwentaryzacyjny prof. T. Chrzanowskiego.

"Ołtarz główny, przypisywany wykonawstwu Jana Christiana Döbela z początku XVIII w., ażurowy z rzeźbami św. Piotra i anioła oraz w zwieńczeniu Trójcy Świętej, św. Mateusza i Jakuba ST., ponadto postaci alegoryczne Wiary i Sprawiedliwości. Pośrodku ołtarza rzeźba Chrystusa na krzyżu, barokowa, przeniesiona z kościoła w Dzierzgoniu. Ambona z około 1690 roku., podtrzymywana przez rzeźbę anioła, z płaskorzeźbami Boga Ojca, ewangelistów i apostołów, polichromowana przez Gotfryda Haarhausena w 1696 r. Konfesjonał rzeźbiony z baldachimem z końca XVII wieku. Chrzcielnica w formie stolika, fundowana w 1746 r. przez pastora G. Maacka. Na chórze muzycznym prospekt barokowy, późnobarokowy z 1796 r., sam instrument (organy) odnawiany i przekształcony w 1862 roku. Zapis wymienia jeszcze kilka drobnych sprzętów oraz płytę fundacyjną na ścianie i grobową Wallenrodów w posadzce. Największą jednak ozdobą kościoła były malowidła wykonane przez Gotfryda Haarhausena, malarza królewieckiego, który dumnie podpisywał jako książęcy malarz dworski i myśliwski (Hof-und Jagdmaler). Strop w kościele był płaski, a całe wnętrza pokrywały bogate malowidła".

Z opisu jednoznacznie wynika, że von Dohnowie pozostawili po sobie kościół w bardzo dobrym stanie. Stan ten trwał do początku lat sześćdziesiątych ubiegłego wieku, kiedy to ostatni pastor protestancki opuścił parafię. Okres braku właściciela śwątyni trwał do początku lat osiemdziesiątych i przyczynił się do kompletnej ruiny kościoła. Mieszkańcy Starego Miasta dewastację przypisują protestantom, którzy ponoć mieli ogołocić kościół. Myślę jednak, że do dewastacji przyczynili się też oni sami. Znam bowiem opowieści rdzennych mieszkańcow Starego Miasta, że jako dzieci, przez wybite szyby zakradali się do wnętrza opuszczonej świątyni i bawili się tam, a właściwie, jak to dzieci, szaleli w niej.

 

Manuał dolny 

Powyższe fotografie przedstawiają zniszczone organy. Tego nie mogli dokonać protestanci opuszczający Stare Miasto i świątynię.

W latach osiemdziesiątych nastąpił powrót kościoła pod zarząd katolicki. Parafia rzymsko - katolicka pw. Trójcy Przenajświętszej w Dzierzgoniu nabyła na własność kościół w Starym Mieście. Nastąpiło to 30 grudnia 1981 r. Od parafii ewangelicko - augsburskiej odkupiono kościół za kwotę 2,5 miliona złotych. Dokonał tego ks. biskup Julian Wojtkowski z Diecezji Warmińskiej, który wypłacił podaną sumę parafi augsbursko - ewangelickiej, reprezentowanej przez  pastorów: Jerzego Rothera i Tadeusza Wegenera. Stosowny akt notarialny podpisano w Warszawie. Od tej pory świątynia jest filią kościoła parafialnego w Dzierzgoniu, którym kieruje ks. dziekan Jan Czajkowski.

Ks. Jan Czajkowski podjął się bardzo trudnego zadania jakim jest przywrócenie dawnego blasku kościołowi. Jaki zastał stan obrazuje przeprowadzona w 1994 roku wizja lokalna, kierowana przez M. Gawryluka. Stwierdziła ona, że „kościół popadł w latach powojennych w zaniedbanie, a sprzęty zostały częściowo zniszczone: brak figury św. Pawła i dziesięciu innych figur w ołtarzu głównym,  konfesjonał zdewastowany, organy pozbawione werku i piszczałek. Powstały nieuniknione też w tych przypadkach uszkodzenia  i wykruszenia polichromii stropu”. Chciałoby się rzec " o bracia katolicy cóż żeście uczynili !!! ".

Dzięki staraniom ks. prałata Jana Czajkowskiego figury jednak powróciły. Były one zdeponowane w Warmińskim Muzeum w Olsztynie. Pozostałe uszkodzenia, zwłaszcza stropu, wymagału kosztownych i długich prac konserwatorskich. Kilka lat trwała renowacja polichromii stropu. Każdą deskę demontowano i wywożono do pracowni konserwatorskich w Gdańsku i Warszawie. Dzisiaj strop jest już odrestaurowany i nadal stanowi ozdobę kościoła w Starym Mieście.

Przeprowadzono remonty dachu (nowe pokrycie), wieży kościelnej i remonty wnętrz. Remonty utrudniają potrzeby pozwoleń na ich wykonanie od konserwatora zabytków. Ale to może i dobrze, przynajmniej zachowuje się pierwotny wygląd kościoła. Niesty nikt nie wróci rozkradzinych bądź zniszczonych płycin z malarstwem Haarhausena. Pozostały tylko nieliczne.

 

Zupełnie niespodziewanie, w 2008 - 2009 r., pojawiła się możliwość rekonstrukcji zniszczonych organ. Do ks. Jana Czajkowskiego zwrócił się mieszkający w Nowym Jorku wnuczek pastora Hollanda. Peter Adrian, tak nazywa się wnuk sławnego pastora, jest także organistą i jako trzynastoletni podówczas chłopiec grał z dziedkiem na organach w kościele w Starym Mieście.  Założył on fundację imienia swojego dziadka, która postawiła sobie za cel odnowienie staromiejskich organ. Do współpracy zaprosił fundatorów, wśród których znależli się potomkowie von Dohnów, byli mieszkańcy Prakwic i Starego Miasta. Znalazł się wśród nich Joachim Prinz, syn ostatniego zarządcy majątku w Prakwicach. W ten sposób w 2009 r. specjalistyczna firma "ORGELBAU", Rainera Woltera z Drezna rozpoczęła remont instrumentu. Mieszkańcy Starego Miasta przyjęli na siebie obowiązek zakwaterowania i wyżywienia pracowników firmy.

 

Odnowione organy

 

Zrekonstuowane klawiatury: górna i nożna

 

Uroczysta msza św., połołączona z poświęceniem organów i koncertem na nich, odbyła się w 2009 r. Przybyli na nią fundatorzy, wśród których byli potomkowie von Dohnów, wierni, duchowieństwo i zaproszeni goście. Kościół więc nadal czyni swą posługę. Znając dbałość kościoła rzymsko - katolickiego o swoje świątynie można być spokojnym o dalszy los kościoła w Starym Mieście.

Ks. dziekan Jan Czajkowski

W 2010 r. fundatorzy w osobach Adriana Petera i Joachima Prinza znowu pojawili się w Starym Mieście. Chcą co roku tutaj przybywać i uczestniczyć w ekumenicznej mszy św. upamiętniającej odbudowę organów i przekazanie ich w użytkowanie. Oby im zdrowia i sił starczyło, bowiem obaj są panami około osiemdziesiątki. Tak jak w 2009 r. tak i teraz obecny był także Rainer Walter z żoną Andreą i córką Johanną, Walter Hörner z Aachen oraz biskup Józef Wysocki. Rainer Walter odremontował organy, a teraz przybył, żeby je ponownie nastroić. Tak się podobno czyni z instrumentem, rok po jego remoncie.

Adrian Peter z lewej i Joachim Prinz z prawej

 

 

Fundatorzy odbudowy organ podczas ekumenicznej mszy św. w 2010 r.

Dla Joachima Prinza wizyty mają jeszcze inny wymiar. Koło kościoła pochowana jest jego siostra Rosemarie Prinz i w tym miejscu postawił krzyż. Składa tam, podczas wizyt, kwiaty.

Kościół w Starym Mieście cechuje prostota i surowość. Nadaje mu ona jednak specyficzny klimat. Ławki są niepomalowane, takie jakimi były po ufundowaniu ich przez Joachima Ernsta von Wallenrodt. Posadzka jest ceglana, taka jaką była przed wiekami. Niech to tak pozostanie. Wprawdzie świątynia jest już katolicka ale bije z niej jeszcze surowy protestantyzm. Może trzeba ją uchronić od wszelkich sztuczności, jarmarczności, marmurów i złoceń tak powszechnych w innych kościołach. Pięknie ozdabia ją odnowiony sufit, muzyką wypełniają odnowione organy. Reszta, w miarę możliwości, niech pozostanie taka sama. Oddaje bowiem burzliwą historię kościoła w Starym Mieście. Naprawdę warto ją odwiedzić, zasiąść w ławkach pamiętających von Wallenrodtów, von Dohnów, pastora Maacka i pastora Hollanda. Przy odrobienie szczęścia można posłuchać organów.

Warto jeszcze zacytować ciekawostkę, na którą natknąłem się w interncie. Jak głosi niesprawdzona plotka, w świątyni był obraz autorstwa samego Rembrandta. Ponoć zabrał go ze sobą ostatni protestancki pastor i teraz znajduje się w Niemczech. Autor o nicku "Ewingi" pisze na portalu Marienburg.pl  tak:

"Rembrandt w Starym Mieście? 

Chciałbym ustosunkować się do informacji od dłuższego czasu już goszczącej na portalu Starego Dzierzgonia, a dot. kościoła pod wezwaniem św. Piotra i Pawła w Starym Mieście, wsi leżącej pomiędzy Starym Dzierzgoniem a Dzierzgoniem. Najwcześniej, bo jeszcze w XVII wieku, od Kiersyt usamodzielniły się Prakwice (niem. Prokelwitz), które stały się siedzibą rodową von Wallenrodow. Von Wallenrodowie w ramach dominium uzyskali także wieś Myślice oraz Stare Miasto i przejęli patronat prywatny nad znajdującymi się tam kościołami gotyckimi. Przyczynili się do pięknego wyposażenia obu świątyń, podobno w Starym Mieście znajdował się nawet obraz Rembrandta wywieziony do Niemiec po 1945 roku przez ostatniego pastora. Na ten temat Rembrandta nie ma żadnych wiadomości  w regionalnych wydawnictwach niemieckich. Nie chce się wierzyć, gdyby to było prawdą, aby fakt ten był utrzymywany w tajemnicy przez byłych niemieckich mieszkańców Altstadt. Nie mniej, faktycznie mógł w tym kościele wisieć XVII wieczny obraz, sygnowany inicjałami Rembrandta. Mianowicie kilkanaście dni temu (16.11.2008) na portalu http://wiadomosci.gazeta.pl/ ukazała się takowa notka: Muzealnicy się rozczarowali: żaden ich "Rembrandt" nie jest prawdziwy. Eksperci ostatecznie potwierdzili obawy Muzeum Państwowego w Schwerinie w Meklemburgii - w tamtejszej Kolekcji Holenderskiej nie ma ani jednego prawdziwego obrazu pędzla Rembrandta. Do takich wniosków doszło siedmiu historyków sztuki i konserwatorów z Holandii, Niemieci USA, którzy obradowali w Schwerinie podczas weekendu. Żaden z ośmiu "Rembrandtów"  z Kolekcji Holenderskiej nie okazał się oryginałem. W przypadku jednego obrazu - portretu starego człowieka - udało się ustalić autora. Był nim współczesny Rembrandtowi Jan Lievens (1607-1674), natomiast umieszczony na obrazie monogram Rembrandta - RHL - jest oczywistym fałszerstwem. Obrazy, których autentyczność zakwestionowali eksperci, książęta meklemburscy kupowali w XVIII wieku w najlepszej wierze jako dzieła słynnego Rembrandta Harmensza van Rijna. Można zatem wnioskować, że informacja z portalu Stary Dzierzgoń może odpowiadać prawdzie, aczkolwiek z powodu niepewności co do autentyzmu nie znalazł ten fakt odzwierciedlenie w literaturze przedmiotu i nie przedostał się do szerszej wiadomości. Rodzina Wallenrodów mogła zakupić obraz z inicjałami Rembrandta dla patronowanej prze siebie świątyni, nawet zdając sobie sprawę, że jest to falsyfikat. Dawniej, zapewne nie przyszło nikomu też do głowy, aby roztrząsać autorstwo niewielkiego jak można sądzić obrazu, wiszącego na ścianie kościółka wiejskiego."